PBF - Ścigając samego siebie

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 13 lipca 2014, 19:45

Mieszkańcy Primm, żołnierze dużo zaryzykowali, i my trzej także. Nienawidzę Kajdaniarzy.
Fakty są takie, że nadal mogą zagrozić Primm. Tak samo jak Goodsprings, skąd przybyliśmy, zabiliśmy tam kilkunastu z nich.

Ja John Flanagan, nie kocham RNK, ani nie jestem jego żołnierzem, ale w imię własnego bezpieczeństwa, zamiast skakać sobie do oczu, pomyślcie o przyszłości.
Dogadajcie się jakoś, nikt nie wymaga wstąpienia do RNK, ale pozwólcie by ustanowili tu posterunek.
Wzajemne zobowiązania obu stron ustalicie na spokojnie, za jakiś czas.

Kajdaniarze wrócą i zabiją wielu z was, jeśli RNK nie zostawi tu ludzi.

My wrócimy do Goodsprings, bo Kjadaniarze i tam zaatakują. Nam RNK nie dało ludzi, nie wiecie jakiego macie farta.
Ostatnio zmieniony 13 lipca 2014, 22:58 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 lipca 2014, 19:54

Primm, główna ulica

Hayes zerknął z ukosa na Flanagana, robiąc minę taką jakby chciał blondynowi przerwać; nie uczynił tego jednak dając Johnowi dokończyć.

- Myślę, że ulica nie jest dobrym miejscem do prowadzenia takich rozmów - oświadczył oficer przenosząc spojrzenie na Nasha - Może siądziemy gdzieś na spokojnie i porozmawiamy o możliwościach dalszej współpracy? Wy z Goodsprings też.

Nash Johnson rozluźnił się zauważalnie, w przeciwieństwie do wyraźnie spiętego mężczyzny w czarnej skórzanej kurtce.

- Chodźmy do kasyna - zaproponował trącając łokciem swego towarzysza i pokazując mu przysłuchującego się rozmowie z poziomu ulicy chudzielca. Czarna kurtka mruknął coś, po czym schylił się i postawił Barta na nogi z pomocą kaprala Diaza.

- Zjemy coś i pogadamy jak cywilizowani ludzie - ciągnął dalej Johnson, spoglądając na tworzących niewielką grupkę mężczyzn - Zapraszam za mną.
Najwidoczniej pojawiła się opcja negocjacji, również dla frakcji z Goodsprings. Rozmowy w spokojnym miejscu i ze szklaneczką w ręce mogą rokować ciekawą przyszłość...

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 13 lipca 2014, 20:09

To rozumiem, nigdy nie odmawiam w takiej sytuacji.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 lipca 2014, 20:50

Primm, kasyno "Vikki & Vance"

Siedzący na sofie w barze kasyna porucznik Hayes odstawił na blat stolika pustą butelkę piwa i wyciągnął z kieszeni munduru papierosa odpalając go od Nasha.

- Skąd macie prąd? - zapytał oficer opierając się z wyraźnym zadowoleniem o sofę i zakładając nogę na nogę. Siedzący obok porucznika Gottschalk przeniósł spojrzenie na Nasha, nie mogąc powstrzymać na wodzy własnej ciekawości.

- Mamy linię wysokiego napięcia zakopaną bezpiecznie pod ziemią - odparł Johnson otwierając nowe butelki piwa i rozdając je siedzącym wkoło stolika gościom - Prąd idzie z Heliosa, według zasad redystrybucji energii dla Nevady.

- Darmowy prąd z republikańskiej elektrowni? - Hayes uniósł znacząco jedną brew, jego ton sugerował jednak, że nie była to forma poważnej zaczepki, a jedynie drobna uszczypliwość - Nie godzi to w waszą dumę?

- O ile się nie mylę, to ciągle nasza elektrownia - burknął bez większego przekonania zastępca szeryfa Beagle, mężczyzna w czarnej skórzanej kurtce siedzący okrakiem na przyniesionym spod kontuaru baru stołku - Wy ją tylko dzierżawicie od pana House'a.

- Gdyby nie my, pan House ciągnąłby prąd ze spalinowego generatora - odparł z pobłażliwym uśmiechem Hayes - Bractwo Stali obróciłoby Strip w perzynę, gdybyśmy im nie spuścili łomotu. Ta rzekoma dzierżawa to w rzeczywistości łup wojenny.

- Podobnie jak więzienie w Jean - podkreślił Beagle - Nie próbowaliście...

- Co to za samochód? - chudzielec od dłuższej chwili przyglądał się wystawionemu na podium pośrodku sali kasyna pojazdowi, staroświeckiemu samochodowi o burtach podziurawionych jak rzeszoto kulami.

- Wóz Vikki i Vance'a - wzruszył ramionami Nash, odpowiadając tonem takim jakby pytanie samo w sobie wzbudziło jego zdumienie - Nie słyszałeś o nich? Jak nie, pogadaj z Slimem, on ci wszystko bardzo dokładnie opowie.

Staruszek wystawił palec w stronę niezgrabnego Protektrona kręcącego się z metalicznym szczękiem po kasynie.

- Wracając do naszych spraw, muszę się spodziewać niemiłych niespodzianek? - spytał Hayes zaciągnąwszy się wpierw papierosem - Mam nadzieję, że po fakcie nikt nie wpadnie na pomysł oskarżenia nas o bezprawne wkroczenie na terytorium niezależnego miasta?

- Oczywiście, że nie - Johnson uniósł w obronnych geście obie ręce - Mówiłem Johnowi, że solidnie się wam odwdzięczymy. Zwrócimy koszty zużytej amunicji i jeszcze dołożymy coś ekstra.

[center]Obrazek[/center]
Piwko i papierosy na wygodnych sofach w kasynie - doskonała okazja do rozmowy na różne męskie tematy.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 lipca 2014, 22:38

Primm, kasyno "Vikki & Vance"

Hayes strzepnął popiół do wieczka słoika ustawionego na stoliczku, umieścił papierosa w kąciku ust oglądając uważnie podaną mu butelkę piwa.

- Domowej roboty? - zapytał spoglądając na jasny płyn pod światło elektrycznych lamp. Z głębi kasyna zaczęły płynąć dźwięki jazzowej piosenki, najpewniej z uruchomionego przez osadników radia. Wielka sala, wyposażona w stoły do blackjacka i ruletki oraz automaty jednorękich bandytów świeciła pustkami, bo przeważająca większość mieszkańców Primm nadal przetrząsała odbite z rąk Kajdaniarzy miasteczko, a żołnierze RNK trzymali wartę na peryferiach Primm bądź ograbiali z wartościowych łupów trupy wynoszonych przed hotel skazańców.

- Karawana z Arroyo przywiozła, trzy tygodnie temu - potrząsnął głową Beagle - Szeryf McBain kazał nam kupić, niechaj mu ziemia lekką będzie. Szeryf znał się na piwie.

- Na piwie może tak, na bezpieczeństwie nie - porucznik spoważniał znienacka, odłożył butelkę na stolik wodząc spojrzeniem po swoich rozmówcach - Posłuchajcie mnie uważnie. Republika prędzej czy później odbije więzienie w Jean i osobiście obstawiam, że stanie się to bardzo szybko, ale Kajdaniarze nie są jedynym zagrożeniem w tych stronach. Są jeszcze Gangi Szakali i Żmij, są dzikie ghule i zmutowane insekty i jest Legion. Wiem, że tu w Nevadzie bardzo nieufnie patrzycie na RNK, najlepszym dowodem jest wasze referendum z zeszłego roku. Przemyślcie to, co się tutaj wydarzyło i zdecydujcie, czy nadal chcecie żyć na własną rękę. Akcesja to najlepsze rozwiązanie, zapewniam was.

Oficer umilkł na chwilę pozwalając, by jego słowa zapadły słuchaczom w pamięć.

- My nie jesteśmy Legionem, tylko cywilizowanym państwem. Owszem, nasi obywatele płacą podatki, ale w zamian silna armia zapewnia im spokój i dostatek. Formalności związane z przystąpieniem do Republiki można przyśpieszyć przez wzgląd na nadzwyczajne okoliczności, oficjalne ceremonie mogą się odbyć w późniejszym czasie. To samo tyczy się zresztą Goodsprings.

- A jeśli odmówimy? My albo Goodsprings? - zapytał Beagle wymieniając jednocześnie spojrzenie z Johnsonem.

- Nikt was siłą nie zmusi - w głosie Hayesa pojawiła się nuta rozczarowania - Musicie sami dokonać wyboru, ale nie czarujmy się, władze Republiki poczują się tym urażone. Nie możecie odrzucać oferty Kimballa i jednocześnie zabiegać o to, by Republika was chroniła. Nie można zjeść ciastka i mieć ciastko, rozumiecie?

- Jakie ciastko? - dopijający drugą butelkę piwa chudzielec już dawno przestał przysłuchiwać się nudnej rozmowie, ale fragment o ciastku natychmiast przykuł jego uwagę - Ja chętnie.
Ciąg dalszy konwersacji przy piwku - mam nadzieję, że tło fabularne settingu Was zbytnio nie nudzi...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 lipca 2014, 22:56

Primm, kasyno "Vikki & Vance"

Flanagan poruszył się w skórzanym fotelu, odstawił opróżnioną z ewidentnym smakiem butelkę piwa odwracając głowę w stronę republikańskiego porucznika.

- Pogadajmy może o Kajdaniarzach - zasugerował zmianę tematu wyczuwając powracające napięcie w stosunkach między przedstawicielem RNK i miejscowymi - W ciągu ostatnich dwóch dni dostali bardzo mocno po głowie, to może ich usadzić na jakiś czas w Jean. W Goodsprings załatwiliśmy tuzin, na czujce na międzystanówce jeszcze dwóch. Ilu w końcu dostało czapę w Primm?

- Diaz już przeliczył zwłoki, dwudziestu dwóch - odparł Hayes - To prawie czterdziestu, a przecież stracili nie tylko ludzi, ale i broń i amunicję.

- Ilu ich może siedzieć w tym więzieniu? - spytał John, drążąc interesujący go najbardziej temat.

- To zastrzeżona informacja - odparł natychmiast Hayes.

- Bez jaj! - żachnął się blondyn - Jesteśmy stronę w tej zadymie, w dodatku sojusznikami, poruczniku. Chyba zależy wam na współpracy? Jeśli mamy się przygotować do obrony przed tymi zbirami, musimy wiedzieć, co nas czeka.

- Nie wiemy, ilu przeżyło bunt - odpowiedział niechętnie Hayes - Nie wiemy, bo nie przeżył żaden strażnik, a przynajmniej żaden do nas nie wrócił. Osobiście obstawiałbym, że została ich jeszcze jakaś setka.

Venkmen gwizdnął cicho przez zęby, wyraźnie pozostający pod wrażeniem szacunków Hayesa.

- Na dodatek mają kumpli spoza więzienia - wtrącił milczący od dłuższej chwili Beagle - Wczoraj odwiedziła ich jakaś inna szajka, nawet wstąpili do hotelu.

- Autostradowi grasanci? - zainteresował się oficer RNK - Rozpoznaliście znaki klanowe?

- Było dość ciemno - wzruszył ramionami zastępca szeryfa - Wyglądali na koczowników, dziwne fryzury i ozdoby, kumacie? Ale przewodził im cwaniaczek w garniaku. Oczom nie wierzyłem jak go zobaczyłem. Normalnie jakby prosto ze Stripu przeskoczył. Przenocowali w hotelu, a dzisiaj rano poleźli gdzieś dalej. Z posterunku ich nie widzieliście?

- Nie - pokręcił głową Hayes - Musieli się prześlizgnąć wschodnią częścią miasta.
Ciąg dalszy konwersacji...

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 14 lipca 2014, 11:25

Chudzielec dopił browarka, zupełnie zapominając o danej w Goodsprings obietnicy wstrzemięźliwości od procentowych napojów. Ale chyba kilka piwek po takim idiotycznym występie jakiego dokonał, nie myśląc racjonalnie i normalnie na haju, tylko zupełnie na trzeźwo skłaniało do refleksji, co do zasadności nie picia. Mógł stracić życie, albo odłamki mogły pokiereszować jego twarz. Bohaterstwo było do dupy i lepiej było nie dawać popisów brawurowej odwagi na trzeźwo, tylko zachować zdrowy pijacki rozsądek. Bolesne rany na całym ciele wyraźnie przypominały Bartowi, aby trzymać się zdrowego rozsądku jaki był jego udziałem jedynie po kilku głębszych...

Tak się przynajmniej Simpsonowi wydawało, ale przypomniał sobie nagle falujący biust Sunny i obietnica złożona w Goodsprings nabrała innego wymiaru. Dziewczynie nie zaimponuje zapity menel, nawet choćby był najrozsądniejszy na świecie i trzymał się z daleka od kłopotów jakie ściągał na siebie w trzeźwym widzie:

- Kurrrrwa! - wrzasnął nagle na całe kasyno, tak że rozmawiąjacy Hayes i Johnson aż podskoczyli na swoich krzesłach: - Miałem nie pić!

Musiał coś z tym zrobić i to szybko. Szkoda mu było stojącej przed nim butelki pienistego, zimnego napoju. Niemal czuł w ustach smak piwa z Arroyo. Rozdarty pomiędzy ponętnymi piersiami Sunny, a cudownie apetycznym browarem, wybrał obie opcje. Chwycił butelkę i wypił duszkiem jej zawartość, tak jakby nie miał nic mokrego w ustach od tygodni. Potem niemal natychmiast włożył palce w usta i ku zdumieniu wszystkich zwymiotował potężną strugą dopiero co spożytą zawartością na podłogę kasyna:

- No co kurwa? - popatrzył na zebranych mających wymaleowane na twarzach wszelkie możliwe miny, od rozbawienia po skrajne zdegustowanie: - Obiecałem że nie będę pił, ale ten bronksik był taki kuszący...

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 14 lipca 2014, 12:01

Chudy weź to teraz posprzątaj, jak posprzątasz to się przejdziemy. W ogóle proszę wszystkich z Goodsprings na zewnątrz, panie i panowie wybaczą zwracam się do negocjujących.
Na zewnątrz mówię do naszych:
Chcę obgadać z Wami sprawę pomocy RNK, nie bardzo możemy decydować za mieszkańców, ale jak Hayes chce dać ludzi to ich tam poprowadzimy i niech sami mieszkańcy negocjują z RNK swoje obowiązki i prawa wzajemne. Jak najszybciej trzeba wracać, Goodsprings może zostać napadnięte wkrótce. Co myślicie?
Ostatnio zmieniony 14 lipca 2014, 23:43 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 14 lipca 2014, 16:40

- Ja natomiast pragnąłbym rzec słówko mieszkańcom tego zacnego miasteczka. Drodzy moi, zrozumcie proszę, że przyłączenie do RNK daje wyłącznie korzyści. To prawda, ciężko podjąć decyzję o podporządkowaniu się większemu, bo być może ten większy zacznie nas dusić i wyciskać. Ale każda przyłączona wioska i osada o malutki kroczek przybliża nas do stabilizacji i bezpieczeństwa. Każdy taki kroczek to mniej kajdaniarzy i podobnych im szumowin a więcej dobrobytu, cywilizacji i spokoju. Zważcie jeszcze jedno: tym razem ci dzielni chłopcy uwolnili was od wątpliwej przyjemności towarzystwa tych bandytów. Pamiętajcie, że w Jean pozostała ich setka i mogą chcieć przyjść tu znowu. Oczywiście możecie odrzucić ofertę Republiki, ale drugi raz porucznik Hayes związany rozkazami będzie mógł tylko z oddali obserwować jak wasze miasto płonie a wy się wykrwawiacie. Czy tego chcecie dla siebie i swoich bliskich?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 14 lipca 2014, 23:34

Ten pastor to chyba jakiś agitator RNK, bo przekonuje niczym stary pimp z New Reno do jego dziwek. - pomyślał Bart zdziwiony nieco tak stanowczo przekonującego do Republiki Gottshalka. Simpsonowi było wszystko jedno, czy mieszkańcy Primm zmienią obrany kierunek, czy nadal będą cieszyć podatkową wolnością. Zresztą zawsze istniały inne opcje niż tylko wizja unii z RNK lub nie. Mieszkańcy mogli umówić się tylko na ochronę miasteczka (co wiązało by się i tak z płaceniem swojego rodzaju myta), lub w taki czy inny sposób dążyć do zachowania względnej suwerenności. Ale to nie było podwórko Simpsona. W Primm znaleźli się w innym celu:

- Eeee, co bedzię ojczulek tu zaprawiał. Będą chcieli, to dołączą, nie to nie. Nie nasze brahminy, nie nasza zagroda. Myśmy tu po pomoc dla Goodsprings przyszli.


Wątek techniczny

Ide pogadać z robotem o samochodzie z kasyna

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 lipca 2014, 21:34

Primm, przed kasynem "Vikki & Vance"

Stojący przy narożniku kasyna wysłannicy z Goodsprings pogrążyli się w tak ożywionej dyskusji, że nie zauważyli zbliżającego się do nich skrycie Nasha Johnsona, dopóki ten nie wyślizgnął się zza pleców Venkmena poklepując albinosa po ramieniu.

- Mam dla was specjalne podziękowania, chłopaki - powiedział staruszek wyciągając w stronę Johna rękę - I dla pana, pastorze. Gdybyście nie namówili Kalifornijczyków do pomocy, tkwilibyśmy dalej w gównie.

- Gwoli ścisłości, jestem Kalifornijczykiem - odparł Gottschalk - A także orędownikiem propozycji porucznika Hayesa, ponieważ wiem, że jest ona słuszna, a zarazem dobrze wieszcząca waszej społeczności.

- Dlatego jestem wdzięczny pastorowi za wsparcie - w głos Johnsona wkradła się nutka podejrzliwości - A teraz chciałbym zaprosić pastora do zjedzenia kolacji. Nasze kobiety przygotowały coś świetnego w kasynie, nie powinniśmy zostawiać porucznika samego. My zaraz wrócimy z chłopakami, tylko coś omówimy prywatnego, a pilnego.

Gottschalk westchnął bezgłośnie uświadamiając sobie, że przywódca społeczności Primm życzy sobie rozmowy na uboczu z przedstawicielami Goodsprinsg, bez udziału republikańskiego duchownego.
Czy pastor wróci w wyrazie uprzejmości do kasyna, by dołączyć do porucznika?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 15 lipca 2014, 21:38

Wielebny nie daj się prosić, my tu z Nashem mamy do obgadania sprawy przewozowe i wrócimy też do naszej przeszłości.
Wykorzystam okazję i wyciągam od niego wszystko co o nas wie. Nawet jakby miał się powtarzać. Oraz pytam komu mieliśmy dostarczyć ostatnią przesyłkę i gdzie.
Potem go wysłuchamy w kwestii polityki.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 15 lipca 2014, 21:59

Chudzielec domyslał się o czym tak ważnym chciał porozmawiać Nash. Problem tkwił w tym, że żaden z nich nawet nie widział, co mogło się stać z powierzoną im przesyłką. Co to było, czy zostało dostarczone. Ledwo dopiero odzyskali swoje imiona, a Simspon miał wrażenie, że wraz z tym zwalą im się na głowę kłopoty przeszłości, której nawet nie znali. A chudzielec pomny przebłysków pamięci nie miał ochoty się zagłebiać w niuanse swej historii:

- K...k...kurwa... - Zająkał się dziwnie zdenerwowany Bart: - Też bbbym coś wrzucił na russzt.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 lipca 2014, 23:10

Primm, przed kasynem "Vikki & Vance"

Nath Johnson odczekał, aż pastor Gottschalk oddali się z powrotem do kasyna. Na pogrążonych w ciemnościach nocy ulicach miasteczka kręciło się coraz więcej ludzi, rozmawiających z ożywieniem w niewielkich grupkach, roznoszących wodę i jedzenie bądź pomagających plądrować zwłoki wyrzucanych na bruk Kajdaniarzy. Obserwujący wszystko w milczeniu Flanagan zauważył, że pomiędzy osadnikami i żołnierzami RNK dochodziło do coraz częstszej wymiany zdań czy nawet uścisków dłoni.

- Musimy pogadać o naszych sprawach - odezwał się w końcu staruszek - Pięć pozostałych paczek trafiło na Strip, wszyscy kurierzy wrócili na czas z potwierdzeniem. Czterej pierwsi pojechali z powrotem do Kalifornii, tylko Daniel Wyand, Numer Cztery, oberwał przez przypadek, biedny sukinsyn.

Wzrok Johnsona pobiegł w kierunku opartego o fronton sklepu ludzkiego ciała, majaczącego w mroku nocy.

- Wrócił ze Stripu, kiedy Kajdaniarze przejmowali kontrolę nad Primm i próbował się im stawiać. Kropnęli go bez mrugnięcia okiem, żeby nas zastraszyć i zostawili na ulicy - podjął opowieść Nash - Ale dostarczył paczkę, bo znalazłem przy nim pokwitowanie.

- Co to były za paczki? - spytał Flanagan, dręczony od chwili ocknięcia w domostwie Mitchella przemożną ciekawością co do swego pochodzenia i przyczyn, dla których znalazł się w grobie w Goodsprings.

- Nadał je jakiś robot z Hub, co się podawał za pośrednika. Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby robotę nagrywał prawdziwy robot - wzruszył ramionami staruszek - Zlecenie na sześciu różnych kurierów, każdy dostał jedną paczkę, wszystkie miały trafić na Strip przez Freeside. Naprawdę nie pamiętacie, co się stało z waszą? Co w ogóle pamiętacie?
Zakładam, że to dopiero początek konwersacji. Od siebie dodam, że chociaż będziecie gromadzili PD za wszelkie poczynania w trakcie sesji, za rozpracowanie wątku Waszej przeszłości i związanej z nią intrygi przewidziałem dodatkowy pakiet PD!

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 16 lipca 2014, 06:51

Oczywiście, że Pastor dołączy do porucznika, choć podejrzliwość Johnsona może być niepokojąca.

ODPOWIEDZ