PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 09 listopada 2014, 21:35

Korzystając z chwili, że w PBF cisza jak makiem zasiał wrzucę kilka homerules:

Używanie mentalnych dyscyplin wobec kainitów ma kilka utrudnień. Żeby próbować trzeba wydać punkt krwi, nie można zdominować wampira, który zna tę dyscyplinę, oraz starszego krwią. Próby można odpierać Siła woli normalnie.

Wampiry potrafią z całkiem sporym prawdopodobieństwem rozpoznać innego wampira (chyba że ma się jakieś specjalne "maskujące" zalety). Trudno wytłumaczyc jak to działa, ale np ja mieszkam za granicą od wielu lat i jak idę ulicą, to potrafie powiedzieć, o jakimś anonimowym przechodniu "O, ten koleś to Polak!", zresztą identycznie czują moi znajomi. Podobnie wampiry. Wiedzą na co uwagę zwracać. Trup tak samo jest wyczulony na inne trupy. Jak pisze, nie jest to metoda bezbłędna, także czasem, bez upewnienia się odpowiednimi zdolnościami lub dowodami można strzelić zonka;)

Założenie pbfa jest takie żeby był on jak najbardzoej storytellingowy niż turlacki. Kostki w Wampirze są bardzo fuj!;)

czak
Reactions:
Posty: 72
Rejestracja: 21 października 2014, 20:01

Post autor: czak » 09 listopada 2014, 23:32

Cwetan mocno zaciągnął się cygarem. Uśmiech jaki pojawił się na jego twarzy tylko pogłębił i podkreślił zmarszczki - Brujah 13 pokolenie - Z dymu który wypuścił uformowało się wielkie koło które po chwili przekształciło się w kształt przypominający wielką dupę.
- Cóż mogę powiedzieć. Troszkę mnie bawi ten mały hokus - pokus jaki przed chwilą Pan odstawił. Ale myślę że tata byłby dumny. Proponuje też tyle nie myśleć i nie zgadywać bo zarówno w jednym jak i drugim nie jest Pan wybitnie uzdolniony.
- Che Pan pozbawić mnie nagrody która mi się należy, a jak wspomniałem nie jest do końca moja. Pieniądze nie graja roli. Może je Pan sobie zatrzymać, w prezencie ode mnie, w zamian za rozrywkę jaką zapewnił mi Pan tej nocy.
Jedyna rzecz jaka mnie interesuje to pewien dokument. Wygrałem go uczciwie i mam zamiar z nim stąd wyjść tym bardziej, że obiecałem to komuś kto sobie tego życzył, a ja lubię spełniać życzenia - Cwetan wstał - Bardzo dobre cygaro. Niedopałek rzucił na podłogę i zgasił butem. Mam nadzieję że dojdziemy do porozumienia. Inaczej będę musiał przekazać moim mocodawcą, że pojawił się problem w Pana osobie sobie.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 10 listopada 2014, 11:22

Tej nocy, gdy Xavier wychodził z swojego schronienia szukał nowych doznań. Czekał aż pojawi się coś co pozwoli mu narodzić się na nowo. Kasyno miało być idealnym rozwiązaniem i tak się też stało. Dla Ventru cała ta sytuacja była jak jedna spokojnie rozgrywana partia szachów. Noc się jeszcze nie skończyła, a Price wiedział że rozpoczął rozgrywkę z kimś kto dopiero się ujawni. Ten Brujah był jedynie pionkiem na szachownicy, o czym świadczyło całe jego zachowanie.

Xavier podniósł się delikatnie z kanapy i spojrzał na zniszczony niedopałkiem dywan, po czym powiedział:
- Widzę, że jest Pan niedościgniony w łamaniu kolejnych zasad dobrego wychowania. Szkoda, że w ten sposób traci Pan jedyną cenną rzecz, którą Pan posiadał: szacunek innych. Zaprosiłem tutaj Pana, bo chciałem byśmy się lepiej poznali i gdyby nie brak kultury wyjechałby Pan z pieniędzmi i dokumentem nieruchomości. Teraz wygrana pokryje koszt wymiany dywanu.

Stojąc Xavier rozejrzał się po pomieszczeniu jakby chciał się upewnić, że wszystko jest na swoim miejscu. W głowie miał wszystko przeliczone, każdy ruch, dokładnie tak jak pionki na szachownicy. Jego twarz dalej wyglądała bardzo niepokojąco. Nie widać było żadnych emocji, nic oprócz nienaturalnego chłodnego spokoju w stalowo szarych oczach. Po chwili milczenia spojrzał na Cwetana i powiedział:
- Ten pokój nie przypadkowo jest wygłuszony, pragnąłem bowiem, aby każde słowo w nim wymówione nagrało się niezwykle wyraźnie. Identycznie jest z ukrytymi kamerami, które obserwują każdy Pana ruch od samego początku pobytu w tym pomieszczeniu. Z tego pokoju, jest tylko jedno wyjście, dokładnie to, którym tutaj weszliśmy. Gdyby miało przydarzyć mi się coś co zaniepokoi moją ochronę, są w stanie tutaj wejść w kilka sekund. Stawiam Pana tutaj przed wyborem:

- Wystarczy mój mały gest, a Clark, mój szef ochrony, wyśle materiał audio i video na skrzynkę lokalnego Szeryfa oraz do wglądu Księcia. Z nagrań wyraźnie wynika, że pogwałcił Pan Drugą i Piątą Tradycję. Być może nie szanuje Pan praw, ale to nie znaczy, że one Pana nie obowiązują. Gdy do tego dojdzie, będzie czekał Pan na ekipę Szeryfa leżąc w śmietniku za kasynem z przestrzelonymi kolanami. Mimo wszystko chciałbym uchronić Pana przed tą nieprzyjemną sytuacją, oferując inne rozwiązanie.

W tym momencie Xavier podwinął rękaw swej jedwabnej koszuli, delikatnie zacinając się przy nadgarstku i powiedział:
- Podejdź tutaj Cwetanie, uklęknij i pij. Nie rób nic głupiego, bo przewidziałem każdy Twój ruch. Masz pięć sekund, by uratować swą egzystencję. Szach i Mat.

[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Na początku tej przemowy podbijam krwią Siłę o 2 i Wytrzymałość o 4. Zgodnie z zasadami efekt będzie utrzymywał się do końca sceny. Wszystko co powiedziałem w tej rozmowie w razie konieczności zrobi mój Ghoul, co zaznaczyłem dwa posty wyżej w spoilerze. Jeżeli dojdzie do walki, będę próbował strzelać z broni, jeżeli to będzie problem to odpycham go i próbuję Dominować. Zrobię wszystko by się wycofać za wbiegających ochroniarzy z bronią. Nadgarstek zacinam tak, by Cwetan musiał pić prosto z żyły, nic nie może upaść na dywan. Jak wypije jeden punkt krwi, pozwalam by przestał, lub zmuszam go do tego przy użyciu siły.
Ostatnio zmieniony 10 listopada 2014, 12:18 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 10 listopada 2014, 18:16

Marcus siedział w swoim niewielkim zakładzie i głaskał psinę pogwizdując cicho tylko jemu znaną melodię. Interes jaki prowadził był niemal zawsze spokojny. Niestety niewielu było chętnych na tradycyjne golenie w dodatku po zmroku, nad czym Koroview, szczerze ubolewał, bo gadanie z miejscowymi łobuzi szybko stawało się nużące. Ale klienci.... Zawsze mieli o czym gadać. A to kłopotach w pracy, o zdradzającej żonie, ostatnich wynikach Premiership... Dziś gwarno nie było, a tłukący deszcz napewno nie działał mobilizująco na potencjalnych chętnych.

Słyszał dokładnie jak grupka oddanych mu chłopaczków popijała pod daszkiem ukradzione z pobliskiego off license cydry i głośno komentowała wydarzenia jednego z ostatnich wieczorów. Komentowała było określeniem bardzo na wyrost, bo do czułych uszu Koroviewa dochodziły głównie określenia które raczej nie przeszłyby przez gardło Rosjanina.

W pewnym momencie gadanina ucichła. Przed zakładem zatrzymało się auto. Osoba która wysiadła z pojazdu grzecznie poprosiła chłopaków żeby się trochę przeszli, po czym weszła do zakładu. Marcus od razu rozpoznał zapach i głos obcego. Jeden z primogenów... Nie spotkał żadnego z nieumarłych już od bardzo długiego czasu. Czego mógł szukać u Koroviewa?

- Masz otwarte?

Marcus skinął głową. Michael Vallo usiadł w fotelu i krótko stwierdził:

- Ogól mnie porządnie. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam nachodząc cię tutaj Marcusie?
[offtopic]wiem że wampiry nie potrzebują się golić, ale tak jest bardzoej klimatycznie;)[/offtopic]
Ostatnio zmieniony 10 listopada 2014, 18:32 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 10 listopada 2014, 19:41

Obrazek

Miarowy, uspokajający ton deszczu świetnie oddawał tego wieczoru nastrój mężczyzny zbliżającego się ku czterdziestce. Gdy dźwięk małego dzwoneczka umieszczonego nad drzwiami wejściowymi oznajmił wizytę potencjalnego klienta Marcus uśmiechnął się, lekko unosząc kąciki ust. Nim obcy wymówił pierwsze słowa zmysł powonienia golibrody doskonale wychwycił akordy bergamotki, koriandru i wanilii niezmiennie towarzyszące panu Vallo.

Skrzypiący fotel z pewnością pamiętał lepsze czasy, niemniej jednak na chwilę obecną wciąż doskonale spełniał swoją funkcję. Surowo urządzony gabinet fryzjerski Marcusa Korovieva nie wydawał się odpowiednim miejscem dla person pokroju Ventrue. Wizyta niechybnie nie należała do przypadkowych.

Elegancka, srebrna brzytwa świsnęła w powietrzu. Wypracowanym przez lata, iście artystycznym ruchem mężczyzna w dobrze skrojonej, białej koszuli idealnie oddającej ducha minionej dekady na moment przylgnął całym ciałem do rozpierającego się w fotelu kainity.

Witaj Niespodziewany, acz miły gościu w mych skromnych progach.

-szeptem ledwie słyszalnym przemówił do lewego ucha Michaela wyciągając przed siebie obie dłonie tak, by kainita wyraźnie je widział. Łokcie Marcusa ledwie musnęły ramiona siedzącego, jak gdyby próbując się na nich wesprzeć, w wyciągniętych dłoniach leniwie polerował zimne ostrze.
Przesunął głowę tak, by skierować swój szept do drugiego ucha gościa; podjął możliwie uprzejmym, wciąż ledwie słyszalnym tonem:

Oczywiście nie przeszkadzasz zaszczycając mnie swą ... niezbyt częstą potrzebą.

Wyprostował się raz jeszcze wciągając w nozdrza subtelny zapach perfum. Iście rzadka odmiana wśród zwyczajowych kłębów dymu, całodniowego potu i alkoholu bijącego od przeciętnych bywalców zakładu.

Ciche, pełne niezadowolenia powarkiwanie zmąciło krótkotrwałe uniesienie Korovieva.

Pink Floyd! Zachowuj się!
-skarcił czworonoga, usiłującego znaleźć sobie możliwie odległe od nieumarłego przybysza leże. Pies Korovieva niespecjalnie lubił nietypowych gości.

Wyczuł pod dłonią delikatny odruch kainity, który najwyraźniej skierował wzrok w inną stronę. Nie wiedzieć czemu, Pink Floyd nie budził powszechnej sympatii.

Pozwoli pan, panie Vallo, że zgaszę światło. Poczciwa psinka krępuje się w obecności długowiecznych.

Niepokój Pink Floyd'a emanował na całe pomieszczenie. Po dłuższej chwili wreszcie uspokoił się znajdując sobie zajęcie w zapalczywym podgryzaniu tylnej łapy.

Pink FLoyd:
Obrazek
Ostatnio zmieniony 10 listopada 2014, 23:25 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 11 listopada 2014, 16:46

- Proszę się nie przejmować. Jestem tu tylko klientem. - Vallo zdawał się nie zwracać uwagi na pupila kainity. Koroview przygotował krem do golenia i z celebracją nałożył go na twarz Vallo. Potem przejechał srebrną brzytwą po skórzanym pasie, sprawdził bardzo delikatnie jej ostrość opuszkiem palca. Była ostra, prawdopodobniej bardziej niż lekarski skalpel. Wampir oblizał rankę, delektując się smakiem własnej vitae.

Po chwili namierzył dłonią podbródek Vallo i wprawnymi ruchami zaczął przy charakterystycznym skrobotaniu golić twarz Vallo.

- Zapewne zastanawiasz się co też mnie sprowadza do Twojego azylu? - ventrue wyprzedził cisnące się na usta Marcusa pytanie: - Zapewne znasz tę smutną historię o Frankensteinie?

- Nie rozumiem? - zaskoczony Koroview, aż zaprzestał golenia i musiał znów namacać twarz Vallo.

- W zasadzie to chodzi bardziej o Mary Shelley, autorkę powieści, a przy okazji Kainitkę. Czy wiesz Marcusie, że jest pochowana w St. Peters Church?

Wampir podrapał się po głowie zastanawiając się nie tylko nad zadanym pytaniem, ale też próbując określić mieszaninę zapachów perfum Vallo i Pink Floyda wciąż cicho powarkującego w kącie.

- I co z tego że jest? - zapytał mie bardzo wiedząc co powiedzieć Koroview.

- Tego napewno nie wiesz, bo stało się to na długo przed tym nim twoja śmiertelna matka wydała Cię na świat, ale Mary Shelley nie była zwykłą autorką romantycznych powieści. Była jedną z nieumarłych. Ostatnią bestią z rodu, na który wampiry Albionu polowały przez przeszło dwieście lat. To były straszne czasy. Jej linia krwi niemal zgładziła Camarillę na wyspach. Mówiono, że to awangarda gehenny. A teraz ktoś próbuje odtworzyć tę linię.

Koroview skończył pracować. Wytarł twarz Ventrue ręcznikiem, który, choć nie mógł o tym wiedzieć, nie był pierwszej czystości. Na szczęście w panujących w zakładzie ciemnościach klient chyba też tego nie dostrzegał.

- Zapalić światło? - spytał grzecznie, choć na usta cisnęły mu się inne pytania i kąciki warg podrygiwały nerwowo.

- Nie ma takiej potrzeby Marcusie. Tylko wystraszysz psa. Chcesz o coś spytać? Proszę, odpowiem wedle najlepszej mi wiedzy.[offtopic]Dla tych, którzy lubują się w ciekawostkach, grób wspomnianej autorki Frankensteina naprawde znajduje się w tym miejscu.[/offtopic]

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 12 listopada 2014, 12:57

Koroviev oblizał usta, zapach ekskluzywnych perfum zdawał się osadzać cienką warstwą na czułym podniebieniu, prowokując estetyczne doznania kainity.

Wolnym krokiem, kulejąc Koroviev postąpił kilka kroków ku szybie okiennej. Marcus lubił mrok, sztuczne światło tak cenione przez przemienionych nie miało dlań znaczenia, toteż słowa Ventrue sprawiły mu nieskrywaną przyjemność. Włączył radio.

http://www.youtube.com/watch?v=6YjIsUc4Ank- podkładzik

Proszę pozostać w fotelu Panie Vallo. Dzieło jeszcze nie skończone.

-uśmiechnął się lekko.Nie odwracając się wyczuł, czy raczej wyobraził sobie zdziwienie podnoszącego się z siedzenia Michalela. W pewien sposób bawiło go odkrywanie, jak pogrążeni w wieczności oddalali się od spraw codziennych, zapominając o rytuałach nazwijmy to.. normalności.

Frank Sinatra być może nie promieniał świeżością, jednakże w smutnej samotności Marcusa wypełniał tego wieczoru egzystencjalną pustkę.

Rozczapierzając palce, kainita dotknął dłonią szyby.

Wilgoć i wiatr.. zew natury obojętnej rozterkom tak żywych jak i nieumarłych. -wyszeptał ledwie słyszalnym głosem. Ręka przylgnęła do schłodzonej wzmagającą się ulewą szyby. Woda gromadziła się za niewidzialną barierą w szalonym, nienaturalnym kaprysie naśladując odcisk martwej od lat dłoni.

Duchy natury kłębiły się po drugiej stronie, uderzały w zapomnianą część osobowości wprawiając w poruszenie wyczulone zmysły wampira.

Tak.. odległe, a jednak bliskie... czuję... czuję Was za niedostrzegalną barierą.. -wciąż półgłosem mówił do siebie.

Wreszcie nie odwracając się ku Ventrue podjął bardziej zdecydowanym głosem:

Panie Vallo.. rad byłbym dowiedzieć się więcej, proszę wybaczyć moje rozkojarzenie i powtórzyć adres spoczynku wspomnianej Mary... wszak noc jeszcze młoda, chętnie udam się na spacer...ale .. to za chwilę.


W ciemnościach zakładu czuł się znakomicie, utykając na lewą nogę ruszył niespiesznym krokiem ku, rzec można klientowi.

Niezbyt przyjazną spacerom mamy dziś aurę, mimo to jeden spośród Ventrów, wpływowy i potężny Michael Vallo we własnej osobie opuszcza swój przytulny przybytek zapuszczając się w niestosownie estetyczną dzielnicę i w tej mało uroczej atmosferze nawiedza skromnego golibrodę.

Zaiste ciekawe możnaby odkrywać ku owej wizycie powody.

Ot kaprys majętnego konsumenta, miejskiego drapieżnika na szczycie drabiny ewolucji. Oswojonego z cywilizacją łowcy nużającego się w dostatkach.

A może troska? Taaak..
-Marcus zaśmiał się w głos. Wciąż chichocząc kontynuował:

Troska niechybnie jest cechą władców. Ustępuje jedynie ... rozkoszy władzy tak charakterystycznej dla osób Pańskiego pokroju.


Urwał nagle, a ton jego ponownie przybrał smutniejszą barwę.

Szlachetni.. nazwijmy to.. nigdy nie przejmowali się losem prostaczków, to co sprowadza Pana do mej enklawy, to zgoła coś innego...

pionki, gońce.. figury..


Przybyłeś do mnie Michaelu poruszyć figurę. Wprawić w ruch wydarzenia. Coś wkrótce się stanie, a Tobie, choć wydaje Ci się, że prowadzisz ową partię, bezmyślnie przyszło przesuwać się po szachownicy, niczym Hetmanowi wskutek kaprysu potężniejszej woli.

Nie wiem, czy kieruje Tobą prosta cecha władców, jaką jest wysługiwanie się innymi, czy też strach przed odmianą losu, jak bowiem inaczej tłumaczyć tę nieoczekiwaną wizytę?


Marcus postapił bliżej nasączając dłonie tanią wodą po goleniu.

Jest Pan starszej krwi Panie Vallo. Dysponuje Pan na tyle potężnymi środkami, by poradzić sobie z większym wydawałoby się zagrożeniem. Zaiste musi się pan bardzo bać prosząc ubogiego, samotnego ślepca o pomoc.

Dłonie Marcusa klasnęły o policzki Ventrue. Obłok taniej wody po goleniu huknął w przestrzeń odsyłając w niebyt eksluzywne akordy bergamotki, koriandru i wanilii.
Ostatnio zmieniony 12 listopada 2014, 14:10 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

czak
Reactions:
Posty: 72
Rejestracja: 21 października 2014, 20:01

Post autor: czak » 12 listopada 2014, 13:50

Cwetan rozejrzał się po pomieszczeniu w którym czujne oczy elektronicznych kamer rejestrowały całe zdarzenie. Sytuacja bez wyjścia. To zdecydowanie nie był jego dzień.

- Panie Xavier, niech raczy mi Pan wybaczyć moje dotychczasowe zachowanie. Zdaje się, że się trochę zagalopowałem zapominając o podstawowych zasadach gościnności. Mam propozycję abyśmy jeszcze raz zaczęli tę rozmowę.

- Zamieniam się w słuch, proszę kontynuuj... - Xavier powiedział, po czym zaczął oblizywać ranę na nadgarstku.

- Nie pojawiłem się w Pańskim klubie z własnej woli a na zlecenie tajemniczego Vetrue o nazwisku Vallo. Jego krew jest duża starsza od mojej i w zasadzie nie pozostawił mi wyboru. Albo gra albo krwawe łowy.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 12 listopada 2014, 19:51

Ventrue słuchał spokojnie. Koroview wciąż wodzący martwymi palcyma po twarzy Michaela nie wyczuł nawet najmniejszej oznaki zdenerwowania, zaniepokojenia czy chociaż cienia zaskoczenia.

- W zasadzie sam swoją przenikliwością odpowiedziałeś na swe pytanie Marcusie. Dobrze, że tylko część naszych braci i sióstr charakteryzuje taka cecha, bo dżihad już dawano zakończyłby nasze żywota. Ale mniejsza z tym. - Ventrue kiwnął dłonią, która wciąż jeszcze roztaczała woń wampira, którą tu przyniósł: - Ja ciebie nie potrzebuję, ale Twej będzie cie potrzebować kilku twych braci. Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o Mary Shelley odwiedź przykościelny cmentarz na rogu St. Peter's i Hinton Rd. A jutro przyjdź pod ten adres. Dowiesz się któż taki będzie Cię potrzebował.

Michael wsunął w rękę Koroviewa bilet wizytowy pokryty charakterystycznym pikowaniem układającym się w alfabet Braile'a.

- Na mnie już czas Marcusie. Nie będę Cię upokarzał płacąc kilka funtów za twoją wyśmienitą robotę. - Koroview usłyszał jak Vallo gładzi się ręką po idealnie gladkiej twarzy: - Zrewanżuje się kiedyś w odpowiedniejszy i godniejszy sposób. Żegnam zatem.

Vallo niemal bezszelstnie opuścił zakład i gdyby nie dzwonek na drzwiach, to golibroda nawet nie zorientowałby się, że został sam z biletem wręczonym przez gościa. Opuszki palców Marcusa przejechały z wprawą po literach alfabetu. Na wizytówce stało:

Spearmint Rhino, Gentlemen Club...

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 13 listopada 2014, 00:32

Gdy Xavier usłyszał nazwisko Vallo, przez chwilę był zaskoczony. To była chyba ostatnia osoba, o której się spodziewał usłyszeć. Lizał leniwie dalej swój nadgarstek nie spuszczając z oczu Cwetana. Udawał, że zalizanie rany trwa trochę dłużej. Nie spieszył się pochłaniając każdą kroplę z swojej skóry. Myślał i kalkulował: "Przecież Michael, gdyby chciał zdobyć ten akt własności wystarczyłby jeden telefon. Dlaczego wysłał tutaj tego Brujaha nie mówiąc mu kim jest właściciel? Czyżby chciał mi zrobić prezent podsyłając go do mnie? A może chciał sprawdzić, jak sobie poradzę z tak pewnym siebie i piekielnie dobrym hazardzistą. Popatrzył jeszcze raz na Cwetana i skupił się na tym, co mu teraz powiedzieć. Wiązanie Krwią nie byłoby dobrym rozwiązaniem, bo nie wiadomo jakie układy ma starszy Ventrue z tym Bułgarem."

Gdy skończył, poprawił rękawy swojej koszuli mówiąc:
- Rozsądnie...a można było tak od razu. Nie będę robił z Pana swojego sługi, ale w zamian oczekuję drobnej przysługi. Proszę nie odmawiać, bo znów dojdzie Pan do ciemnej uliczki bez wyjścia.

Xavier siadając powiedział:
- Niech Pan siada, rozluźni się, wypije trochę krwi i poczeka z pytaniami.
Prawą ręką sięgnął pod stół wyciągając starą żółtą aktówkę z pieczątkami lokalnej policji. Po przyjrzeniu się widać było wyraźnie, że są to akta z wydziału zabójstw. Teczka skrywała w sobie sporą zawartość i widać, że otwierana była bardzo często.

- Sprawa Nr 3456/43- powiedział krótko podając teczkę Cwetanowi.
Gdy Bułgar otworzył jego oczom ukazały się zdjęcia zamordowanych pięknych kobiet. Wszystkie miały dziury po kulach, rany cięte nożem, wygięte w nienaturalnym położeniu kończyny i całą masę krwiaków, siniaków i obtarć. Ventrue w tym momencie przestawał mieć zimną i pewną siebie twarz. Jego gość spostrzegł, iż pojawił się na niej grymas gniewu.

Teraz w głosie Price'a słychać było wzburzenie:
- To wydarzyło się przed zachodem słońca jakieś pół roku temu w moim klubie. Spałem wtedy jeszcze. Zrobiła to grupa młodocianych smarkaczy. Podejrzewam, że są dziećmi bardzo bogatych ludzi i wydaje im się, że mogą wszystko. Kamery nagrały wszystko, ale mieli zasłonięte twarze. Wiedzą, że chcę ich odnaleźć i dać to na co zasłużyli. Dlatego ukryli się, chowają się przede mną jak króliki. I tutaj zaczyna się Pana zadanie: pomoże mi Pan ich znaleźć. Jest Pan nowy w mieście, a mnie wszyscy już kojarzą. Nadaje się Pan do tej roboty idealnie, a gdy dopadniemy każdego z nich uznam, że jesteśmy kwita i nie będę żywił do Pana urazy. Teczka jest dla Pana, ja znam ją na pamięć.

W tym momencie Ventrue wstał, odszedł od stolika i po chwili znów stał się miłym i gościnnym właścicielem swej domeny:
- Michael Vallo sprawdzał Pana wysyłając do tego kasyna nie mówiąc nic o tym miejscu. Cały klub nocny oraz kasyno jest neutralnym gruntem. Na pewno wie Pan, co to Elizjum i jaką rolę pełni jego opiekun. Wielu z klanu Brujah jest mi wdzięcznych za możliwość przebywania w tym przybytku. Każdy, kto tutaj wchodzi jest zobowiązany do przestrzegania reguł gry. Niech pan sięgnie ręką pod stół, tam jest ich skrócony spis.

- Ja idę do Pana Wells'a po pański akt własności. Proszę zapoznać się z regulaminem tej gry jak chce Pan być w tym równie dobry jak w pokera.
Price podszedł do lustra i upewnił się, że nie ma żadnej skazy w jego wyglądzie, a rękaw nie posiada minimalnych śladów krwi. W końcu Ventrue wyszedł, a Cwetan został sam z szklanymi oczami kamer.
Ostatnio zmieniony 13 listopada 2014, 02:38 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 13 listopada 2014, 01:17

Elysium Spearmint Rhino, Gentlemen Club and Casino

Casino
ObrazekObrazek
Chess Rooms
Obrazek
Night Club
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek

Ważne osoby w Elizjum: Clark Owen i Nina Richards
ObrazekObrazek

House Rules:

Dziesięć przykazań Elizjum:
1. Zakaz wnoszenia broni. Nie ma znaczenia, czy jest to nóż, pistolet, kastet itd.
Uzasadnienie: Wprowadzone po strzelaninie pół roku temu, w której zginęli niewinni ludzie, a miejsce ucierpiało na reputacji.
2. Zakaz używania Dyscyplin w całym Elizjum.
Uzasadnienie: Młodsze wampiry nie mają dostatecznej kontroli nad sobą oraz ogłady w kontaktach z innymi. Ma to głównie zapobiec prowokacjom i łamaniu pozostałych zasad Elizjum.
3. Całkowity zakaz używania przemocy wobec osób znajdujących się na terenie Elizjum, w szczególności kobiet.
Uzasadnienie: Niedopuszczalne jest na naturalnym gruncie zachowywanie się, które narusza bezpieczeństwo innych w Elizjum.
4. Niedozwolone jest niszczenie mienia, w tym dzieł sztuki. Za każde zniszczenie będzie trzeba natychmiast zapłacić w gotówce. Xavier robi wycenę, gdy go nie ma robi to Nina lub Clark. Gdy winowajca nie jest w stanie zapłacić, następuje wyrzucenie i zakaz wchodzenia do Elizjum do odwołania.
Uzasadnienie: Wandalizm nie służy nikomu. Jak mówi oficjalne prawo Camarilli zniszczenie dzieła sztuki w Elizjum jest karane śmiercią.
5. Jeżeli chcesz zrobić jakiś pokaz, show, przemówienie, event itd. najpierw zapytaj o zgodę Xaviera. Ma on prawo odmówić nawet w ostatnim momencie.
Uzasadnienie: Tylko Xavier odpowiada za to, co się dzieje w jego Elizjum.
6. Niegrzecznym jest przychodzenie do Elizjum na głodzie oraz karmienie się ludźmi.
Uzasadnienie: Każdy wie jak o siebie zadbać, jak nie potrafisz to nie wchodzisz. Maskarada tutaj powinna być traktowana z szczególną uwagą. Nikt nie będzie pożywiał się i ryzykował, że ludzie coś zobaczą.
7. Przychodzisz do Elizjum pierwszy raz - przedstaw się z imienia i klanu właścicielowi. Nie musisz się przedstawiać, gdy ktoś inny wprowadza Cię do środka, ale wprowadzający odpowiada za Twoje zachowanie.
Uzasadnienie: Xavier ma prawo wiedzieć, kogo gości w Elizjum.
8. Właściciel odpowiada za:
- Bezpieczeństwo;
- Komfort;
- Przestrzeganie Prawa Camarilli w Elizjum;
- Wszelkiego rodzaju usługi związane z charakterem miejsca;
- Prawa Elizjum;
Uzasadnienie:
Zawsze można zwrócić się do Prowadzącego Elizjum o sprawy wymienione powyżej;
9. W przypadku drastycznych naruszeń Xavier ma prawo do użycia siły fizycznej, Dyscyplin oraz innych nadzwyczajnych rozwiązań adekwatnych do sytuacji.
Uzasadnienie: Jako opiekun Elizjum musi mieć możliwość pilnowania zasad.
10. W lokalu przebywają osoby powyżej 21 lat. Każdy kto zobaczy kogoś młodszego jest zobowiązany do poinformowania obsługi o tym fakcie. Niedopuszczalne jest wprowadzenie kogoś młodszego do Elizjum. Nie ma wyjątków, wampiry które zostały przemienione młodo nie będą wpuszczane.
Uzasadnienie: Kasyno i Nocny Klub nie jest miejscem dla dzieci.
Ostatnio zmieniony 13 listopada 2014, 13:32 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 14 listopada 2014, 10:54

Blada twarz kainity wykrzywiła się w zagadkowym uśmiechu.

Czyż to nie wyśmienita aura na mały spacerek Pink Floyd?

Odpowiedział mu warkot niezadowolenia dobiegający spod starej, drewnianej szafki. Koroviev uśmiechnął się tylko nieco szerzej, Pink Floyd nigdy nie odstępował go na krok, nie puściłby swego pana bez opieki.

pionki, gońce.. figury.. -powtórzył szeptem.

Pora odwiedzić starego druha. Partyjka szachów w tej sytuacji wydaje się nadzwyczaj odpowiednia.

Nim koszmar na czterech łapach zdążył sapnąć Marcus dodał szybkim zdecydowanym tonem:

Tak wiem, wiem że niezbyt przypadliście sobie do gustu. Po prostu posiedzisz w koszyczku, jak poprzednio.

To jednak jutro, zaś dziś..

Pink Floyd, słodka psinko.. słodka i nieco.. karmelowa poszukaj młodego pana Wesleya. Obiecuję, że potem dostaniesz nagrodę.


Odwrócił kartkę na drzwiach zamykając zakład po czym powolnym krokiem ruszył ku schodom wspierając się o lasce. Wybrał stosowny w swoim mniemaniu wygląd. Szanował umarłych, a któż wie, czy owego wieczoru nie przyjdzie mu urwać z którymś krótkiej pogawędki.

Tak. Ten będzie odpowiedni, pomyślał wybierając kreację. Dając występ starał się być profesjonalistą. Świeże powietrze pachniało obietnicą.

Obrazek

[center]***[/center]

Przykościelny cmentarz na rogu St. Peter's i Hinton Rd roztaczał wokół siebie ponurą atmosferę. Wesley nie zwykł zadawać pytań, podobnie jak większość sąsiedztwa Korovieva uważając rosjanina za niegroźnego, wzbudzającego litość dziwaka.
Odprowadził go do bramy osłaniając przed deszczem. Przemoknięty Pink Floyd pełnym pretensji, niechętnym wzrokiem lustrował okolicę.
Koroviev przełożył skrzypce przez plecy, odebrał parasol po czym stukając laską ruszył swym zwyczajowym, niespiesznym krokiem mijając bramę. Wesley parsknął tylko wracając do suchego ciepłego wnętrza przeżartego rdzą, starego vauxhall'a.

Minąwszy bramę wyczulił zmysły. Zaśmiał się.

Zaiste zabawna to sytuacja, gdy ślepy wampir szuka pośród nocy nieznanego mu miejsca pochówku istoty przed którą drżał niegdyś albion. Choć kto wie, może ten Vallo ma po prostu nie po kolei w głowie..

Błądzili w nasilającym się deszczu. Nim odnaleźli właściwe zdaniem Korovieva miejsce. Przemókł niemal całkowicie. Pink Floyd był rozdrażniony i wściekły.

To tutaj. -oznajmił rosjanin. W niewytłumaczalny sposób czuł światło padającej nań latarni poruszającej za nim samotne cienie wędrowców.

Ukłonił się bez słowa przed miejscem, w którym spodziewał się grobu. Nieprzenikniony chłód śmierci emanował groźbą ściskając serce Korovieva.

Rozłożył skrzypce podejmując grę.

http://www.youtube.com/watch?v=JGCsyshUU-A -gra Marcusa w świetle latarni, Zamiast Lindsey postarajcie się wyobrazić sobie mężczyznę powyżej, w białym garniaku okraszając to dodatkowo strugami deszczu.

Spoiler!
Mam nadzieję, ze nie masz mi za złe małego skoku w przód. Koroviev postanowił się nieco rozerwać :)

Koroviev niekoniecznie znalazł grób, właściwie to prawie na pewno nie- gra jednak tam, gdzie czuje, że powinien się znajdować, a może nawet jest na innym cmentarzu stercząc przy śmietniku.

Młody pan Wesley to jakiś łepek z furą, czasem "pożyczoną". Zakładam, że do podłej dzielnicy w jakiej mieszka Koroviev rzadko zapuszczają się taksówki, zaś sam Koroviev nie używa telefonu. Żeby miał jakiś kontakt ze światem Wesley będzie go od czasu do czasu podwoził za drobne przysługi (np uczy jego młodszą siostrę gry na skrzypcach, czy choćby czytania) tu i tam.

Koroviev grywa w szachy z Xavierem.
Ostatnio zmieniony 14 listopada 2014, 11:12 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 14 listopada 2014, 12:48

Cwetan patrzył na materiały z policyjnej teczki. Purpura krwi ze zdjęć niemal wylewała się do relanego świata. W innych okolicznościach na widok vitae Panajotov zapewne oblizałby się chciwie, ale oglądając kolejne makabryczne obrazki czuł jak głód gaśnie w nim niczym zdmuchnięta świeca, a kryjąca się w sercu bestia niknie i w końcu znika. Pozostał tylko smutek i współczucie. Gdzieś w sercu Cwetana zatlił się jeszcze ognik tak bliskich ludziom uczuć. Przez chwilę dawno zapomniane emocje pozwoliły mu się poczuć jak żyjącej istocie. Prawie poczuł bijące serce w piersi. Dobrze wiedział, że to tylko iluzja. Życie zniknęło w nim wraz z Przemianą. Raz na zawsze...

Przebłysk uczuć napełnił go mieszaniną tęsknoty i zarazem zadowolenia z tego, że to wszystko poczuł. Panajotow zapłakałby teraz gdyby tylko potrafił...

Wampir pomógłby Xavierowi w takiej sprawie nawet jeśli nie chodziłoby o wyrównanie rachunków. Może i nie był już człowiekiem, tylko martwym truchłem, może bydło było tylko workami wypełnionymi życiodajną vitae, ale zwyrodnialcy jacy dopuścili się takiej zbrodni powinni zostać bezwględnie ukarani.

***

Vallo powolnym, wystudiowanym ruchem odłożyl na biurko przyniesiony przez Panajotowa dokument własności. Teraz wzrok Ventrue spoczął na swym gościu:

- Rad jestem, żeś podołał temu zadaniu. Wiedz, że my zawsze wywiązujemy się z naszych obietnic. Książe jest już powiadomiony o twym przybyciu i wyraził zgodę na pobyt w domenie, jeśli tylko nie będziesz urągał tradycjom i zasadom panującym w dominium. Francis nie patyczkuje się młodymi wampirami, szczególnie obcymi, jeśli te próbują nie grać według wiekowych zasad. Doradzam abyś przy najbliższej okazji przedstawił się Księciu osobiście. Tego wymaga etykieta jak zapewne wiesz. W końcu to nie pierwsza twoja podróż, nieprawdaż?

Panajotow już zaczynał być, z jednej strony poirytowany przenikliwością Vallo, z drugiej czuł, że wampir darzy go cieniem dziwnej sympatii. Nawet nie próbował skomentować wypowiedzi Micheala, domyślając się, że stary kainita i tak pewno wie, co by powiedział. Skinął tylko głową, będąc gotowy aby opuścić luksusowy penthouse ulokowany naprzeciw molo w dzielnicy Boscombe.

Vallo chyba wyczuł zniecierpliwienie Brujaha, bo pożegnał swego gościa kurtuazyjnie i odprowadził do drzwi. Przy wyjściu rzucił jeszcze:

- Bądź jutro w Spearmint Rhino. Być może będziesz czymś zainteresowany.

Wątek techniczny

Postanowiłem pchnąć trochę akcję do przodu, jednak jeśli chcecie jeszcze sobie porozmawiać w klubie to nie ma przeszkód, żeby to zrobić w formie reminescencji.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 14 listopada 2014, 13:33

Achille obserwował partię z zainteresowaniem. Znał już właściciela przybytku Price'a i bywał tu dość często. Lubił lokale z klasą. Alkohol, kobiety i atmosfera miejsca odpowiadała mu bardzo, a fakt, że tutaj nie czuł się jak ktoś z marginesu wampirzego społeczeństwa nie był bez znaczenia. W Spearmint nikt nie traktował go z góry, może dlatego, że przybywali to członkowie rodziny tacy jak on. Tacy, których harpie wyśmiewały, a inni unikali, żeby nie ryzykować swojej reputacji, na jaką pracowali latami. Moreau nie dbał co było tego przyczyną. Tu czuł się swobodnie...

Zdziwił się bardzo, gdy Xavier postanowił, ku niezadowoleniu zebranych wstrzymać wygraną obcego. Wiedział jednak, że musiał mieć ku temu swoje powody. Gdy dwójka nieumarłych zniknęła w za drzwiami kasyna, wrzawa podniosła się. Na szczęście Owen i Nina opanowali sytuację. Kilka drinków na koszt firmy szybko ostudziły emocje. Tylko blady jak ściana Dave Wells siedział zupełnie bez emocji żując smak porażki. Moreau zastanawiał się czy człowiek modli się do Boga o zmiłowanie, czy tylko przeklina swoją głupotę.

Czas płynął, a Achille niemal jak zahipnotyzowany obserwował załamanego człowieka. W pewnym momencie Price wyszedł z biura.

Wątek techniczny

Price może teraz ogłosić werdykt. Jeśli Achille chce porozmawiać z Xavierem, to to jest świetna okazja;)

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 14 listopada 2014, 17:17

Mane, tekel, fares

Mruknął obserwujac Princa wychodzacego z biura. Rzucił ostatnie spojrzenie na Wellsa i wrocił do swojej szklanki mleka. Tak, Achille kochał Spearmint Rhino miłościa o tyle intensywna co powierzchowną i okazjonalną. Drażniło go bardziej ze ostatnio harpie przypałętały sie na milonge do Piccadilly Ballroom. Mial tylko nadzieję ze The West Hants Club okaze sie dla nich za mało wysublimowany. Zamiast psuc mu humor mogłyby łajdaczyc sie w typowych dla siebie pseudoburdelach. W najgorszym wypadku takich jak ten.

Good evening Mr Prince. Szkoda że partie w chess roomie nie wywołują tyle emocji. Mogłbym minąc Davida Howella w drzwiach a sadze że klienci nie byliby bardziej podeskcytowani niz zwykle.

Usmiechnał sie i przejechał dlonią po włosach ktore nieodmiennie nasuwały na mysl Kavina Bacona i koniec lat 80. Dopił mleko i koniuszkiem palca odsunął szklankę po barze.

Xavier, potraktuj to proszę jako dzentelmenską uwagę: mam wrazenie że ten lokal jedzie po rowni pochyłej juz od ponad roku. Licencja to ładny element przetargowy dla lokalnego samorzadu. Nie zdziwiłbym sie wcale gdyby Ksiaze dla ustawienia kolejnych osob w nastepnych wyborach udał że patrzy w drugą stronę. Zamiecienie brudu sprzed poł roku też było kosztowne. Achille skrzywił sie. Nie bardzo chce mi sie wierzyc że papier leżacy w puli wart byl tego nieprzyjemnego wrazenia sprzed chwili. Bo to o tą nieszczesną hipoteke szlo naszemu nieznajomemu, prawda? Mialem wrazenie ze podlożył trzy rozdania żeby Wells wyciagnał ją w koncu na stoł liczac że sie odegra. Swoja drogą prosze, przedstaw mnie przy najblizszej okazji, desperacko chce zabrac go do Roberta Olda. O ile oczywiscie nie jest przejazdem.

Achille usmiechnął sie do przechodzacej obok dziewczyny z obsługi.

Skoro o tym mowimy: coś nowego odnośnie wydarzen sprzed sześciu miesiecy?
astrolog/alchemik 10/10 POZ

ODPOWIEDZ