PBF - Ścigając samego siebie
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Panowie, damy Wam znać, najszybciej pojedziemy tam jutro. Postaramy się załatwić dzisiaj nasze sprawy tutaj, obgadamy to i jeszcze dziś otrzymacie odpowiedź kiedy tam pojedziemy, i widzieliśmy naszego znajomego pastora, proszę by do nas dołączył jeśli go zwerbowaliście do armii.
Jak sprzedamy fanty dziś to następnego dnia ruszamy, dogaduję to z Simpsonem. potem wracam i daję znać oficerom RNK kiedy tam ruszamy, poszukać tego Kajdaniarza z połamanymi nogami.
Ostatnio zmieniony 21 stycznia 2015, 13:34 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przyczółek Mojave
Major przesunął się nieznacznie w bok tarasując Johnowi drogę, najwyraźniej nie zamierzając dopuścić, by mężczyzna opuścił przedwcześnie biuro.
- Chwileczkę, pozostaje ważna kwestia - powiedział kalifornijski oficer - Ilu osadników chcecie zabrać ze sobą do Primm i jak dokonacie wyboru?
Nim Flanagan zdążył odpowiedzieć, odezwał się siedzący za biurkiem Jackson.
- Pamiętajcie, że to obywatele Republiki - zastrzegł Strażnik - Konstytucja nakazuje nam dbałość o ich bezpieczeństwo nawet poza granicami Kalifornii. Co chcecie im zaproponować na miejscu?
- Primm jest gotowe zapewnić im wyżywienie i dach nad głową w zamian za niewielką opłatę, przynajmniej na początku - zabrał głos milkliwy dotąd Nash Johnson - Jeśli zechcą się u nas zatrzymać na dłużej, będą mile widziani, zwłaszcza ci znający się na jakimś fachu.
- Ilu zatem zabierzecie pierwszym transportem? - ponowił swe pytanie major.
Major przesunął się nieznacznie w bok tarasując Johnowi drogę, najwyraźniej nie zamierzając dopuścić, by mężczyzna opuścił przedwcześnie biuro.
- Chwileczkę, pozostaje ważna kwestia - powiedział kalifornijski oficer - Ilu osadników chcecie zabrać ze sobą do Primm i jak dokonacie wyboru?
Nim Flanagan zdążył odpowiedzieć, odezwał się siedzący za biurkiem Jackson.
- Pamiętajcie, że to obywatele Republiki - zastrzegł Strażnik - Konstytucja nakazuje nam dbałość o ich bezpieczeństwo nawet poza granicami Kalifornii. Co chcecie im zaproponować na miejscu?
- Primm jest gotowe zapewnić im wyżywienie i dach nad głową w zamian za niewielką opłatę, przynajmniej na początku - zabrał głos milkliwy dotąd Nash Johnson - Jeśli zechcą się u nas zatrzymać na dłużej, będą mile widziani, zwłaszcza ci znający się na jakimś fachu.
- Ilu zatem zabierzecie pierwszym transportem? - ponowił swe pytanie major.
Rozmowa dobiega końca, trzeba tylko dograć kilka detali...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- W Primm jest hotel, więc co najmniej tyle osób, ile pomieści hotel, chyba że Nash wie jeszcze o innych lokum, które mogą przyjąc uchodźców. Napewno nie będą spać pod gołym niebem. Na coś takiego, ja, jako człowiek o najwyższych standardach moralnych i jako przyszły major armii RNK nie mogę pozwolić. - poinformował Simpson, boczący się trochę na przedstawicieli RNK za to, że nie przyjęli go w drodze natychmaistowej promocji oficerskiej w struktury wosjkowe Kaliforni. Ale co tam. To była tak naprawdę strata jedynie dla Republiki. Jeśli nie dostrzegają geniuszu Simpsona, to dostrzeże go ktoś inny.
- Co do wyjazdu do Nipton. Wyruszmy tak żeby być na miejscu o świcie. Pokręcimy się na halluksach, zobaczymy co się da zrobić i zwiniemy Boxara. Musiał się dobrze zbunkrować. Ile aut ruszy w konwoju do Nipton? A tak na marginesie, to jeśli nie chcecie osiedlić w Nipton uchodźców, to chociaż... Nie albo nie. - Simspon urwał nagle i wykonawszy nieokreślony ruch rękoma zaczął innaczej: - Przecież ja nie jestem jakimś doradcą za frajer. Za dobre rady Barta trzeba słono płacić, a skoro nie jestem oficerem, to nie czuję się zoobligowany do udzielania takowych w ramach służby wojskowej.
- Co do wyjazdu do Nipton. Wyruszmy tak żeby być na miejscu o świcie. Pokręcimy się na halluksach, zobaczymy co się da zrobić i zwiniemy Boxara. Musiał się dobrze zbunkrować. Ile aut ruszy w konwoju do Nipton? A tak na marginesie, to jeśli nie chcecie osiedlić w Nipton uchodźców, to chociaż... Nie albo nie. - Simspon urwał nagle i wykonawszy nieokreślony ruch rękoma zaczął innaczej: - Przecież ja nie jestem jakimś doradcą za frajer. Za dobre rady Barta trzeba słono płacić, a skoro nie jestem oficerem, to nie czuję się zoobligowany do udzielania takowych w ramach służby wojskowej.
Simpson chce się upewnić, że do Nipton pojedzie dostatecznie duży samochód, na który będzie można wrzucić dużo sprzętu.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przyczółek Mojave
Nash Johnson chrząknął zwracając uwagę wszystkich na swoją osobę, co nie do końca spodobało się lubiącemu grać pierwsze skrzypce chudzielcowi.
- Myślę, że bez kłopotu zabierzemy dwadzieścia, może nawet trzydzieści osób - powiedział staruszek spoglądając na przemian na Jacksona i Knighta - Nie wiedziałem... nie miałem pojęcia, że to aż tak źle wygląda. Przecież oni się tutaj tłoczą jak termity w kopcu. Widziałem nawet dzieci... myślę, że się dogadam z resztą rady Primm i obniżymy jakoś ceny pobytu.
Simpson jęknął w duchu uświadamiając sobie znienacka, jakie wrażenie wywarł na Nashu widok stłoczonych w miejscu internowania osadników i jak katastrofalny skutek owe wrażenie mogło wywołać w kwestii dochodów z akcji przesiedleńczej.
- Tak naprawdę wszystko zależy od was - dodał Johnson rozkładając bezradnie - Na piechotę ich do Primm nie poprowadzimy, chyba że naprawdę nam każecie... wezmę tylu, ilu się zmieści w pojazdach. Co możecie nam podstawić?
- Trzydzieści osób to dwie ciężarówki - oszacował na głos Knight - I dwa dżipy eskorty. Droga do Primm jest praktycznie czysta, więcej obstawy raczej nie będzie trzeba. Widzieliście na autostradzie coś niepokojącego?
Nash potrząsnął przecząco głową.
- Jeśli mogę coś napomknąć - powiedział staruszek postukując nerwowo palcami w blat stołu - Między Primm i zjazdem do Nipton jest porzucony posterunek policji drogowej. Budynek jest zaniedbany, ale nadaje się do zasiedlenia. Może byście ustawili tam jakąś grupę kontrolną?
- Pomyślimy o tym - odrzekł Jackson - Chcę asystować przy wyborze pierwszych osób do przesiedlenia. Osobiście dopilnuję, żeby wyjazd odbył się z zachowaniem wszelkich wymogów humanitarnych. Macie coś przeciwko?
Nash Johnson chrząknął zwracając uwagę wszystkich na swoją osobę, co nie do końca spodobało się lubiącemu grać pierwsze skrzypce chudzielcowi.
- Myślę, że bez kłopotu zabierzemy dwadzieścia, może nawet trzydzieści osób - powiedział staruszek spoglądając na przemian na Jacksona i Knighta - Nie wiedziałem... nie miałem pojęcia, że to aż tak źle wygląda. Przecież oni się tutaj tłoczą jak termity w kopcu. Widziałem nawet dzieci... myślę, że się dogadam z resztą rady Primm i obniżymy jakoś ceny pobytu.
Simpson jęknął w duchu uświadamiając sobie znienacka, jakie wrażenie wywarł na Nashu widok stłoczonych w miejscu internowania osadników i jak katastrofalny skutek owe wrażenie mogło wywołać w kwestii dochodów z akcji przesiedleńczej.
- Tak naprawdę wszystko zależy od was - dodał Johnson rozkładając bezradnie - Na piechotę ich do Primm nie poprowadzimy, chyba że naprawdę nam każecie... wezmę tylu, ilu się zmieści w pojazdach. Co możecie nam podstawić?
- Trzydzieści osób to dwie ciężarówki - oszacował na głos Knight - I dwa dżipy eskorty. Droga do Primm jest praktycznie czysta, więcej obstawy raczej nie będzie trzeba. Widzieliście na autostradzie coś niepokojącego?
Nash potrząsnął przecząco głową.
- Jeśli mogę coś napomknąć - powiedział staruszek postukując nerwowo palcami w blat stołu - Między Primm i zjazdem do Nipton jest porzucony posterunek policji drogowej. Budynek jest zaniedbany, ale nadaje się do zasiedlenia. Może byście ustawili tam jakąś grupę kontrolną?
- Pomyślimy o tym - odrzekł Jackson - Chcę asystować przy wyborze pierwszych osób do przesiedlenia. Osobiście dopilnuję, żeby wyjazd odbył się z zachowaniem wszelkich wymogów humanitarnych. Macie coś przeciwko?
Wątpię, by ktoś miał coś przeciwko...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Chudzielec szybko kalkulował w myślach. Woęcej uchodźców po niższych cenach i tak mogło przynieść niezły profit pieniężny i dodatkowo nadać Simpsonowi cech dobrego samarytanina. Bart zwrócił soę jakby do Nasha, ale tak aby Jackson i Knight dobrze słyszeli jego słowa:
- Mówiłem Nash, że tu ciężki los mają. Myślę, że napewno można przyjąć więcej ludzi. Oczywiście po konsultacjach ze starszyzną i zapewnieniu odpowoednich warunków. Ja i John nawet użyczymy swojej własnej chaty, jakiejś potrzebującej rodzinie, żeby dać przykład... Auuuu!
John wbił kciuk w nerkę Simpsona, zanim ten zagalopuje się jeszcze dalej w obietnicach pomocy.
- Mówiłem Nash, że tu ciężki los mają. Myślę, że napewno można przyjąć więcej ludzi. Oczywiście po konsultacjach ze starszyzną i zapewnieniu odpowoednich warunków. Ja i John nawet użyczymy swojej własnej chaty, jakiejś potrzebującej rodzinie, żeby dać przykład... Auuuu!
John wbił kciuk w nerkę Simpsona, zanim ten zagalopuje się jeszcze dalej w obietnicach pomocy.
teraz już chyba nikt nie będzie miał oporów, jak będziemy plądrować Nipton. Przecież nie odmówią genratora prądu jakimś biednym sierotkom bez domu;)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przyczółek Mojave
Strażnik Jackson podniósł się zza biurka poprawiając obciążony pistoletem pas, po czym ruszył w kierunku drzwi. Knight złapał za klamkę, otworzył wejście na korytarz zapraszając gości dłonią do opuszczenia ciasnego pomieszczenia. Wyłożony popękanymi kafelkami korytarz prowadził do znacznie większego pomieszczenia służącego kalifornijskim wojskowym za recepcję. Siedzący przy przenośnych terminalach żołnierze zaszczycili gości przelotnymi spojrzeniami, skupiając całą uwagę na swej pracy.
Powietrze na zewnątrz wciąż było ciepłe, aczkolwiek oddychanie nim nie przynosiło już bolesnego dyskomfortu. Patrolujący przejście żołnierze wyprostowali się nieznacznie dostrzegając obecność najwyższego rangą oficera w bazie, przybrali bardziej regulaminowe pozy. Jackson zignorował to ruszając szybkim krokiem w stronę ogrodzenia wyznaczającego granicę strefy internowania.
- Panie i panowie, proszę o uwagę! - Strażnik założył ręce za plecy przemawiając donośnym tonem i przesuwając spojrzeniem po zbliżających się w jego stronę podróżnych zmuszonych do koczowania na Przyczółku - Mam ogromną przyjemność zakomunikować, że rozpoczynamy procedurę przemieszczania wybranych osób w bezpieczne i dużo bardziej komfortowe miejsce.
Oświadczenie oficera powitane zostało narastającym z każdą sekundą gwarem podekscytowanych ludzkich głosów. Przybysze z Kalifornii zbili się przy ogrodzeniu pożerając Jacksona wzrokiem. Na widok ich spojrzeń Bart wypiął dumnie pierś, czując głębokie wzruszenie czerpane ze świadomości, że przede wszystkim dzięki jego wysiłkom ludzi tych miał spotkać lepszy los.
- Jest z nami pan Johnson z rady miejskiej Primm - ciągnął dalej Jackson - Mieszkańcy Primm zgodzili się udzielić pomocy Republice i przyjąć do siebie na jakiś czas grupę osadników posiadających fundusze wystarczające do utrzymania się na własny koszt. Panie Johnson, o jakich mówimy funduszach?
- Tego... no właściwie... - stojący obok oficera Nash zająknął się nie potrafiąc opanować nerwów na widok stłoczonych po przeciwnej stronie ogrodzenia setek ludzi - Bo ja wiem... może sto dolarów?
- Osoby posiadające przy sobie przynajmniej sto dolarów proszone są o zgłoszenia przy wyjściu z obozu - Strażnik podniósł nieznacznie głos, chcąc pozostać słyszanym pomimo narastającego gwaru internowanych - Przypominam, że to pierwsza grupa, wyjedzie jutro rano. Jeśli wszystko się uda, przystąpimy do przewozu do Primm następnych grup.
- A dlaczego nie do Nowego Vegas?! - z tłumu posypały się natychmiast niemal identyczne pytania - Czemu nie zniesiecie zakazu podróżowania?!
- Na Mojave jest nadal zbyt niebezpiecznie! - wyjaśnił czarnoskóry oficer - Kontrolujemy w tej chwili obszar pomiędzy granicą i Primm, stąd propozycja przeniesienia części z was do tego miasteczka w ramach akcji humanitarnej. Kiedy sytuacja ulegnie zmianie, zakaz podróżowania natychmiast zostanie zniesiony.
Część podróżnych jeszcze słuchała Jacksona, ale coraz większa grupa ludzi przemieszczała się w stronę pilnowanego przez pluton żołnierzy obozowego wyjścia ściskając w rękach skórzane portfele i torebki.
- Ja pierdolę, tu chyba każdy ma stówę! - jęknął zachwycony chudzielec - Patrzcie, wszyscy walą do bramy! Kurwa, szefie, znaczy się, panie Strażnik, nie macie jak skombinować jakiegoś autobusu? Albo jeszcze lepiej dwóch, po co się rozmieniać na drobne!
Strażnik Jackson podniósł się zza biurka poprawiając obciążony pistoletem pas, po czym ruszył w kierunku drzwi. Knight złapał za klamkę, otworzył wejście na korytarz zapraszając gości dłonią do opuszczenia ciasnego pomieszczenia. Wyłożony popękanymi kafelkami korytarz prowadził do znacznie większego pomieszczenia służącego kalifornijskim wojskowym za recepcję. Siedzący przy przenośnych terminalach żołnierze zaszczycili gości przelotnymi spojrzeniami, skupiając całą uwagę na swej pracy.
Powietrze na zewnątrz wciąż było ciepłe, aczkolwiek oddychanie nim nie przynosiło już bolesnego dyskomfortu. Patrolujący przejście żołnierze wyprostowali się nieznacznie dostrzegając obecność najwyższego rangą oficera w bazie, przybrali bardziej regulaminowe pozy. Jackson zignorował to ruszając szybkim krokiem w stronę ogrodzenia wyznaczającego granicę strefy internowania.
- Panie i panowie, proszę o uwagę! - Strażnik założył ręce za plecy przemawiając donośnym tonem i przesuwając spojrzeniem po zbliżających się w jego stronę podróżnych zmuszonych do koczowania na Przyczółku - Mam ogromną przyjemność zakomunikować, że rozpoczynamy procedurę przemieszczania wybranych osób w bezpieczne i dużo bardziej komfortowe miejsce.
Oświadczenie oficera powitane zostało narastającym z każdą sekundą gwarem podekscytowanych ludzkich głosów. Przybysze z Kalifornii zbili się przy ogrodzeniu pożerając Jacksona wzrokiem. Na widok ich spojrzeń Bart wypiął dumnie pierś, czując głębokie wzruszenie czerpane ze świadomości, że przede wszystkim dzięki jego wysiłkom ludzi tych miał spotkać lepszy los.
- Jest z nami pan Johnson z rady miejskiej Primm - ciągnął dalej Jackson - Mieszkańcy Primm zgodzili się udzielić pomocy Republice i przyjąć do siebie na jakiś czas grupę osadników posiadających fundusze wystarczające do utrzymania się na własny koszt. Panie Johnson, o jakich mówimy funduszach?
- Tego... no właściwie... - stojący obok oficera Nash zająknął się nie potrafiąc opanować nerwów na widok stłoczonych po przeciwnej stronie ogrodzenia setek ludzi - Bo ja wiem... może sto dolarów?
- Osoby posiadające przy sobie przynajmniej sto dolarów proszone są o zgłoszenia przy wyjściu z obozu - Strażnik podniósł nieznacznie głos, chcąc pozostać słyszanym pomimo narastającego gwaru internowanych - Przypominam, że to pierwsza grupa, wyjedzie jutro rano. Jeśli wszystko się uda, przystąpimy do przewozu do Primm następnych grup.
- A dlaczego nie do Nowego Vegas?! - z tłumu posypały się natychmiast niemal identyczne pytania - Czemu nie zniesiecie zakazu podróżowania?!
- Na Mojave jest nadal zbyt niebezpiecznie! - wyjaśnił czarnoskóry oficer - Kontrolujemy w tej chwili obszar pomiędzy granicą i Primm, stąd propozycja przeniesienia części z was do tego miasteczka w ramach akcji humanitarnej. Kiedy sytuacja ulegnie zmianie, zakaz podróżowania natychmiast zostanie zniesiony.
Część podróżnych jeszcze słuchała Jacksona, ale coraz większa grupa ludzi przemieszczała się w stronę pilnowanego przez pluton żołnierzy obozowego wyjścia ściskając w rękach skórzane portfele i torebki.
- Ja pierdolę, tu chyba każdy ma stówę! - jęknął zachwycony chudzielec - Patrzcie, wszyscy walą do bramy! Kurwa, szefie, znaczy się, panie Strażnik, nie macie jak skombinować jakiegoś autobusu? Albo jeszcze lepiej dwóch, po co się rozmieniać na drobne!
Johnson poprowadzi selekcję w towarzystwie Jacksona. Chcecie przy tym asystować czy wolicie się zająć swoim handelkiem?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przyczółek Mojave
Pozostawiając Jacksonowi i Nashowi kwestię doboru pierwszych osadników, dwaj kurierzy zawrócili czym prędzej do przybyłej z Primm ciężarówki ściągając z niej drewniane skrzynki i torby zapinane na popsute dawno temu błyskawiczne zamki. Zapakowane do środka butelki wody, paczki suszonego mięsa, warzyw i owoców warte były bardzo wiele w oczach zgromadzonych na granicy wędrowców, od dłuższego czasu skazanych wyłącznie na monotonne wojskowe menu serwowane przez kucharzy z miejscowego garnizonu.
Skupieni wokół Strażnika Jacksona ludzie czynili tak niebywały tumult, że chudzielec złapał się w pierwszej chwili za głowę, obawiając się nawet wybuchu następnych zamieszek. Zdecydowana ich większość chciała za wszelką cenę wyrwać się z Przyczółka, a ponieważ droga powrotna na zachód pozostawała zamknięta, wszyscy chętni do opuszczenia granicy musieli kierować się w głąb Nevady.
- Wszyscy się nie załapcie, ludzie! - zakrzyknął Bart rozpakowując pierwsze torby - Patrzcie jak tam kolejka, a tylko trzydziestu pojedzie! Nie ciście się tam, tylko chodźcie tutaj, mamy prawie za bezcen świeże żarcie! Taniej nigdzie nie kupicie! Chodźcie tutaj!
Pozostawiając Jacksonowi i Nashowi kwestię doboru pierwszych osadników, dwaj kurierzy zawrócili czym prędzej do przybyłej z Primm ciężarówki ściągając z niej drewniane skrzynki i torby zapinane na popsute dawno temu błyskawiczne zamki. Zapakowane do środka butelki wody, paczki suszonego mięsa, warzyw i owoców warte były bardzo wiele w oczach zgromadzonych na granicy wędrowców, od dłuższego czasu skazanych wyłącznie na monotonne wojskowe menu serwowane przez kucharzy z miejscowego garnizonu.
Skupieni wokół Strażnika Jacksona ludzie czynili tak niebywały tumult, że chudzielec złapał się w pierwszej chwili za głowę, obawiając się nawet wybuchu następnych zamieszek. Zdecydowana ich większość chciała za wszelką cenę wyrwać się z Przyczółka, a ponieważ droga powrotna na zachód pozostawała zamknięta, wszyscy chętni do opuszczenia granicy musieli kierować się w głąb Nevady.
- Wszyscy się nie załapcie, ludzie! - zakrzyknął Bart rozpakowując pierwsze torby - Patrzcie jak tam kolejka, a tylko trzydziestu pojedzie! Nie ciście się tam, tylko chodźcie tutaj, mamy prawie za bezcen świeże żarcie! Taniej nigdzie nie kupicie! Chodźcie tutaj!
Chociaż w trakcie sprzedaży doszło do kilku niewielkich przepychanek i pyskówek, kurierzy upłynnili cały towar uzyskując gotówkę w wysokości trzystu trzydziestu pięciu dolarów. Robi się ciemno, szczęśliwi wybrańcy Nasha już się pakują obserwowani z dziką zazdrością przez resztę internowanych. Rozumiem, że plan jest następujący: kolejnego dnia o świcie Bart i John jadą do Nipton szukać Boxcara, a Nash wraz z nowymi osadnikami wraca osobnym konwojem do Primm.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Primm, kwartał RNK
Zaserwowana przez porucznika Hayesa kolacja składała się z konserwowanej wołowiny, ziemniaków, fasoli i chleba, ale zaspokoiła w pełni głód pastora i dała zarazem pretekst do luźnej rozmowy. Niepokojony jedynie z rzadka przez meldunki podwładnych oficer pozwolił sobie na uchylenie rąbka służbowej tajemnicy, opowiadając Gottschalkowi o tych wątkach militarnych, których ujawnienie nie mogło garnizonowi w Primm w niczym zaszkodzić.
Jedząc wołowinę i popijając ją oczyszczoną tabletkami chloru wodą, pastor usłyszał zatem o nieuniknionym szturmie Kalifornijczyków na więzienie w Jean oraz o zamiarach utworzenia bezpiecznego korytarza komunikacyjnego pomiędzy Przyczółkiem i Nowym Vegas. Hayes martwił się o wciąż grasujące w okolicy bandy autostradowych bandytów, ale zadowolony był dla odmiany z faktu, że liczne jeszcze kilkanaście miesięcy wcześniej zmutowane drapieżniki wyraźnie zniknęły, konsekwentnie tępione przez wojskowe patrole.
- A jak się mają sprawy w Goodsprings? - zapytał Gottschalk martwiąc się o odważnych mieszkańców pustynnego miasteczka - Kajdaniarze ich nie nękają?
- Patrol, który tam wysłałem niedawno powrócił - odpowiedział Hayes - Wszystko w najlepszym porządku. Moi ludzie pomogli im zbudować kilka prowizorycznych umocnień na rogatkach. Od czasu tej dynamitowej rzezi żaden skazaniec się do nich nie zbliżał.
Zaserwowana przez porucznika Hayesa kolacja składała się z konserwowanej wołowiny, ziemniaków, fasoli i chleba, ale zaspokoiła w pełni głód pastora i dała zarazem pretekst do luźnej rozmowy. Niepokojony jedynie z rzadka przez meldunki podwładnych oficer pozwolił sobie na uchylenie rąbka służbowej tajemnicy, opowiadając Gottschalkowi o tych wątkach militarnych, których ujawnienie nie mogło garnizonowi w Primm w niczym zaszkodzić.
Jedząc wołowinę i popijając ją oczyszczoną tabletkami chloru wodą, pastor usłyszał zatem o nieuniknionym szturmie Kalifornijczyków na więzienie w Jean oraz o zamiarach utworzenia bezpiecznego korytarza komunikacyjnego pomiędzy Przyczółkiem i Nowym Vegas. Hayes martwił się o wciąż grasujące w okolicy bandy autostradowych bandytów, ale zadowolony był dla odmiany z faktu, że liczne jeszcze kilkanaście miesięcy wcześniej zmutowane drapieżniki wyraźnie zniknęły, konsekwentnie tępione przez wojskowe patrole.
- A jak się mają sprawy w Goodsprings? - zapytał Gottschalk martwiąc się o odważnych mieszkańców pustynnego miasteczka - Kajdaniarze ich nie nękają?
- Patrol, który tam wysłałem niedawno powrócił - odpowiedział Hayes - Wszystko w najlepszym porządku. Moi ludzie pomogli im zbudować kilka prowizorycznych umocnień na rogatkach. Od czasu tej dynamitowej rzezi żaden skazaniec się do nich nie zbliżał.
Przyjmuję, że pastor prześpi się tej nocy w wojskowym obozowisku...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Primm, kwartał miejski
Jim i Sue pewni byli, że przyjdzie im spędzić noc w blaszanym domku kurierów, ale przyjemnie chłodny wieczór przyniósł parze Kalifornijczyków niewielką niespodziankę. Samantha Ferguson zaprosiła oboje na kolację do swojego domu, położonego w tyle za biurem Mojave Express i sklepem Nasha.
Doe i Anderson przyszli na miejsce w towarzystwie Samanthy, przyprowadzeni przez nią o zmroku spod drzwi kasyna, gdzie kobieta się na nich natknęła. Żadne nie wzbraniało się przed udziałem w posiłku, za który nie trzeba było płacić; na miejscu jednak czekała na nich jeszcze większa niespodzianka.
W środku przytulnie urządzonego, chociaż siłą rzeczy bardzo spartańskiego domostwa zasiadało już przy stole kilku mężczyzn, raczących się kaktusówką i rozmawiających przy sobie ściszonymi głosami.
- Poznajcie moich sąsiadów - oświadczyła Sue wskazując gościom siedzących przy stole ziomków - Fred McKinley, Duncan Moore. Zastępcę szeryfa już znacie. A to George Carnagan, jeden z naszych najlepszych myśliwych. Zabrakło tylko Nasha, ale wróci z Przyczółka dopiero jutro. Jadamy od czasu do czasu wspólnie, a wasza wizyta to dobra okazja, żeby się spotkać.
Sue skinęła na powitanie głową, od razu uświadamiając sobie, że Samantha sprowadziła na kolację grupę najważniejszych ludzi w miasteczku. Dziewczyna nie miała wątpliwości, że wszystko zostało odpowiednio zaaranżowane, a sama kolacja nie miała nic wspólnego z przyjacielską pogawędką o wszystkim i o niczym.
Jim i Sue pewni byli, że przyjdzie im spędzić noc w blaszanym domku kurierów, ale przyjemnie chłodny wieczór przyniósł parze Kalifornijczyków niewielką niespodziankę. Samantha Ferguson zaprosiła oboje na kolację do swojego domu, położonego w tyle za biurem Mojave Express i sklepem Nasha.
Doe i Anderson przyszli na miejsce w towarzystwie Samanthy, przyprowadzeni przez nią o zmroku spod drzwi kasyna, gdzie kobieta się na nich natknęła. Żadne nie wzbraniało się przed udziałem w posiłku, za który nie trzeba było płacić; na miejscu jednak czekała na nich jeszcze większa niespodzianka.
W środku przytulnie urządzonego, chociaż siłą rzeczy bardzo spartańskiego domostwa zasiadało już przy stole kilku mężczyzn, raczących się kaktusówką i rozmawiających przy sobie ściszonymi głosami.
- Poznajcie moich sąsiadów - oświadczyła Sue wskazując gościom siedzących przy stole ziomków - Fred McKinley, Duncan Moore. Zastępcę szeryfa już znacie. A to George Carnagan, jeden z naszych najlepszych myśliwych. Zabrakło tylko Nasha, ale wróci z Przyczółka dopiero jutro. Jadamy od czasu do czasu wspólnie, a wasza wizyta to dobra okazja, żeby się spotkać.
Sue skinęła na powitanie głową, od razu uświadamiając sobie, że Samantha sprowadziła na kolację grupę najważniejszych ludzi w miasteczku. Dziewczyna nie miała wątpliwości, że wszystko zostało odpowiednio zaaranżowane, a sama kolacja nie miała nic wspólnego z przyjacielską pogawędką o wszystkim i o niczym.
Karganie, Stone - dajcie proszę znać, na ile daleko chcecie się z tymi ludźmi spoufalić i jak mocno będziecie agitowali za przyłączeniem Primm do Republiki.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chronologia wydarzeń
17.10.2281 - mieszkańcy Goodsprings znajdują na swoim cmentarzu trzech częściowo pogrzebanych żywcem obcych, zidentyfikowanych później jako kurierzy Mojave Express i prześladowanych dziwną formą selektywnej amnezji, najpewniej spowodowanej użyciem na nich nowatorskiej broni energetycznej.
19.10.2281 - obcy stają do obrony osady ramię w ramię z mieszkańcami, przygotowując zasadzkę na bandę skazańców ze zbuntowanego więzienia w Jean i unicestwiając najeźdźców.
20.10.2281 - kurierzy wyruszają z Goodsprings do Primm z zamiarem pozyskania dla osady wsparcia tamtejszego posterunku RNK. Zlikwidowawszy czujkę Kajdaniarzy na autostradzie wysłannicy docierają do Primm, nawiązują kontakt z załogą RNK i mieszkańcami osady, po czym doprowadzają do nocnego szturmu na pozycje skazańców doprowadzając do ich całkowitej eliminacji. Zyskują też dowody na to, że ich niedoszli mordercy znajdowali się dzień wcześniej w Primm, najwyraźniej kierując się na południe Nevady.
21.10.2281 - kurierzy wyruszają do Przyczółka Mojave, bazy wojskowej RNK na granicy Republiki i Nevady. Mają za zadanie przekazanie listów porucznika Hayesa, jednocześnie zaś zamierzają rozejrzeć się na Przyczółku za amatorem drogich papierosów i jego pomagierami. Podczas wymiany ognia z inną grupą wędrowców ginie Pete Venkmen, a pozostali kurierzy zostają ograbieni z całego dobytku i porzuceni na pastwę pustyni. Wycieńczeni docierają wieczorem tego samego dnia do przejścia granicznego Republiki, dostarczając do tamtejszego garnizonu przesyłkę porucznika Hayesa.
22.10.2281 - wynajęci wraz z tercetem kalifornijskich awanturników, Flanagan i Simpson udają się na zwiady do położonego w głębi Nevady miasteczka Nipton. Okazuje się ono spustoszone przez grupę podjazdową Legionu Cezara. Wzięci do niewoli, członkowie grupy stają się świadkami przesłania wygłoszonego przez dowódcę legionistów, nadającego im dziwaczny status głosicieli Słowa Cezara. Zeznania odnalezionego w Nipton ocalałego z rzezi Kajdaniarza utrwalają kurierów w przekonaniu, że więzienie w Jean jest dobrze przygotowane na ewentualny szturm RNK.
23.10.2281 - powracający z Nipton zwiadowcy wpadają w zasadzkę mięsożernych mrówek, tracąc Neilla Jacksona. Złożywszy na Przyczółku odpowiednie raporty i odebrawszy wynagrodzenie wszyscy zostają wysłani do Primm jako członkowie paramilitarnej formacji wspierającej kalifornijską armię. Ich zadaniem jest pozyskanie przychylności ludności tubylczej do aneksji Primm i Goodsprings przez RNK.
24.10.2281 - wizytujący Primm wysłannicy Jacksona rozpoczynają agitację wśród mieszkańców miasteczka, starając się nakłonić ich do przyłączenia do RNK. W wyniku ich działań rada miasta postanawia przyjąć do siebie część osadników z Kalifornii, przede wszystkim z myślą o finansowych zyskach. Bart i John wracają jeszcze tego samego dnia na Przyczółek, wioząc tam na sprzedaż żywność i wodę, a także zabierając Nasha mającego wyselekcjonować pierwszą grupę przesiedleńców. Po drodze mijają się z pastorem Gottschalkiem, który odzyskawszy siły powraca do Primm na prośbę Strażnika Jacksona. Jim i Sue poznają w tym samym czasie bliżej radę miejską Primm, zamierzającą wybadać zamiary i motywy RNK.
17.10.2281 - mieszkańcy Goodsprings znajdują na swoim cmentarzu trzech częściowo pogrzebanych żywcem obcych, zidentyfikowanych później jako kurierzy Mojave Express i prześladowanych dziwną formą selektywnej amnezji, najpewniej spowodowanej użyciem na nich nowatorskiej broni energetycznej.
19.10.2281 - obcy stają do obrony osady ramię w ramię z mieszkańcami, przygotowując zasadzkę na bandę skazańców ze zbuntowanego więzienia w Jean i unicestwiając najeźdźców.
20.10.2281 - kurierzy wyruszają z Goodsprings do Primm z zamiarem pozyskania dla osady wsparcia tamtejszego posterunku RNK. Zlikwidowawszy czujkę Kajdaniarzy na autostradzie wysłannicy docierają do Primm, nawiązują kontakt z załogą RNK i mieszkańcami osady, po czym doprowadzają do nocnego szturmu na pozycje skazańców doprowadzając do ich całkowitej eliminacji. Zyskują też dowody na to, że ich niedoszli mordercy znajdowali się dzień wcześniej w Primm, najwyraźniej kierując się na południe Nevady.
21.10.2281 - kurierzy wyruszają do Przyczółka Mojave, bazy wojskowej RNK na granicy Republiki i Nevady. Mają za zadanie przekazanie listów porucznika Hayesa, jednocześnie zaś zamierzają rozejrzeć się na Przyczółku za amatorem drogich papierosów i jego pomagierami. Podczas wymiany ognia z inną grupą wędrowców ginie Pete Venkmen, a pozostali kurierzy zostają ograbieni z całego dobytku i porzuceni na pastwę pustyni. Wycieńczeni docierają wieczorem tego samego dnia do przejścia granicznego Republiki, dostarczając do tamtejszego garnizonu przesyłkę porucznika Hayesa.
22.10.2281 - wynajęci wraz z tercetem kalifornijskich awanturników, Flanagan i Simpson udają się na zwiady do położonego w głębi Nevady miasteczka Nipton. Okazuje się ono spustoszone przez grupę podjazdową Legionu Cezara. Wzięci do niewoli, członkowie grupy stają się świadkami przesłania wygłoszonego przez dowódcę legionistów, nadającego im dziwaczny status głosicieli Słowa Cezara. Zeznania odnalezionego w Nipton ocalałego z rzezi Kajdaniarza utrwalają kurierów w przekonaniu, że więzienie w Jean jest dobrze przygotowane na ewentualny szturm RNK.
23.10.2281 - powracający z Nipton zwiadowcy wpadają w zasadzkę mięsożernych mrówek, tracąc Neilla Jacksona. Złożywszy na Przyczółku odpowiednie raporty i odebrawszy wynagrodzenie wszyscy zostają wysłani do Primm jako członkowie paramilitarnej formacji wspierającej kalifornijską armię. Ich zadaniem jest pozyskanie przychylności ludności tubylczej do aneksji Primm i Goodsprings przez RNK.
24.10.2281 - wizytujący Primm wysłannicy Jacksona rozpoczynają agitację wśród mieszkańców miasteczka, starając się nakłonić ich do przyłączenia do RNK. W wyniku ich działań rada miasta postanawia przyjąć do siebie część osadników z Kalifornii, przede wszystkim z myślą o finansowych zyskach. Bart i John wracają jeszcze tego samego dnia na Przyczółek, wioząc tam na sprzedaż żywność i wodę, a także zabierając Nasha mającego wyselekcjonować pierwszą grupę przesiedleńców. Po drodze mijają się z pastorem Gottschalkiem, który odzyskawszy siły powraca do Primm na prośbę Strażnika Jacksona. Jim i Sue poznają w tym samym czasie bliżej radę miejską Primm, zamierzającą wybadać zamiary i motywy RNK.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Kuuuuuuuurwa... Nie chce wstawać. Jestem majorem RNK... Nie mów mi co mam robić... - Bart złapał się metalowej rurki od pryczy i wrzasnął: - Flangan barykaduj! Jezuuu żołnierz mnie bije!
Zaspany Simpson bredził coś na żołnierza, który przyszedł obudzoć jego i Johna. Szeregowiec uśmiechnął się szeroko słowami o majorze. Zapewne plotka o chęci chudzielca do wstąpienia w szeregi elitarnych jednostek RNK obiegła już połowę Przyczółka:
- Wstawajcie "majorze"! Bo pojadą bez was do Nipton!
Wrzaski z namiotu szybko zwabiły do środka jeszcze kilku ciekawskich żołnierzy. Ukrzeli pocieszny widok trzymającego się kurczowo pryczy chudzielca w brudnym podkoszulku i majtach wypchanych nieproporcjonalnie wielką do małego Simpsona erekcją.
- Jak to kurwa bez nas?! A kto znajdzie gener... Boxara jak nie my! Czekajcie już się zbieramy! Flanagan rusz się! Przez ciebie pojadą bez nas!
Zaspany Simpson bredził coś na żołnierza, który przyszedł obudzoć jego i Johna. Szeregowiec uśmiechnął się szeroko słowami o majorze. Zapewne plotka o chęci chudzielca do wstąpienia w szeregi elitarnych jednostek RNK obiegła już połowę Przyczółka:
- Wstawajcie "majorze"! Bo pojadą bez was do Nipton!
Wrzaski z namiotu szybko zwabiły do środka jeszcze kilku ciekawskich żołnierzy. Ukrzeli pocieszny widok trzymającego się kurczowo pryczy chudzielca w brudnym podkoszulku i majtach wypchanych nieproporcjonalnie wielką do małego Simpsona erekcją.
- Jak to kurwa bez nas?! A kto znajdzie gener... Boxara jak nie my! Czekajcie już się zbieramy! Flanagan rusz się! Przez ciebie pojadą bez nas!