PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 10 grudnia 2014, 12:35

Będę chciał zebrać wszystkich w Elizjum i zaproponować nocleg w moim prywatnym schronieniu. Tam będziemy bezpieczni i będzie potwierdzało istnienie koterii, która działa razem. Na spotkaniu będę chciał powiedzieć o tym, że zdecydowałem się powiadomić władze miasta o koterii i przyczynie jej powstania. Opowiem, co wydarzyło się u ghula. Wytłumaczę, że to jedyny sposób na to, by władza nie czepiała się nas i nie kojarzyła bezpośrednio z Vallo. Pokażę nagranie z napadu oraz teczkę, którą posiada Cwetan. Opowiem o śledztwie itd. Poinformuję, że nie muszą się tą sprawą zajmować, to ma być tylko przykrywka, ale muszą o tej sprawie wiedzieć jak najwięcej w razie pytań. Zaznaczę, że Cwetan się zobowiązał tym dla mnie zająć. Przy okazji zapytam, czy zrobił coś w tej sprawie dla mnie.
Czekam na informacje od Gilberta. Powinien już coś wiedzieć.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 10 grudnia 2014, 14:03

Bournemouth; Spearmint Rhino; 17.11.14 Nad ranem

Kasyno już świeciło pustkami, jedynie kilku najwytwalszych w swym nałogu osób wciąż uparcie tkwiło przy automatach marząc o wielkiej wygranej. Kilku pracowników zaczynało już sprzątać pomieszczenia Spearmint Rhino. Wtedy też do klubu powrócił jego właściciel i reszta koterii. Skierowali się od razu na tyły. Byli już mocno śpiący, bowiem do świtu dzieliły ich dosłownie minuty.

Wampiry szybko wymieniły się informacjami z obu spotkań w jakich wzięły udział. Steinbach zapytał jeszcze:

- Xavier, mam numer rejestracyjny vana. Sprawdzić go?

- Będzie szybciej jak zajmą się tym moi ludzie. - Price wyciągnął smartfona i wysłał numer rejestracyjny auta, do pewnej osoby, która, jak wierzył, mogła bardzo szybko zweryfikować takie dane. Potem oznajmił:

- Proponuję przespać się dziś u mnie. Do świtu zostało bardzo niewiele czasu. Nie ma potrzeby ryzykować, że kogoś z Was zastanie dzień na ulicy.

Nikt nie zaoponował. Nawet lubiący ryzyko Cwetan, przystał bez najmniejszego wachania na ofertę Ventrue. Wyjście na zewnątrz celem powrotu do niepewnego schronienia teraz było śmiertelnie niebezpieczne. Steinbachowi kamień spadł z serca, bo jeśli nie znalazłby schronienia, to jego istnienie stanęłoby w poważnym niebezpieczeństwie.
Założyłem że brakuje Wam czasu żeby szukać, lub wracać do swoich schronień. Dziś wszyscy decyzją Waszego MG śpią u Xaviera. Już niedługo napiszę Wam co się stało za dnia i czy wszyscy z Was dożyli wieczoru HUE HUE HUE! Na razie potrzymam Was w niepewności, żebyście lepiej poczuli egzystencjalny ból nieumarłych

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 10 grudnia 2014, 17:29

Bournemouth; Spearmint Rhino; 18.11.14; wieczór

Steinbach zbudził się przerażony, by po chwili dopiero zauważyć, że to co wydawało się jawą było tylko okropnym koszmarem.

Jego Matka rzucała się na niego pogrążona w szale próbując wyrwać serce z jego piersi. Thomas wił się, próbował bronić, błagać o litość, wołać o pomoc, ale członki miał niczym rażone niemocą, a język stawał kołkiem w gębie. Stwórca pastwił się nad jego ciałem drąc je w strzępy wielkimi pazurami, a Steinbach nic nie mógł zrobić, a może nie chciał. Tak bardzo ją kochał. W końcu pogrążał się w ciemności śmierci, ale potem sen zaczynał się od początku.

***

Słońce świeciło, przyjemnie muskając skórę Panajotowa popijającego wino z kryształowego kieliszka. Widok na jezioro Como z tarasu rezydencji był przepiękny za dnia. Cygańska orkiestra grała rzewną melodię. Ale nie na tym skupiał się Bułgar. Naprzeciw siedziała skąpana w słonecznych promieniach dama w burgundzie uśmiechając się uwodzicielsko i muskając smukłymi palcami zewnętrzną stronę dłoni Cwetana

W odróżnieniu do Steinbacha Cwetan przywitał przebudzenie z wyraźną niechęcią. Jego sen był piękniejszy niż mógł go sobie wyobrazić...

***

Piony, figury... 1870089... 1870090... 1870091... Piony przewracają figury, figury roztrącają piony... 1870092... 1870093...

- Musisz się uspokoić Marcusie - Dr Zachariasz położył dłoń na ramieniu Koroviewa: - Policz wraz ze mną spokojnie do dziesięciu.

- Jeden... Dwa... Trzy... - zaczęli wspólnie odliczać, ale Marcus wyłamał się szybko:

- Ale piony? I figury?

- Marcusie skup się albo będę musiał zrobić zastrzyk, którego tak nie lubisz...

- Cztery... Pięć...

- Hetman bije czarnego Króla! Szach i mat...

Zachariasz spojrzał na Marcusa i zaczął bez słowa zapisywać wielkimi literami w swych notatkach:

"To kompletny czub. Pomyśleć, że naziści się takich pozbywali RAZ NA ZAWSZE!


Spotkanie z doktorem było na szczęście tylko senną marą. Dr Zachariasz nie zachowywałby się tak. On zawsze pomagał, gdy myśli zaczynały prześladować biednego Marcusa.

***

Moreau przedzierał się przez tajlandzką dżunglę, opędzając się od moskitów i wszędobylskiego robactwa. Machał maczetą torując sobie drogę potem i znojem. To musiało być gdzieś niedaleko... To gdzieś tu jego towarzysze broni mieli pozostawić wielki skarb, mający odmienić oblicze tej ziemi.

W końcu odnalazł miejsce, którego szukał. Maczeta uderzyła w płaską powierzchnię marmuru. Nieliczne promienie słoneczne przebijająve się przez poszycie dżungli pozwalały dostrzec małe matematyczne znaki układające się w chaotyczny wzór, który jeszcze nie mówił niczego. Achile jął karczować rośliny pokrywające mamrurową ścianę. Odkrył ile tylko zdołał, ale wydawało się, że mur ciągnie się w nieskończoność. Nieskończoność pokrytą genialnym równaniem. Krzyknął z radości jak i ze smutku, bo nigdy nie będzie potrafił ogarnąć całości...


Zbudził się, bezskutecznie usiłując sobie przypomnieć jakie to równanie dostrzegł na murze.

***

Piękna sylwetka Vivien oddalała się w coemność. Odziana w zwiewny muślin, którego końce zdawały się zamieniać w mgłę... A może tak tylko zdawało się Xavierowi. Tylko plama krwi na plecach ukochanej kobiety była prawdziwa. I dymiący jeszcze z lufy pistolet... I straszny śmiech Roberta...

Vivien zniknęła w ciemności. Pozostała tylko unosząca się w pustce karmazynowa krew. Xavier zaczął wyć z boleści... Ból przerodził się w się we wściekłość. Price przeładował pistolet gotów tu i teraz zastrzelić wciąż śmiejącego się Roberta. Rozejrzał się za nim... I nagle dostrzegł, że to on sam jest Robertem. Włożył lufę pistoletu w usta i nacisnął spust. Ciemność...


Obudził się ze łzami spływającymi po ciepłych policzkach. Usiadł próbując ogarnąć targające nim uczucia. Upiwszy solidny łyk z piersiówki, spojrzał na stolik. Miał wiadomość na skrzynce. Niczym żyjąca istota wziął głęboki oddech, wstał i podszedł po smartfona.
Spoiler!
- Witaj Xavier, tu Gilbert. Ten van. Odnaleźliśmy go w pobliżu lotniska, niedaleko Airport Industrial Estate. Pojazd był skradziony tydzień temu w okolicach Southampton. Tablice też były lewe. Oryginalnie należały do BMW zezłomowanego w 2008 roku. Dzwoń do mnie jeśli potrzebujesz czegoś jeszcze. Trzymaj się.
A niech już będzie moja strata. Obudzicie się wszyscy tej nocy. Cali i zdrowi.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 10 grudnia 2014, 21:29

Steinbach opłukał wodą twarz i spojrzał w swoje odbicie. Twarz przykryta mokrymi czarnymi włosami spod których przeświecały zbyt jasne, nie pasujące oczy. Ręce nadal mu dygotały i czuł zimno. Wierzył w sny. Nocne lęki zaczęły mieszać się z głodem. Najgorsze połączenie. Co tak Matkę opętało? Co kryła karta zakrwawionej Cesarzowej? Stop bo wszystko wróci. Opanuj się Thomas. Nie jesteś jedynie wampirem, jesteś Tremere. Musisz kontrolować wszechmoc przepływającą i nie pozwalać jej na...
Przez chwilę jeszcze stał opierając się o zlew. Po chwili technika medytacyjna zaczęła działać. Wyprostował się jak struna a jego twarz stała się niczym maska.

Najpierw pora się napić bo niedługo popłynie bardzo dużo krwi...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 11 grudnia 2014, 14:25

Bournemouth; Spearmint Rhino; 18.11.14; wieczór

- Dobry wieczór - wysapał zmęczony nocnymi koszmarami Steinbach, wszedłwszy do biura Xaviera. W fotelu siedział już Cwetan, przy stole, Moreau i niespokojnie wiercący się Marcus, głaszczący swojego małego potwora. Xavier palił cygaro.

Kainici ledwo zdążyli omówić co chcą zrobić, gdy dobiegło ich donośne pukanie do drzwi. Xavier szybko zerknął, na ekran pokazujący ujęcia kamer przemysłowych, nim jednak zdążył wybrać kamęre skierowaną na wejście do biura, Marcus poczuł charakterystyczną woń jednego z istotnych w domenie nieumarłych:

- To szeryf... Ważna figura, rzec można królowa...

Price zrobił zbliżenie. W istocie za drzwiami stała pokraczna, muskularna, jakby przeładowana sterydami sylwetka Nosferatu odziana w stare dżinsy i kraciastą, rozchełstaną koszulę.

Jak on przedostał się tutaj nie niepokojony? - zapytał się w myślach Xavier, ale szybko doszedł do wniosku, że legendarne zdolności Szczurów Kanałów są w zasadzie jedynym wytłumaczeniem.

Donośne walenie w drzwi ponowiło się. Achile zerknął znacząco na Ventrue:

- Masz zamiar go wpuścić, czy będziesz czekał, aż sam sobie pozwoli wejść?
Przed drzwiami czeka Anton, szeryf Francisa. Cwetan spotkał go już w Westover Gallery. Żebyście sobie mogli zwizualizować tego przemiłego Nosferatu, to wyobraźcie sobie dwumetrowego Golluma po ostrej kuracji sterydowej i kilkuletnich ciężkich treningach na siłce.

Wydaje się, że Anton złamał przynajmniej jedno z założeń "elizjum" i najprawdopodobniej dostał się tu pod osłoną jednej z dyscyplin. Niemniej to jednak szeryf, a z taką mordą, to raczej nie mógł tu wejść innaczej. Może wejść czy nie?