30 Katesh 608 OR, górniczy obóz pod Turnią
Krąg uzbrojonych po zęby trollaków zacieśnił się wokół ludzi, budząc ich skrajne zatrwożenie liczebnością oraz oczywistą krzepą górskich łupieżców. Trzymani na dystans gradem ołowiu, klanowi wojownicy płacili srogą daninę krwi, ale w odległości wyciągniętego ramienia od swych ofiar przeistaczali się w prawdziwe maszyny do zabijania, zdolne swymi potężnymi toporami rozcinać ludzkie ciała na połcie.
Ponieważ zagryzający do krwi usta Yaros Thane wciąż nie wykrztusił ani słowa, poprzez gromadę niebieskoskórych toporników przebiegł groźny pomruk gniewu i nienawiści. Jeden z wojowników podniósł znienacka rękę i wykrzyczał coś chrapliwie wskazując na alchemika Loży.
- Język ci z trwogi kołkiem stanął? - zapytał szyderczym tonem pohukacz, mrużąc swe nieludzkie oczy i przeszywając nimi na wylot Yarosa - Albo głosy słyszysz w głowie, które ci myśli mącą?
Alchemik nic nie odrzekł, odwzajemniając hardo złowrogie spojrzenie trollaka. Przez dłuższą chwilę pohukacz milczał, niemalże przeistaczając się w kamienną statuę. Kiedy w końcu przemówił, jego głos przybrał bardziej gniewną nutę.
- Taka widać wola Dhunii, byście wy zamknęli przerwany krąg, choć nie wiedzieć mi wcale, dlaczego. I po prawdzie mi za jedno. Pójdźcie za mną, a nie próbujcie uciekać, bo postradacie życie. Nikomu nie okażemy litości.
Okręciwszy się na pięcie niski białoskóry trollak ruszył w ciemność nocy pomiędzy rozstępującymi się pobratymcami, krocząc w kierunku zbocza płaskowyżu, na którym za dnia Grzmociciele odnaleźli porzuconą parową płuczkę.
Wzięci w oczywistą niewolę, jesteście prowadzeni w nieznanym kierunku i chociaż zachowaliście broń, jej użycie w tak licznej asyście trollaków wydaje się skazana na porażkę!