Centrum Nipton
Stawiając kroki w tempie tak powolnym jak gdyby szli poprzez roztopioną smołę, Sue i Neill zbliżyli się do rzędu ukrzyżowanych ludzkich ciał wodząc po zamordowanych w okrutny sposób ludziach pełnymi grozy spojrzeniami.
- Ten chyba jeszcze żyje! - krzyknął znienacka Jackson, rzucając się przed siebie w zamiarze doskoczenia do jakiegoś rozpiętego na prowizorycznym krzyżu mężczyzny w podróżnym stroju rozchełstanym na piersiach na tyle, by bystre oczy Neilla zdołały dostrzec jego poruszający się w płytkim oddechu tors.
- Człowieku, słyszysz mnie?! - Sue zarzuciła karabin na ramię i dotknęła niepewnie nogi nieszczęśnika - Rozumiesz, co do ciebie mówię?!
- Jak my go ściągniemy? - jęknął Neill - Ręce ma przybite gwoździami, kurwa mać! Wykopiemy krzyż i go opuścimy?
Sue rozejrzała się z błyskiem desperacji w oczach, szukając w pobliżu jakiegokolwiek narzędzia albo przynajmniej podnóżka, dzięki któremu mogłaby wspiąć się w górę krzyża. Widząc dużą drewnianą skrzynię skoczyła w jej stronę zamierzając przyciągnąć przedmiot pod miejsce kaźni.
- Pośpiesz się! - krzyknął Neill potrząsając rękami nogę powieszonego na krzyżu człowieka - Słyszysz mnie, gościu? Odezwij się!
Z piersi ofiary wydobył się niski pomruk, ledwie słyszalny, ale wystarczający, by wzbudzić w Jacksonie dziką radość.
- On się odezwał, Sue! - krzyknął najemnik - Gdzie ta skrzynia?
Neill obejrzał się za siebie i poczuł jak jego mięśnie tężeją, a całe ciało przemienia się w statuę. Sue Andersen stała w miejscu z uniesionymi w górę rękami, z zapomnianą skrzynią u stóp.
Kilkunastu mężczyzn w skórzanych ochraniaczach mierzyło do dziewczyny z myśliwskich sztucerów, strzelb i rewolwerów. Wszyscy byli muskularni zbudowani i wysocy, o spalonej na ciemny brąz skórze, która często musiała czuć na sobie dotyk słonecznych promieni. Na głowach nosili przesłaniające twarze maski z płótna pozwalające dostrzec jedynie oczy, chociaż niektórzy chowali je pod ciemnymi goglami. Chociaż chwilę wcześniej nikogo na ulicy nie było, ludzie we wzmocnionych stalą skórzanych pancerzach wychynęli pozornie bezszelestnie z wnętrza okolicznych domostw, zza ogrodzeń, kontenerów na śmieci oraz innych kryjówek, z których zapewne przez dłuższy czas obserwowali intruzów.
Neill przełknął ślinę, kiedy z pobliskiego budynku wyślizgnęli się następni napastnicy, podobnie ubrani i uzbrojeni. Ci do odmiany celowali w Jacksona.
Zwiadowcy pojęli w ułamku chwili, że znaleźli się na łasce śniadoskórych obcych, mogących ich uśmiercić w każdej chwili i bez najmniejszego trudu.
[center]

[/center]
Mam nadzieję, że dość czytelnie nakreśliłem powagę sytuacji -jakikolwiek agresywny ruch może kosztować Sue i Neilla życie! Na obrazku przykładowy napastnik.