Stare Miasto, 3 listopada 2021, 07:50
- Panie Smith... przyjmijmy, że będę się do pana zwracał w ten sposób, potwierdzam gotowość do objęcia pana i pańskich wspólników natychmiastową klauzulą programu OZO na preferencyjnych warunkach, o ile nie są panowie poszukiwanymi przez policję kryminalistami o zarzutach na tyle poważnych, by kolidowały z regulaminem programu ochrony prasowej. Szczegóły możemy omówić bezpośrednio w naszej siedzibie, jeśli to panu odpowiada.
Vega zerknął porozumiewawczo na swoich przyjaciół, potem pochylił się ponownie nad trzymanym przez dziwnie pobladłego Franka telefonem.
- Jak już mówiłem, na tę chwilę chciałbym zakończyć nasze negocjacje - powiedział solo - Ma pan może słówko do Franka, zanim przerwiemy połączenie?
- Na tym etapie negocjacji powinniśmy przejść do bezpośredniego kontaktu, panie Smith - oznajmił Alexander Bricewell - Frank Sutton nie będzie nam już potrzebny, chociaż oczywiście doceniam wkład tego młodzieńca w nawiązanie pomiędzy nami porozumienia. Kiedy mogę się spodziewać...
Ciśnięty gwałtownie ku ziemi smartfon uderzył w podłogę z głuchym trzaskiem, ale wciąż byłyby zdatny do użytku, gdyby dziennikarz nie zmiażdżył go uderzeniem obcasa. Ukryta dotąd za plecami druga ręka Suttona wyszarpnęła noszonego pod kurtką niewielkiego Budget Armsa, małokalibrowego, ale wciąż niebezpiecznego dla ludzi pozbawionych pancerza.
Dostrzegając błysk broni Jim i Tofi zareagowali instynktownie, ruchami tak błyskawicznymi, że reszta grupy nawet nie zdążyła ich zauważyć.
- Kurwa! - wrzasnął Eduardo, kiedy dotarło do niego, że spogląda na trójkę szachujących się lufami pistoletów mężczyzn - Co wy robicie?!
- Nie dam się wyruchać! - odpowiedział histerycznym tonem Frank - Nie bądźcie tacy kurwa cwani! Uratowałem wam dupy, dranie!
Jedna rozmowa dobiegła końca, druga właśnie się zaczyna. Bricewell nie zdążył odpowiedzieć na pytanie Tempera, ale Eric złapał na swego smartfona próbkę jego głosu.