Basilisk jest na Chomiku. Wija można zobaczyć nacda.pl i ekino.tv. Albo ściągnąć napisy z opensubtitles.org
W każdym razie obejrzałem ostatnio kilka filmów o tematyce okołoerpegowej. Mam kilka do polecenia, a kilka zdecydowanie nie.
Pierwszy z nich to amatorska produkcja "The Gamers"
https://www.youtube.com/watch?v=oSynJyq2RRo
Obowiązkowa pozycja dla erpegowców. Grupa studentów spotyka się na sesję D&D. Widz otrzymuje wizualizację scenariusza, który prowadzi MG plus wstawki z z "realnego świata" i komentarze zza kadru. Sesja jest tu idealnie odwzorowana, ze wszystkimi problemami, uwagami i humorem jaki każdego z Was spotykał podczas rpgowych posiadówek. Widać, że jest to film amatorski, ale chłopaki mają sporo fajnych pomysłów i braki techniczne nie przeszkadzają. Ogólnie 45 minut porządnej rozrywki.
Drugi film to sequel "The Gamers" - Dorkness is rising".
https://www.youtube.com/watch?v=DvH4PskPZ4M
Również amatorska produkcja, ale stoi na wyższym poziomie. Zarówno technicznym, jak i fabularnym. Konwencja jest ta sama - gracze spotykają się na sesję i wcielają się w role dedekowych postaci. Sporo świeżego humoru, a wprowadzenie żeńskiego pierwiastka otwiera całe spektrum możliwości pt. "Kobiety na sesjach rpg". ;}
Wyszła też trzecia część The Gamers, a ta sama ekipa robi również serial Journey Quest, ale tego jeszcze nie widziałem.
I to tyle jeśli chodzi o polecanki.
Kolejny film to "Maze and Monsters" z Tomem Hanksem. Pierwszy film traktujący o LARP-ach. Oparty na historii studenta, który popełnił samobójstwo, za co opinia społeczna obwiniła granie w AD&D. Mamy więc przykładnych studenciaków, którzy grają w dedeki,ale że im mało postanawiają zrobić LARP-a. Po sesji larpowej Hanks zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością. Śni mu się, że żeby ukończyć grę, musi zachowywać czystość (gra kapłanem), więc jakby nigdy nic rzuca swoją dziewczynę i w realnym życiu zaczyna odgrywać postać. Oprócz tego, że film jest nudny i dla rpgowców po prostu śmieszny, to na parę lat zrobił czarny PR grom fabularnym.
"Knights of Badassdom" - miał to być pierwszy fabularny film w całości poświęcony LARP-om. Obsada pod nerdów - Ryan Kwanten z True Blood, nerdowska bogini Summer Glau, świrowate wieczne dziecko Steve Zahn i nieznany wtedy jeszcze Peter Dinklage. Film miał duże problemy i wyszedł po 4 latach zmian producentów i zabawy z montażem. Ponoć dlatego jest tak słaby. Ale może i nie tylko.
Grupa przyjaciół bawi się w LARP-y. Jadą na zjazd, gdzie jeden z bohaterów przyzywa prawdziwego demona przy użyciu księgi zakupionej jako rekwizyt do gry. Do tego momentu film dawał nadzieje. Był nerdowski klimat, kilka celnych żartów, konwencja luźnej hermetycznej nerdowskiej komedii. Wraz z pojawieniem się demona wchodzi czyssty gore. Nawet nie horror, co by jeszcze współgrało z pierwszą częścią filmu, ale zwykły gore. Dodatkowo w połowie filmu ginie najciekawsza postać, jedyna która coś reprezentuje, a aktor jako tako gra. Bo reszta postaci jest płaska i nudna. Efekty specjalne są do bani, a widz czuje się zagubiony, tak samo jak chyba twórcy, którzy nie widzieli czy zrobić komedię, czy gore.
Na koniec filmy z serii Dungeons & Dragons.
Jedynkę pewnie wielu z Was widziało. 45 mln $ budżetu, zdobywca Oscara Jeremy Irons, Thora Birch i wielka kupa. W tym filmie wszystko było do bani, ale najbardziej bolała gra aktorska.Wszyscy byli stereotypowo stereotypowi. Jeremy Irons jako zły czarnoksiężnik wyglądał jak Jaś Fasola. Bruce Payne grał stereotypowo stereotypowego złego złoczyńcę z błękitną szminką (ah, te elementy komiczne) na ustach. Każdą kwestię wypowiadał jakby miał zatwardzenie i dodawał do tego odpowiednie grymasy. Wayans grał stereotypowego czarnego przydupasa,który ma rozśmieszać swoją nieporadnością.Typowo bekająco-pierdząco-ryczący krasnolud no i typowo nerdowska biała laska-kujonka w okularach. A główny bohater miał charyzmę dekoracji do Xeny.
Efekty specjalne okropne. Mieli 45 baniek i niebezpiecznie zbliżyli się do poziomu smoka z Wiedźmina.
Fabuła typowo dla dzieci - zły czarnoksiężnik chce zdobyć władzę nad królestwem. Musi tylko usunąć dobrą królową, która "dba o aspekty społeczne". Jedynym ratunkiem drużyna złożona z przypadkowych bohaterów.
Film na który czekały miliony okazał się niestrawną papką dla 10-latków.
5 lat później nakręcono sequel. Wyciągnięto wnioski z porażki i dano starszych bohaterów, wymieniono reżysera i zrezygnowano z bajkowych stereotypów. Oba filmy łączy Bruce Payne, który chce się mścić za wydarzenia z jedynki. Nie ma już szminki i zatwardzenie też przeszło. Fabuła jest dedekowa, typowa - problem - -quest - zebranie drużyny. Klimat filmu również bardzo dedekowy. Sam film niczym specjalnym nie jest, ale fani D&D raczej będą zadowoleni. Tylko znów ten smok. Tym razem 15 mln $ budżetu, 2005 rok produkcji, a poziom Wiedźmina dalej niebezpiecznie bliski.
Dwa lata temu powstała trzecia część D&D. Najmroczniejsza i najbardziej krwawa i cycata. Gorsza od dwójki, sporo dziur fabularnych i dziwnych akcji, ale niektóre postaci bardzo ciekawe. I wreszcie efekty na poziomie. Jednak skierowanie filmu do dojrzalszego odbiorcy sprawia, że brakuje klimatu klasycznego D&D. I na miłość boską nie pomogą komiczne wstawki w stylu:
(w sklepie magicznym)
- I poproszę jeszcze tę zbroję.
- Którą, mamy +2 i +4.
Serię D&D oglądać tylko jeśli się lubi dedeki.