PBF - Oddech ciemności
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
30 Katesh 608 OR, Czarna Przystań
Ogromny arachnoid zwisał z gęstej lepkiej pajęczyny pokrywającej grubą warstwą ściany bocznego korytarzyka - najwyraźniej zadowolony ze swej bezpiecznej kryjówki do chwili, w której padł na niego blask pochodni Vaina. Przekręcając odrażający chitynowy łeb zaopatrzony w potężne żuwaczki, pokryty połyskliwym pancerzem stwór poruszył się raptownie stukając pazurami w ściany wnęki, a potem rozwarł otwór gębowy.
Z czarnej jamy usytuowanej pomiędzy żuwaczkami rzygnął strumień spienionej jasnej cieczy, wystrzeliwanej z odwłoku arachnoida pod wysokim ciśnieniem i wymierzonej prosto w twarz zaskoczonego człowieka.
Tropiciel spostrzegł ogromne stworzenie mgnienie oka wcześniej, spróbował cofnąć się o krok w zamiarze wycelowania w pająka z karabinu.
Mimo swoich wyostrzonych zmysłów i sporej zwinności Morridańczyk nie zdążył z unikiem. Rozbryzg cuchnącego paskudnie kwasu trafił go w pierś, prysnął wielkimi kroplami na brodę, szyję oraz ramiona. Skóra w zwilżonych wydzieliną miejscach natychmiast zaczęła czernieć i dymić, a z gardła nieszczęśnika wydarł się przeraźliwy nieludzki skowyt.
Zadowoliwszy się rezultatem plunięcia, wielki arachnoid wślizgnął się z powrotem w ciemność wnęki, umykając z oczu przerażonym towarzyszom Vaina.
Ogromny arachnoid zwisał z gęstej lepkiej pajęczyny pokrywającej grubą warstwą ściany bocznego korytarzyka - najwyraźniej zadowolony ze swej bezpiecznej kryjówki do chwili, w której padł na niego blask pochodni Vaina. Przekręcając odrażający chitynowy łeb zaopatrzony w potężne żuwaczki, pokryty połyskliwym pancerzem stwór poruszył się raptownie stukając pazurami w ściany wnęki, a potem rozwarł otwór gębowy.
Z czarnej jamy usytuowanej pomiędzy żuwaczkami rzygnął strumień spienionej jasnej cieczy, wystrzeliwanej z odwłoku arachnoida pod wysokim ciśnieniem i wymierzonej prosto w twarz zaskoczonego człowieka.
Tropiciel spostrzegł ogromne stworzenie mgnienie oka wcześniej, spróbował cofnąć się o krok w zamiarze wycelowania w pająka z karabinu.
Mimo swoich wyostrzonych zmysłów i sporej zwinności Morridańczyk nie zdążył z unikiem. Rozbryzg cuchnącego paskudnie kwasu trafił go w pierś, prysnął wielkimi kroplami na brodę, szyję oraz ramiona. Skóra w zwilżonych wydzieliną miejscach natychmiast zaczęła czernieć i dymić, a z gardła nieszczęśnika wydarł się przeraźliwy nieludzki skowyt.
Zadowoliwszy się rezultatem plunięcia, wielki arachnoid wślizgnął się z powrotem w ciemność wnęki, umykając z oczu przerażonym towarzyszom Vaina.
Napotkany stwór to gigantyczny pająk. Pierwszy atak teoretycznie z zaskoczenia, dystansowy z użyciem organicznego kwasu. Napisałem teoretycznie, gdyż Vain posiada atut Nadnaturalna czujność i zasłużył z tego tytułu na pewne udogodnienia. Tak więc sprawdzam na bazie standardowych testów INIT, kto ruszy do akcji pierwszy. Rogan rzuca 3k6, z wynikami 4, 3, 1, co w połączeniu z INIT 14 wynosi 22. INIT pająka 13, do tego rzut 2k6 z wynikami 5 i 6, w sumie 24.
RAT arachnoida wynosi 4, rzucam 2k6 uzyskując wyniki 5 i 4. Suma ataku 13, OBR tropiciela 11. Strumień organicznego kwasu trafia Morridańczyka, a zadaje 10+2k6 obrażeń. Wyniki rzutu 2k6 to 2 i 6. W sumie to 18 obrażeń brutto, bardzo poważna sprawa. 11 ran przejmuje skórznia, 7 wchodzi na czysto. Czy wspominałem, że kwas ma działanie czasowe i zadaje w kolejnych rundach dodatkowe obrażenia?
RAT arachnoida wynosi 4, rzucam 2k6 uzyskując wyniki 5 i 4. Suma ataku 13, OBR tropiciela 11. Strumień organicznego kwasu trafia Morridańczyka, a zadaje 10+2k6 obrażeń. Wyniki rzutu 2k6 to 2 i 6. W sumie to 18 obrażeń brutto, bardzo poważna sprawa. 11 ran przejmuje skórznia, 7 wchodzi na czysto. Czy wspominałem, że kwas ma działanie czasowe i zadaje w kolejnych rundach dodatkowe obrażenia?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-Arrryyyyyy - zawył Vain czując żywy ogień na szyi.
Widział, że pajęczyca wraca do swojego leża i rzucił się do tyłu.
Chwycił za poły płaszcza i mimo bólu starał się zetrzeć palącą wydzielinę.
Wycofał się do kompanów chrypiąc.
- Lejcie wodę! Pali! Pali okrutnie!
Widział, że pajęczyca wraca do swojego leża i rzucił się do tyłu.
Chwycił za poły płaszcza i mimo bólu starał się zetrzeć palącą wydzielinę.
Wycofał się do kompanów chrypiąc.
- Lejcie wodę! Pali! Pali okrutnie!
Cholera czyżby nowe blizny pod tatuaże?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Hawke w niemej trwodze zobaczył rozprysk kwasu i znikający odwłok gigantycznego pająka w towarzystkie głośnego krzyku Vaina
Lejcie wodę! Pali! Pali okrutnie!
Hawke nie uważał się za najbardziej oświeconego członka Grzmocicieli, ale co się nasłuchał podczas kupowania granatów dymnych to, że na kwas sama woda nie pomoże.
Yaros! Nie masz jakiegoś antidotum na to coś!?
Lejcie wodę! Pali! Pali okrutnie!
Hawke nie uważał się za najbardziej oświeconego członka Grzmocicieli, ale co się nasłuchał podczas kupowania granatów dymnych to, że na kwas sama woda nie pomoże.
Yaros! Nie masz jakiegoś antidotum na to coś!?
"I ask only for an enemy worth fighting,
and a cause worth fighting for."
- Spartan prayer
and a cause worth fighting for."
- Spartan prayer
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Stryker już chciał palić z rewolweru w czerń korytarza, ale wrzask Rogana i niebezpieczeństwo, które przynajmniej na chwilę zniknęło, odegnały Trzeciego od pomysłu strzelania. Roganowi trzeba było pomóc wpierw, a Hawke widać miał łeb na karku. Alchemik w istocie mógł mieć jakieś remedium dla cierpiącego katusze Vaina. Nathaniel krzyknął do oszołomionego Yarosa:
- No ruszże się! Alchemiją się parasz to zrób coś!
- No ruszże się! Alchemiją się parasz to zrób coś!
na kwasy najlepsze z zasady są zasady;)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Popsuliście mi swoimi podpowiedziami cały paskudny koncept, bo z braku czasu nie zdążyłem napisać wstawki fabularnej opartej na pierwszej deklaracji Aravena! Miałem już wszystko rozpisane w głowie, zwłaszcza soczysty opis wrzeszczącego Bannistera, któemu pajęczy kwas wżarłby się w wargi i język!
A Wy wszystko popsuliście, więc spodziewajcie się srogiej i bezlitosnej zemsty ze strony MG - pamiętajcie, że mam nowy bestiariusz i teraz już nie zawaham się go użyć w formie zasłużonej kary!
A Wy wszystko popsuliście, więc spodziewajcie się srogiej i bezlitosnej zemsty ze strony MG - pamiętajcie, że mam nowy bestiariusz i teraz już nie zawaham się go użyć w formie zasłużonej kary!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
30 Katesh 608 OR, Czarna Przystań
Skonfundowani krzykami Vaina Grzmociciele doskoczyli po ścierającego z twarzy kleistą maź druha, odciągając go od mrocznego korytarzyka i mierząc w ciemność wnęki lufami samopałów.
- Co to było?! - krzyknął Hawke, który trzymał się tyłów grupy i który nie miał dość czasu, by dojrzeć w blasku łuczywa zarys cielska wielkiego arachnoida - Co mu się stało?!
- Jakiś pająk na niego wyskoczył, ogromny! - odparł rozdygotanym głosem Prescott - Opluł go i uciekł, tam!
- Zastrzelić go? - zapytał równie roztrzęsiony Trzeci.
- Rozum ci odjęło?! - huknął spanikowany coraz bardziej Bannister - Przecież on ciągle żyje! Rogan, pokaż tę gębę!
- Czy pająka zastrzelić, pytałem?! - odwrzasnął Stryker oglądając się w stronę wnęki, w której ukrył się podstępny arachnoid.
Skonfundowani krzykami Vaina Grzmociciele doskoczyli po ścierającego z twarzy kleistą maź druha, odciągając go od mrocznego korytarzyka i mierząc w ciemność wnęki lufami samopałów.
- Co to było?! - krzyknął Hawke, który trzymał się tyłów grupy i który nie miał dość czasu, by dojrzeć w blasku łuczywa zarys cielska wielkiego arachnoida - Co mu się stało?!
- Jakiś pająk na niego wyskoczył, ogromny! - odparł rozdygotanym głosem Prescott - Opluł go i uciekł, tam!
- Zastrzelić go? - zapytał równie roztrzęsiony Trzeci.
- Rozum ci odjęło?! - huknął spanikowany coraz bardziej Bannister - Przecież on ciągle żyje! Rogan, pokaż tę gębę!
- Czy pająka zastrzelić, pytałem?! - odwrzasnął Stryker oglądając się w stronę wnęki, w której ukrył się podstępny arachnoid.
Mogę przyjąć, że spróbujecie oczyścić ciało Vaina unikając jednocześnie ofensywnych posunięć w stosunku do pająka?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
30 Katesh 608 OR, Czarna Przystań
Rogan Vain cierpiał ogromnie, chociaż organiczny kwas szczęśliwie ominął jego nozdrza i oczy. Poparzona skóra na szyi i podbródku pokryła się wielkimi bąblami, w kilku miejscach pękając i odsłaniając żywe mięso.
Wsparty na ramieniu Trzeciego, morridański tropiciel posuwał się chwiejnym krokiem w głąb głównego korytarza, pilnowany przez resztę Grzmocicieli. W obawie przed pająkami nikt nie zapuszczał się już w ciemne zakamarki podziemi, wszyscy pilnowali też ciasnego szyku, a broni nie wypuszczali z rąk nawet na ułamek chwili.
Kilkaset kroków dalej koszmarna kościana promenada zakończyła się szerokimi schodami wiodącymi w dół w czarną pustkę otchłani. Przyświecając sobie łuczywami Grzmociciele pojęli w jednej chwili, że stoją na krawędzi głębokiej komnaty o kształcie okręgu i o posadzce skrywanej w nieskazitelnym mroku.
- Co dalej? - jęknął coraz bardziej roztrzęsiony Prescott - Czujecie ten smród?
Nikt nie odpowiedział w pierwszej chwili, chociaż wszyscy w mig pojęli, o czym mówił stary przewodnik. Z dołu, gdzieś od strony dna komnaty, buchał charakterystyczny odór padliny.
Rogan Vain cierpiał ogromnie, chociaż organiczny kwas szczęśliwie ominął jego nozdrza i oczy. Poparzona skóra na szyi i podbródku pokryła się wielkimi bąblami, w kilku miejscach pękając i odsłaniając żywe mięso.
Wsparty na ramieniu Trzeciego, morridański tropiciel posuwał się chwiejnym krokiem w głąb głównego korytarza, pilnowany przez resztę Grzmocicieli. W obawie przed pająkami nikt nie zapuszczał się już w ciemne zakamarki podziemi, wszyscy pilnowali też ciasnego szyku, a broni nie wypuszczali z rąk nawet na ułamek chwili.
Kilkaset kroków dalej koszmarna kościana promenada zakończyła się szerokimi schodami wiodącymi w dół w czarną pustkę otchłani. Przyświecając sobie łuczywami Grzmociciele pojęli w jednej chwili, że stoją na krawędzi głębokiej komnaty o kształcie okręgu i o posadzce skrywanej w nieskazitelnym mroku.
- Co dalej? - jęknął coraz bardziej roztrzęsiony Prescott - Czujecie ten smród?
Nikt nie odpowiedział w pierwszej chwili, chociaż wszyscy w mig pojęli, o czym mówił stary przewodnik. Z dołu, gdzieś od strony dna komnaty, buchał charakterystyczny odór padliny.
Dotarliście do końca korytarza. Na krawędzi uskoku są częściowo spróchniałe drewniane schody idące w dół wzdłuż ściany komnaty, okrążające ją najpewniej wokół spiralą wiodącą na dno. Co robicie?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Może ciśnijmy pochodnią żeby zooczyć jak głęboka ta jama?- zasugerował Stryker. Czuł odór i spodziewał się na dnie komnaty zobaczyć więcej trupów górników. Ciekaw tylko był czy pospadali w rezultacie załamania spróchniałej konstrukcji schodów, czy zginęli już na dole rozszarpani przez inną potworność.
Hawke spoglądał na schody słuchając Strykera starając się powstrzymać od zbędnych myśli powodowanych zapachem.
Przy tych drewnianych schodach i nie wiadomo czym na dole, wątpie by rzucanie pochodnią było najlepszym pomysłem.
Longsworth cofnął się dwa kroki.
Wydaje mi się, że lepszego wyjścia niż zejść tam nie ma. Tylko tym razem zdecydowanie ostrożniej i ktoś powinien obstawić tyły póki nie dotrzemy na dół.
Przy tych drewnianych schodach i nie wiadomo czym na dole, wątpie by rzucanie pochodnią było najlepszym pomysłem.
Longsworth cofnął się dwa kroki.
Wydaje mi się, że lepszego wyjścia niż zejść tam nie ma. Tylko tym razem zdecydowanie ostrożniej i ktoś powinien obstawić tyły póki nie dotrzemy na dół.
"I ask only for an enemy worth fighting,
and a cause worth fighting for."
- Spartan prayer
and a cause worth fighting for."
- Spartan prayer
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ragnar zaciskając z bólu zęby przepłukiwał skórę na szyi i brodzie zawartością bukłaka z winem.
- Na wszystkich bogów złych i dobrych oddał bym duszę za świeże mleko. Na taki jady ino mleko może pomóc. Na kroćset demonów, smoków i tych tam orgothów! Kurwia małpa prawie mi żywce szyję wraz ze łbem wypaliła.
Widząc schody i czując zapach zgnilizny zamknął się i spoglądał po towarzyszach. Jasnym było, że trzeba będzie tam zejść. Tylko kto pójdzie przodem?
- Na wszystkich bogów złych i dobrych oddał bym duszę za świeże mleko. Na taki jady ino mleko może pomóc. Na kroćset demonów, smoków i tych tam orgothów! Kurwia małpa prawie mi żywce szyję wraz ze łbem wypaliła.
Widząc schody i czując zapach zgnilizny zamknął się i spoglądał po towarzyszach. Jasnym było, że trzeba będzie tam zejść. Tylko kto pójdzie przodem?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
30 Katesh 608 OR, Czarna Przystań
Oświetlając pochodniami krawędzi kolistej komnaty mężczyźni zaczęli się zapuszczać na poskrzypujące groźnie drewniane belki tworzące schody, wprawione w czarny kamień ściany. Jeden po drugim schodzili w dół nadstawiając bacznie uszu, ale słyszeli jedynie dźwięki wydawane przez stare drewno i własne oddechy.
Grube belki schodów wytrzymały ciężar całej grupy, chociaż dla zachowania bezpieczeństwa Grzmociciele rozciągnęli swój szyk znacząco. Okrążając ścianę komnaty schodzili coraz niżej, wciąż nie widząc dna głębokiego pomieszczenia.
Fetor zgnilizny przybierał z każdą chwilą na sile, podsycając niespokojną wyobraźnię intruzów obrazami rozczłonkowanych ciał rozrzuconych po całej posadzce komnaty.
- Śmierdzi trupem - oznajmił całkiem niepotrzebnie Prescott, oddychający przez otwarte szeroko usta - I nie jednym.
- Nie krzykaj, bo jeszcze co złego przebudzisz! - napomniał przewodnika Trzeci - I pod nogi patrzaj!
- Jest podłoga - odezwał się znienacka idący przodem Reynard, próbując przeniknąć wzrokiem ciemność podziemi - Już jestem...
Były sierżant straży drogowej umilkł w jednej chwili, wciągnął bezwiednie powietrze. Panująca w kolistej komnacie ciemność zniknęła w przeciągu kilku uderzeń serc, zastąpiona chorobliwie zielonym blaskiem bijącym od ofiarnych zniczy, które zapłonęły same z siebie, kiedy pierwszy Grzmociciel zstąpił ze schodów. Wykute w czarny kamieniu i wypełnione oleistą cieczą, płonące misy rozświetliły dno ogromnej komnaty.
- Słodki Panie w niebiesiach! - zakrzyknął odruchowo Stryker, przyciskając dłoń do ust.
Oświetlając pochodniami krawędzi kolistej komnaty mężczyźni zaczęli się zapuszczać na poskrzypujące groźnie drewniane belki tworzące schody, wprawione w czarny kamień ściany. Jeden po drugim schodzili w dół nadstawiając bacznie uszu, ale słyszeli jedynie dźwięki wydawane przez stare drewno i własne oddechy.
Grube belki schodów wytrzymały ciężar całej grupy, chociaż dla zachowania bezpieczeństwa Grzmociciele rozciągnęli swój szyk znacząco. Okrążając ścianę komnaty schodzili coraz niżej, wciąż nie widząc dna głębokiego pomieszczenia.
Fetor zgnilizny przybierał z każdą chwilą na sile, podsycając niespokojną wyobraźnię intruzów obrazami rozczłonkowanych ciał rozrzuconych po całej posadzce komnaty.
- Śmierdzi trupem - oznajmił całkiem niepotrzebnie Prescott, oddychający przez otwarte szeroko usta - I nie jednym.
- Nie krzykaj, bo jeszcze co złego przebudzisz! - napomniał przewodnika Trzeci - I pod nogi patrzaj!
- Jest podłoga - odezwał się znienacka idący przodem Reynard, próbując przeniknąć wzrokiem ciemność podziemi - Już jestem...
Były sierżant straży drogowej umilkł w jednej chwili, wciągnął bezwiednie powietrze. Panująca w kolistej komnacie ciemność zniknęła w przeciągu kilku uderzeń serc, zastąpiona chorobliwie zielonym blaskiem bijącym od ofiarnych zniczy, które zapłonęły same z siebie, kiedy pierwszy Grzmociciel zstąpił ze schodów. Wykute w czarny kamieniu i wypełnione oleistą cieczą, płonące misy rozświetliły dno ogromnej komnaty.
- Słodki Panie w niebiesiach! - zakrzyknął odruchowo Stryker, przyciskając dłoń do ust.
Witam u kresu podróży!