Primm, kwartał RNK
Porucznik Hayes rozmawiał właśnie z grupką nowo przybyłych wojskowych, ale na widok nadchodzącego pastora przerwał konwersację i odesłał żołnierzy do zadań związanych z przygotowaniem dodatkowych miejsc noclegowych. Gottschalk rozejrzał się z uznaniem po republikańskim obozie. Szacując liczebność sił RNK jedynie z grubsza, David i tak nie mógł się oprzeć wrażeniu, że w Primm stacjonowało ponad stu dobrze uzbrojonych i wyposażonych kalifornijskich wojskowych. Garnizon taki mógł bez najmniejszego trudu zapewnić bezpieczeństwo lokalnej populacji, ale pastor wiedział, że ludzie Hayesa mieli na głowach znacznie ważniejsze zadanie: zlikwidowanie ufortyfikowanych w więzieniu w Jean Kajdaniarzy.
- Witam, pastorze - oficer uśmiechnął się szczerze na widok sprawiającego opłakane wrażenie Davida, z współczuciem obrzucając spojrzeniem jego poparzoną skórę - Tak szybki powrót na linię frontu?
- Ludzie tutaj będą mnie potrzebowali bardziej od załogi Przyczółka - odpowiedział pastor wymieniając z porucznikiem uścisk dłoni - Co u was słychać, skazańcy was nie niepokoją?
- Po spacyfikowaniu bandy w hotelu panuje tu idealny spokój - odrzekł Hayes - Przyznam nieszczerze, że przy takich siłach Republiki tylko głupiec próbowałby wedrzeć się do miasteczka.
- Kajdaniarze na pewno nie mają szans, ale coś złego się dzieje w okolicy - Gottschalk pokiwał smętnie głową - Strażnik Jackson zapoznał mnie nieco z aktualną sytuacją. Słyszał pan o Nipton?
- Tak, Przyczółek przekazał nam wieści przez radio - Hayes sposępniał w jednej chwili, położył dłonie na pasie munduru - Okrutna rzeź, ale jak najbardziej pasująca do tych morderców z Legionu. Tym bardziej powinniśmy się skupić na eksterminacji Kajdaniarzy, żeby móc jak najszybciej przerzucić siły na linię rzeki.
- Jadąc tu minęliśmy konwój z Primm. Zauważyłem obu kurierów z ME. Coś zmalowali, że musieliście ich wysyłać w wojskowej eskorcie na granicę?
- Wręcz przeciwnie - Hayes potrząsnął leciutko głową - Współpracują z miejscowymi, żeby ich przekonać do pomysłu akcesji do Republiki. Pojechali na granicę po transport osadników, żeby rozładować chociaż trochę tłok w obozie internowanych. Pastorze, niedługo pora kolacji. Ma pan ochotę zjeść coś w moim towarzystwie czy woli pan pójść do miasta?
Jeśli Gottschalk przyjmie propozycję Hayesa, najpewniej już nie wydostanie się tego wieczoru z obozu wojskowych, ale z drugiej strony, chyba go nic pilnego nie gna do właściwej części Primm...