PBF - Bournemouth after Midnight
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Bournemouth; Stafford Rd 19.11.14; przed północą
Powoli przekręcił klucz w zamku, po czym uchylił drzwi i bezszelestnie niczym duch wślizgnął się do środka. Wnętrze skromnego, acz w gustownie urządzonego mieszkania spowite było w ciemnościach, rozjaśnianych jedynie nikłym światłem ulicznych latarni i to tylko dlatego, że ciężkie zasłony nie były zasunięte. Achile nawet nie próbował zapalać światła. Znał swoje schronienie niczym własną kieszeń, a wampirzy wzrok nawykły do mroku ułatwiał widzenie w tych warunkach. Pewnie stawiał kroki, nawet pamiętając, które części podłogi mają tendencję do skrzypienia. Upewnił się, że w środku nie ma nikogo. Przezornie trzymał się się z daleka od okien, by nie zostać dostrzeżonym przez potencjalnego obserwatora.
Powoli wszedł do gabinetu. Pomieszczenie wydawało się ciężkie od regałów pełnych książek. Zbliżył się do biurka. Laptop stał na swoim miejscu. Schował go szybko do wojskowego plecaka. Zwinął ręką pendrive'y i zerknął na półkę z segregatorami. Wszystkie były na swoim miejscu, także te w których znajdywały się jego zapiski z pobytu w Sarajewie. Kainita wsadził najważniejsze rzeczy do plecaka.
Upewniwszy się, że ma wszystko poszedł jeszcze do garderoby. Mimo, kompletnych ciemności panujących w tym niewielkim pomieszczeniu, nie zdecydował się zapalić światła, aby niepotrzebnie przyzwyczaić wzrok do jasności. Zresztą dokładnie wiedział, gdzie sięgnąć ręką. Zdjął szary i granatowy pokrowiec i delikatnie przełożył przez ramię, tak aby nie było potrzeby powtórnego prasowania zawartości.
Już miał zamiar wyjść, gdy zamarł w pół ruchu. Mógłby przysiąc, że tafla lustra w garderobie zafalowała. Spojrzał w zwierciadło. Albo była to jakaś piekielna sztuczka malkavianów, albo naprawdę ogromne lustro lśniące teraz trupiobladym blaskiem niczym w powieści Lewisa Carola, skrywało tajemniczy świat drugiej stronie. Trudny do uchwycenia, ogromny, tylko na poły ludzki kształt hipnotycznie szybko zbliżał się do powierzchni zwierciadła
- Dobro ve?e gospodine Moreau...*- odezwało się po serbsku lustro głosem bardziej przypominającym zwierzęcy niźli ludzki.
* Dobry wieczór panie Moreau
Powoli przekręcił klucz w zamku, po czym uchylił drzwi i bezszelestnie niczym duch wślizgnął się do środka. Wnętrze skromnego, acz w gustownie urządzonego mieszkania spowite było w ciemnościach, rozjaśnianych jedynie nikłym światłem ulicznych latarni i to tylko dlatego, że ciężkie zasłony nie były zasunięte. Achile nawet nie próbował zapalać światła. Znał swoje schronienie niczym własną kieszeń, a wampirzy wzrok nawykły do mroku ułatwiał widzenie w tych warunkach. Pewnie stawiał kroki, nawet pamiętając, które części podłogi mają tendencję do skrzypienia. Upewnił się, że w środku nie ma nikogo. Przezornie trzymał się się z daleka od okien, by nie zostać dostrzeżonym przez potencjalnego obserwatora.
Powoli wszedł do gabinetu. Pomieszczenie wydawało się ciężkie od regałów pełnych książek. Zbliżył się do biurka. Laptop stał na swoim miejscu. Schował go szybko do wojskowego plecaka. Zwinął ręką pendrive'y i zerknął na półkę z segregatorami. Wszystkie były na swoim miejscu, także te w których znajdywały się jego zapiski z pobytu w Sarajewie. Kainita wsadził najważniejsze rzeczy do plecaka.
Upewniwszy się, że ma wszystko poszedł jeszcze do garderoby. Mimo, kompletnych ciemności panujących w tym niewielkim pomieszczeniu, nie zdecydował się zapalić światła, aby niepotrzebnie przyzwyczaić wzrok do jasności. Zresztą dokładnie wiedział, gdzie sięgnąć ręką. Zdjął szary i granatowy pokrowiec i delikatnie przełożył przez ramię, tak aby nie było potrzeby powtórnego prasowania zawartości.
Już miał zamiar wyjść, gdy zamarł w pół ruchu. Mógłby przysiąc, że tafla lustra w garderobie zafalowała. Spojrzał w zwierciadło. Albo była to jakaś piekielna sztuczka malkavianów, albo naprawdę ogromne lustro lśniące teraz trupiobladym blaskiem niczym w powieści Lewisa Carola, skrywało tajemniczy świat drugiej stronie. Trudny do uchwycenia, ogromny, tylko na poły ludzki kształt hipnotycznie szybko zbliżał się do powierzchni zwierciadła
- Dobro ve?e gospodine Moreau...*- odezwało się po serbsku lustro głosem bardziej przypominającym zwierzęcy niźli ludzki.
* Dobry wieczór panie Moreau
Ostatnio zmieniony 24 stycznia 2015, 23:09 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Thomas pozostaje w samochodzie razem z Xawierem. Również ibserwuhe okolice a w szczególności lokal Achille i jego okno.
[offtopic]przypomina mi się scena z pulp fiction jak Bruce Willis wrócił po zegarek ojca.[/offtopic]Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Bournemouth; Stafford Rd 19.11.14; przed północą
To nie mogło być przywidzenie. Kształt besti wielkimi susami pędził ku Achile. Kainita otrząsnął się ze zdumienia. Zadział szybko i odruchowo. Desert Eagle wysunął się spod poły kurtki w jednej chwili kierując lufę w stronę lustra. Lewa dłoń Moreau powędrowała szybkim ruchem do kieszeni, w której spoczywał granat. Ścisnął łyżkę. Zawleczka wyciągnięta kciukiem poleciała na dno kieszeni niczym jedyny pierścień w pewnej książce brytyjskiego profesora.
- Ostani na swojoj strani jabberwookie!* - krzyknął do lustra, ale ani lustro ani powiększająca się sylwetka pędzącej na czterech łapach istoty nie raczyły odpowiedzieć. Wcisnął spust, gdy bestia skoczyła na wciąż falującą taflę zwierciadła. Huk potężnego pistoletowego wystrzału przerwały pozorny spokój Kamienicy na Stafford Rd.
Półpłaszczowa kula wygięła taflę lustra i przemknęła na jego drugą stronę. Ułamek sekundy później, nim gorąca łuska ogromnego pocisku zdążyła dotknąć podłogi powierzchnia lustra ku nie dającej się zmierzyć grozie Achile wygięła się ku niemu w ostatni kształt jaki chciał zobaczyć. Nie wiedzieć czemu przypomniało mu się pytanie jakie zadał na przykościelnym cmentarzu Thomasowi.
Potem naciągnięta niczym powierzchnia balonika, tafla pękła przy wtórze pistoletowego staccatto na tysiące kawałków...
***
- Siedzący w opancerzonym aucie kainici drgnęli, gdy spokój nocy przerwał potężny wystrzał.
- Broń degenerata! - wykrzyknął zdenerwowany Marcus. Potem kolejne strzały, coraz szybciej oddawane. Sekundę później krzyczęli już wszyscy, nawet trzymający niemal zawsze pokerową twarz Xavier.
Fragment ściany na pierwszym piętrze eksplodował na zewnątrz. Cegły, tynk, drewno wyleciały na ulicę wyrzucone przez Moreau i wielkie, czarne jak noc monstrum.
***
Moreau poczuł jakby wpadł pod rozpędzoną lokomotywę. Ogromny kilkumetrowy, diabelnie szybki kształt uderzył w niego i razem z kainitą przeleciał przez cały pokój, dewastując wszystko po drodze. Uderzyli w okienną framugę, która momentalnie poddała się masie i pędowi lecącej pary. Achile nawet nie poczuł, że przebija się przez fragment ceglanego muru. Pradziwy ból czuł w trzewiach, w których zagłebiły się ostre niczym brzytwy pazury potwora.
Uderzenie o asfalt ulicy przyjął jak zbawienie. Spadł na plecy. Wypchany plecak zaamortyzował pozornie groźny upadek. Ku Napastnik nie zdołał utrzymać kainity i spadł na ziemie kilka metrów dalej rycząc w nieopisanej furii.
Chciał popatrzeć jak przypadkowo przechodząca tędy gromadka studentów widząc bestię pogrąża się w stadiach strachu, jakie wydawały się tylko przypadkami książkowymi. Zwijali się w pozycje embrionalne, uciekali na oślep wrzeszcząc jakby palili się żywcem lub zamierali w bezruchu. Nie było jednak czasu na kontestację tej chwili. Achile podniósł ręce. Kolba Eagle'a wciąż zamknięta była uścisku prawicy. Wciąż trzymał w lewej ręce pokrowce, ale w dłoni nie miał już obłego kształtu, który wypychał wciąż kieszeń spodni i odliczał nieubłaganie kolejne setne części sekundy...
To nie mogło być przywidzenie. Kształt besti wielkimi susami pędził ku Achile. Kainita otrząsnął się ze zdumienia. Zadział szybko i odruchowo. Desert Eagle wysunął się spod poły kurtki w jednej chwili kierując lufę w stronę lustra. Lewa dłoń Moreau powędrowała szybkim ruchem do kieszeni, w której spoczywał granat. Ścisnął łyżkę. Zawleczka wyciągnięta kciukiem poleciała na dno kieszeni niczym jedyny pierścień w pewnej książce brytyjskiego profesora.
- Ostani na swojoj strani jabberwookie!* - krzyknął do lustra, ale ani lustro ani powiększająca się sylwetka pędzącej na czterech łapach istoty nie raczyły odpowiedzieć. Wcisnął spust, gdy bestia skoczyła na wciąż falującą taflę zwierciadła. Huk potężnego pistoletowego wystrzału przerwały pozorny spokój Kamienicy na Stafford Rd.
Półpłaszczowa kula wygięła taflę lustra i przemknęła na jego drugą stronę. Ułamek sekundy później, nim gorąca łuska ogromnego pocisku zdążyła dotknąć podłogi powierzchnia lustra ku nie dającej się zmierzyć grozie Achile wygięła się ku niemu w ostatni kształt jaki chciał zobaczyć. Nie wiedzieć czemu przypomniało mu się pytanie jakie zadał na przykościelnym cmentarzu Thomasowi.
Potem naciągnięta niczym powierzchnia balonika, tafla pękła przy wtórze pistoletowego staccatto na tysiące kawałków...
***
- Siedzący w opancerzonym aucie kainici drgnęli, gdy spokój nocy przerwał potężny wystrzał.
- Broń degenerata! - wykrzyknął zdenerwowany Marcus. Potem kolejne strzały, coraz szybciej oddawane. Sekundę później krzyczęli już wszyscy, nawet trzymający niemal zawsze pokerową twarz Xavier.
Fragment ściany na pierwszym piętrze eksplodował na zewnątrz. Cegły, tynk, drewno wyleciały na ulicę wyrzucone przez Moreau i wielkie, czarne jak noc monstrum.
***
Moreau poczuł jakby wpadł pod rozpędzoną lokomotywę. Ogromny kilkumetrowy, diabelnie szybki kształt uderzył w niego i razem z kainitą przeleciał przez cały pokój, dewastując wszystko po drodze. Uderzyli w okienną framugę, która momentalnie poddała się masie i pędowi lecącej pary. Achile nawet nie poczuł, że przebija się przez fragment ceglanego muru. Pradziwy ból czuł w trzewiach, w których zagłebiły się ostre niczym brzytwy pazury potwora.
Uderzenie o asfalt ulicy przyjął jak zbawienie. Spadł na plecy. Wypchany plecak zaamortyzował pozornie groźny upadek. Ku Napastnik nie zdołał utrzymać kainity i spadł na ziemie kilka metrów dalej rycząc w nieopisanej furii.
Chciał popatrzeć jak przypadkowo przechodząca tędy gromadka studentów widząc bestię pogrąża się w stadiach strachu, jakie wydawały się tylko przypadkami książkowymi. Zwijali się w pozycje embrionalne, uciekali na oślep wrzeszcząc jakby palili się żywcem lub zamierali w bezruchu. Nie było jednak czasu na kontestację tej chwili. Achile podniósł ręce. Kolba Eagle'a wciąż zamknięta była uścisku prawicy. Wciąż trzymał w lewej ręce pokrowce, ale w dłoni nie miał już obłego kształtu, który wypychał wciąż kieszeń spodni i odliczał nieubłaganie kolejne setne części sekundy...
no to czekam na oposy grozy jakie przeżywają właśnie nieumarli świadkowie spotkania trzeciego stopnia ze śmiertelnym nemezis. Chyba każdy już wie co to jest?
Moreau zaliczył 3 prawdziwe rany i dwie zwykłą. Jest już poważnie naruszony. No i ten odbezpieczony granat w kieszeni
Dam nie wiem co gorsze, granat czy czarne monstrum.
* Zostań po swojej stronie jabberwookie!Moreau zaliczył 3 prawdziwe rany i dwie zwykłą. Jest już poważnie naruszony. No i ten odbezpieczony granat w kieszeni
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Gdy tylko Ventrue usłyszał strzały stało się jasne, że coś jest nie tak. Wyjął ciężki Cassul i wysiadł z samochodu. Jednocześnie krzyknął do Thomasa:
- Siadaj za kierownicą!
Zostawiwszy za sobą otwarte drzwi pojazdu był świadkiem sceny, która zmroziła jego krew. Widząc lecącego w dół Achille oraz ryczącą bestię, przez chwilę zawahał się i miał zamiar uciekać. Co to do diabła jest? Pomyślał. Poczuł dziką panikę, jednak myśl o rannym towarzyszu koterii dodała mu odwagi. Wyciągnął przed siebie broń i wycelował w bestię. Zanim pociągnął za spust krzyknął do Achille:
- Uciekaj!
- Siadaj za kierownicą!
Zostawiwszy za sobą otwarte drzwi pojazdu był świadkiem sceny, która zmroziła jego krew. Widząc lecącego w dół Achille oraz ryczącą bestię, przez chwilę zawahał się i miał zamiar uciekać. Co to do diabła jest? Pomyślał. Poczuł dziką panikę, jednak myśl o rannym towarzyszu koterii dodała mu odwagi. Wyciągnął przed siebie broń i wycelował w bestię. Zanim pociągnął za spust krzyknął do Achille:
- Uciekaj!
Strzelam do potwora. Wydaję punkt Siły Woli na automatyczny sukces przy trafieniu.
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 26 stycznia 2015, 09:37 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
Powietrze zdawało się kostnieć i osiadać na wątłym ciele ślepca paraliżując go niczym wieczna zmarzlina. Chwilę wcześniej wyczulił zmysły, by zidentyfikować narastające z siłą tsunami poczucie zagrożenia.
Teraz żałował, że nie jest rownież i głuchy..
Pinki ujadał jak szalony, wskoczywszy na głowę Marcusa rozpaczliwe poszukiwał schronienia w klaustrofobicznej, ograniczonej przestrzeni pojazdu. W uszach Korovieva dudniło ciężkie stacatto rozsądku ustępującego pierwotnym lękom i wywołującej niekontrolowane drżenie, mrocznej grozie wyłaniającej się z zakamarków podświadomości.
Ratuj Pinkiego... -zamiast krzyku wydobył z siebie zduszony, suchy szept, ściągając trzymającą się kurczowo swymi szkaradnymi łapkami miniaturową karykaturę psa. Najszybciej, jak potrafił podał psa do przodu. Czując, że Pinki znajduje sobie nowe bezpieczne lokum na twarzy Tremera skoncentrował się na mocy demencji. Wewnętrzny głos prowadził go. Głos przodków i braci Malkavian. Wszystko splatało się w jednym czasie i miejscu. Tremerzy są potężni, wystarczyło popchnąć go do działania. Czule objął rękoma Uzurpatora, zaciskając je niczym pasy..
Przez ułamek sekundy poczuł ulgę. W umyśle przeleciały tysiące dźwięków. Jedna z melodii uderzyła weń wydobywając się na zewnątrz poprzez spierzchnięte usta. Podjął ją siłą swej ekspresji całkowicie oddając się wykonaniu a cappella:
https://www.youtube.com/watch?v=80B1W6q_N8Q- wykonanie Marcusa.
Teraz żałował, że nie jest rownież i głuchy..
Pinki ujadał jak szalony, wskoczywszy na głowę Marcusa rozpaczliwe poszukiwał schronienia w klaustrofobicznej, ograniczonej przestrzeni pojazdu. W uszach Korovieva dudniło ciężkie stacatto rozsądku ustępującego pierwotnym lękom i wywołującej niekontrolowane drżenie, mrocznej grozie wyłaniającej się z zakamarków podświadomości.
Ratuj Pinkiego... -zamiast krzyku wydobył z siebie zduszony, suchy szept, ściągając trzymającą się kurczowo swymi szkaradnymi łapkami miniaturową karykaturę psa. Najszybciej, jak potrafił podał psa do przodu. Czując, że Pinki znajduje sobie nowe bezpieczne lokum na twarzy Tremera skoncentrował się na mocy demencji. Wewnętrzny głos prowadził go. Głos przodków i braci Malkavian. Wszystko splatało się w jednym czasie i miejscu. Tremerzy są potężni, wystarczyło popchnąć go do działania. Czule objął rękoma Uzurpatora, zaciskając je niczym pasy..
Przez ułamek sekundy poczuł ulgę. W umyśle przeleciały tysiące dźwięków. Jedna z melodii uderzyła weń wydobywając się na zewnątrz poprzez spierzchnięte usta. Podjął ją siłą swej ekspresji całkowicie oddając się wykonaniu a cappella:
https://www.youtube.com/watch?v=80B1W6q_N8Q- wykonanie Marcusa.
Zatem najpierw używam nadwrażliwości, a gdy robi się gorąco "motywuję" Thomasa do efektywniejszego działania za pomocą demencji wzmacniając w nim poczucie strachu.
No i śpiewam, żeby dodać sobie otuchy. Wykonanie nie jest przedniej jakości, ponieważ Marcus drży ze strachu.
No i śpiewam, żeby dodać sobie otuchy. Wykonanie nie jest przedniej jakości, ponieważ Marcus drży ze strachu.
Ostatnio zmieniony 26 stycznia 2015, 13:58 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Bournemouth; Stafford Rd 19.11.14; przed północą
Moreau przeturlał się pod starego Land Rovera, zaprkowanego przy ulicy. Kątem oka widział jak rany ryczącego wściekle Crinos zasklepiają się powoli, a dwie kule po prostu wypadają z zabliźnaijących się otworów wlotowych. Nawet nie miał czasu się bać. Przez myśli przechodził mu tylko w szaleńczym tempie kalejdoskop życia. Ale wsunał lewą dłoń do kieszeni wyrywając z niej ciężki granat. Garou skoczył ku autu. Leżacy pod SUVem kainita widział tylko wielkie tylne łapy stojące tuż przy samochodzie. Ułamek sekundy później dwie pazurzaste łapy złapały za dolną krawędź podwozia i karoserii. Toreador zaraz straci swoją prowizoryczną osłonę. Ale nic takiego się nie stało. Dosłyszał pisk opn i wycie najwyższych obrotów silnika. Równocześnie rozległy się strzały. Krople krwi bryzgnęły na asfalt i Achle wiedział, czyja to jucha maluje fantazyjne wzory na asfalcie. Ryk rozwścieczonego lupina dorównał rykowi potężnego silnika. Czas płynął i Moreau ocenił,że nie może już dłużej czekać. Szybkim ruchem, na tyle na ile pozwalała mu na to ograniczona przestrzeń wyturlał granat, który maejstatycznie przekoziołkował przez ulicę i zniknął w zagłębieniu studzienki kanalizacyjnej...
***
Cwetan wyskoczył z auta w ślad za Xavierem, sięgając po swoją broń. Choć bał się jak diabli, drżącą ręką wycelował w monstrum.
***
Macki strachu oplotły tors Steinbacha. Gdyby mógł spojrzeć, to widziałby kilkumetrową bestię próbującą dobrać się do auta pod którym schował się Achile. Nie czuł nawet odoru Pinkiego szczekającego żałośnie na jego twarzy i zasłaniającego niemal wszystko. Czuł tylko strach wypełniający serce i stający kołkiem w gardle. Wcisnał pedał gazu do oporu i wielki sześciolitrowy silnik zawył. Wrzucił bieg w automatycznej skrzyni i limuzyna wypruła przed siebie niczym wyrzucona z archaicznej balisty.
***
Drzwi których stał Xavier i uderzyły kainitę i zamknęły się. Wytrącony na ułamek sekundy spudłowałpierwszym strzałem. Ventrue zaklął w myślach, ale skupił się na ponownym skoordynowaniu reki, oka i celu. Cassull wystrzelił ponownie, tym razem z lepszym skutkiem. Wilkołak trzymający SUVa zatrzymał się w pół ruchu. Kolejny strzał spowodował, że garou spojrzał na Ventrue obnażając rzędy wilekich kłów. Ryknął. Wzrok pary czerwonychnienawistnych ślepi jakby przejrzały kainitę na wylot. Price'owi zrobiło się nagle bardzo gorąco. Bestia w sercu krzyczała, żeby uciekał. Nie usłuchał. Gdy dymiąca wciąż lufa rewolweru znowu opadła na linię pomiędzy wylotem a garou, wcisnął spust ponownie.
***
Crno Lisc czuł jak kolejne ukłucia z broni pijawki wbijają się w ciało. Ból coraz bardziej dawał się we znaki. Spojrzał na strzelca rycząc na całe miasto. Kolejna pijawka zaczęła szarżować autem w stronę Ahrouna. Cel nie był aż tak ważny. Jeszcze go dopadnie któregoś dnia. Starszyzna dała mu konkretne wytyczne. Jego chwała nie ucierpi, a jeśli ktoś zarzuci mu, że nie dokonał tego co mu przykazano to wypruje mu flaki. Skupiwszy wolę ryknął po serbsku do skrytego pod wozem lekarza:
- VIDIMO SE!*
***
Garou skoczył w zaułek nim limuzyna zrównała się z Land Roverem. Wybuch wstrząsnął ulicą pokrywając wszystko odłamkami i wyrwanymi kawałkami betonu. Podmuch niemal wywrócił przejeżdżającą limuzynę. Jej kierowca nie mógł nawet się domyśleć co się stało. Był pogrążony w obsesji ucieczki i nawt nie próbował zareagować na fakt, że limuzyna skręciła niebezpiecznie z każdym ułamkiem sekundy zbliżając się ku nieuchronnie zbliżającemu się złomowaniu.
Poduszki i kurtyny powietrzne wybuchły z hukiem spowijając wnętrze auta. Pinki przestał wyć, opadając nieruchomo na kolana Steinbacha. Byli w małej kawiarence, a w zasadzie to po tym co niej zostało po stranowaniu pancernym pojazdem. Marcus miał w ustach smak talku. Dosłyszał, że serce kochanej psiny wciąż bije powoli.
Moreau przeturlał się pod starego Land Rovera, zaprkowanego przy ulicy. Kątem oka widział jak rany ryczącego wściekle Crinos zasklepiają się powoli, a dwie kule po prostu wypadają z zabliźnaijących się otworów wlotowych. Nawet nie miał czasu się bać. Przez myśli przechodził mu tylko w szaleńczym tempie kalejdoskop życia. Ale wsunał lewą dłoń do kieszeni wyrywając z niej ciężki granat. Garou skoczył ku autu. Leżacy pod SUVem kainita widział tylko wielkie tylne łapy stojące tuż przy samochodzie. Ułamek sekundy później dwie pazurzaste łapy złapały za dolną krawędź podwozia i karoserii. Toreador zaraz straci swoją prowizoryczną osłonę. Ale nic takiego się nie stało. Dosłyszał pisk opn i wycie najwyższych obrotów silnika. Równocześnie rozległy się strzały. Krople krwi bryzgnęły na asfalt i Achle wiedział, czyja to jucha maluje fantazyjne wzory na asfalcie. Ryk rozwścieczonego lupina dorównał rykowi potężnego silnika. Czas płynął i Moreau ocenił,że nie może już dłużej czekać. Szybkim ruchem, na tyle na ile pozwalała mu na to ograniczona przestrzeń wyturlał granat, który maejstatycznie przekoziołkował przez ulicę i zniknął w zagłębieniu studzienki kanalizacyjnej...
***
Cwetan wyskoczył z auta w ślad za Xavierem, sięgając po swoją broń. Choć bał się jak diabli, drżącą ręką wycelował w monstrum.
***
Macki strachu oplotły tors Steinbacha. Gdyby mógł spojrzeć, to widziałby kilkumetrową bestię próbującą dobrać się do auta pod którym schował się Achile. Nie czuł nawet odoru Pinkiego szczekającego żałośnie na jego twarzy i zasłaniającego niemal wszystko. Czuł tylko strach wypełniający serce i stający kołkiem w gardle. Wcisnał pedał gazu do oporu i wielki sześciolitrowy silnik zawył. Wrzucił bieg w automatycznej skrzyni i limuzyna wypruła przed siebie niczym wyrzucona z archaicznej balisty.
***
Drzwi których stał Xavier i uderzyły kainitę i zamknęły się. Wytrącony na ułamek sekundy spudłowałpierwszym strzałem. Ventrue zaklął w myślach, ale skupił się na ponownym skoordynowaniu reki, oka i celu. Cassull wystrzelił ponownie, tym razem z lepszym skutkiem. Wilkołak trzymający SUVa zatrzymał się w pół ruchu. Kolejny strzał spowodował, że garou spojrzał na Ventrue obnażając rzędy wilekich kłów. Ryknął. Wzrok pary czerwonychnienawistnych ślepi jakby przejrzały kainitę na wylot. Price'owi zrobiło się nagle bardzo gorąco. Bestia w sercu krzyczała, żeby uciekał. Nie usłuchał. Gdy dymiąca wciąż lufa rewolweru znowu opadła na linię pomiędzy wylotem a garou, wcisnął spust ponownie.
***
Crno Lisc czuł jak kolejne ukłucia z broni pijawki wbijają się w ciało. Ból coraz bardziej dawał się we znaki. Spojrzał na strzelca rycząc na całe miasto. Kolejna pijawka zaczęła szarżować autem w stronę Ahrouna. Cel nie był aż tak ważny. Jeszcze go dopadnie któregoś dnia. Starszyzna dała mu konkretne wytyczne. Jego chwała nie ucierpi, a jeśli ktoś zarzuci mu, że nie dokonał tego co mu przykazano to wypruje mu flaki. Skupiwszy wolę ryknął po serbsku do skrytego pod wozem lekarza:
- VIDIMO SE!*
***
Garou skoczył w zaułek nim limuzyna zrównała się z Land Roverem. Wybuch wstrząsnął ulicą pokrywając wszystko odłamkami i wyrwanymi kawałkami betonu. Podmuch niemal wywrócił przejeżdżającą limuzynę. Jej kierowca nie mógł nawet się domyśleć co się stało. Był pogrążony w obsesji ucieczki i nawt nie próbował zareagować na fakt, że limuzyna skręciła niebezpiecznie z każdym ułamkiem sekundy zbliżając się ku nieuchronnie zbliżającemu się złomowaniu.
Poduszki i kurtyny powietrzne wybuchły z hukiem spowijając wnętrze auta. Pinki przestał wyć, opadając nieruchomo na kolana Steinbacha. Byli w małej kawiarence, a w zasadzie to po tym co niej zostało po stranowaniu pancernym pojazdem. Marcus miał w ustach smak talku. Dosłyszał, że serce kochanej psiny wciąż bije powoli.
Limuzyna nadaje się tylko do kasacji po przyjęciu fali uderzeniowej granatu i spotkaniu z kawiarnią. Pasażerowie auta dostali po jednej ranie. Piesek będzie wymagał intensywniejszej pomocy medycznej, po tym jak został wciśnięty pomiędzy twarz Thomasa a airbaga. Achile leży pod Land Roverem i leczy rany. Cwetan i Xavier stoją z rewolwerami w dłoniach. Wilkolak zniknął obiecując Moreau, że jeszcze się spotkają. Na chodnikach leży kilka osób, rannych, a niektórzy tylko w totalnej komie.
Chciałem dodać, że posterunek policji jest zaledwie kilkaset metrów stą, więć bardzo szybko możecie spodziewać się wizyty brygady antyterrorystycznej. Na wasze szczeście nie ma tu CCTV, choć limuzyna Xaviera zapewne zrodzi kilka pytań do właściciela.
* Jeszcze się spotkamyChciałem dodać, że posterunek policji jest zaledwie kilkaset metrów stą, więć bardzo szybko możecie spodziewać się wizyty brygady antyterrorystycznej. Na wasze szczeście nie ma tu CCTV, choć limuzyna Xaviera zapewne zrodzi kilka pytań do właściciela.
Czak na razie nie może grać. Będę go proksował przez jakiś czas przez krótki czas, a potem jakoś odłącze od koterii do powrotu Czaka, chyba że będzie chętny na tymczasowe przejęcie postaci.
Rozpoznawał to miejsce.
Szalony ślepiec przywlókł go tu kiedyś pozostawiając ciężko pobitego samemu sobie. Wiele lat temu, gdy spotykali się o wiele rzadziej, rzec można chaotycznie i bez wcześniejszego umówienia.
Sands stał oparty o powyginany bok samochodu, wokół panowała istna wojna. Któż mógł rozpętać to piekło? To już nieistotne.
Idealna okazja. -pomyślał doktor.
Z wysiłkiem otworzył skrzypiące drzwi kierowcy usiłując wyciągnąć oszołomionego Steinbacha. Trzeba też zabrać to szkaradztwo. -pomyślał o Pinkim.
Rozejrzał się jeszcze za pozostałymi członkami koterii. Doskonały moment, by zniknąć nadarzył się właśnie teraz. Cokolwiek tu zaszło, wystarczyłoby, aby ktoś z ekipy Price'a zgłosił kradzież pojazdu.
Szalony ślepiec przywlókł go tu kiedyś pozostawiając ciężko pobitego samemu sobie. Wiele lat temu, gdy spotykali się o wiele rzadziej, rzec można chaotycznie i bez wcześniejszego umówienia.
Sands stał oparty o powyginany bok samochodu, wokół panowała istna wojna. Któż mógł rozpętać to piekło? To już nieistotne.
Idealna okazja. -pomyślał doktor.
Z wysiłkiem otworzył skrzypiące drzwi kierowcy usiłując wyciągnąć oszołomionego Steinbacha. Trzeba też zabrać to szkaradztwo. -pomyślał o Pinkim.
Rozejrzał się jeszcze za pozostałymi członkami koterii. Doskonały moment, by zniknąć nadarzył się właśnie teraz. Cokolwiek tu zaszło, wystarczyłoby, aby ktoś z ekipy Price'a zgłosił kradzież pojazdu.
Urywamy się z pola widzenia? Zachariasz online.
Ostatnio zmieniony 27 stycznia 2015, 02:34 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Xavierowi skończył się magazynek, gdy Wilkołak zniknął z jego pola widzenia. Z niedowierzaniem patrzył na to, jak jego samochód zostaje poważnie uszkodzony przez wybuch granatu i odłamki betonu. Co odbiło Thomasowi? - zadał pytanie w myślach. Po chwili pędzony samochód wjechał do kawiarenki niszcząc wszystko na swojej drodze.
- Cwetan sprawdź, co z tymi w samochodzie! Mamy bardzo mało czasu, zorganizuj jakiś inny samochód, albo uciekajcie stąd. Biegiem!- Xavier krzyknął do Brujaha i zerwał się w kierunku Achille, wymieniając w biegu magazynek z nabojami.
Gdy dobiegł do Land Rover'a, pomógł doktorowi wyjść spod samochodu. Spojrzał na cięcia i krew Toreadora:
- Dasz radę? Zakładaj moją marynarkę, bo ludzie się wystraszą jak zobaczą twoją ranę. - powiedział zdejmując ubranie. Zbierz ich w jednym miejscu, pod pretekstem medycznego zbadania. Ja wytrę pamięć tym, którzy coś pamiętają i najbardziej wiarygodnym zmienię wspominania, by opowiedzieli, że był to atak terrorystyczny. Kilku talibów w kominiarkach z granatami i ciężka bronią. Uciekli w nieznanym kierunku.
Xavier rozejrzał się po otoczeniu, licząc wszystkich ludzi i nasłuchując syren policyjnych. Spojrzał na Cwetana, upewniając się, że zajął się resztą koterii.
- Nie martw się o dowody, mój człowiek wszystko załatwi. Mój samochód został skradziony. Będzie dobrze. - powiedział do doktora, zdając sobie sprawę, że będzie to trudne zadanie. Dasz radę ogarnąć tych ludzi? Lepiej zatuszujmy to jakoś, wiesz Maskarada...
- Chcieliśmy umrzeć, to mamy okazję sprawić by miasto się o tym dowiedziało. Ślepy wszystko opowie, tylko musi być cały. - powiedział do Achille wskazując palcem na zniszczoną limuzynę.
- Cwetan sprawdź, co z tymi w samochodzie! Mamy bardzo mało czasu, zorganizuj jakiś inny samochód, albo uciekajcie stąd. Biegiem!- Xavier krzyknął do Brujaha i zerwał się w kierunku Achille, wymieniając w biegu magazynek z nabojami.
Gdy dobiegł do Land Rover'a, pomógł doktorowi wyjść spod samochodu. Spojrzał na cięcia i krew Toreadora:
- Dasz radę? Zakładaj moją marynarkę, bo ludzie się wystraszą jak zobaczą twoją ranę. - powiedział zdejmując ubranie. Zbierz ich w jednym miejscu, pod pretekstem medycznego zbadania. Ja wytrę pamięć tym, którzy coś pamiętają i najbardziej wiarygodnym zmienię wspominania, by opowiedzieli, że był to atak terrorystyczny. Kilku talibów w kominiarkach z granatami i ciężka bronią. Uciekli w nieznanym kierunku.
Xavier rozejrzał się po otoczeniu, licząc wszystkich ludzi i nasłuchując syren policyjnych. Spojrzał na Cwetana, upewniając się, że zajął się resztą koterii.
- Nie martw się o dowody, mój człowiek wszystko załatwi. Mój samochód został skradziony. Będzie dobrze. - powiedział do doktora, zdając sobie sprawę, że będzie to trudne zadanie. Dasz radę ogarnąć tych ludzi? Lepiej zatuszujmy to jakoś, wiesz Maskarada...
- Chcieliśmy umrzeć, to mamy okazję sprawić by miasto się o tym dowiedziało. Ślepy wszystko opowie, tylko musi być cały. - powiedział do Achille wskazując palcem na zniszczoną limuzynę.
To dobry moment, by stać się niewidzialnym w mieście. Śpimy od teraz w moim prywatnym schronieniu.
Ostatnio zmieniony 26 stycznia 2015, 18:34 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
- Są fascynujące. ..absolutnie fascynujące - wyspał Thomas wpadając przez otwierajace się drzwi samochodu na jezdnię - ani Hexagemon Etriusa ani prawdziwy bestiaruusz z Aberdeen nie oddają w pełni TEGO, khe.. khe dziękuję doktorze - tremere podciągnąl się na ramieniu dr Sandersa.
-To jest idealna pora by zniknąć doktorze - uśmiech pojaeil się na twarzy Thomasa nie sparzatajcie za bardzo delirium zrobi większe wrazenie.. kto idzie? Kto umiera dziś ze mną?
-To jest idealna pora by zniknąć doktorze - uśmiech pojaeil się na twarzy Thomasa nie sparzatajcie za bardzo delirium zrobi większe wrazenie.. kto idzie? Kto umiera dziś ze mną?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Oggy
- Reactions:
- Posty: 766
- Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
- Has thanked: 24 times
- Been thanked: 10 times
-Widzieliście to? Widzieliscie? Nieprawdopodobne! - Śmiejąc się Achille oparł się plecami o bok rozszarpanego samochodu. Dłoń, która przetarl twarz zdusiła śmiech zamieniając go w krótki, urwany szloch. Moreau zaslonil usta bezradnym gestem a jego oczy, widoczne ponad wypielegnowanymi dłońmi zaszkliły się. Chwilę potem ukrył je za przedramieniem ocierajac czoło. Pozwolił sobie na głęboki, ludzki wdech. Uspokajal się. Kiedy jego ręką dokończyła ruch przeczesujac włosy, tak typowym dla niego gestem juz w pełni się kontrolował.
Trzymając nisko broń wysunął magazynek i przesuwając zamek wyjął pocisk z komory. Potem razem z szelkami wrzucił na tylne siedzenie rozbitego SUV pod którym się ukrył. Nie chciał mieć w ręku pistoletu gdy zjawi się policja.To nic ze potem go znajdą. Za dwie godziny, gdy zacznie działać kontakt Xaviera w policji ta broń będzie juz czysta.
Upewnil się ze jego dłonie nie są polamione krwią, po czym oparł je na ramionach Princea, złapał go mocnym, męskim uchwytem za kark i patrząc mu prosto w oczy oparł czoło o jego głowę.
-Xavierze... - po jego ustach błąkal się uśmiech. - Xavierze, jeżeli jeszcze raz zrobisz coś tak głupiego... - pokręcił głową. - To nie wyjdziesz z tego żywy. Dziękuję.
Odepchnal się i zaczął szybko zmieniać marynarkę. Uśmiechnął się dyskretnie do Cwetana i puścił do niego oko, wypowiadając bezgłośnie "dziekuje". Ruszył ku rannym, po drodze podnosząc swój poszarpany plecak i rzucając go Bułgarowi.
Tkwiąca głęboko na dnie kieszeni zawleczka poleciała w głąb studzienki.
Trzymając nisko broń wysunął magazynek i przesuwając zamek wyjął pocisk z komory. Potem razem z szelkami wrzucił na tylne siedzenie rozbitego SUV pod którym się ukrył. Nie chciał mieć w ręku pistoletu gdy zjawi się policja.To nic ze potem go znajdą. Za dwie godziny, gdy zacznie działać kontakt Xaviera w policji ta broń będzie juz czysta.
Upewnil się ze jego dłonie nie są polamione krwią, po czym oparł je na ramionach Princea, złapał go mocnym, męskim uchwytem za kark i patrząc mu prosto w oczy oparł czoło o jego głowę.
-Xavierze... - po jego ustach błąkal się uśmiech. - Xavierze, jeżeli jeszcze raz zrobisz coś tak głupiego... - pokręcił głową. - To nie wyjdziesz z tego żywy. Dziękuję.
Odepchnal się i zaczął szybko zmieniać marynarkę. Uśmiechnął się dyskretnie do Cwetana i puścił do niego oko, wypowiadając bezgłośnie "dziekuje". Ruszył ku rannym, po drodze podnosząc swój poszarpany plecak i rzucając go Bułgarowi.
Tkwiąca głęboko na dnie kieszeni zawleczka poleciała w głąb studzienki.
Ostatnio zmieniony 26 stycznia 2015, 20:35 przez Oggy, łącznie zmieniany 1 raz.
astrolog/alchemik 10/10 POZ
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
- Proponuję się pospieszyć. Moim zdaniem dzisiaj oprócz mnie i biednego Achille zginął takze Cwetan. - Thomas patrzyl to na Xawiera to na dr Sandersa. - Wyczyscie temat i spotkamy się w później. Czas goni, zaraz tu będzie policja. Proszę, decydujcie się prędko. Jeśli mamy się urwać to teraz...
Steinbach zaczął szybko rozglądać się po okolicy szukając jakiegoś środka transportu.
Steinbach zaczął szybko rozglądać się po okolicy szukając jakiegoś środka transportu.
Jeśli panowie się zgadzają to chyba potrzebna spojna historia. Moim zdaniem udawanie martwych dałoby nam przewagę. Co prawda myślałem że trzeba będzie dominować brujahy jak rozmawialiśmy w bat jaskini ale jest chyba nawet lepiej....
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Price odpowiedział Achille podając mu swoją marynarkę:
- Nigdy nie zostawiaj swoich za plecami doktorze. - Xavier szczerze uśmiechnął się. - Porozmawiamy o wszystkim u mnie.
Ventrue podszedł do plam krwi, które zostawił Lupin i przykucnął by się im lepiej przyjrzeć.
- Thomas, możesz coś ciekawego powiedzieć o tej krwi? - zadał pytanie Tremerowi. Może Marcus powinien przeczołgać się w niej i odpowiednio ubrudzić, by być bardziej wiarygodnym u Francisa? - Ventrue spojrzał z uśmiechem na Malkaviana.
- Nigdy nie zostawiaj swoich za plecami doktorze. - Xavier szczerze uśmiechnął się. - Porozmawiamy o wszystkim u mnie.
Ventrue podszedł do plam krwi, które zostawił Lupin i przykucnął by się im lepiej przyjrzeć.
- Thomas, możesz coś ciekawego powiedzieć o tej krwi? - zadał pytanie Tremerowi. Może Marcus powinien przeczołgać się w niej i odpowiednio ubrudzić, by być bardziej wiarygodnym u Francisa? - Ventrue spojrzał z uśmiechem na Malkaviana.
1. Ludzie mają pamiętać atak terrorystyczny. Napastnicy uciekli. Używam Dominacji 3, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, jakie problemy będzie mieć mój człowiek w policji jak tego nie zrobię. Spadnie na niego wielka odpowiedzialność i prowadzenie śledztwa w tej sprawie, a gdy ludzie nic nie będą pamiętać, opinia publiczna może stwierdzić, że to niemożliwe, a Gilbert sobie nie radzi na tym stanowisku.
2. Dzwonię do Gilberta i mówię mu, że będzie mieć pracowitą noc. Chcę, by wytarł wszelkie ślady z broni, którą znajdą na miejscu oraz załatwił sprawę z kradzieżą mojego samochodu. Informuję go też, że zostałem zaatakowany przez jakiś kartel handlujący bronią, udający talibów. Generalnie ustawiam z nim wszystko tak, by było wszystko po mojej myśli. Zapłata jak zawsze.
3. Jedziemy do mnie. Pokazuję koterii, gdzie jest wejście z zewnątrz do mojego schronienia (Ukryte wejście w piwnicy budynku, kamienicy oddalonego jakieś 300m od Elizjum. Podziemny korytarz prowadzący bezpośrednio do schronienia.)
4. Marcus udaje się do Księcia najlepiej teraz i opowiada niesamowitą historię. Może też zrobić to później, ale nie wiem czy to dobry pomysł. Xavier da mu kasę na taksówkę itd.
2. Dzwonię do Gilberta i mówię mu, że będzie mieć pracowitą noc. Chcę, by wytarł wszelkie ślady z broni, którą znajdą na miejscu oraz załatwił sprawę z kradzieżą mojego samochodu. Informuję go też, że zostałem zaatakowany przez jakiś kartel handlujący bronią, udający talibów. Generalnie ustawiam z nim wszystko tak, by było wszystko po mojej myśli. Zapłata jak zawsze.
3. Jedziemy do mnie. Pokazuję koterii, gdzie jest wejście z zewnątrz do mojego schronienia (Ukryte wejście w piwnicy budynku, kamienicy oddalonego jakieś 300m od Elizjum. Podziemny korytarz prowadzący bezpośrednio do schronienia.)
4. Marcus udaje się do Księcia najlepiej teraz i opowiada niesamowitą historię. Może też zrobić to później, ale nie wiem czy to dobry pomysł. Xavier da mu kasę na taksówkę itd.
Ostatnio zmieniony 27 stycznia 2015, 14:10 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Gilbert jakoś załatwi sprawę, byle by Was tam nie zastała policja. Laptop Toreadora poszedł w drobne, ale odzyskanie danych z dysku to formalność, pendrive'y i papiery są w porządku. Niestety, garniaki trzeba będzie wyprasować;)
Czyli tylko Marcus/Zack jedzoe do księcia? Ok, czekam na stosowny wpis Koszala.
Co robi reszta? Kołuje wypad do Zurychu?
Czyli tylko Marcus/Zack jedzoe do księcia? Ok, czekam na stosowny wpis Koszala.
Co robi reszta? Kołuje wypad do Zurychu?