Dziki łomot bębnów do wtóru piszczałek i pokrzykiwania tańczących wojowników niósł się daleko w ciemnościach pomiędzy pagórkami. Wielkie ognisko, rozpalone pośrodku kręgu w jakim został usadzony wraz z towarzyszami, na honorowym miejscu obok Szamana i wodza, rzucało mnogość światła na twarze obecnych.
Dziwaczne cienie wyłaniające się na granicy wzroku, nie pozwalały barbarzyńcy w pełni się odprężyć. Spięty i czujny rzucał czasem spode łba krzywe spojrzenie na Vanko spijającego jakieś miejscowe trunki w ogromnych ilościach. Ów, jak zwykle czuł się w swoim żywiole, trunek i soczysta pieczeń z dzikiej świni zajmowała bez reszty jego uwagę. Zresztą, reszta towarzystwa także pochłonięta była zabawą.
Druss, oszczędnymi kęsami pogryzając ociekającą tłuszczem golonkę, od czasu do czasu popatrywał w noc zamyślonym wzrokiem. Jego wzrok przyciągnęła wstępująca tanecznym krokiem w krąg młoda kobieta. Przystrojona jedynie w krótka spódniczkę i naszyjnik z paciorków, falując biodrami w rytm uderzeń bębnów, w szybkim tańcu okrążała rozpalone ognisko.
Wyginając ciało w gibkich krokach zbliżała się coraz bardziej wpatrując wprost w niego. Rozbujane, jędrne piersi, biel zębów w pełnych wargach i ogniste spojrzenie tancerki burzyły krew najemnika. Krew zatętniła w skroniach do wtóru muzyki, mięśnie napięły się gdy nozdrza wyczuły zapach młodej dziewczyny.
- Dość! - poderwał się i łapiąc dziewczynę przerzucił sobie przez ramię - Na dziś wystarczy pląsów! Teraz czas się odprężyć...
Z dzikim uśmiechem popatrzył po obecnych, widząc w spojrzeniu szamana błysk aprobaty i czując na sobie ciepło branki odszedł w kierunku przeznaczonej dla niego chaty. Nadszedł czas na relaks, rozluźnienie po stoczonej walce i wędrówce do wioski.
Nuu... to na zakończenie wieczoru.
Rankiem optowałbym za wyruszeniem na zwiad w okolice gniazda. Możemy wziąć kilku co lepszych wojowników na wsparcie, być może z tych którzy byli w wiosce. Było nie było, morale powinno być u nich wysokie po wygranej. Rozejrzymy się na miejscu co i jak wygląda.
Być może trzeba by zebrać chrust, poukładać przy wyjściach i podpalić. Dym powinien pomóc w wypłoszeniu stworów, uniemożliwić im dobrą widoczność a nam dać szansę na utłuczenie paskudztwa. Jak się da kilka wyjść zasypać, zwalić jakieś głazy.