Post
autor: kaceto » 26 sierpnia 2014, 18:48
Tristan widział już nie jedną wyprawę przeciwko chaosowi. Część oglądał jak wyrusza (a czasami nawet wraca), w innych sam uczestniczył. Były to przedziwne zbieraniny ras wszelakich, a motywów przeróżnych. Jedni gonili za skarbami, inni za przygodą. Dla jednych to była misja, powołanie - dla innych chłodna kalkulacja: to czy kazamaty. Jedni uciekali, licząc na nowy start, jeszcze inni chyba tylko pragnęli choć jedno z życiu zrobić dobrze. Ale tak przeciwnej zbieraniny, z taką determinacją i na taką skalę to chyba jeszcze nie było. Z rozmów ze starymi znajomymi, których niestety coraz mniej spotykał w takich miejscach, wynikało, że inni też czują tą dziwną atmosferę - tak, to będzie coś wielkiego. Tutaj jedni herosi polegną, a inni powstaną.
Po chwili odpoczynku, rozmów z przyjaciółmi i ogarnięciu się po długiej drodze, zajął się tym po co przybył - rozmową z Lordem Vaderem. Szybko zaprowadzono go do właściwego namiotu, w którym (sądząc po atmosferze) chyba zaczynała się jakaś narada.
Stanąwszy przed obliczem Lorda stwierdził, że będzie się streszczał, tu ważniejsze sprawy się dzieją, nie pora na długie przedstawienia.
- Czcigodny Lordzie Vaderze, nazywam się Tristan i pragnę oferować Tobie swoje usługi jako Łowca Czarownic. W obliczu nadchodzących wydarzeń każdy miecz się liczy, każda para rąk - nie mogło więc i mnie zabraknąć.
Ukłonił się, wyprostował i czekał na odpowiedź Lorda Vadera z zaciekawieniem zerkając na zebrane tu osoby.