Nie bardzo wiedział do czego służy arbalest, łuku by się obawiał.
PBF - Płomień Assurbanipala
Zorian podszedł bliżej do zezwłoka. Wyciągnął mu z czaszki bełta i odłożył do kołczanu, wycierając przedtem zakrwawiony grot. Mógł być na wagę złota, gdy zabraknie mu tych dobrych... Przy okazji przyrzał się ów człowiekowi-kanibalowi.
Jak wygląda dokładniej? Widzę znaki szczególne?
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Doświadczony wojownik w dobrej formie był, spiłowane zęby, malunki czaszek na ciele.
Broń dość dobrej jakości. Noc szczególnego w nim nie ma.
Broń dość dobrej jakości. Noc szczególnego w nim nie ma.
Czyli idziecie do wioski szamana, ignorując idących za wami kanibali tak?
Ostatnio zmieniony 01 sierpnia 2014, 23:43 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Najlepiej, jak nieco zmylimy tropy, by ludożercy poszli sobie w inną stronę niż my. Zorian nie jest specjalistą w tej dziedzinie - Tranicosie, jakieś pomysły? 
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Tranicos był nieco zakłopotany. Nie znał tych krain i żyjących tu roślin i zwierząt, więc nie do końca wiedział jak zabrać się za zacieranie śladów.
- To nie może dużo różnić się od Aquilonii - powiedział na głos, zaskakując bliżej jadących towarzyszy. - Niech każdy ciągnie za sobą zwierzęcą skórę - ranger przypomniał sobie o starej sztuczce przemytników, mającej zmylić węch ewentualnych zwierząt gończych. - A ja będę szedł za wami i zostawiał fałszywe ślady, a zacierał nasze. Jakbym nagle zniknął... Róbcie co chcecie, bo i tak mnie nie posłuchacie.
- To nie może dużo różnić się od Aquilonii - powiedział na głos, zaskakując bliżej jadących towarzyszy. - Niech każdy ciągnie za sobą zwierzęcą skórę - ranger przypomniał sobie o starej sztuczce przemytników, mającej zmylić węch ewentualnych zwierząt gończych. - A ja będę szedł za wami i zostawiał fałszywe ślady, a zacierał nasze. Jakbym nagle zniknął... Róbcie co chcecie, bo i tak mnie nie posłuchacie.
Zamorianin zacisnął usta w krzywym uśmiechu. Żwawo ruszył ku martwemu dzikusowi. Pociągnął kanibala za włosy wlokąc zewłok po piaszczystej ziemi. Szarpał nie zważając na profanację. Nie dbał o to.
Przytaszczył wreszcie martwe ciało dzikusa do pala. Tamże odciąwszy poprzedniego użytkownika przywiązał do niego ciało zwiadowcy.
Oszpecił je okrutnie, odcinając uszy, wyrywając kość z nosa i wyłupiając oczy. Trzema cięciami sztyletu rozorał klatkę piesiową na podobieństwo szponów dzikiej bestii. Rozorał brzuch jego następnie wyciągnąwszy jelita, rozwłóczył je wokół.
Tranicos odwrócił wzrok omal nie puszczając pawia. Zorian zacisnął dłonie na arbaleście. Druss zaprotestował stanowczo.
Rozumieli jego intencje. Chciał przerazić ewentualny pościg. Zniechęcić dzikusów. Przestraszyć.
Jednakże nieludzka przyjemność dała się zauważyć na twarzy dawnego zarządcy niewolników. Zew okrucieństwa i głęboko zakorzenionej skłonności do znęcania się nad tymi, których uznawał ze nierównych sobie.
Czyli wszystkich innych.
Coraz częściej ta skłonność wyrywała się na świat. Im dłużej tłumiona, tym większego szukała ujścia.
Któregoś dnia niechybnie sprowadzi nań klątwę, bądź gniew nienazwanych, dzikich bogów tych krain -pomyślał Chen Shu, lecz nie wyrzekł nic na głos.
Przytaszczył wreszcie martwe ciało dzikusa do pala. Tamże odciąwszy poprzedniego użytkownika przywiązał do niego ciało zwiadowcy.
Oszpecił je okrutnie, odcinając uszy, wyrywając kość z nosa i wyłupiając oczy. Trzema cięciami sztyletu rozorał klatkę piesiową na podobieństwo szponów dzikiej bestii. Rozorał brzuch jego następnie wyciągnąwszy jelita, rozwłóczył je wokół.
Tranicos odwrócił wzrok omal nie puszczając pawia. Zorian zacisnął dłonie na arbaleście. Druss zaprotestował stanowczo.
Rozumieli jego intencje. Chciał przerazić ewentualny pościg. Zniechęcić dzikusów. Przestraszyć.
Jednakże nieludzka przyjemność dała się zauważyć na twarzy dawnego zarządcy niewolników. Zew okrucieństwa i głęboko zakorzenionej skłonności do znęcania się nad tymi, których uznawał ze nierównych sobie.
Czyli wszystkich innych.
Coraz częściej ta skłonność wyrywała się na świat. Im dłużej tłumiona, tym większego szukała ujścia.
Któregoś dnia niechybnie sprowadzi nań klątwę, bądź gniew nienazwanych, dzikich bogów tych krain -pomyślał Chen Shu, lecz nie wyrzekł nic na głos.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Nieco odrażające, ale i sprytne działanie Vanko, dawało pewne widoki na powodzenie. Krajowcy byli przesądni i raczej wiedzieli kim lub czym są te straszliwe akaaana, o jakich prawił umierający przy palu murzyn.
Tranicos pogonił wszystkich i wspólnie z 2 z 4 myśliwych jakich macie, zaczął zacierać ślady waszej grupy (drużyna + 10 tubylców + niewolnik Vanko + ochroniarz Vanko).
Tranicos pogonił wszystkich i wspólnie z 2 z 4 myśliwych jakich macie, zaczął zacierać ślady waszej grupy (drużyna + 10 tubylców + niewolnik Vanko + ochroniarz Vanko).
Mechanika: do Maskowania śladów używamy Przetrwania Tranicos i myśliwi mają je na 4, to złożone działanie to dałem 2 testy o stałej trudności 2 (Przezwyciężanie).
Pierwszy test dał 4 Umiejętność +1 rzut minus trudność 2 razem +3 Imponujący sukces.
Drugi test dał 4 Umiejętność -1 rzut minus trudność 2 razem +1 sukces.
Średni wynik +2 z obu testów. Więc trudność odkrycia Waszej grupy, wyniesie 4. Bazowe 2 +2 za sukcesy w zacieraniu śladów razem 4.
Dobra robota.
Pierwszy test dał 4 Umiejętność +1 rzut minus trudność 2 razem +3 Imponujący sukces.
Drugi test dał 4 Umiejętność -1 rzut minus trudność 2 razem +1 sukces.
Średni wynik +2 z obu testów. Więc trudność odkrycia Waszej grupy, wyniesie 4. Bazowe 2 +2 za sukcesy w zacieraniu śladów razem 4.
Dobra robota.
Ostatnio zmieniony 04 sierpnia 2014, 11:35 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ruszyliście klucząc, idziecie cały dzień. Słońce chyliło się ku zachodowi. Byliście już głodni. O świcie pochłonęliście nieco suszonego mięsa i od tego czasu nic nie mieliście w ustach. Źródła, na które się czasami natykaliście, dostarczały wam wody.
Teren stawał się coraz bardziej nierówny. Pojawiły się poszarpane wzniesienia i strome zbocza. Wciąż zbliżaliście się do stóp milczących gór. Nadal nie widzieliście swych prześladowców. Jedynie kiedy oglądaliście się za siebie, dostrzegaliście nieznaczne poruszenia, jakiś przemykający cień, chylącą się trawę, prostującą się nagle gałązkę, ruch wśród liści. Dlaczego są tacy ostrożni? Czemu nie podejdą i nie zakończą tej zabawy?
Zapadła noc. Dotarliście do zboczy, wiodących ku podnóżom gór, które czarne i groźne wznosiły się teraz ponad nim. Były jego celem, miał nadzieję, że tam zmyli swych prześladowców. A jednak czuliście, jak odpycha was od nich jakaś dziwna niechęć. Kryło się w nich tajemne zło, wstrętne niby zwoje śpiącego w trawie wielkiego węża.
Panowała nieprzenikniona ciemność i tylko gwiazdy mrugały czerwono w ciężkim skwarze tropikalnej nocy. Zatrzymaliście się na chwilę w niezwykle gęstym zagajniku. Dalej drzewa przerzedzały się. Usłyszeliście cichy dźwięk, nie będący jednak szumem nocnego wiatru, żaden bowiem podmuch nie kołysał ciężkimi liśćmi.
Odwracając się dostrzegliście jakiś ruch w mroku. Niewyraźny cień skoczył na Drussa ze zwierzęcym rykiem. Cymeryjczyk uniknął ciosu dzięki gwiazdom, które odbijały się w ostrzu; poczuł, że oplatają go szczupłe, żylaste ramiona, a spiczaste zęby wbijają się w ciało. Walczył zażarcie. Tylko przypadkiem zdołał pochwycić trzymającą żelazny nóż rękę. Wyszarpnął sztylet. Czuł nieprzyjemny dreszcz, w każdej chwili oczekując włóczni w plecach.
Zastanawiał się, dlaczego inni nie przychodzą z pomocą swemu towarzyszowi, lecz nie przeszkadzało mu to walczyć z całą mocą swych stalowych mięśni.
Konwulsyjne szarpnięcia rzuciły ich na oświetloną blaskiem gwiazd polanę i Druss dostrzegł kółko z kości słoniowej w szerokim nosie i spiczaste zęby, które jak zęby dzikiej bestii sięgały do jego krtani. Zdołał odepchnąć w dół i do tyłu trzymającą jego nadgarstek rękę i wbił sztylet głęboko między żebra Murzyna.
Wojownik wrzasnął, a w powietrzu rozszedł się drażniący, ostry zapach krwi. W tej samej chwili uderzenia wielkich skrzydeł powaliły Drussa, ogłuszonego, na ziemię, a jego przeciwnik znikł z krzykiem śmiertelnego strachu. Wszyscy, słyszeliście cichnący krzyk półżywego kanibala, jaki dobiegał gdzieś z góry.
Natężyliście wzrok. Wydało wam się, że na tle nocnego nieba dostrzegacie przesłaniające gwiazdy bezkształtne, straszne Coś , wijące się ludzkie członki, wielkie skrzydła i niewyraźna sylwetka, co znikło tak szybko, że nie byliście pewni, czy istotnie to widzieliście.
Zastanawialiście się, czy całe zajście nie było jedynie sennym koszmarem.
Skrzydła! Skrzydła wśród nocy! Szkielet w wiosce, poszarpane strzechy chat, okaleczony Murzyn, którego rany nie pochodziły od noża ani włóczni i który skonał krzycząc o skrzydłach! Z pewnością kraina ta to teren łowiecki gigantycznych ptaków, które z ludzi uczyniły swój łup. Lecz jeśli to ptaki, to dlaczego nie pożarły do końca tego nieszczęśnika przy palu? A zresztą w głębi serca żaden z was nie wierzył, by jakikolwiek ptak mógł rzucać taki cień, jaki przesłaniał gwiazdy.
Teren stawał się coraz bardziej nierówny. Pojawiły się poszarpane wzniesienia i strome zbocza. Wciąż zbliżaliście się do stóp milczących gór. Nadal nie widzieliście swych prześladowców. Jedynie kiedy oglądaliście się za siebie, dostrzegaliście nieznaczne poruszenia, jakiś przemykający cień, chylącą się trawę, prostującą się nagle gałązkę, ruch wśród liści. Dlaczego są tacy ostrożni? Czemu nie podejdą i nie zakończą tej zabawy?
Zapadła noc. Dotarliście do zboczy, wiodących ku podnóżom gór, które czarne i groźne wznosiły się teraz ponad nim. Były jego celem, miał nadzieję, że tam zmyli swych prześladowców. A jednak czuliście, jak odpycha was od nich jakaś dziwna niechęć. Kryło się w nich tajemne zło, wstrętne niby zwoje śpiącego w trawie wielkiego węża.
Panowała nieprzenikniona ciemność i tylko gwiazdy mrugały czerwono w ciężkim skwarze tropikalnej nocy. Zatrzymaliście się na chwilę w niezwykle gęstym zagajniku. Dalej drzewa przerzedzały się. Usłyszeliście cichy dźwięk, nie będący jednak szumem nocnego wiatru, żaden bowiem podmuch nie kołysał ciężkimi liśćmi.
Odwracając się dostrzegliście jakiś ruch w mroku. Niewyraźny cień skoczył na Drussa ze zwierzęcym rykiem. Cymeryjczyk uniknął ciosu dzięki gwiazdom, które odbijały się w ostrzu; poczuł, że oplatają go szczupłe, żylaste ramiona, a spiczaste zęby wbijają się w ciało. Walczył zażarcie. Tylko przypadkiem zdołał pochwycić trzymającą żelazny nóż rękę. Wyszarpnął sztylet. Czuł nieprzyjemny dreszcz, w każdej chwili oczekując włóczni w plecach.
Zastanawiał się, dlaczego inni nie przychodzą z pomocą swemu towarzyszowi, lecz nie przeszkadzało mu to walczyć z całą mocą swych stalowych mięśni.
Konwulsyjne szarpnięcia rzuciły ich na oświetloną blaskiem gwiazd polanę i Druss dostrzegł kółko z kości słoniowej w szerokim nosie i spiczaste zęby, które jak zęby dzikiej bestii sięgały do jego krtani. Zdołał odepchnąć w dół i do tyłu trzymającą jego nadgarstek rękę i wbił sztylet głęboko między żebra Murzyna.
Wojownik wrzasnął, a w powietrzu rozszedł się drażniący, ostry zapach krwi. W tej samej chwili uderzenia wielkich skrzydeł powaliły Drussa, ogłuszonego, na ziemię, a jego przeciwnik znikł z krzykiem śmiertelnego strachu. Wszyscy, słyszeliście cichnący krzyk półżywego kanibala, jaki dobiegał gdzieś z góry.
Natężyliście wzrok. Wydało wam się, że na tle nocnego nieba dostrzegacie przesłaniające gwiazdy bezkształtne, straszne Coś , wijące się ludzkie członki, wielkie skrzydła i niewyraźna sylwetka, co znikło tak szybko, że nie byliście pewni, czy istotnie to widzieliście.
Zastanawialiście się, czy całe zajście nie było jedynie sennym koszmarem.
Skrzydła! Skrzydła wśród nocy! Szkielet w wiosce, poszarpane strzechy chat, okaleczony Murzyn, którego rany nie pochodziły od noża ani włóczni i który skonał krzycząc o skrzydłach! Z pewnością kraina ta to teren łowiecki gigantycznych ptaków, które z ludzi uczyniły swój łup. Lecz jeśli to ptaki, to dlaczego nie pożarły do końca tego nieszczęśnika przy palu? A zresztą w głębi serca żaden z was nie wierzył, by jakikolwiek ptak mógł rzucać taki cień, jaki przesłaniał gwiazdy.
Jest wieczór, kolejny zwiadowca kanibali się napatoczył, zaatakował Drussa na uboczu, jak ten poszedł się odlać. Potem coś porwało w górę rannego kanibala. Zmęczenie jesteście mocno i głodni, musicie odpocząć. Kwestia, czy wchodzicie na wielkie drzewa, by tam pospać, czy też nocujecie na ziemi?
Tranicos zarzucił łuk i kołczan na plecy i począł wspinać się na jedno z pobliskich drzew. Gdy już dotarł do jednego z konarów, zawiesił kołczan i łuk na jednej z gałęzi, a sam usadowił się między konarem a pniem i przywiązał się doń własnym pasem.
- Jak coś się będzie działo, krzyczcie - powiedział. Potem owinął się swoim szarozielonym płaszczem i zasnął.
- Jak coś się będzie działo, krzyczcie - powiedział. Potem owinął się swoim szarozielonym płaszczem i zasnął.
Jak pojawi się coś czarnego lub/i skrzydlatego, najpierw strzelam, potem zadaję pytania.
Nie mam zamiaru kryć się pośród drzew niby tchórz! -zaprotestował Vanko widząc błądzące po koronach drzew spojrzenia Zoriana.
Jednakże.. ha! -przywołał towarzyszy ku sobie. Choć wątpił wielce, by ktokolwiek z dzikusów pojął choć w jednym słowie aquliońską mowę zaproponował zorganizowanie zasadzki.
Jednakże.. ha! -przywołał towarzyszy ku sobie. Choć wątpił wielce, by ktokolwiek z dzikusów pojął choć w jednym słowie aquliońską mowę zaproponował zorganizowanie zasadzki.
Rozpalamy ognisko. Tranicos penetruje krzaki, by nikt nas nie przyuważył. Układamy pod kocami gałęzie, że niby tam śpimy, a sami chowamy się na drzewach. Jak ktoś przyjdzie to go capniemy, a jak da radę to żywcem, żeby go wziąć na spytki.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Propozycja Vanko, by jednak zorganizować zasadzkę, zastała Tranicosa podczas wspinaczki na drzewo.
Zdawało się, że rosły Zamorańczyk, postanowił zmienić się ze ściganego w drapieżnika. Obecność kolejnego zwiadowcy kanibali, wskazywała, że są gdzieś w pobliżu. Zmylenie śladów, dało wam nieco czasu, ale chyba znowu wpadli na Wasz trop.
Awanturnicy zastanawiali się co czynić, byli zmęczenie, a zasadzka wymagała czuwania i wzmożonej czujności, lecz gdyby się udała, mogli się pozbyć ścigających, kwestia tylko, jak wielu ich było.
Aczkolwiek, po walkach jakie toczyli, jasnoskórych awanturników, niewiele przerażało. Byli jak urodzeni zabójcy, szybcy, bezlitośni i morderczy.
Zdawało się, że rosły Zamorańczyk, postanowił zmienić się ze ściganego w drapieżnika. Obecność kolejnego zwiadowcy kanibali, wskazywała, że są gdzieś w pobliżu. Zmylenie śladów, dało wam nieco czasu, ale chyba znowu wpadli na Wasz trop.
Awanturnicy zastanawiali się co czynić, byli zmęczenie, a zasadzka wymagała czuwania i wzmożonej czujności, lecz gdyby się udała, mogli się pozbyć ścigających, kwestia tylko, jak wielu ich było.
Aczkolwiek, po walkach jakie toczyli, jasnoskórych awanturników, niewiele przerażało. Byli jak urodzeni zabójcy, szybcy, bezlitośni i morderczy.
Czekam na decyzję, jak obozujecie, czy palicie ogień i robicie zasadzkę i wszelkie inne działania ew.
- Mądry plan, wręcz wyśmienity. Zleci się cała brygada kanibalów a my wystrzelamy ich z drzewa jak kaczki! Oczywiście, czarnoskórzy będą sobie koczować pod drzewem, aż wystrzelamy ich wszystkich... - sapnął Zorian, nawet nie starając się ukryć złośliwości. - A jak podpalą drzewa to będziemy dla nich pieczonym daniem głównym! Ja proponuje zregenreować siły i kontynuować podróż, zasadzimy się w jakimś lepszym terenie...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
[offtopic]Panowie co z tą zasadzką robicie ją, czy jednak nie palicie ognia i rano ruszacie dalej, ew. ktoś śpi na drzewie poza Tranicosem?
Myśliwi Atlajów i tragarze także na drzewa chcą wejść by tam nocować. Vasquez uczyni zaś co Vanko rzeknie, takoż niewolnik Hiena.[/offtopic]
Myśliwi Atlajów i tragarze także na drzewa chcą wejść by tam nocować. Vasquez uczyni zaś co Vanko rzeknie, takoż niewolnik Hiena.[/offtopic]
Ostatnio zmieniony 06 sierpnia 2014, 09:45 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Noc minęła spokojnie, tylko Chen Shu miał dziwny sen.
Chen Shu śnił, że na gałęzi przed nim przysiadło dziwne, ledwie widoczne stworzenie i patrzyło na niego wygłodniałymi lśniącymi, żółtymi oczyma, których spojrzenie zdawało się wdzierać we wszystkie zakamarki jego mózgu. Sama zjawa była wysoka, szczupła, o dziwnie zniekształconej sylwetce i tak zlewająca się z mrokiem, że wydawałaby się tylko cieniem, gdyby nie wąskie, żółte oczy. Kane śnił, że trwa jak zaczarowany, a w tych oczach pojawia się niepewność, że istota odchodzi po gałęzi tak, jak szedłby człowiek, a potem rozwija wielkie, szare skrzydła, daje susa w przestrzeń i znika. Wtedy Chen Shu zerwał się na nogi. Opary snu rozwiewały się powoli.
W słabym świetle gwiazd nie widział nikogo prócz siebie pod sklepieniem gałęzi. A więc to tylko sen - a przecież wizja była tak wyrazista, tak pełna nieludzkiej ohydy - jeszcze teraz w powietrzu unosiła się słaba woń przypominająca odór drapieżnych ptaków. Natężył słuch. Pochwycił tchnienie nocnej bryzy, szept liści, ryk lwa nic więcej. Potem Chen Shu zasnął znowu, a wysoko ponad lasem na wygwieżdżonym niebie krążył cień, zataczając koło jak sęp nad rannym wilkiem.
Blask świtu oświetlił pasmo gór na wschodzie. Przebudziliście się. Chen Shu wspomniał nocny koszmar i schodząc z drzewa raz jeszcze zadziwił się jego wyrazistością. W pobliskim strumyku ugasiliście pragnienie, a kilka rzadko spotykanych w tych okolicach owoców pozwoliło złagodzić wam głód.
Spojrzeliście ku górom. Przywykliście walczyć do końca, a gdzieś tam miał swą siedzibę okrutny wróg synów człowieczych. Ten fakt stanowił dla was wyzwanie.
Odświeżeni całonocnym snem ruszyliście przed siebie długim, równym krokiem. Minęliście zagajnik, który był świadkiem nocnego starcia, i wszedł w rejon, gdzie u stóp wzgórz drzewa rosły coraz rzadziej. Pięliście się w górę.
Przystanęliście tylko na chwilę, by raz jeszcze spojrzeć na przebytą drogę. Kiedy znaleźliście się powyżej płaskowyżu, mimo odległości bez trudu dostrzegliście opuszczoną wioskę , niewielką grupkę chat z bambusa i gliny. Jedna z nich, stojąca na małym wzniesieniu w pewnym oddaleniu od
reszty, była większa od pozostałych.
Gdy tak patrzyliście, nagle z góry runęło coś potwornego trzepocząc straszliwymi skrzydłami! Odwróciliście się zaskoczeni. Wszystkie fakty zdawały się potwierdzać teorię polującego nocą skrzydlatego stwora, nie oczekiwaliście więc napaści w pełnym świetle dnia. Oto jednak pikowało na was przypominające nietoperza stworzenie jak gdyby ze środka oślepiającej tarczy słonecznej. Dostrzegliście potężne, rozpostarte szeroko skrzydła i wyglądającą spomiędzy nich straszliwie ludzką twarz.
Co robicie?
Ostatnio zmieniony 06 sierpnia 2014, 12:40 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.