Trzej mężczyźni objuczeni podróżnymi torbami zatrzymali się na najniższych schodach klatki, kiedy do ich uszu dobiegło ostrzegawcze syknięcie Vegi.
- Co jest? - zapytał nerwowym szeptem Clarens, przyciskając do piersi swój bagaż - Kłopoty?
- Diabli wiedzą - odburknął James, próbując przeniknąć wzrokiem półmrok nocy - Jakaś furgonetka zatrzymała się niedaleko stąd, ale nikt nie wysiada.
- O kurwa! - westchnął przestępujący pod wpływem napięcia z nogi na nogę Badass, bo w głębi ulicy pojawił się praktycznie identyczny pojazd, który po chwili zatrzymał się tuż za pierwszym. Również jego kierowca zgasił przednie reflektory, ale pozostawił włączony silnik.
- Nikt nie wysiada! - syknął Tofi wyciągając spod kurtki pistolet - Pryskamy inną drogą?
- Możemy piwnicami albo przez tylne podwórko - zaproponował niepewnym głosem Białas - Szukają nas? Myślicie, że to po nas?