PBF - Bournemouth after Midnight

czak
Reactions:
Posty: 72
Rejestracja: 21 października 2014, 20:01

Post autor: czak » 14 listopada 2014, 23:52

Cwetan wrócił do hotelu. Miał za sobą ciężki wieczór. Jednak ta noc dopiero się zaczynała.

Doświadczenia z Xaviwrem wiele go nauczyło na przyszłość obiecał sobie, że będzie uważał.
Pokój miał opłacony do rana. Usiadł i zaczął uważnie studiować akta które dostał od opiekuna elizjum. Co za potwór mógł dokonać takiej zbrodni. Cwetan obiecał sobie, że się dowie. Wstał dopił resztę drinka. Noc wzywała

Vello opisał mu miejsce gdzie urzęduje zazwyczaj książę. Minął cmentarz przy St. Peters i skierował się w kierunku westover rd. Po chwili był już na miejscu.

W ekskluzywnym pasażu wyparzył Westover Gallery. Niestety na wyznaczonym parkingowym pasie stał rząd samochodów. Cwetan nie wiele myśląc zaparkował srebrnego mercedesa po drugiej stornie ulicy gdzie żółta linia wyraźnie wyznaczała miejsca dla taksówek. Czterech biegnących w stronę jego auta, klnących jak szewc taksówkarzy, zatrzymało się w miejscu gdy Cwetan wysiadł z samochodu i obrzucił ich gniewnym spojrzeniem. Zbici w grupę zaczęli szeptać między sobą
Cwetan wyminął ich bez słowa i skierował się w stronę wejścia do galerii. Podniósł rękę by zastukać w zimną szybę lecz w tym samym momencie drzwi się otworzyły.
- Niech Pan wejdzie Panie Cwetan
Kobieta która stanęła w drzwiach mogła mieć maksymalnie dwadzieścia lat. Była bardzo piękna. Jednak ta uroda nie mogła nikogo zwieść. Suknia w kolorze burgunda, gustowna biżuteria , opaska na czole zdobiona szlachetnymi kamieniami i piórami wskazywały raczej na lata 20 minionego wieku.
- On czeka
Cwetan został wprowadzony do zaciemnionego wnętrz gdzie grupa nieumarłych kontemplowała obrazy którymi to pomieszczenie było wypełnione niemal po dach. Na podłodze stały rzeźby nie przypominającego niczego normalnego, nawet dla Cwetana.
- Po jaką cholerę oni to zbierają - zdążył pomyśleć - gdy usłyszał w głowie głos - Czekałem na ciebie podejdź - Z odległego końca pomieszczania przyglądała mu się postać.

- To książę nie obawiaj się - szepnęła mu do ucha piękna dama.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 15 listopada 2014, 02:07

Opiekun Elizjum pojawił się kierując się do stolika przy, którym siedział załamany Wells. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, który zwiastował rozwiązanie kłopotliwej sytuacji. Obejrzał bardzo dokładnie kto jest w pobliżu i będzie w stanie usłyszeć jego głos. Będąc przy stoliku odezwał się:

- Upewniłem się, że wszystko jest w należytym porządku i Pan Cwetan wychodzi z całą pulą swojej wygranej. Panie Wells proszę o akt własności i zapraszam na kolejną partię, by mógł się Pan odegrać.

Xavier zwrócił się tutaj do zebranych robiąc najbardziej grzeczną i uprzejmą minę jaką widział w filmach o ludziach z wysokich sfer. Jego ton głosu był jak wyrok i podkreślał jego pozycję w tym miejscu:

- Jak wiecie muszę dbać o reputację i w moim kasynie nie toleruję nieuczciwej gry. Jeżeli mam choć najmniejsze wątpliwości, że coś jest nie tak zobowiązany jestem do sprawdzenia ich zasadności, nawet jeśli miałoby to się okazać zbędne. Ostrożności nigdy za wiele, a przecież chodzi tutaj o wasz komfort i niejeden raz będziecie mi za to wdzięczni. Przepraszam jednak za wszelkie niedogodności, która mogłaby wywołać moja zapobiegliwość.
Price kończąc spojrzał na Achilla i podarował mu czarujący uśmiech.

- Życzę wszystkim udanej gry. - rzucił niczym kapłan błogosławiący wiernych w świątyni hazardu.

Szybko podszedł do Torreadora i wyszeptał mu do ucha:

- Witam serdecznie. Przejdźmy się może gdzieś, gdzie jest mniej ludzi. Potrzebuję chwili spokoju.

Idąc Xavier wysłuchał, co ma do powiedzenia Achille. Po pierwszym zdaniu jakie Torreador wygłosił na temat emocji przy stole Price zaproponował:

- Szukasz mocnych wrażeń, to może zagramy w rosyjską ruletkę? - Ventrue uśmiechnął się lekko patrząc na całkowicie zaskoczoną minę Torreadora.
- Żartowałem -dodał po chwili: Czy coś się działo przy stole jak mnie nie było? - zapytał.

Słuchając dalej Ventrue odpowiedział:

- Nie wydaje mi się, żeby to miało mieć jakiekolwiek znaczenie. Staram się robić wszystko, by każdy czuł się tutaj bezpiecznie i pokazać, że aktywnie szukam oszustów. Traktuję to jako przestrogę dla kanciarzy. A co do sprawy licencji...hmmm...widzisz myślę, że jest wielu Spokrewnionych, którym jest na rękę, że nic nie znaczące Wampiry spędzają noc w jednym miejscu. To bardzo wygodne, bo nie będą się panoszyć w miejscach gdzie mogą budzić różne emocje. Doskonale wiesz o czym mówię. Francis jest zadowolony z faktu, że są u mnie, a nie na salonach.

Dotarli pod wystawę najróżniejszych kobiecych butów. Ilość była naprawdę imponująca, nawet Achille był tym zaintrygowany.

- Oto mój najnowszy pomysł. Konkurs na najseksowniejsze kobiece obuwie. Wynik ogłosimy za kilka dni na podstawie głosów, wystarczy wpisać numerek bucika oraz swoje imię i nazwisko na wizytówkę clubu i wrzucić do urny tutaj. Oczywiście potem obsługa będzie chodzić obuwiu, który wygra konkurs. Udało mi się namówić znanego projektanta, by się tym zaopiekował. Naprawdę jest w czym wybierać. Ja osobiście lubię czarne szpilki, może to dość mało wyrafinowane, ale każdy ma swoje gusta. Zaglądaj częściej, a nie przegapisz bardziej drapieżnych eventów.

Ventrue kontynuował patrząc na Torreadora przyglądającemu się kolejnym egzemplarzom seksownego obuwia:

- Ten Kainita, który wygrał hipotekę nie przedstawił się z jakiego klanu jest. Zaprosiłem, go do biura jak widziałeś i przedstawiłem zasady jakie wszyscy mamy przestrzegać w Elizjum. Nazywa się Cwetan i jest z klanu Brujah. Przyjechał niedawno, nie miał pojęcia z kim gra i co to za miejsce. Rozumiesz teraz moje zachowanie, znasz przecież zasady.
Xavier skończył patrząc na Torreadora i czekał na odpowiedź.
Ostatnio zmieniony 15 listopada 2014, 09:26 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 15 listopada 2014, 13:00

Cwetanowi ledwo udało zamaskować się zaskoczenie. Przy topornej instalacji z drewnainych kawałków, które składały się na trudną do sklasyfikowania ludzką sylwetkę, stał książe. Był ubrany niemal tak samo jak Panajotow. Bardzo podobny czarny garnitur, koszula z bufiastymi rekawami, ozdobionymi falbanami. Jednynie starannie upięty żabot Francisa odróżniał go od rozpietej niechlujnie koszuli Cwetana spod której wyzierały różnorakie wisiorki. Aparycja obu wampirów także była podobna. Cwetan wygladał trochę młodziej, był ciemniejszej karnacji i miał proste włosy. Ksiązę mógł uchodzić za około sześćdziesięcioletniego mężczyznę ze starannie zapuszczoną kozią bródką i długim wąsem. Przypruszone siwizną, zaczesane w tył ciemne włosy sięgały falami niemal ramion Francisa.

Wzrok księcia przesunał się kilkukrotnie wzdłuż sylwetki Cwetana i Bułgar mógłby przysiąc, że również dostrzegł w nim cień zaskoczenia. nie miał czasu się jednak teraz nad czymkolwiek zastanawiać. Wyglądało na to, że książę niespecjalnie przepada za obcymi jego rodzaju i Vallo musiał mu zrobić odpowiedni grunt. Panajotow starał się wypaść jak najlepiej i wolał nie odzywać się zbyt wiele aby nie palnąć czegoś głupiego, co mogłoby mieć fatalne skutki. Zapewne Francis nie byłby tak wyrozumiały jak Xavier na którego wpadł wcześniej.

- Czyż to nie wspaniałe dzieło? - spytał Francis odwróciwszy się i pogrążywszy wzrok w dziwnej rzeźbie, która dla Cwetana była co najwyżej bezkształtnym kawałkiem skorodowanego metalu. Takie rzeźby to widział za życia niemal codziennie. Na złomowisku obok miejsca gdzie mieszkał jako dziecko, pozostawione na pastwę kapryśnej aury stare części samochodowe przyjmowały po kilku latach takie właśnie kształty:

- Tak książe. To kwintesencja przemijania. Jak pozostawione na żer pogody stare auto.

- Hmmmmmm - Francis zamyślił się na dłuższą, starannie miarkując słowa obcego: - Ciekawe, bardzo ciekawe. Innaczej na to patrzyłem. Masz artystyczny zmysł. to bardzo nietypowe dla takich barbarzyńców jak ty. Imponujesz mi. Czy Vallo aby nie pomylił się i nie jesteś toreadorem?

- Z pewnością nie. - Cwetan przedstawił się raz jeszcze dla pewności i aby tradycji stało się zadość.

Książę pochłonięty rzeźbą stał jeszcze przez niemal minutę, powodując, że Cwetan zaczął przestepować znogi na nogę, czując się niezręcznie w całej sytuacji. Toreador w końcu prześwidrował go wzrokiem:

- Możesz pozostać w Bournemouth, ale pamiętaj abyś prawom nie urągał. Nie masz prawa polować w Wimborne Minster, bo to moja domena. To samo tyczy się dzielnic Lilliput i Sandbanks, które to są pod kuratelą pana Vallo. Lunapark rozciąga się w centrum miasta i w dzielnicy Boscombe, ale surowo ukarzę, jesli głód skłoni Cie do zabicia ofiary. Elizjum znajduje się nieopodal w Russel Coates Museum i uszanuj świętość tego miejsca. - Książe nagle znów skupił wzrok na figurze: - Kwintesencja przemijania...

Cwetan nie bardzo wiedział, czy audincja dobiegła końca czy nie, a nie czuł się na tyle swobodnie aby odejść bez pozwolenia. Z pomocą nadszedł ogromnej postury Nosferat, który podszedł do Panajotowa i gardłowym, niskim głosem, przypominającym pijackie delirium oznajmił:

- Hej. Twój ten wóz zaparkowany na postoju taxi? - Cwetan kiwnął głową: - Koledze chyba parkingowy mandat przypierdala.
Audiencja zakończona;)

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 15 listopada 2014, 13:42

Następnej nocy

Thomas Steinbach był nie na żarty wystraszony. Opuszczony, choć całkiem zadbany dom na obrzeżach Meyrick Park jaki zamieszkiwał od jakiegoś czasu, został za dnia otoczony wysokim, drewnianym płotem, jakimi okala się place budowy. Tabliczka erekcyjna powieszona na pobliskiej latarni wyjaśniała wszystko. Teren był przeznaczony pod budowę nowego, jednopiętrowego budynku mieszkalnego, a wyburzanie miało się zacząć... Już następnego dnia.

Pozostanie w tym miejscu było samobójstwem. Musiał zebrać swój skromny dobytek i znaleźć soś nowego. I to szybko. Listopadowe noce były długie. Steinbach miał nadzieję, że wystarczająco długie aby znaleźć bezpieczną kryjówkę na kolejny dzień. Na razie stał moknąc w strugach deszczu, lejącego przez kolejną noc z rzedu.

Czuł się taki samotny na zesłaniu. Nie znał tu w zasadzie nikogo. Poznał księcia i garstkę innych, ale traktowali go z wyraźnym ostracyzmem, co przygnębiało młodego kainitę. Nawet jego bracia z rodzinnego klanu, rzec można mieli go za nic, zresztą dwóch z nich zjadała wzajemna nienawiść, a trzeci bardziej niż nieżyciem interesował się kółkiem teatralnym jakie prowadził.

Tak chciałby poczuć teraz kojący dotyk kogoś mu bliskiego i słowa, które miały go uspokoić. Ale odkrytą twarz smagały tylko trupiozimne krople.

Znał tylko jedno miejsce, oprócz Elizjum, gdzie zjawiali się nieumarli, którzy żyli na marginesie wampirzej społeczności. Spearmint Rhino...

Wątek techniczny

Nie chce już trzyamć Suriela dłużej, dla tego daje tego posta wcześniej. Wciąż jeszcze jest kilka rzeczy do załatwienia poprzedniej nocy.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 15 listopada 2014, 21:17

Xavier bawił się wyśmienicie rozmawiając z swoim towarzyszem. Torreador zawsze sprawiał, że Ventrue czuł się lepiej. Nie przypadkowo przecież mówiono o tym klanie, że jest najbliżej ludzkich emocji i rozumie najlepiej potrzeby innych. Xavier Price, czuł w sobie ogromną emocjonalną pustkę, którą wypełniał czym tylko mógł. Noc dała sporo doznań, a teraz Achille pomimo uwag podarował mu więcej niż jego rozmówca mógł przypuszczać - Człowieczeństwo. Gdzieś na dnie, bardzo głęboko tlił się w Ventrue gniew podsycony zdjęciami z akt policyjnych, które podarował Cwetanowi. Xavier zorientował się dzięki rozmowie z Torreadorem, że Bestia podeszła bliżej i czyha na jego błąd. Wszystkie rozważania pozostawił w swojej głowie, nie pokazując na zewnątrz całego zamieszania, które dzieje się w środku. Nie potrafił inaczej. Życie na ulicy, narkotyki, gangi, nielegalny handel wszystkim, co przyniesie profit...to wszystko zabiło w nim szczerość uczuć na twarzy. Teraz było za późno, by coś ratować. Miłość też odeszła bezpowrotnie. Pozostał wypalonym trupem z nieopisanym potworem zwanym Bestią, którego gościł w sobie niczym klientów w swoim Elizjum, z tą różnicą że tego gościa nie można było wyprosić. Tak, bardzo chciał znów, być człowiekiem.

W tym momencie pojawiła się seksowna Nina razem z mężczyzną, który był od Vallo. Xavier od razu wiedział, kto to jest, bowiem nie raz mieli okazję się spotkać.

- Pan Vallo prosi o spotkanie Panie Price, dziś w apartamencie Marina Close na Boscombe - odezwał się spokojnie.

- Tak oczywiście, proszę poczekać chwileczkę. Załatwię jedną sprawę w biurze i możemy jechać - odpowiedział krótko, po czym zwrócił się do Torreadora:

- Najmocniej przepraszam, ale jak widzisz ta noc jest pełna niespodzianek. Serdecznie dziękuję za rozmowę - tutaj Xavier postarał się jak tylko mógł, by jego uśmiech był naprawdę szczery. I pamiętaj jesteś jak zawsze bardzo tutaj mile widziany. Żegnam zatem i dobrej nocy życzę - pożegnał się i odszedł w kierunku swojego biura.

W biurze zastał Cwetana pochłoniętego lekturą. Podszedł do Brujaha i podał mu akt własności mówiąc:

- Proszę to pańskie. Chciałbym, by wiedział Pan, że jestem pod wrażeniem pańskiego uporu i odwagi. Gdy z takim samym zaangażowaniem zabierze się Pan za tą sprawę, obydwaj szybko będziemy bardzo zadowoleni. A teraz zapraszam, do kasyna - Xavier pokazał ręką w stronę drzwi.

Był w drodze do Vallo. Przez pierwszą połowę drogi tysiące mysi przebiegały mu przez głowę, ale żadna nie dawała obietnicy rozwiązania powodu spotkania. Postanowił nie myśleć. Zamknął oczy i powrócił do chwil, w których był człowiekiem i nie miał żadnych pieniędzy. Teraz miał wszystko, kobiety, pieniądze, władzę, kontakty...jednak nie miał w sobie już życia. Poczuł się tak, jakby wygrał z samym Diabłem partię pokera, ale stracił coś cenniejszego - duszę.

Znał tą okolicę i nie czuł się tutaj nieswojo. Poprawił swój garnitur i ruszył w stronę budynku.
Ostatnio zmieniony 17 listopada 2014, 13:05 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 16 listopada 2014, 01:08

Całe wieki na gromadzenie bezcennych rzeczy stoją przede mną otworem, a mój obecny dobytek mieści się zaledwie w dwóch niedużych torbach. Stojąc na rzęsistym deszczu ostatni raz rzucam okiem na stary dom, który jeszcze do dzisiejszej nocy służył mi za schronienie. Ta tablica, ta niepospolita szybkość przy rozbiórce. Przypadek? Przypadki nie istnieją a przynajmniej nie w świecie tych, którzy już nie oddychają a między oddychającymi nadal po zmroku kroczą. W moim świecie.

Komu zatem mogłoby zależeć na zmianach i po cóż? Komuż mogę za to podziękować? Zapewne wkrótce się okaże ale tak czy inaczej musiały w końcu nadejść. Od tego wieczora koniec bezruchu, spokoju, bierności, oczekiwania. To przynajmniej tłumaczyłoby pojawienie się w ostatnim tarocie odwróconej arcykapłanki. Lecz co zatem znaczyć może wyłożenie pozostałych trzech wielkich arkan i to tak silnych: głupca, wieży i cesarzowej?

Głupiec - wszelkie początki
Na szachownicy ktoś postanowił przestawić piona.

Wieża - wymuszona zmiana

Muszę się więc poruszyć.

Ale Cesarzowa? Wciąż nie jasne.

Podjeżdża taksówka na którą czekam.
- Proszę 1 Yelverton Road a dokładnie Spearmint Rhino Gentelman’s ale wpierw proszę się zatrzymać przy całodobowych skrytkach, jeśli nie ma bliższych mogą być te przy lotnisku. - Muszę najpierw coś zostawić...

Krople deszczu bębnią w karoserię samochodu kiedy ten przemyka ciemnymi uliczkami przeklętego miasta. Oh, Matko czemu tutaj, czemu Bournemouth gdzie zupełnie nie potrafię znaleźć odpowiedniego miejsca.

Swoją drogą bezdomny - nieśmiertelny, co za ironia...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 16 listopada 2014, 02:10

Piekne szepnal Achile przesuwajac dlonia po gablocie. Kolekcja nocnych motyli.

Usmiechnal sie do Xaviera na pożegnanie. Szkoda ze dla Ciebie to tylko martwe okazy pod szkłem dodal w myślach. Jeszcze raz spojrzał na zmyslowe szpilki. Sześć i pół cala na calowym koturnie. Czwórka. Nosila je w kolorze indygo i miala włosy w lodowatym odcieniu blondu kiedy spotkał ja dwa tygodnie temu. Przetoczyla sie przez jego pamięć jak lawina. Nieodparte wrazenie ze musi ją mieć dzisiaj, zaraz, pochłonęło go jak rozpędzone tony siegu i poniósło na ulice Bournemouth. Achille śpiewał pieśn łowiecka a jej harmonie unosiły sie nad miastem. Uwielbial to uczucie kiedy cala ta moc, zdolna sięgnąć az po krańce planety szalała w betonowej dżungli Bournemouth. Zdawało mu sie że zdetonowal w mieście głowice nuklearna tylko po to, aby jeden nocny motyl w zupelnej ciszy usiadł mu na dłoni.



Tej samej nocy Achille szybko przeliczyl w myślach wyznacznik macierzy i wynotowal wykładnik Lapunowa. Ujemny. Wiatrak w laptopie zaszumial kiedy program zaczął wykreślac ksztalt atraktora. Jeszcze przed chwila Achille słyszał oddech dziewczyny spiacej za ścianą, w jego sypialni. Był to z resztą jedyny oddech jaki slychac było w jego mieszkaniu. Mala punktowa lampa tworzyła bezpieczny, ciepły krag światła na jego notatkach. Reszta pokoju ginela w półmroku w którym czerwonym, zlowrozbnym okiem świecił sie ksztalt wyrysowanego na ekranie dziwnego atraktora.Wtem lampa zgasla, Achile zdążył zobaczyć jak programy w ciągu sekundy zapisują ustawienia i chwile potem laptop zamarł. Safeswitch. Wiedział że może zatracić sie podczas pracy a konsekwencje mogly byc tragiczne. Juz kilka razy wprowadzone przez niego zabazpieczenie odcinajace zasilanie uratowalo mu życie

Nieżycie poprawil sie w myślach.

Zebrał stojace na stole kubki z zimną juz herbatą. Wszystkie były pełne. Splywajac do zlewu ostatni raz wybuchaly zapachem: ceylon, assam, darjeeling second flush. Smetne pozostałości prawdziwego smaku którego juz nigdy nie poczuje.

Ciekawe czy kiedyś pozbęde się tego przyzwyczajenia? pomyślał. Mam nadzieje że nigdy.

Szybko napisal kilka zdań i położył je w sypialni razem z kluczem do mieszkania. Podniósł jej buty, porzucone w nieladzie kolo łóżka i ustawil je równo, ciesząc sie przez chwile dotykiem gladkiej skóry. Juz niemal w drzwiach cofnął sie jeszcze do kuchni. Wyjął z szafek puszkę kawy i słoik nutelli i postawił na środku blatu. Po czym wyszedł, zamykajac zaskakujaco cicho wszystkie zamki. Noc zaczynała odpływać ustępując Heliosowi. Achille ruszył szybkim krokiem przez puste ulice. Prawie nigdy nie sypial w swoim mieszkaniu.
Spoiler!
Poluje korzystając z Prezencji 4. Sciagam dziewczyne do siebie. Pije nie wiecej niż 3 pk.
Ostatnio zmieniony 16 listopada 2014, 02:40 przez Oggy, łącznie zmieniany 1 raz.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 16 listopada 2014, 13:53

Vallo zaprosił wampira do przestronnego salonu. Wzrok Price'a spoczął na chwilę na półce na której leżał akt właśności, jakiwczesniej dał Cwetanowi. Przyznał w myślach, że Panajotow nie marnował czasu. Już zdążył odwiedzić swojego mocodawcę i załatwić całą sprawę do końca. Gospodarz wskazał luksusowe fotele i stolik, jednoznacznie dając do zrozumienia aby usiąść. Przy stoliku stały niepasujące do reszty apartamentu, stare, podniszczone, przygotowane do gry szachy:

- Partyjkę? - zapytał Michael właściwie retorycznie: - Proszę panie Xavierze, grasz białymi, zaczynaj...

Młody Ventrue rozejrzał się po szachownicy, próbując roztrzygnąć jak zacząć partię. W końcu wprawił w ruch jeden z szesnastu drewnianych figur.

- Dobre wyjście - skomentował Vallo: - Jak Karpow w osiemdziesiątym drugim. Nie możesz tego wiedzieć, ale Lord Wellington zwykł tak rozpoczynać partie. Wspaniały gracz. Rozegraliśmy wiele burzliwych bitew na szachownicy... Szkoda, że to nie będzie zbyt długa partia. Przegrał pan w dwunastu lub siedemnastu posunięciach...

Price spojrzał na szachownicę, kalkulując wszystkie znane mu warianty, ale za Boga nie potrafił przewidzieć końca partii. Vallo spytał od niechcenia:

- Czy wie pan Xavierze, czemu my Ventrue jesteśmy u sterów Camarilli?

Xavier miał na to kilka hipotez ale ciekaw był co odpowie Vallo. Pokrecił tylko głową dając do zrozumienia, że słucha. Piony, gońce, wieże zaczęły się przesuwać po szachownicy. Stary Kainita zaczął mówić powoli:

- Widzi Pan. Niektórzy twierdzą, że to nasza organizacja, nasza skuteczność w działaniu. Inni, że to trafny dobór braci i sióstr spośród najlepszego narybku jaki nosi śmiertelny świat. Musi pan wiedzieć, że jestem niepoprawnym optymistą, mam wiarę w innych i twierdzę skromnie, że głownie dlatego, iż potrafimy dostrzec potencjał w innych. Czymże byliby Ventrue bez innych. Bez Nosferatów, Malkavianów, Brujahów, Ravnosów i innych. Zan pan odpowiedź na to pytanie. Weźmy na ten przykład takiego Cwetana. Dostrzegłem jego potencjał i proszę, za obupólną korzyścią zdobył to czego potrzebowałem... Szach panie Price: - Przerwał na chwilę Vallo: - To sprytny wampir. Ale są inni inteligentni, silni, czy mający inne przymioty którym nam Bóg poskąpił, a są nam potrzebne. Nie uważa pan, że to zdecydowanie bardziej kreatywna wizja niż destrukcja i barbarzyństwo jakie wolą inni? Szach i mat panie Xavierze.

Price poddał króla. Dwanaście posunięć... Price uważał się za całkiem zdolnego szachistę, ale to co pokazał Vallo było jak Kasaprow, Karpow i Deep Blue w jednym. Czegoś takiego nie widział nigdy w życiu, nie przeczytał w żadnym szachowym almanachu. To było jak przebłysk totalnego geniuszu, przy którym umiejętności Xaviera były jak ledwo raczkujące dziecko.

- Panie Price, chcaił bym się jutro zjawić u pana w klubie. Czy mógłby mi pan zapewnić dyskretne wejście. Byłbym zoobowiązany. Będzie tam pan i zapewne kilku innych nieumarłych, któych z niecierpliwością oczekuję. Czy mógłby pan zaaranżować spokojne miejsce, gdzie moglibyśmy porozmawiać?

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 16 listopada 2014, 14:46

Pordzewiały Vauxhall z zawrotną prędkością 40 mil na godzinę mknął w strugach deszczu ku ponurej, zapomnianej przez lepszą część Bournemouth dzielnicy biedoty. Skrzypiące wycieraczki ledwie nadążały, monotonny dźwięk silnika przerywały jedynie krótkotrwałe wybuchy mało wyrafinowanych epitetów Wesleya narzekającego na wyspiarską aurę.

Marcus w milczeniu tkwił przemoknięty na tylnym siedzeniu uśmiechając się od czasu do czasu za zaciśniętymi na futerale rękoma, Pink Floyd zaś coraz śmielej upominał się o nagrodę, gdy pojazd trząsł się wpadając w setną wyrwę.

Lindsey ma jutro wolne, więc podrzucę ją, jak tylko wrócimy. -zachrypiał niezadowolony z siebie mężczyzna dość stanowczym tonem, wyraźnie oczekując rewanżu. Miał ochotę dość ostro zahamować przed zakładem Marcusa, nad którym, na pierwszym pięterku mieścił się skromny przybytek golarza. Większość powybijanych dawno temu szyb na kondygnacji wypełniały teraz szczelnie dopasowane, toporne deski.
Wesley nie wiedział, czy był bardziej zły na świra, czy na siebie, że po raz kolejny dał się namówić na jakieś odchylone akcje.
Miał szczerą ochotę wcisnąć ten hamulec tak, by świr łupnął łbem o fotel kierowcy.
W lusterku dostrzegł budzącą litość twarz człowieka, który miał więcej niż on problemów. Zrobił dodatkowe kółko, zwolnił, delikatnie zatrzymał się pod zakładem.

Jesteśmy na miejscu. Przywiozę ją za jakąś godzinę.

[center]***[/center]

Przez dłuższą chwilę stała jak sparaliżowana. Była beznadziejna. Usłyszała, że ktoś przeklina, poczuła ból w gardle i zorientowała się, że to właśnie ona.
Marcus przenigdy nie użyłby wobec niej takich słów. Lata bujania się za starszym bratem i jego kumplami zdążyły już odbić swoje piętno. Było jej wstyd. Nie dość, że fatalnie zakończyła utwór rozsypując go w połowie niczym domek z kart to jeszcze okrasiła swą porażkę tak prymitywną, podwórkową wpadką.
Oczekiwał teraz surowej reprymendy choć wiedziała, że takowa nigdy nie nastąpi. Marcus... on nie był jak inni. Marcus był dobry.
Przychodziła na lekcje od czterech lat, a Marcus zdawał się nie zauważać, że niedawno skończyła szesnaście! już dawno zaokrągliła się tu i tam a w głowie pojawiły się nieuporządkowane myśli. Cholerny Marcus! Naprawdę ślepy jak kret!
Wiedziała, że nie skomentuje tego od razu, albo powie słowo czy dwa. Może nic. czasami po prostu odwracał się na pięcie i wychodził cmokając tylko pod nosem.

Było jej wstyd. Popędziła za nim, całkowicie go zaskakując. Od jakiegoś czasu zachowywała się dziwnie. Rytm jej serca stawał się jakby.. inny.

Bez słowa zapytania przytuliła się do niego. Zdarzało się tak już wcześniej.. od niedawna, a może od wielu miesięcy? Gdzieś po drodze stracił rachubę. To było mniej więcej wtedy, gdy zaczął mieć pewne problemy ze sobą.
Odsłoniła szyję wiedząc co nastąpi. Kusiła, prowokowała swą niewinnością, zapachem brzoskwiń i wczesnej młodości.
Wiedziała, że toczy jakąś wewnętrzną walkę, lecz nie miała pojęcia co jest w niej stawką.
Fala dreszczy przeszyła przeszyła ją, gdy delikatnie zatopił swe kły w jej naprężonej jak struna tętnicy. Chłonął ją, a ona oddawała mu się bez lęku i żalu. Rozkoszne chwile z Marcusem..

***[center]
[/center]

Znów to się stało. Gdyby potrafił, zapłakałby. Potknął się. Pink Floyd ujadał wściekle. Gdzież ona jest?! Gdzie ta cholerna moneta do automatu!!!? Zrobił to. Znowu. Gdzie telefon? Musiał zadzwonić do doktora Zachariasza. Teraz!
Gdy odjechała razem z Wesleyem stoczył się po schodach do gabinetu. Chyba też stracił przytomność na moment..

Gdzieee?! W głowie dudniła natychmiastowa potrzeba. Pink Floyd szczekał jak oszalały. Koroviev nie wiedzieć czemu nie mógł znaleźć własnego aparatu telefonicznego.

Uczynił coś podłego. Znowu.

Znów pił krew Lindsey, choć obiecywał, że z tym skończy.. że poszuka kogoś odpowiedniejszego. Poczucie winy było nie do zniesienia. Rozrzucał sprzęty rękami. Żałował. Użalał się nad sobą. Rozpaczał.

Wreszcie zamilkł. Znalazł sznur i wciągnął się z powrotem po schodach osamotniony i zdeterminowany w groteskowej decyzji.

Gdy odepchnął taboret sznur napiął się gwałtownie szarpiąc za kręgi szyjne. Nogi Marcusa naprężyły się, drżały jakby jeszcze walczył przez krótką chwilę.

Kołysząc się, mógłby przysiąc....w przechodzących mgłą oczach dostrzegł szarpiącego się z liną kundelka...

Zasnął.
Spoiler!
Kolejna osóbka, by dać Ci szerokie spectrum do kontrolowania Marcusa. Młodsza siostra Wesleya, którą uczy gry na skrzypcach, a która podkochuje się w nim. Marcus wypija z niej punkt krwi, ale zawsze ma wyrzuty sumienia i usiłuje popełnić samobójstwo (jeśli nie skontaktuje się ze swoją drugą osobowością- dr Zachariaszem). Kolejnego wieczoru Marcus przebudzi się ze zwichniętym karkiem, zatem spożyty punkt krwi wyda na regenerację. Czasem budzi się na ziemi, bo Pink Floyd za dnia przegryzie linę. Pink Floyd szczeka, bo obawia się (słusznie), że zbliża się osobowość Zachariasza.
Ostatnio zmieniony 16 listopada 2014, 16:34 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 16 listopada 2014, 16:36

Xavier zaraz po wejściu czuł respekt do władcy domeny do której właśnie wszedł. Michael Vallo był bowiem jednym z tych, którzy noszą tytuł Stragetgoi. Młody Ventrue widział bardzo dokładnie, co ten tytuł oznacza. Teraz Xavier był bardzo rad, iż Robert Greedy nie zaniedbywał edukacji związanej z klanem błękitnej krwi. Michael Vallo, ten który kontroluje dolną połowę Wysp Brytyjskich zaprosił go na spotkanie. W hierarchii nad nim było tylko 12 Dyrektorów, zwanych Ephorate. Teraz miał okazję spotkać się z jednym z starszych oko w oko. Zaraz po wejściu do pokoju wiedział jak ma się zachować i co nakazuje tradycja.

Gdy zobaczyli się, Xavier wyciągnął rękę na powitanie mówiąc:

- Witaj Starszy Stragetoi Mr. Michael Vallo, prosiłeś mnie widzieć jeszcze tej nocy, tak więc jestem. - powiedział patrząc prosto w oczy staremu Ventrue.
- Pragnę podziękować za wsparcie podczas mojej ostatniej wizyty u Księcia. Oto prezent z mojej prywatnej kolekcji. - powiedział, wyciągając arabskie szachy z XV wieku zrobione z kości słoniowej i hebanu.

Pamiętał, by za każdym razem, gdy on lub Michael się odezwie należy patrzeć się prosto w oczy. Xavier robił wszystko, by wypaść jak najlepiej i nie zrobić najmniejszego błędu. Ta noc może odmienić jego dotychczasowe nieżycie.

[center]Obrazek[/center]

Patrząc na szachownicę nie mógł uwierzyć, że to naprawdę się dzieje. To faktycznie był geniusz, mistrzostwo i nadludzka inteligencja. Zdał sobie sprawę, że Michael jest wspaniałym taktykiem, a przez lata na pewno nauczył się bardzo wiele. Price całą sytuację odebrał jak lekcję, którą zapamięta do końca swoich dni. Przez chwilę pomyślał, że Vallo mógłby go więcej nauczyć.

Xavier słysząc ostatnie pytanie odpowiedział:

- Oczywiście jestem w stanie wprowadzić Pana tak, by nikt o tym nie wiedział. Wiem, co to dyskrecja i można na mnie polegać. Proponuję spotkać się w moim biurze, nikt tam nie będzie nam przeszkadzał. Chciałbym jednak wiedzieć kogo będę gościł w swojej domenie, oraz jaki jest powód tego spotkania.
Ostatnio zmieniony 17 listopada 2014, 14:25 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 16 listopada 2014, 16:49

- Nie powinno być nikogo kogo byś już nie poznał Xavierze. Ty, Cwetan, Marcus... - zaczął wyliczać Vallo: Spodziewam się też że zjawią się Achile i Thomas Steinbach. Na domeną wisi niebezpieczeństwo, a wy jesteście jedynymi, którzy są spoza miejscowych układów. Tylko Wam mogę zaufać. Wszystkie szczegóły przekaże Wam jutro w nocy.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 16 listopada 2014, 22:02

Klik, Klik... Odgłos co chwilę otwieranego i zamykanego wieczka od wiszącego zazwyczaj w kieszonce zegarka burzyły nocną ciszę. Co prawda co chwilę odgłos kliknięcia zamykanej pokrywki i tak przytłumiane były przez odgłosy muzyki i ludzi kiedy drzwi do Spearmint uchylały się na moment by wypuścić bądź wpuścić gości ale nie o to chodziło. Thomasa uspokajał sam dotyk starych grawerunków, wytartych już przez czas na wiekowym zegarku. Spoglądał jeszcze przez chwilę na migającą czarno białą fotografię nieznajomej damy która pojawiała się przy każdym otwarciu wieczka. A potem przymknął oczy i postarał odnaleźć tą nikłą strunę w jego duszy, która kapryśnie potrafiła zadźwięczeć wtedy gdy w pobliżu działo się coś wyjątkowego. Czegoś łamiącego prawa natury znane zwykłym śmiertelnikom.

Zapach bydła i ten nikły, trudny do określenia zapach śmierci wiszący niczym cień nad niczego nie spodziewającym się rozemocjonowanym, ludzkim spędem.

Nawet gdyby był w tym miejscu pierwszy raz nieodmiennie wyczułby miejsce spotkań spokrewnionych. Było ich zbyt wielu w jednym czasie by dało się to łatwo zamaskować. Nie tego jednak szukał, lecz znaku. Tym razem jednak intuicja nic mu nie podpowiedziała. Zlustrował zatem ponownie fasadę dwupiętrowego budynku o dużych oknach, jednak bez większej nadziei. Jak bowiem można zobaczyć coś oczyma skoro trzecie oko nie widzi.

Cesarzowo odkryj się, gdzie jesteś?

Klik, klik... puzderko zamknęło się po raz ostatni i powędrowało do kieszonki. Thomas podjął decyzję, przeszedł ulicę i zastukał w ciężkie drewniane drzwi Spearmint Rhino.


Obrazek
Ostatnio zmieniony 16 listopada 2014, 22:14 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 16 listopada 2014, 22:55

Czy ktoś z Was, poza Surielem (który już jest w przyszłości), chce jeszcze coś zrobić tej samej nocy? Proszę wtedy o stosowne posty w trybie fabularnym, lub deklaracje w trybie technicznym.

Jeśli nie, to akcja dogoni Suriela, tym samym kończąc Preludium.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 17 listopada 2014, 00:20

Wątek techniczny:

Xavier wraca do swojego schronienia na sen. Ma za sobą długą noc, która zaspokaja jego głód emocjonalny. Przygotowuje się na jutrzejsze spotkanie wydając odpowiednie polecenia Ninie i Clarkowi.
Spoiler!
Moi Ghule mają przygotować więcej krwi na spotkanie w moim biurze jutro. Oznacza to, że pójdą w ruch rezerwy. Żadnych innych spotkań, czy jakichkolwiek prób przeszkodzenia podczas spotkania. Wymieniam kto będzie zaproszony na spotkanie: Cwetan (widzieli go), Achille, Marcus, oraz ktoś kogo nie znają: Thomas Steinbach, wampir tak więc szukajcie kogoś kto wygląda na trupa. Jak ktoś taki się pojawi mają natychmiast wysłać go do mojego biura. Mówię Clarkowi, że w biurze będzie na spotkaniu jeszcze ktoś i niech się nim nie przejmuje. Spotkanie jest zamknięte, ale ma być w pokoju ochrony i nagrywać wszystko. Trzymam te nagrania w razie jakiegoś niebezpieczeństwa, które może mi w przyszłości zagrozić. Dodaję Ghulom informację, że jak się dobrze spiszą dostaną dodatkowe picie krwi gratis oraz premię pieniężna.

Ventrue Vallo zostanie wprowadzony podziemnym wejściem prowadzącym do mojego schronienia, apartamentu pod klubem/kasynem. Z tego miejsca tajnym przejściem dostaniemy się do biura (tak, ono ma dwa wyjścia). Będziemy tam pierwsi i jako ostatni wyjdziemy. Dbam o to, by Vallo nie był przez nikogo zauważony.

Dzwonię do swojego przyjaciela, który jest aktualnie moim kontaktem. Monty Cooper jest handlarzem bronią, narkotykami i wszystkim tym, co nielegalne. Dawno temu razem uciekliśmy z Londynu. Mówię mu, żeby był w stanie w przeciągu 15 min, gdy jutro wieczorem do niego zadzwonię przyjechać z dużym asortymentem broni palnej, wybuchowej i białej. Opowiadam, że mam klienta i jak będzie potrzebny, ma się zjawić pod kasynem w umówiony kwadrans. Ma być w czym przebierać, żadnych ograniczeń.

W nocnym klubie dzięki mojemu wsparciu odbywają się różnorakie transakcje, ale bez towaru. Tylko deklaracje, umowy, ustalenia, finalizacje itd. Wymiana towaru ma być po za terenem Elizjum. Bardzo często dzieje się to w apartamentach mojego hotelu. Wiedzą bowiem, że tutaj policja nie zagląda itd. Mam w kieszeni wysoko postawionego funkcjonariusza policji, który działa tak, by w S.R. mafia, bandziory czuły się swobodnie. Jednak każdy z tych ludzi zna zasady i wie, że jak zrobi błąd (uderzy kobietę, zniszczy mienie itd.) zostanie upokorzony na oczach wszystkich. Znam większość twarzy, imiona nazwiska, ale nikt z nich nie jest kontaktem takim jak Monty Cooper.

Nie muszę płacić mafii, bo pozwalam im na te interesy u mnie i ich chronię. Większość z nich zna moją przeszłość i ma pewnego rodzaju szacunek do Xaviera.
Ostatnio zmieniony 17 listopada 2014, 10:42 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 17 listopada 2014, 21:15

Bournemouth; Spearmint Rhino; 17.11.14 wieczór;

Thomas wszedł do klubu wpuszczony przez ochroniarza. Z przyjemnością zrzucił z siebie przemoczony do suchej nitki płaszcz. Niepewnie wszedł na główną salę klubu i ciekawie zaczął się rozglądać. Na sali było sporo gości i jeszcze więcej tancerek. Blondynki, brunetki, rude, szczupłe, przy kości, wysokie niskie... Przypomniał sobie jakie żądze wywoływały w nim odziane kuso dziewczyny za życia. Przez moment poczuł głód bestii, ale szybko o nim zapomniał, skupiając uwagę otoczeniu. Wystrój luksusu oraz ciepło był miłą odmianą do lecących z nieba zimnych strug deszczu i do zatęchłego, starego domostwa w jakim spędził ostatnie tygodnie. Nieumarły rozluźnił się i pozwolił sobie nawet na cień uśmiechu.

- Dobry wieczór, jak się pan miewa dziś? - Spytała odziana w skąpą bieliznę tancerka. Musiała uchodzić wśród żywych za kanon piękna, ale Steinbacha nie interesowały ani seksowne krągłości, ani podkreślająca kształty bielizna. Co innego pulsująca pod skórą tętnica szyjna, na której skupił coraz bardziej mętniejący wzrok wampir.

- Nie ma pan ochoty na taniec? Specjalnie dla pana... - Steinbach ledwo dosłyszał pytanie poprzez ekstatycznie podniecający rytm bijącego serca istoty. Niemal dał się ponieść żądzy. Opanował się. Nie wypadało mu... Odwrócił oczy od szyi kobiety i skrzyżowal wzrok z dziewczyną. Wysupłał z kieszeni pięćdziesięciofuntowy banknot i wręczył nieco skonfudowanej dziewczynie:

- Innym razem kochana. Szukam właściciela.

Dziewczyna spojrzała speszona na przybysza.

- Właściciela...? Spytam Clarka...

Tancerka odeszła szybko, a wzrok Steinbacha zatrzymał się na mężczyznie. Jakiś wewnętrzny głos w głowie Thomasa zaczął podpowiadać "Spójrz na sposób w jaki patrzy, w jaki się porusza, to ktoś twojego rodzaju". Trudno było racjonalnie wytłumaczyć czemu Steinbach nie mógł oprzeć się wrażeniu, że obcy jest Kainitą, ale już nie raz w przeszłości, to co podpowiadał instynkt było nad wyraz trafne.


Wątek techniczny

Dostrzegasz wampira Oggy. To postać Suriela. Weszliście do gry najpóźniej, więc dam Wam trochę czasu na interakcję, żebyście mogli się opisać innym i wreszcie trochę pogadać. Cwetan też jest w pobliżu, więc jeśli ma ochotę na niezobowiązującą gadkę, to zapraszam.

Xaviera chwilowo nie ma na sali, a Marcus jeszcze się nie zjawił.

ODPOWIEDZ