PBF - Klepsydra Wieczności
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, Bakaria
Zlany potem Gorbak omal nie wyzionął ducha przed palisadą górskiej wioski, dobiegając do niej resztkami sił i padając przed wejściem na twarz. Zaalarmowani okrzykami wartowników mieszkańcy skoczyli mu na spotkanie, wiedzeni przez naczelnika i Skarguna.
- Wody, wody dajcie! - wrzasnął Skandra - I cofnijcie się, coby mu powietrza nie zabierać! Widzicie, że głosu wykrztusić nie poradzi?!
Podniesiony kilkoma parami krzepkich rąk, gnom znalazł się w jednej chwili za palisadą, ułożony na wygodnej kopie słomy opodal najbliższej zagrody dla bydła. Gromada górali stłoczyła się wokół niego z twarzami ściągniętymi w wyrazie skrajnego niepokoju, odruchowo łapiąc za pierwszy lepszy oręż, choćby i widły.
- Gonił cię kto? - zapytał pośpiesznie Skandra, kucając przed gnomem w taki sposób, by jego oczy znalazły się na poziomie oczu Gorbaka - Co z resztą? Stało im się coś?
Gorbak zachrypiał niezrozumiale, chrypienie przeszło po chwili w cichy wizg. Przez gromadę górali przepchnęli się znienacka dwaj przyboczni tana Takana, roztrącając miejscowych w obcesowy sposób łokciami.
Wciąż mokry od potu gnom podniósł okrągłe oczy ku górze i napotkał nieludzkie spojrzenie oczu gadziego szlachcica.
Zlany potem Gorbak omal nie wyzionął ducha przed palisadą górskiej wioski, dobiegając do niej resztkami sił i padając przed wejściem na twarz. Zaalarmowani okrzykami wartowników mieszkańcy skoczyli mu na spotkanie, wiedzeni przez naczelnika i Skarguna.
- Wody, wody dajcie! - wrzasnął Skandra - I cofnijcie się, coby mu powietrza nie zabierać! Widzicie, że głosu wykrztusić nie poradzi?!
Podniesiony kilkoma parami krzepkich rąk, gnom znalazł się w jednej chwili za palisadą, ułożony na wygodnej kopie słomy opodal najbliższej zagrody dla bydła. Gromada górali stłoczyła się wokół niego z twarzami ściągniętymi w wyrazie skrajnego niepokoju, odruchowo łapiąc za pierwszy lepszy oręż, choćby i widły.
- Gonił cię kto? - zapytał pośpiesznie Skandra, kucając przed gnomem w taki sposób, by jego oczy znalazły się na poziomie oczu Gorbaka - Co z resztą? Stało im się coś?
Gorbak zachrypiał niezrozumiale, chrypienie przeszło po chwili w cichy wizg. Przez gromadę górali przepchnęli się znienacka dwaj przyboczni tana Takana, roztrącając miejscowych w obcesowy sposób łokciami.
Wciąż mokry od potu gnom podniósł okrągłe oczy ku górze i napotkał nieludzkie spojrzenie oczu gadziego szlachcica.
Gorbak dotarł skrajnie wyczerpany do wioski!
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Gnom łapczywie wdychał hausty powietrza starając się wyartykułować kilka słów.
- Panie ...... Panie najmędrszy .... i ... potężny... - sapał Gorbak.
- Morghlithianie..... komplikacje.... klucz w zamku... komnata otwarta ... Wampir!!! - wypowiadał kluczowe słowa gnom - ratować innych... póki dzień .... szybko z odsieczą....
- Panie ...... Panie najmędrszy .... i ... potężny... - sapał Gorbak.
- Morghlithianie..... komplikacje.... klucz w zamku... komnata otwarta ... Wampir!!! - wypowiadał kluczowe słowa gnom - ratować innych... póki dzień .... szybko z odsieczą....
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, górski las
Lutter puścił znienacka swą włócznię, wręcz odepchnął ją wpierw w przeciwną stronę zupełnie zbijając swego przeciwnika z pantałyku. Ciągnący z całej siły jedną ręką miecznik stracił raptownie równowagę, zrobił kilka kroków w tył starając się ją odzyskać i balansując rozpaczliwie swym ostrzem.
Zdesperowany bard nie dał mu nawet sekundy czasy na kontrę. Skacząc niczym ścigający mysz kot, Kevfalcon przypadł do swego przeciwnika tnąc powietrze klingą dobytego w międzyczasie sztyletu.
Bladoskóry czciciel Morglitha i tym razem dowiódł swej biegłości w żołnierskim fachu, łapiąc pustą dłonią za nadgarstek uzbrojonej ręki Luttera i wstrzymując ją w żelaznym uścisku. Bard stęknął głucho, po części wściekły, po części zaskoczony krzepą swego przeciwnika. Nie mogąc wyzwolić dłoni, mężczyzna naparł na kultystę całą masą swego ciała w nadziei na to, że wepchnie wroga na jakiś wykrot bądź stertę kamieni.
Rozpaczliwa determinacja dodawała człowiekowi sił. Rozpędzony bard wepchnął kultystę wprost na pień wąskiej sosny i napiął raz jeszcze mięśnie łudząc się nadzieją, że zdezorientowany uderzeniem w drzewo przeciwnik choć na chwilę rozluźni oplatające nadgarstek Luttera palce.
Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania barda. Noszący się na czarno człowiek stęknął głucho, wyprężył się spazmatycznie i znieruchomiał, wciąż oparty o pień drzewa.
Wypuszczony z bezwładnej dłoni miecz spadł na ziemię, zaszczękał na leżących wśród trawy kamieniach.
- Co jest, kurwości? - wydyszał Lutter, odskakując na wszelki wypadek od swego wroga i zasłaniając się sztyletem.
Lutter puścił znienacka swą włócznię, wręcz odepchnął ją wpierw w przeciwną stronę zupełnie zbijając swego przeciwnika z pantałyku. Ciągnący z całej siły jedną ręką miecznik stracił raptownie równowagę, zrobił kilka kroków w tył starając się ją odzyskać i balansując rozpaczliwie swym ostrzem.
Zdesperowany bard nie dał mu nawet sekundy czasy na kontrę. Skacząc niczym ścigający mysz kot, Kevfalcon przypadł do swego przeciwnika tnąc powietrze klingą dobytego w międzyczasie sztyletu.
Bladoskóry czciciel Morglitha i tym razem dowiódł swej biegłości w żołnierskim fachu, łapiąc pustą dłonią za nadgarstek uzbrojonej ręki Luttera i wstrzymując ją w żelaznym uścisku. Bard stęknął głucho, po części wściekły, po części zaskoczony krzepą swego przeciwnika. Nie mogąc wyzwolić dłoni, mężczyzna naparł na kultystę całą masą swego ciała w nadziei na to, że wepchnie wroga na jakiś wykrot bądź stertę kamieni.
Rozpaczliwa determinacja dodawała człowiekowi sił. Rozpędzony bard wepchnął kultystę wprost na pień wąskiej sosny i napiął raz jeszcze mięśnie łudząc się nadzieją, że zdezorientowany uderzeniem w drzewo przeciwnik choć na chwilę rozluźni oplatające nadgarstek Luttera palce.
Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania barda. Noszący się na czarno człowiek stęknął głucho, wyprężył się spazmatycznie i znieruchomiał, wciąż oparty o pień drzewa.
Wypuszczony z bezwładnej dłoni miecz spadł na ziemię, zaszczękał na leżących wśród trawy kamieniach.
- Co jest, kurwości? - wydyszał Lutter, odskakując na wszelki wypadek od swego wroga i zasłaniając się sztyletem.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, Bakaria
Już sam widok zlanego potem i nie potrafiącego złapać oddechu gnoma wywołał wśród większości górali zrozumiałą trwogę, ale wypowiedziane przez niego słowa, w szczególności zaś wzmianka o wampirze, przesądziły ostatecznie o wszystkich.
Większość górali zaczęła czmychać w stronę swych domostw pośród krzyków i lamentów. Ci bardziej odważni bądź zawzięci zgromadzili się wokół naczelnika, pomstując na swych bardziej bojaźliwych ziomków.
- Gdzie ssą inni? - zapytał tan Takan, kładąc łuskowatą dłoń na ramieniu Gorbaka.
- Zostali w tyle, w krypcie! - wydyszał uciekinier, próbując usiąść o własnych siłach - Panie, tam wampir, przebudzony! Kult go przywołał!
Reptillioński magnat wyprostował się i zasyczał przeciągle, podkreślając w ten sposób swe oczywiste rozterki. Jego żółtozielone ślepia zatrzymały się na postaci wioskowego kowala, przysłuchującego się rozmowie z wyrazem trwogi na obliczu.
- Chcess ocalić sswą rodzinę? - zapytał Takan - Jessli tak, bierz żonę i dzieci, russamy w drogę! Pojedziecie na koniach tych, którzy nie wrócili!
Już sam widok zlanego potem i nie potrafiącego złapać oddechu gnoma wywołał wśród większości górali zrozumiałą trwogę, ale wypowiedziane przez niego słowa, w szczególności zaś wzmianka o wampirze, przesądziły ostatecznie o wszystkich.
Większość górali zaczęła czmychać w stronę swych domostw pośród krzyków i lamentów. Ci bardziej odważni bądź zawzięci zgromadzili się wokół naczelnika, pomstując na swych bardziej bojaźliwych ziomków.
- Gdzie ssą inni? - zapytał tan Takan, kładąc łuskowatą dłoń na ramieniu Gorbaka.
- Zostali w tyle, w krypcie! - wydyszał uciekinier, próbując usiąść o własnych siłach - Panie, tam wampir, przebudzony! Kult go przywołał!
Reptillioński magnat wyprostował się i zasyczał przeciągle, podkreślając w ten sposób swe oczywiste rozterki. Jego żółtozielone ślepia zatrzymały się na postaci wioskowego kowala, przysłuchującego się rozmowie z wyrazem trwogi na obliczu.
- Chcess ocalić sswą rodzinę? - zapytał Takan - Jessli tak, bierz żonę i dzieci, russamy w drogę! Pojedziecie na koniach tych, którzy nie wrócili!
Gnom ma pewien wybór: może wyjechać z pryncypałem albo zostać w Bakarii. Co wybiera? 
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Gnom, który złapał oddech zaczął dochodzić do siebie i poją co mu się proponuje.
- Jakże to? Uciekać i wszystkich na łasce losu zostawić? - zająknął się zdziwiony i nieco zaskoczony swoją odwagą w rozmowie z szlachetnym reptilionem - toż to waszej tanowiskiem mości rozkaz wykonywali, przez co w tarapaty wielkie popadli. Trzeba ich ratować. Kosy na sztorc nakładać, osikowe kołki ostrzyć, pochodnie palić. Trza przeklętnika póki dzień na słońce wywlec. W was tanie i jego przybocznych jedyna nadzieja. Wszak tan z magią za pan brat, wąpierz mu nie straszny. Wielki dostojeństwo, charyzma i odwaga całą wieś do boju powiodzie. Dobrze mówię Bakarianie? - mówił coraz donioślejszym głosem gnom.
- Jakże to? Uciekać i wszystkich na łasce losu zostawić? - zająknął się zdziwiony i nieco zaskoczony swoją odwagą w rozmowie z szlachetnym reptilionem - toż to waszej tanowiskiem mości rozkaz wykonywali, przez co w tarapaty wielkie popadli. Trzeba ich ratować. Kosy na sztorc nakładać, osikowe kołki ostrzyć, pochodnie palić. Trza przeklętnika póki dzień na słońce wywlec. W was tanie i jego przybocznych jedyna nadzieja. Wszak tan z magią za pan brat, wąpierz mu nie straszny. Wielki dostojeństwo, charyzma i odwaga całą wieś do boju powiodzie. Dobrze mówię Bakarianie? - mówił coraz donioślejszym głosem gnom.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, górski las
Kevfalcon podszedł ostrożnie bliżej znieruchomiałego przeciwnika, wyprężonego w nader dziwaczny sposób i przyciśniętego jednocześnie do pnia drzewa. Baczne oględziny w jednej chwili zdradziły powód niecodziennego zachowania mężczyzny w czerni, przede wszystkim zaś rzuciły światło na przyczynę jego oczywistej śmierci.
Sługa Czaszkogłowego uderzył plecami w pień drzewa tak nieszczęśliwie, że potylicą wyrżnął w przeszkodę na wysokości cienkiej, ale twardej pozostałości po ułamanym kiedyś konarze. Stercząca drewniana szpila przebiła kość czaszki człowieka i zabiła go na miejscu, na dodatek zaś zadziałała na podobieństwo ćwieka podtrzymując zmarłego w miejscu w pozornie wyprostowanej postaci.
- Słodki Pianie, bądź pochwalony! - wymamrotał pod nosem Lutter, wciąż nie potrafiąc uwierzyć w swoje szczęście.
Kevfalcon podszedł ostrożnie bliżej znieruchomiałego przeciwnika, wyprężonego w nader dziwaczny sposób i przyciśniętego jednocześnie do pnia drzewa. Baczne oględziny w jednej chwili zdradziły powód niecodziennego zachowania mężczyzny w czerni, przede wszystkim zaś rzuciły światło na przyczynę jego oczywistej śmierci.
Sługa Czaszkogłowego uderzył plecami w pień drzewa tak nieszczęśliwie, że potylicą wyrżnął w przeszkodę na wysokości cienkiej, ale twardej pozostałości po ułamanym kiedyś konarze. Stercząca drewniana szpila przebiła kość czaszki człowieka i zabiła go na miejscu, na dodatek zaś zadziałała na podobieństwo ćwieka podtrzymując zmarłego w miejscu w pozornie wyprostowanej postaci.
- Słodki Pianie, bądź pochwalony! - wymamrotał pod nosem Lutter, wciąż nie potrafiąc uwierzyć w swoje szczęście.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, Bakaria
Tan Takan nie dał się złapać na prosty w rzeczy samej fortel, nie pozwolił odwołać się Gorbakowi do poczucia honoru czy innych wyznawanych przez reptilliońską szlachtę wartościom. Zamiast tego przeszedł płynnie na doskonale znany gnomowi shykk, wpatrując się w niewielkiego półboga budzącym zimne ciarki wzrokiem.
- Nie ponowię swej oferty, gnomie - oznajmił wydając z siebie sykliwe dźwięki, których żaden miejscowy góral nie rozumiał - Nie dbam o wampira czy miejscowych, to ich kłopoty, nie moje. Mam to, po co przybyłem, wracam do Sahry. Jeśli zechcesz, znajdzie się dla ciebie miejsce u mego boku, ale prosić nie będę. Przyboczni, wyprowadzać konie!
Obaj reptilliońscy gwardziści zasyczeli przeciągle i runęli zwinnie w stronę stajni, odstraszając położonymi na toporomieczach rękami najbliższych górali.
Tan Takan nie dał się złapać na prosty w rzeczy samej fortel, nie pozwolił odwołać się Gorbakowi do poczucia honoru czy innych wyznawanych przez reptilliońską szlachtę wartościom. Zamiast tego przeszedł płynnie na doskonale znany gnomowi shykk, wpatrując się w niewielkiego półboga budzącym zimne ciarki wzrokiem.
- Nie ponowię swej oferty, gnomie - oznajmił wydając z siebie sykliwe dźwięki, których żaden miejscowy góral nie rozumiał - Nie dbam o wampira czy miejscowych, to ich kłopoty, nie moje. Mam to, po co przybyłem, wracam do Sahry. Jeśli zechcesz, znajdzie się dla ciebie miejsce u mego boku, ale prosić nie będę. Przyboczni, wyprowadzać konie!
Obaj reptilliońscy gwardziści zasyczeli przeciągle i runęli zwinnie w stronę stajni, odstraszając położonymi na toporomieczach rękami najbliższych górali.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Gnom pokiwał przecząco głową odrzucając propozycję Takana. W tej właśnie chwili zrezygnował z patronatu możnego Reptiliona. Reptilion nie miał honoru i cenił jedynie własną skórę. Nie taki sprzymierzeńców potrzebował Gorbak.
Wolał sprzymierzeńców, którzy będą zawdzięczać mu życie.
Gorbak w kilku susach wskoczył na cembrowinę studni i zawołał.
- Ludu Bakarii. Wojowniczy mieszkańcy dzikich ostępów. Wasze dobra, i wasze życie , i życie waszych dziatek, a nawet życie waszych kóz i psów jest zagrożone!!! - zaczłął natchnionym i silnym głosem - W ciemnej pieczarze nieopodal wylęg się potwór szkaradny. Uwolniony z więzienie po setkach lat głodny jest straszenie i głód swój będzie chciał zaspokoić. Pokarmem jego jucha i krew, którą prosto z żył chłeptał. Ów dłoń którą ze wsi skradziono kluczem do jego więzienia była. Nastawcie uszy bo teraz powiem co robić należy. Moi druhowie pozostali narażając życie, aby dać wam czas do obrony. Najlepszą zaś obroną jest atak. Przeto kosy na sztorc nakładajcie, widły drewniane bierzta, a groty u strzał odcinajcie i końcówkę ostrzcie. Wrogiem naszym wampir. Lecz i na takie bestyje są sposoby. Trzeba mu w serce kołek wrazić i na słońce wyciągnąć. Przed zmrokiem musi być zabity, bo jak nie to koniec z Bakarią i jej mieszkańcami, które w zombiska zostaną przemienieni. Szykujcie się chłopy! Byle raźno! Nie gdybajcie bo na to czasu nie ma. Kto ma wodę święconą niechaj bierze, czosnek także nie zawadzi bo to ochronny amulet przed takimi stworami. Raźno ja poprowadzę!
Wolał sprzymierzeńców, którzy będą zawdzięczać mu życie.
Gorbak w kilku susach wskoczył na cembrowinę studni i zawołał.
- Ludu Bakarii. Wojowniczy mieszkańcy dzikich ostępów. Wasze dobra, i wasze życie , i życie waszych dziatek, a nawet życie waszych kóz i psów jest zagrożone!!! - zaczłął natchnionym i silnym głosem - W ciemnej pieczarze nieopodal wylęg się potwór szkaradny. Uwolniony z więzienie po setkach lat głodny jest straszenie i głód swój będzie chciał zaspokoić. Pokarmem jego jucha i krew, którą prosto z żył chłeptał. Ów dłoń którą ze wsi skradziono kluczem do jego więzienia była. Nastawcie uszy bo teraz powiem co robić należy. Moi druhowie pozostali narażając życie, aby dać wam czas do obrony. Najlepszą zaś obroną jest atak. Przeto kosy na sztorc nakładajcie, widły drewniane bierzta, a groty u strzał odcinajcie i końcówkę ostrzcie. Wrogiem naszym wampir. Lecz i na takie bestyje są sposoby. Trzeba mu w serce kołek wrazić i na słońce wyciągnąć. Przed zmrokiem musi być zabity, bo jak nie to koniec z Bakarią i jej mieszkańcami, które w zombiska zostaną przemienieni. Szykujcie się chłopy! Byle raźno! Nie gdybajcie bo na to czasu nie ma. Kto ma wodę święconą niechaj bierze, czosnek także nie zawadzi bo to ochronny amulet przed takimi stworami. Raźno ja poprowadzę!
- Huh, prawie w gacie narobiłem... - mruknął Lutter, podchodząc do trupa. Szybko przeszukał jego kieszenie - bo darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Zdobyte rzeczy schował do własnych kieszeni, podniósł swoją egzotyczną włócznię i ciągle pamiętając o bestii, która gdzieś tu pożerała zwłoki tego drugiego wyznawcy Morglitha, ruszył w kierunku obozowiska, gdzie ostatnio widział się ze swoimi towarzyszami (a przynajmniej w kierunku najbardziej prawdopodobnym).
Jakie łupy zgarnąłem Mistrzu? 
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, górski las
Bard obszukał stygnącego trupa drżącymi z wrażenia rękami, szybko przywłaszczając sobie dwa srebrne pierścienie, złoty łańcuszek i niewielki trzosik złotych monet, niemal bez wyjątku mających za sobą czasy świetności katanek. Upchnąwszy złoto i kosztowności po kieszeniach Lutter złapał za swoją przystrojoną piórami włócznię i cofnął się ostrożnie od trupa rozglądając się bacznie wokół siebie.
Kevfalcon świadomy był tego, że gdzieś w pobliżu grasowała tajemnicza bestia, która odpowiadała za śmierć drugiego z morglithiańskich kultystów. Bard miał skrytą nadzieję, że potwór nasycił się pierwszą ofiarą, ale nie miał w tej kwestii całkowitej pewności, toteż ruszył poprzez las z zachowaniem jak najwyższej ostrożności.
Zamierzał odnaleźć czym prędzej obozowisko kultystów Czaszkogłowego i przebywających w jego obrębie zaginionych towarzyszy,
Bard obszukał stygnącego trupa drżącymi z wrażenia rękami, szybko przywłaszczając sobie dwa srebrne pierścienie, złoty łańcuszek i niewielki trzosik złotych monet, niemal bez wyjątku mających za sobą czasy świetności katanek. Upchnąwszy złoto i kosztowności po kieszeniach Lutter złapał za swoją przystrojoną piórami włócznię i cofnął się ostrożnie od trupa rozglądając się bacznie wokół siebie.
Kevfalcon świadomy był tego, że gdzieś w pobliżu grasowała tajemnicza bestia, która odpowiadała za śmierć drugiego z morglithiańskich kultystów. Bard miał skrytą nadzieję, że potwór nasycił się pierwszą ofiarą, ale nie miał w tej kwestii całkowitej pewności, toteż ruszył poprzez las z zachowaniem jak najwyższej ostrożności.
Zamierzał odnaleźć czym prędzej obozowisko kultystów Czaszkogłowego i przebywających w jego obrębie zaginionych towarzyszy,
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, podziemia ruin
Berghar zaryczał przeraźliwie, kiedy siedzący mu na grzbiecie kultysta prócz nieporadnego duszenia podjął też próbę odgryzienia półolbrzymowi ucha. Szarpnąwszy się do tyłu Dino uderzył z całej siły w ścianę schodów. Wrzask bólu napastnika zlał się w jedno z donośnym trzaskiem pękających kości, być może nawet kręgosłupa. Ciężar na plecach zniknął w jednej chwili, a odziany w czarne szaty sługa Morglitha spadł na schody staczając się w dół stopni.
- Żwawo, w górę! - zaryczał równie gromko Ragax, z dzikim zapałem tłukący swą laską wyciągnięte ku sobie łapska ożywieńców. Zombie zwolniły nieco kroków rozrywając wpierw na krwawe strzępy tych kultystów, którzy zostali strąceni w dół przez Berghara, ale ewidentnie nie zamierzały na tym poprzestać.
Dino poczuł wbity w udo sztylet. Półolbrzym stęknął głucho i złapał przeciwnika za gardło próbując mu zmiażdżyć w mocarnym uścisku krtań. W tej samej chwili ktoś inny rozdarł mu płaszcz w próbie zbicia rosłego wojownika z nóg.
Obsydianowy Klucz wypadł spod płaszcza i uderzył z donośnym trzaskiem w stopień schodów, odbijając się od niego i opadając coraz niżej ku świątynnej krypcie. Zombie znieruchomiały w jednej chwili, jakby zapominając o ściganych śmiertelnikach i wpatrując się w Klucz swymi zeszklonymi pustymi oczami.
Berghar zaryczał przeraźliwie, kiedy siedzący mu na grzbiecie kultysta prócz nieporadnego duszenia podjął też próbę odgryzienia półolbrzymowi ucha. Szarpnąwszy się do tyłu Dino uderzył z całej siły w ścianę schodów. Wrzask bólu napastnika zlał się w jedno z donośnym trzaskiem pękających kości, być może nawet kręgosłupa. Ciężar na plecach zniknął w jednej chwili, a odziany w czarne szaty sługa Morglitha spadł na schody staczając się w dół stopni.
- Żwawo, w górę! - zaryczał równie gromko Ragax, z dzikim zapałem tłukący swą laską wyciągnięte ku sobie łapska ożywieńców. Zombie zwolniły nieco kroków rozrywając wpierw na krwawe strzępy tych kultystów, którzy zostali strąceni w dół przez Berghara, ale ewidentnie nie zamierzały na tym poprzestać.
Dino poczuł wbity w udo sztylet. Półolbrzym stęknął głucho i złapał przeciwnika za gardło próbując mu zmiażdżyć w mocarnym uścisku krtań. W tej samej chwili ktoś inny rozdarł mu płaszcz w próbie zbicia rosłego wojownika z nóg.
Obsydianowy Klucz wypadł spod płaszcza i uderzył z donośnym trzaskiem w stopień schodów, odbijając się od niego i opadając coraz niżej ku świątynnej krypcie. Zombie znieruchomiały w jednej chwili, jakby zapominając o ściganych śmiertelnikach i wpatrując się w Klucz swymi zeszklonymi pustymi oczami.