Przyczółek Mojave
Żołnierze wymienili między sobą nieco skonfundowane spojrzenia, niektórzy z nich zaczęli chichotać pod nosami, inni potrząsali z niedowierzaniem głowami. Dowodzący nimi kapral obejrzał uważnie podaną mu przez Johna pocztową tubę, po czym przekazał ją w ręce jednego z szeregowców.
- Zanieś to do majora Knighta, natychmiast - polecił kapral odwracając się ponownie w stronę zdumiewających przybyszów - Wy siądźcie sobie tutaj, na tych skrzynkach. Mike, dawaj wodę i zawołaj tu felczera. Jezu, człowieku, wyglądasz jakbyś się żywcem ugotował na tym słońcu...
- To jest... to chyba jest ten wielebny, który tu był półtora tygodnia temu - wtrącił inny z żołnierzy, wskazując lufą karabinu na zastygłego w bezruchu Gottschalka - Pastorze, to pan?
Kaznodzieja skinął w odpowiedzi głową, osunął się na ziemię podchwycony w ostatniej chwili przez parę dość czujnych Kalifornijczyków.
- Wody, dajcie im wody! - krzyknął kapral - I niech ktoś przyniesie jakieś derki, namoczone wodą!
[center]

[/center]
Po zweryfikowaniu Waszej tożsamości podano Wam wodę pitną i elektrolity, a także przyniesiono lekkie płaszcze. Na ilustracji widok na przejście graniczne. Dzień dobiega końca, słońce niemal już zaszło.