PBF - Ścigając samego siebie
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W drodze do Nipton, wrak samolotu
Piaskowa kurzawa ustała kilka godzin później, około południa. Kiedy zawodzący na zewnątrz wiatr ucichł, drzemiący opodal dziury Neill podniósł z sąsiedniego fotela M16 i przysunął się do otworu wyglądając na zewnątrz zmrużonymi oczami.
- Jak tam wygląda? - zapytała ze swojego miejsca leżąca w poprzek siedzeń Sue Andersen, która wcześniej rozebrała się do podkoszulka wprawiając chudzielca w stan chorobliwego ożywienia - Można iść dalej?
- Można - odparł Jackson wychodząc na zewnątrz wraku - Chodźcie szybko, musicie coś zobaczyć!
Piaskowa kurzawa ustała kilka godzin później, około południa. Kiedy zawodzący na zewnątrz wiatr ucichł, drzemiący opodal dziury Neill podniósł z sąsiedniego fotela M16 i przysunął się do otworu wyglądając na zewnątrz zmrużonymi oczami.
- Jak tam wygląda? - zapytała ze swojego miejsca leżąca w poprzek siedzeń Sue Andersen, która wcześniej rozebrała się do podkoszulka wprawiając chudzielca w stan chorobliwego ożywienia - Można iść dalej?
- Można - odparł Jackson wychodząc na zewnątrz wraku - Chodźcie szybko, musicie coś zobaczyć!
Pora chyba zbierać fanty...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W drodze do Nipton, wrak samolotu
Daleko na horyzoncie, w miejscu, gdzie stykały się ze sobą niebieskie przestworza oraz piaski i skały Mojave, wiatr rozwiewał po niebie słupy czarnego dymu, płożące się leniwie nad ziemią, świadczące o dogasających pożarach.
- To musi być Nipton - powiedziała z posępną nutą w głosie Sue Anderson - Psiakrew, Jackson dobrze wiedział, że coś jest grane...
- W Przyczółku mówili, że na horyzoncie było widać dym - dodał chudzielec wachlując się znalezioną w plecaku bezimiennego zmarłego książką - Znaczy się, musi się tam palić co najmniej dwóch dni.
- Ta kurzawa musiała podsycić przygasający ogień, dlatego znowu zaczęło dymić - stwierdził Jim Doe - W takich ruderach jak te na pograniczu łatwo zaprószyć ogień. Wystarczy jeden pijaczek, żeby puścić z dymem całą dzielnicę.
Najemnicy umilkli na chwilę, spoglądając na czarne kłęby na widnokręgu i czując jednocześnie jak na ich skórze pojawiają się ponownie krople potu.
Daleko na horyzoncie, w miejscu, gdzie stykały się ze sobą niebieskie przestworza oraz piaski i skały Mojave, wiatr rozwiewał po niebie słupy czarnego dymu, płożące się leniwie nad ziemią, świadczące o dogasających pożarach.
- To musi być Nipton - powiedziała z posępną nutą w głosie Sue Anderson - Psiakrew, Jackson dobrze wiedział, że coś jest grane...
- W Przyczółku mówili, że na horyzoncie było widać dym - dodał chudzielec wachlując się znalezioną w plecaku bezimiennego zmarłego książką - Znaczy się, musi się tam palić co najmniej dwóch dni.
- Ta kurzawa musiała podsycić przygasający ogień, dlatego znowu zaczęło dymić - stwierdził Jim Doe - W takich ruderach jak te na pograniczu łatwo zaprószyć ogień. Wystarczy jeden pijaczek, żeby puścić z dymem całą dzielnicę.
Najemnicy umilkli na chwilę, spoglądając na czarne kłęby na widnokręgu i czując jednocześnie jak na ich skórze pojawiają się ponownie krople potu.
Od strony Nipton w niebo biją ewidentnie dymy jakiegoś pożaru...
- No, dość pierdolenia, musimy to sprawdzić. Za to nam płacą - Neil otrząsnął się jako pierwszy z zaskoczenia.
- Okrążmy miasto od nawietrznej, bo się udusimy dymem. Może dostaniemy premię jak dotrzemy do tego, czemu to wszystko się jara.
- Kto jara? Co jara? - spytał nerwowym głosem chudzielec.
- Na razie jara się tylko Nipton, a jak dowiesz się kto i dlaczego je jara, to może za premię od starego Jacksona sam coś zajarasz. Znam niezłego dilera w Primm.
- Okrążmy miasto od nawietrznej, bo się udusimy dymem. Może dostaniemy premię jak dotrzemy do tego, czemu to wszystko się jara.
- Kto jara? Co jara? - spytał nerwowym głosem chudzielec.
- Na razie jara się tylko Nipton, a jak dowiesz się kto i dlaczego je jara, to może za premię od starego Jacksona sam coś zajarasz. Znam niezłego dilera w Primm.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przedmieścia Nipton
Pustynne miasteczko wyłaniało się zza wzniesień i wydm Pustkowi Mojave, zdradzając swą obecność coraz liczniejszymi kłębami dymu bijącymi leniwie w niebo. Zbliżający się ostrożnie najemnicy Jacksona, rozproszeni dla bezpieczeństwa i ściskający w dłoniach broń, lustrowali czujnymi oczami kilkupiętrowe budynki z drewna i aluminium stojące w północnej części miasta, przechodzące po południowej stronie w niskie baraki i szopy, później zaś miniaturową osadę złożoną z przyczep kempingowych. Wysokie ogrodzenie z drucianej siatki obiegało peryferia Nipton ziejąc mnóstwem dziur i zwalonymi tu i ówdzie słupami.
Miasto dogasało, strawione w przeważającej większości pożarem, który przydał całemu Nipton przygnębiającej czarnej barwy. Gruba warstwa sadzy przylegała do wszystkich powierzchni, jej ostatnie płatki spadały z nieba niczym czarny postnuklearny śnieg.
Łagody wiatr będący ostatnią pozostałością po niedawnej piaskowej burzy przyniósł w stronę przybyszów charakterystyczny swąd spalenizny, wzbogacony nutą dziwnego odrażającego zapachu, pod wpływem którego wszyscy zaczęli marszczyć mimowolnie nosy.
- Co tak śmierdzi? - jęknął Bart, podnosząc do nosa jedną dłoń - Jakby ktoś zapomniał zdjąć z rożna gekona...
- Nie wiem, czy chcę się tego dowiedzieć - mruknęła pod nosem Sue, przestępując z nogi na nogę - Nigdzie śladu życia...
- Jeśli ktoś ocalał z pożaru, mógł się ukryć po drugiej stronie miasteczka albo gdzieś w centrum - zasugerował z nutą zwątpienia w głowie Jim - Jeśli tam nie wejdziemy, nie dowiemy się.
Pustynne miasteczko wyłaniało się zza wzniesień i wydm Pustkowi Mojave, zdradzając swą obecność coraz liczniejszymi kłębami dymu bijącymi leniwie w niebo. Zbliżający się ostrożnie najemnicy Jacksona, rozproszeni dla bezpieczeństwa i ściskający w dłoniach broń, lustrowali czujnymi oczami kilkupiętrowe budynki z drewna i aluminium stojące w północnej części miasta, przechodzące po południowej stronie w niskie baraki i szopy, później zaś miniaturową osadę złożoną z przyczep kempingowych. Wysokie ogrodzenie z drucianej siatki obiegało peryferia Nipton ziejąc mnóstwem dziur i zwalonymi tu i ówdzie słupami.
Miasto dogasało, strawione w przeważającej większości pożarem, który przydał całemu Nipton przygnębiającej czarnej barwy. Gruba warstwa sadzy przylegała do wszystkich powierzchni, jej ostatnie płatki spadały z nieba niczym czarny postnuklearny śnieg.
Łagody wiatr będący ostatnią pozostałością po niedawnej piaskowej burzy przyniósł w stronę przybyszów charakterystyczny swąd spalenizny, wzbogacony nutą dziwnego odrażającego zapachu, pod wpływem którego wszyscy zaczęli marszczyć mimowolnie nosy.
- Co tak śmierdzi? - jęknął Bart, podnosząc do nosa jedną dłoń - Jakby ktoś zapomniał zdjąć z rożna gekona...
- Nie wiem, czy chcę się tego dowiedzieć - mruknęła pod nosem Sue, przestępując z nogi na nogę - Nigdzie śladu życia...
- Jeśli ktoś ocalał z pożaru, mógł się ukryć po drugiej stronie miasteczka albo gdzieś w centrum - zasugerował z nutą zwątpienia w głowie Jim - Jeśli tam nie wejdziemy, nie dowiemy się.
Jesteście pod Nipton. Miasteczko jest ewidentnie spalone, zgliszcza wciąż się dymią, tu i ówdzie widać jeszcze ogniki. Co robicie?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przedmieścia Nipton
Wypatrzywszy najbliższą z ulic najemnicy ruszyli w jej stronę, wciąż nie potrafiąc się wyzbyć obrzydzenia powodowanego odrażającym fetorem.
- Wszyscy wiecie, co to jest - rzucił w końcu Jackson - To są spalone ciała, dużo ciał. Stąd ten pierdolony smród.
- Będziemy ich chować? - zaniepokoił się natychmiast chudzielec - Znaczy się, robić im pogrzeb?
- To jest chyba zmartwienie na potem - sarknął Flanagan, który nie odrywał oczu od pokrytych sadzą zabudowań - Teraz...
Ludzki kształt wypadł spomiędzy spalonych domów ze zdumiewającą szybkością, gnając na złamanie karku ku pustkowiom. Jeszcze większe zdumienie budził jego wygląd, albowiem nie baczący na nic rozczochrany mężczyzna ubrany był tylko w bieliznę, uzbrojony zaś w ściskany kurczowo zwitek papieru, którym wywijał niczym mieczem.
- Kto to? - wrzasnął mimowolnie chudzielec, ponownie balansujący na pograniczu załamania nerwowego.
Wypatrzywszy najbliższą z ulic najemnicy ruszyli w jej stronę, wciąż nie potrafiąc się wyzbyć obrzydzenia powodowanego odrażającym fetorem.
- Wszyscy wiecie, co to jest - rzucił w końcu Jackson - To są spalone ciała, dużo ciał. Stąd ten pierdolony smród.
- Będziemy ich chować? - zaniepokoił się natychmiast chudzielec - Znaczy się, robić im pogrzeb?
- To jest chyba zmartwienie na potem - sarknął Flanagan, który nie odrywał oczu od pokrytych sadzą zabudowań - Teraz...
Ludzki kształt wypadł spomiędzy spalonych domów ze zdumiewającą szybkością, gnając na złamanie karku ku pustkowiom. Jeszcze większe zdumienie budził jego wygląd, albowiem nie baczący na nic rozczochrany mężczyzna ubrany był tylko w bieliznę, uzbrojony zaś w ściskany kurczowo zwitek papieru, którym wywijał niczym mieczem.
- Kto to? - wrzasnął mimowolnie chudzielec, ponownie balansujący na pograniczu załamania nerwowego.
Komitet powitalny?