PBF - Czarne złoto
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
11 Katesh 608 OR, w wojskowym obozowisku
Lawson przesłuchiwał ocalonych na bagnach zbiegów przez kilka godzin, wypytując ich nad wyraz starannie o wszystko, co wiązało się z samymi gatorami, ich obyczajami i uzbrojeniem. Widząc ogromne zmęczenie Grzmocicieli kapitan poniechał przesłuchania niedługo przed świtem, pozwalając im przespać kilka godzin w czasie, kiedy sami wojskowi zwijali obozowisko i szykowali się do dalszej drogi.
Godzinę po wschodzie słońca brat Murdoch obudził wciąż strudzonych gatorskich jeńców przygotowując ich na wymarsz kompanii. Nakarmieni i raz jeszcze opatrzeni, Grzmociciele zostali doprowadzeni do kapitana Lawsona, omawiającego z grupą podoficerów plan działania na cały dzień.
- W waszej łódce moi ludzie znaleźli coś, co ma dla nas bardzo dużą wartość - powiedział dowódca kompanii przerywając odprawę i oglądając się w stronę nadchodzących w towarzystwie Murdocha Grzmocicieli.
Słysząc te słowa sprowadzeni przed oblicze Lawsona mężczyźni dosłownie skamienieli.
Lawson przesłuchiwał ocalonych na bagnach zbiegów przez kilka godzin, wypytując ich nad wyraz starannie o wszystko, co wiązało się z samymi gatorami, ich obyczajami i uzbrojeniem. Widząc ogromne zmęczenie Grzmocicieli kapitan poniechał przesłuchania niedługo przed świtem, pozwalając im przespać kilka godzin w czasie, kiedy sami wojskowi zwijali obozowisko i szykowali się do dalszej drogi.
Godzinę po wschodzie słońca brat Murdoch obudził wciąż strudzonych gatorskich jeńców przygotowując ich na wymarsz kompanii. Nakarmieni i raz jeszcze opatrzeni, Grzmociciele zostali doprowadzeni do kapitana Lawsona, omawiającego z grupą podoficerów plan działania na cały dzień.
- W waszej łódce moi ludzie znaleźli coś, co ma dla nas bardzo dużą wartość - powiedział dowódca kompanii przerywając odprawę i oglądając się w stronę nadchodzących w towarzystwie Murdocha Grzmocicieli.
Słysząc te słowa sprowadzeni przed oblicze Lawsona mężczyźni dosłownie skamienieli.
Jakaś reakcja na gorąco?
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
11 Katesh 608 OR, w wojskowym obozowisku
Kapitan Lawson wyciągnął rękę w stronę jednego z sierżantów, ujął w dłoń podane mu metalowe pudełko, które Grzmociciele zabrali z prowizorycznego magazynu w osadzie gatorów.
- Wątpię, by te drapieżne stwory miały pojęcie, co trafiło w ich łapy, ale dobrze się stało, że im to odebraliście.
- Co to właściwie jest, panie kapitanie? - spytał niepewnie Stryker.
- Książka szyfrów - odparł Lawson - Należała do oddziału, który padł dwa tygodnie temu ofiarą nagłego napadu gatorów. To ściśle tajny dokument, dlatego cieszę się, że nie zostawiliście go na bagnach.
Kapitan Lawson wyciągnął rękę w stronę jednego z sierżantów, ujął w dłoń podane mu metalowe pudełko, które Grzmociciele zabrali z prowizorycznego magazynu w osadzie gatorów.
- Wątpię, by te drapieżne stwory miały pojęcie, co trafiło w ich łapy, ale dobrze się stało, że im to odebraliście.
- Co to właściwie jest, panie kapitanie? - spytał niepewnie Stryker.
- Książka szyfrów - odparł Lawson - Należała do oddziału, który padł dwa tygodnie temu ofiarą nagłego napadu gatorów. To ściśle tajny dokument, dlatego cieszę się, że nie zostawiliście go na bagnach.
Przyznajcie się, kto pomyślał w pierwszej chwili o perłach? 
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Nawet go nie otworzyliśmy. Cieszymy się z jego odzyskania. Czy pański oddział wraca wkrótce do cywilizacji?, pytam bo chętnie byśmy się z wami zabrali. Odebraliście nam większość broni, a swoją straciłem na tych cholernych bagnach.
Ja nie myślałem o perłach, a o czymś przez co będą kłopoty, a co przeoczyliśmy.
Ostatnio zmieniony 18 lipca 2014, 08:30 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
11 Katesh 608 OR, w wojskowym obozowisku
Dowódca kompanii oddał pudełko z książką szyfrów w ręce stojącego obok sierżanta, przeniósł spojrzenie na Reynarda. W jego twardych oczach wciąż tlił się jakiś podejrzliwy ognik, ale Bannister musiał przyznać, że po rekomendacji brata Murdocha żołnierze zaczęli traktować Grzmocicieli w zupełnie inny sposób.
- Wasze zeznania są niebywale ważne dla sztabu - oznajmił Lawson - Nakazałem wyłączyć z naszego taboru dwukołówkę z parą koni, dostaniecie też wozaka, który odstawi was do Langmere. Tam zgłosicie się do miejscowego szeryfa z listem, który zaraz napiszę, on zaś przekaże wam dalsze instrukcje.
- To znaczy, że pozostajemy nadal pod jurysdykcją armii? - zapytał mocno niechętnym tonem Reynard, nie do końca zgadzając się z wizją wielodniowych przesłuchań w najbliższej wojskowej komendanturze.
- To znaczy, że wasze informacje mają żywotne znaczenie dla interesu Korony i armia dołoży starań, abyście bezpiecznie i szybko dotarli do miejsca, w którym przekażecie raz jeszcze wszystko, co dowiedzieliście się na temat tych drapieżców - odparł chłodno kapitan Lawson.
- Jeden wozak, a trzech z nas jest poturbowanych - wtrącił naprędce Hawke, chcąc zdusić w zarodku potencjalną scysję - Straciliśmy na mokradłach większość oręża, a przecie nie powinniśmy podróżować w tych okolicach bez broni.
- Wyglądacie na takich, co wiedzą, z której strony karabin pali - powiedział oficer - Dostaniecie z naszych zapasów po karabinie z amunicją oraz po mieczu, gdybyście dopuścili jakiego wroga zbyt blisko, wszelako oręż ten jest własnością armii i w Langmere oddacie wszystko szeryfowi. Czy to jasne?
- Tak jest, sir - odmruknął wciąż posępny Bannister - Kiedy ruszamy?
- Natychmiast - kapitan okręcił się w stronę jednego z podoficerów - Zaprowadźcie ich do zaprzęgu, kapralu i niechaj wyjeżdżają.
Dowódca kompanii oddał pudełko z książką szyfrów w ręce stojącego obok sierżanta, przeniósł spojrzenie na Reynarda. W jego twardych oczach wciąż tlił się jakiś podejrzliwy ognik, ale Bannister musiał przyznać, że po rekomendacji brata Murdocha żołnierze zaczęli traktować Grzmocicieli w zupełnie inny sposób.
- Wasze zeznania są niebywale ważne dla sztabu - oznajmił Lawson - Nakazałem wyłączyć z naszego taboru dwukołówkę z parą koni, dostaniecie też wozaka, który odstawi was do Langmere. Tam zgłosicie się do miejscowego szeryfa z listem, który zaraz napiszę, on zaś przekaże wam dalsze instrukcje.
- To znaczy, że pozostajemy nadal pod jurysdykcją armii? - zapytał mocno niechętnym tonem Reynard, nie do końca zgadzając się z wizją wielodniowych przesłuchań w najbliższej wojskowej komendanturze.
- To znaczy, że wasze informacje mają żywotne znaczenie dla interesu Korony i armia dołoży starań, abyście bezpiecznie i szybko dotarli do miejsca, w którym przekażecie raz jeszcze wszystko, co dowiedzieliście się na temat tych drapieżców - odparł chłodno kapitan Lawson.
- Jeden wozak, a trzech z nas jest poturbowanych - wtrącił naprędce Hawke, chcąc zdusić w zarodku potencjalną scysję - Straciliśmy na mokradłach większość oręża, a przecie nie powinniśmy podróżować w tych okolicach bez broni.
- Wyglądacie na takich, co wiedzą, z której strony karabin pali - powiedział oficer - Dostaniecie z naszych zapasów po karabinie z amunicją oraz po mieczu, gdybyście dopuścili jakiego wroga zbyt blisko, wszelako oręż ten jest własnością armii i w Langmere oddacie wszystko szeryfowi. Czy to jasne?
- Tak jest, sir - odmruknął wciąż posępny Bannister - Kiedy ruszamy?
- Natychmiast - kapitan okręcił się w stronę jednego z podoficerów - Zaprowadźcie ich do zaprzęgu, kapralu i niechaj wyjeżdżają.
Oprócz broni dostaliście jeszcze prowiant na dwa dni podróży, chociaż do Langmere powinniście dotrzeć przed wieczorem - tak przynajmniej twierdzą wojskowi...
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Rogan wyrwał się z letargu jaki zapadł podczas podróży czółnem. Jakiś facet ubrany w mundur otwierał i czyścił mu ranę na twarzy. Vain poczuł okrutny ból za którym podążyło odczucie ulgi. Póki bolało, znaczyło, że żyje. Przetrwał przedłużający się proces czyszczenia i szycia rany. W myślach powtarzał sobie jak mantrę słowa swojego ojca "Kobiety lubią blizny, mężczyzna bez blizn to jak kobieta bez cycków".
Gdy ułożono go na wozie, poczuł się jakoś tak błogo i bezpiecznie. Przyciągnął do siebie karabin (nie naładowany) i usnął twardym, leczniczym, snem człowieka poczciwego.
Gdy ułożono go na wozie, poczuł się jakoś tak błogo i bezpiecznie. Przyciągnął do siebie karabin (nie naładowany) i usnął twardym, leczniczym, snem człowieka poczciwego.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
11 Katesh 608 OR, Langmere
Powożący dwukołówką młodziutki kapral ze środkowego Midlundu, Buck Gerson, okazał się człowiekiem niewiarygodnie wręcz gadatliwym i potrafiącym zamęczyć rozmową najbardziej wytrzymałego kompana podróży. Na korzyść Grzmocicieli przemawiało wyłącznie to, że mieli nad kapralem znaczącą przewagę liczebną, dzięki czemu konwersowali z nim na przemian. Wypytywani bez końca o szczegóły niewoli u gatorów, mężczyźni nawet nie spostrzegli jak prędko upłynęła im podróż. Wąski ubity trakt biegł przez kilkanaście mil wzdłuż brzegu zatęchłego bagniska, ale mimo obfitości wodnego ptactwa i mniejszych zwierząt czujni podróżnicy nie wypatrzyli ani jednego śladu gatorów bądź trogów.
Jedli w drodze, bez popasu, zatrzymując się na krótką chwilę tylko po to, by załatwić naprędce swe fizjologiczne potrzeby. Kiedy słońce zaczęło się chylić ku zachodowi, pomiędzy drzewami pojawił się znienacka leniwy nurt Murkhamu i przylegającego do brzegów rzeki zabudowania Langmere. Widząc pokryte czerwoną dachówką murowane kamienice siedzący w koźle obok Gersona Bannister pozwolił sobie na głębokie westchnięcie.
Potworność nawiedzanych przez gatory mokradeł pozostała daleko w tyle.
- Jasno jeszcze, prom ciągle kursuje - oznajmił kapral ponaglając lekkim uderzeniem lejc ciągnące dwukołówkę konie.
Powożący dwukołówką młodziutki kapral ze środkowego Midlundu, Buck Gerson, okazał się człowiekiem niewiarygodnie wręcz gadatliwym i potrafiącym zamęczyć rozmową najbardziej wytrzymałego kompana podróży. Na korzyść Grzmocicieli przemawiało wyłącznie to, że mieli nad kapralem znaczącą przewagę liczebną, dzięki czemu konwersowali z nim na przemian. Wypytywani bez końca o szczegóły niewoli u gatorów, mężczyźni nawet nie spostrzegli jak prędko upłynęła im podróż. Wąski ubity trakt biegł przez kilkanaście mil wzdłuż brzegu zatęchłego bagniska, ale mimo obfitości wodnego ptactwa i mniejszych zwierząt czujni podróżnicy nie wypatrzyli ani jednego śladu gatorów bądź trogów.
Jedli w drodze, bez popasu, zatrzymując się na krótką chwilę tylko po to, by załatwić naprędce swe fizjologiczne potrzeby. Kiedy słońce zaczęło się chylić ku zachodowi, pomiędzy drzewami pojawił się znienacka leniwy nurt Murkhamu i przylegającego do brzegów rzeki zabudowania Langmere. Widząc pokryte czerwoną dachówką murowane kamienice siedzący w koźle obok Gersona Bannister pozwolił sobie na głębokie westchnięcie.
Potworność nawiedzanych przez gatory mokradeł pozostała daleko w tyle.
- Jasno jeszcze, prom ciągle kursuje - oznajmił kapral ponaglając lekkim uderzeniem lejc ciągnące dwukołówkę konie.
Dotarliście do Langmere bez żadnych przeszkód, teraz tylko przeprawa przez rzekę na pokładzie promu i spotkanie z miejscowym szeryfem, notabene już Wam znanym...