PBF - Boskie potyczki
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu
Barthur przykucnął przy drzwiach i sprawdził na jakiej wysokości znajdują się wyżłobienia oraz jaki rozstaw palców mogłoby mieć stworzenie, które je stworzyło. Nie bardzo chciało mu się wierzyć, ale wychodziło, że zniszczeń dokonało steorzenie mające co najmniej dwie łapy z czterem palcami i mierzyło około dwóch lub dwóch i pół metra.
Na ziemi leżało jeszcze trzy ułamane pazury, przypominające trochę psie ale dużo większe.
Dokonawszy tej oceny Nieulękli wyciągnęli broń i cicho ruszyli przed siebie. Na początku widzący w ciemnościach Balin oraz trzymający pochodnię Barthur. Za nimi Bazookh, Drayaharus i Huskun.
Po lewej stronie znajdowały się pomieszczenia oddzielone od korytarza kratami oraz prowadzące do nich drzwi. Drzwi były otwarte..
Dwie pierwsze cela nie zawierały niczego interesującego. Znajdowały się w nich jedynie zwisające na łańcuchach ławy, służące za łóżka oraz kępy zbrązowiałej zapleśniałej słomy.
W trzeciej, ostatniej, celi znajdowała się duża kałuża. Zasilała ją woda spływająca z wydrążonej w prawym górnym rogu pomieszczenia dziury. Kamienia które budowały tą część sufitu i ściany leżały pod nią i były częściowo przysypane przez ziemię i błoto. Z dziury dobiegał odgłos siekącego deszczu i przebijała się poświata pochmurnego dnia.
Barthur staną przed drewnianymi drzwiami po prawej stronie. Pchnął je młotem.
Za drzwiami znajdowało się sporej wielkości, wysokie pomieszczenie do którego prowadziło kilka stopni w dół. Z sufitu zwisały falujące girlandy pajęczyn. W świetle pochodni znalazł się stół do rozciągania oraz naczynie do rozżarzania prętów. Na ścianie wisiało zestaw zardzewiałych kleszczy w różnych rozmiarach. Z lewej strony znajdował się palenisko. Powietrze tchnęło smrodem sierści.
Łowca ostrożnie wodził pochodnią starając zajrzeć w każdy kąt pomieszczenia. Jednak dostrzegł jedynie więcej narzędzi tortur oraz pokrywający pomieszczenie kurz, którego nic nie naruszyło od wielu lat.
Pokrzepiony tym widokiem ruszył do środka. Nagle stanął dostrzegając kości.
Pod przeciwległą ścianą leżał kościotrup. Szacując wielkość mógł on należeć do człowieka. Gdy chwila konsternacji minęła, Barthur ruszył dalej cicho stawiając każdy krok. Szkieletowi brakowało czaszki i kości rąk, lecz te szybko się znalazła. W wysokości mniej więcej trzech metrów do ściany przymocowano metalowy zaśniedziały szeroki pierścień . Teraz pierścień był wgięty i częściowo miażdżył przytrzymywaną w przez siebie czaszkę. Wnikliwsze oględziny i przypalanie pochodnią pajęczyn uwidoczniło obejmy na ręce i stopy. Z wyższych obejm nadal zwisały ręce.
Po rozstawie obejm można było wnioskować, że przytrzymywały one humanoidalną istotę mierzącą około dwa i pół metra wysokości o bardzo szerokich barkach lub długich rękach.
Tylko jakoś ta czaszka nie pasowała swoim rozmiarem do trzymającego ją pierścienia. Był co najmniej dwukrotnie mniejsza niż pierścień. Gdyby coś go nie zgniotło bez trudu by przez niego przeleciała. Zresztą ręce i nogi też były jakieś za krótkie.
- Co tam znalazłeś? - zapytał stojący od dłuższej chwili w drzwiach Drayaharus- czekaj sam zobaczę.
Gnom ruszył ku Barthurowi i potknął się o coś. Zerknął pod nogi i zobaczył lekko wysunięte z jaszczura ostrze krótkiego miecza. Błyszczące ostrze nie nosiło śladu rdzy.
Błysk ostrza szybko spostrzegł stojący przy drzwiach Huskun. Goblin swoim zwyczajem czekał, aż kto inny oceni bezpieczeństwo nowych pomieszczeń, jednak w obliczu błyszczącego w dłoniach gnoma przedmiotu szybko ruszył w jego stronę, aby także poszukać jakichś błyskotek.
Huskun wyciągnął spod stołu rozerwaną na strzępy zbroję ze smoczej skóry i zastanawiał czy to ma w ogóle jaką wartość.
Do sali tortur przyszli badający cele Balin i Bazookh, szybko przyłączając się do przeszukiwania pomieszczenia.
Balin znalazł ciśnięty w kąt jeszcze jeden krótki miecz. Ten też mimo wielu lat w wilgoci był w świetnym stanie.
Natomiast Bazookh z szeroko rozwartym oczyma sięgnął do sterty szmat i wyciągnął z nich wysadzany kamieniami szlachetnymi puchar. Krasnolud go zał. Widział go na rycina ksiąg alchemicznych. Szczerozłote kielich. Wieńczący naczynie klapka z której rozchodziły się niczym słoneczne promienie ścieżki z topazu. To był puchar Dreamona.
Bazookh z zaciekawieniem uniósł klapkę, jak można się było spodziewać puchar był pusty.
Barthur przykucnął przy drzwiach i sprawdził na jakiej wysokości znajdują się wyżłobienia oraz jaki rozstaw palców mogłoby mieć stworzenie, które je stworzyło. Nie bardzo chciało mu się wierzyć, ale wychodziło, że zniszczeń dokonało steorzenie mające co najmniej dwie łapy z czterem palcami i mierzyło około dwóch lub dwóch i pół metra.
Na ziemi leżało jeszcze trzy ułamane pazury, przypominające trochę psie ale dużo większe.
Dokonawszy tej oceny Nieulękli wyciągnęli broń i cicho ruszyli przed siebie. Na początku widzący w ciemnościach Balin oraz trzymający pochodnię Barthur. Za nimi Bazookh, Drayaharus i Huskun.
Po lewej stronie znajdowały się pomieszczenia oddzielone od korytarza kratami oraz prowadzące do nich drzwi. Drzwi były otwarte..
Dwie pierwsze cela nie zawierały niczego interesującego. Znajdowały się w nich jedynie zwisające na łańcuchach ławy, służące za łóżka oraz kępy zbrązowiałej zapleśniałej słomy.
W trzeciej, ostatniej, celi znajdowała się duża kałuża. Zasilała ją woda spływająca z wydrążonej w prawym górnym rogu pomieszczenia dziury. Kamienia które budowały tą część sufitu i ściany leżały pod nią i były częściowo przysypane przez ziemię i błoto. Z dziury dobiegał odgłos siekącego deszczu i przebijała się poświata pochmurnego dnia.
Barthur staną przed drewnianymi drzwiami po prawej stronie. Pchnął je młotem.
Za drzwiami znajdowało się sporej wielkości, wysokie pomieszczenie do którego prowadziło kilka stopni w dół. Z sufitu zwisały falujące girlandy pajęczyn. W świetle pochodni znalazł się stół do rozciągania oraz naczynie do rozżarzania prętów. Na ścianie wisiało zestaw zardzewiałych kleszczy w różnych rozmiarach. Z lewej strony znajdował się palenisko. Powietrze tchnęło smrodem sierści.
Łowca ostrożnie wodził pochodnią starając zajrzeć w każdy kąt pomieszczenia. Jednak dostrzegł jedynie więcej narzędzi tortur oraz pokrywający pomieszczenie kurz, którego nic nie naruszyło od wielu lat.
Pokrzepiony tym widokiem ruszył do środka. Nagle stanął dostrzegając kości.
Pod przeciwległą ścianą leżał kościotrup. Szacując wielkość mógł on należeć do człowieka. Gdy chwila konsternacji minęła, Barthur ruszył dalej cicho stawiając każdy krok. Szkieletowi brakowało czaszki i kości rąk, lecz te szybko się znalazła. W wysokości mniej więcej trzech metrów do ściany przymocowano metalowy zaśniedziały szeroki pierścień . Teraz pierścień był wgięty i częściowo miażdżył przytrzymywaną w przez siebie czaszkę. Wnikliwsze oględziny i przypalanie pochodnią pajęczyn uwidoczniło obejmy na ręce i stopy. Z wyższych obejm nadal zwisały ręce.
Po rozstawie obejm można było wnioskować, że przytrzymywały one humanoidalną istotę mierzącą około dwa i pół metra wysokości o bardzo szerokich barkach lub długich rękach.
Tylko jakoś ta czaszka nie pasowała swoim rozmiarem do trzymającego ją pierścienia. Był co najmniej dwukrotnie mniejsza niż pierścień. Gdyby coś go nie zgniotło bez trudu by przez niego przeleciała. Zresztą ręce i nogi też były jakieś za krótkie.
- Co tam znalazłeś? - zapytał stojący od dłuższej chwili w drzwiach Drayaharus- czekaj sam zobaczę.
Gnom ruszył ku Barthurowi i potknął się o coś. Zerknął pod nogi i zobaczył lekko wysunięte z jaszczura ostrze krótkiego miecza. Błyszczące ostrze nie nosiło śladu rdzy.
Błysk ostrza szybko spostrzegł stojący przy drzwiach Huskun. Goblin swoim zwyczajem czekał, aż kto inny oceni bezpieczeństwo nowych pomieszczeń, jednak w obliczu błyszczącego w dłoniach gnoma przedmiotu szybko ruszył w jego stronę, aby także poszukać jakichś błyskotek.
Huskun wyciągnął spod stołu rozerwaną na strzępy zbroję ze smoczej skóry i zastanawiał czy to ma w ogóle jaką wartość.
Do sali tortur przyszli badający cele Balin i Bazookh, szybko przyłączając się do przeszukiwania pomieszczenia.
Balin znalazł ciśnięty w kąt jeszcze jeden krótki miecz. Ten też mimo wielu lat w wilgoci był w świetnym stanie.
Natomiast Bazookh z szeroko rozwartym oczyma sięgnął do sterty szmat i wyciągnął z nich wysadzany kamieniami szlachetnymi puchar. Krasnolud go zał. Widział go na rycina ksiąg alchemicznych. Szczerozłote kielich. Wieńczący naczynie klapka z której rozchodziły się niczym słoneczne promienie ścieżki z topazu. To był puchar Dreamona.
Bazookh z zaciekawieniem uniósł klapkę, jak można się było spodziewać puchar był pusty.
Bazzokh zamyślił się analizując fakty - zablokowane drzwi więżące potężną bestię o sporych pazurach, to raz. Zabrany pazur nie dawał alchemikowi spokoju. Do tego ta sala i tajemniczy szkielet, to dwa. Czyżby kajdany były przewidziane dla nieco innego więźnia? Na przykład o znacznie większej postaci? Co w takim razie robił tam ten maluczki?
I ta ściśnięta czaszka, to trzy. Czyżby legenda była prawdziwa? Czyżby szkielet w czasie zakuwania był wikołakiem? A potem się odmienił?
Czy to oznacza, żę Elissa poniosła porażkę? To bez wątpienia Puchar Dreamona. Zatem jego obecność tutaj nie pozostawia wiele wątpliwości. Może był to tylko obiekt doświadczalny. A mąż Elissy nadal błąka się po podziemiach?
Mam puchar chłopaki - powiedział w końcu krasnolud - odnoszę wrażenie, że lepiej będzie stąd znikać.
I ta ściśnięta czaszka, to trzy. Czyżby legenda była prawdziwa? Czyżby szkielet w czasie zakuwania był wikołakiem? A potem się odmienił?
Czy to oznacza, żę Elissa poniosła porażkę? To bez wątpienia Puchar Dreamona. Zatem jego obecność tutaj nie pozostawia wiele wątpliwości. Może był to tylko obiekt doświadczalny. A mąż Elissy nadal błąka się po podziemiach?
Mam puchar chłopaki - powiedział w końcu krasnolud - odnoszę wrażenie, że lepiej będzie stąd znikać.
(Jeżeli Huskun nie zdecyduje się na zabranie smoczej skóry do renowacji, to zrobi to Bazzokh)
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu
Barthur spoglądał jak jego kompani znajdują kolejne cenne przedmioty więc i on zaczął się dokładnie rozglądać.
Rozerwane skórzane buty, pas z rozgiętą klamrą, zniszczone spodnie rozerwane wzdłuż szwów. No i nareszcie coś cennego obok rozdartej koszuli. Wisior z wydrążonym kamieniem. Czyżby amulet z PM. A tuż koło pasa przysypana kurzem stara skórzana sakiewka. Pękata i miło pobrzękująca.
Huskun marudząc pod nosem oglądał rozerwaną zbroję z autentycznej smoczej skóry. Pościły w niej chyba wszystkie szwy, ale w zasadzie płaty skóry były całe.
Balin z przyjemnością wodził wzrokiem po lśniącym ostrzu. Rękojeść była zakończona głową orła, a ostrze pokrywała obwódka zaśniedziałego srebra.
W podziemiach rozległ się niski pomruk wydany przez wielką i niehumanoidalną krtań. Dźwięk ten zwielokrotniło echo. W zapadłej ciszy rozległ się stukot pazurzastych łap. Coś nadchodziło...
Barthur spoglądał jak jego kompani znajdują kolejne cenne przedmioty więc i on zaczął się dokładnie rozglądać.
Rozerwane skórzane buty, pas z rozgiętą klamrą, zniszczone spodnie rozerwane wzdłuż szwów. No i nareszcie coś cennego obok rozdartej koszuli. Wisior z wydrążonym kamieniem. Czyżby amulet z PM. A tuż koło pasa przysypana kurzem stara skórzana sakiewka. Pękata i miło pobrzękująca.
Huskun marudząc pod nosem oglądał rozerwaną zbroję z autentycznej smoczej skóry. Pościły w niej chyba wszystkie szwy, ale w zasadzie płaty skóry były całe.
Balin z przyjemnością wodził wzrokiem po lśniącym ostrzu. Rękojeść była zakończona głową orła, a ostrze pokrywała obwódka zaśniedziałego srebra.
Spoiler!
Drayaharus oglądając miecz z rękojeścią pokrytą masą perłową spostrzegł kontem oka, że wiszące przy suficie girlandy pajęczyn zafalowały poruszane niewyczuwalną falą powietrza. W podziemiach rozległ się niski pomruk wydany przez wielką i niehumanoidalną krtań. Dźwięk ten zwielokrotniło echo. W zapadłej ciszy rozległ się stukot pazurzastych łap. Coś nadchodziło...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- krucafuks... Żech myśloł że my to chyba z ten loszek nie wyjdziem bez porządna bitka z poczwara... - zażartował olbrzym, ale do śmiechu mu nie było zbytnio. Ostatnie czego naprawdę potrzebowali to przeprawa z nieznanym potworem. Wpadł na pomysł, który choć mógł okazać się niewypałem, to wart był spróbowania. Poprosił gnoma:
- Zrób nas wszystkich niewidzialnymi, a może się jakoś z tej opresji bez szwanku wydostaniem.
Wątek techniczny
Czy Barthur potrafi powiedziec cos woecej na temat potwora na podstawie odgłosów: czy to zwierzę, demon, martwiak? Rzucę zaklęcie wzroku na siebie, oraz opóźnianie myśli na przeciwnika. Sprawdzam szybko amulet.
- Zrób nas wszystkich niewidzialnymi, a może się jakoś z tej opresji bez szwanku wydostaniem.
Wątek techniczny
Czy Barthur potrafi powiedziec cos woecej na temat potwora na podstawie odgłosów: czy to zwierzę, demon, martwiak? Rzucę zaklęcie wzroku na siebie, oraz opóźnianie myśli na przeciwnika. Sprawdzam szybko amulet.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Dawajcie niemagiczną broń pobłogosławię ją, [Balin błogosławi broń w imię Gotam Gora], ktosik walczy mieczem?, ten jaki znalazłem emanuje magią.
Ostatnio zmieniony 13 grudnia 2014, 13:49 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu
Huskun wcisnął w jakiś kąt znalezioną chwilę wcześniej smoczą skórę, nie zamierzając rezygnować z tak cennego łupu nawet w obliczu ewidentnego niebezpieczeństwa. Oblizując spierzchnięte usta zaklinacz dobył lewą dłonią sztyletu pobłogosławionego przez kapłanów Nieulękłych, po raz pierwszy decydując się na użycie bezcennego oręża w boju.
- Skąd to lezie? - wykrztusił przez ściśniętą lękiem krtań - Z góry, od schodów?
Przerażony coraz bardziej szaman zaczął sobie wyrzucać w duchu, że nie zabrał na wyprawę wszystkich goblińskich wojowników, doskonale nadających się na wstępną przekąskę dla nadchodzącego potwora.
Huskun wcisnął w jakiś kąt znalezioną chwilę wcześniej smoczą skórę, nie zamierzając rezygnować z tak cennego łupu nawet w obliczu ewidentnego niebezpieczeństwa. Oblizując spierzchnięte usta zaklinacz dobył lewą dłonią sztyletu pobłogosławionego przez kapłanów Nieulękłych, po raz pierwszy decydując się na użycie bezcennego oręża w boju.
- Skąd to lezie? - wykrztusił przez ściśniętą lękiem krtań - Z góry, od schodów?
Przerażony coraz bardziej szaman zaczął sobie wyrzucać w duchu, że nie zabrał na wyprawę wszystkich goblińskich wojowników, doskonale nadających się na wstępną przekąskę dla nadchodzącego potwora.
Goblin tradycyjnie ustawi się na tyłach drużyny, skąd zamierza w pierwszej kolejności razić Czarnymi Pociskami. Walka wręcz tylko w ostateczności, wtedy użyje umagicznionego sztyletu otrzymanego w prezencie w kasztelu Nieulękłych.
Trzęsące się ręce Drayaharusa opuściły trzymany artefakt i szybko skoczyły ku torbie, gdzie trzymał swoją księgę zaklęć. Ledwo co zdołał jej nie opuścić, pokonując narastający w nim nieracjonalny strach.
Skoro Barthur się bał, to znaczy, że zbliżało się coś przekurewsko strasznego.
Bardziej instynktem niż rozsądkiem otworzył księgę na stronie z poszukiwanym czarem i rozpoczął inkantację czaru Niewidzialność. Jako pierwszy cel uznał Barthura, potem Balina, Huskuna, Bazookha i na końcu siebie.
Skoro Barthur się bał, to znaczy, że zbliżało się coś przekurewsko strasznego.
Bardziej instynktem niż rozsądkiem otworzył księgę na stronie z poszukiwanym czarem i rozpoczął inkantację czaru Niewidzialność. Jako pierwszy cel uznał Barthura, potem Balina, Huskuna, Bazookha i na końcu siebie.
Rzucam zaklęcie na Nieulękłych w podanej koleności, jak mi braknie PM to kosztem zdrowia.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu
Nieulękli słysząc zbliżającą się istotę zadziałali w sposób dość cichy i zorganizowany. Widać było, że nie raz znajdowali się w podobnej sytuacji.
Balin na migi pokazał aby każdy zbliżył do niego dłoń i wypowiedział słowa modlitwy błogosławiąc w imieniu Gotam-gora oręż towarzyszy.
Huskun w mig wycofał się w zacieniony kąt sali gdzie leżał sklecony z desek i żerdzi podest ze schodami. Teraz wywrócony, ale wcześniej musiał służyć jako podwyższenie stojące przez zawieszonym w okowach.
Barthur omacując amulet wyczuł drzemiącą w nim magię. W ciszy zakłócanej jedynie szelestami zbroi szykujących się do walki Nieulękłych usłyszał od strony wejścia przeciągłe węszenie.
Łowca szybko odnotował nową wskazówkę. Cokolwiek do nich zmierzało posiadało zmysł węchu, a to przemawiało za tym, że to istota żyjąca. Czy demony węszą łowca nie miał pojęcia i w duchu pragnął nigdy się tego nie dowiedzieć. Goblin gigant rzucił na siebie czar widzenia w ciemnościach.
Drayaharus szybko jak błyskawica zainkantował dwa czar z księgi, wzbudzając wśród pozostałych towarzyszy parających się magię mimowolnie ukłucie zazdrości swoją wprawą i szybkością. Barthur i Balin rozpłynęli się w powietrzu.
Bazookh cofał się wpatrując to kielich to w wejście i nie mogąc się zdecydować co czynić.
W wejściu pojawił się pierw cień, a później ukazał się wielki jak skrzynia poborcy podatkowego łeb. Stworzenie, które zaglądało do sali tortur było o wiele większe i szersze od drzwi. Aby włożyć łeb do pomieszczenia musiało się mocno pochylić i oprzeć barkami o ościeżnicę.
Jakiż jednak był ten łeb. Nie jednemu z Nieulękłych na ten widok zatrzęsły się kolana. Bez wątpliwości można powiedzieć, że głowa gdyby nie niej rozmiar mogłaby należeń do wilka. Wilka bądź warga. Wściekłego warga. Krwiożerczego jak jasna cholera!
Paszczę potężnej kufy wypełniał wielkie ociekające śliną kły. Widać bestia nie dawno się posilała, bo cały pysk pokrywała niezakrzepła jucha. Potwór wpatrywał się chwilę w Nieulękłych wielkimi i przekrwionym ślepiami, które wypełnione były furią, szaleństwem i chęcią mordu. Tudzież wyobraźnia Nieulękłych się nieco zagalopowała.
Bestia oblizał się i warcząc zaczęła przeciskać się przez drzwi.
Nieulękli słysząc zbliżającą się istotę zadziałali w sposób dość cichy i zorganizowany. Widać było, że nie raz znajdowali się w podobnej sytuacji.
Balin na migi pokazał aby każdy zbliżył do niego dłoń i wypowiedział słowa modlitwy błogosławiąc w imieniu Gotam-gora oręż towarzyszy.
Huskun w mig wycofał się w zacieniony kąt sali gdzie leżał sklecony z desek i żerdzi podest ze schodami. Teraz wywrócony, ale wcześniej musiał służyć jako podwyższenie stojące przez zawieszonym w okowach.
Barthur omacując amulet wyczuł drzemiącą w nim magię. W ciszy zakłócanej jedynie szelestami zbroi szykujących się do walki Nieulękłych usłyszał od strony wejścia przeciągłe węszenie.
Łowca szybko odnotował nową wskazówkę. Cokolwiek do nich zmierzało posiadało zmysł węchu, a to przemawiało za tym, że to istota żyjąca. Czy demony węszą łowca nie miał pojęcia i w duchu pragnął nigdy się tego nie dowiedzieć. Goblin gigant rzucił na siebie czar widzenia w ciemnościach.
Drayaharus szybko jak błyskawica zainkantował dwa czar z księgi, wzbudzając wśród pozostałych towarzyszy parających się magię mimowolnie ukłucie zazdrości swoją wprawą i szybkością. Barthur i Balin rozpłynęli się w powietrzu.
Bazookh cofał się wpatrując to kielich to w wejście i nie mogąc się zdecydować co czynić.
W wejściu pojawił się pierw cień, a później ukazał się wielki jak skrzynia poborcy podatkowego łeb. Stworzenie, które zaglądało do sali tortur było o wiele większe i szersze od drzwi. Aby włożyć łeb do pomieszczenia musiało się mocno pochylić i oprzeć barkami o ościeżnicę.
Jakiż jednak był ten łeb. Nie jednemu z Nieulękłych na ten widok zatrzęsły się kolana. Bez wątpliwości można powiedzieć, że głowa gdyby nie niej rozmiar mogłaby należeń do wilka. Wilka bądź warga. Wściekłego warga. Krwiożerczego jak jasna cholera!
Paszczę potężnej kufy wypełniał wielkie ociekające śliną kły. Widać bestia nie dawno się posilała, bo cały pysk pokrywała niezakrzepła jucha. Potwór wpatrywał się chwilę w Nieulękłych wielkimi i przekrwionym ślepiami, które wypełnione były furią, szaleństwem i chęcią mordu. Tudzież wyobraźnia Nieulękłych się nieco zagalopowała.
Bestia oblizał się i warcząc zaczęła przeciskać się przez drzwi.
Ok. Już znacie przeciwnika. Skoro wiele rzeczy się wyjaśniło to proszę o deklaracje.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times