Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu
Nagła inwazja węży zaskoczyła Nieulękłych swoją gwałtownością i liczebnością. Każdy z członków Drużyny Kielicha ratował się na swój sposób.
Gnom pognał na złamanie karku po schodach na dół, po drodze mijając się z biegnącym w przeciwnym kierunku Balinem.
Bazook złapał za jedną z odciętych przez Barthura gałęzi berberysu i zaczął zamiatać nią gwałtownie prąc do niewysokiej pokrzywionej sosny.
Bathur ucapił za pochodnię i starał się odpędzić nadchodzące zewsząd gadziny płomieniami.
Burbrin wraz z Huskunem przeszli do ataku. Ten pierwszy ciął raz za razem rozczłonkowując węże maczetą. Szybko dołączył do niego Huskun, gdy tylko zestrzelił zwisającego przy jego uchu beznogiego napastnika magicznym pociskiem.
Balin, który wybiegł z podziemi i zorientował się w sytuacji zaczął podpalać krzaki.
Desperacka obrona dość szybko wykazała, że wszystkie gady nie rzucają się na Nieulękłych tylko prą z wielką determinacją wprost do podziemia.