Górna Marina, 3 listopada 2021, 12:17
Trzymani w szachu lufami pistoletów maszynowych, zaskoczeni we wnętrzu pływalni ludzie zostali błyskawicznie pozbawieni broni, przewróceni na plecy i skrępowani plastikowymi samozaciskowymi paskami. Cała pacyfikacja zajęła zaledwie kilkanaście sekund, przeprowadzona z ogromną wprawą i szybkością świadczącą o wysokim poziomie wyszkolenia napastników.
Obserwujący intruzów z poziomu podłogi, James rozpoznał z miejsca ich broń, ale pistolety maszynowe marki Mustang Arms nie pozwalały w żaden sposób powiązać obcych z jakąkolwiek organizacją paramilitarną; tym bardziej, że były to wprowadzone stosunkowo niedawno na rynek modele Ars-5C. Jedno było dla Vegi pewne - ludzie w czarnych pancerzach taktycznych nie mieli nic wspólnego z preferującą niemal wyłącznie uzbrojenie Militechu metropolitalną policją.
Jeden z napastników upewnił się długim spojrzeniem, że wszyscy pojmani więźniowie zostali obezwładnieni, po czym przywołał innego napastnika, trzymającego w dłoni urządzenie przypominające krzyżówkę jakiegoś skanera i kamery telewizyjnej. Panująca w pomieszczeniu cisza zakłócana była jedynie pojękiwaniem niektórych jeńców i chrzęstem deptanego butami gruzu. Vega nie wątpił, że intruzi przez cały czas komunikowali się ze sobą za pomocą wbudowanych w hełmy modułów łączności, ale do uszu więźniów nie dobiegał najmniejszy odgłos ich konwersacji.
Człowiek ze skanerem zaczął omiatać obiektywem urządzenia twarze pojmanych ludzi, poświęcając każdemu zaledwie kilka sekund. W reakcji na niesłyszane sugestie inni napastnicy podnosili skontrolowanych nieszczęśników dzieląc ich na dwie oddzielone od siebie kordonem strażników grupy. Pociągnięty w górę za ramiona Vega dołączył do przestraszonego Clarensa i starającego się zachować waleczną minę Eduarda. Zyskując na chwilę możność dokładniejszego przyjrzenia się napastnikom solo spostrzegł, że wszyscy mieli pewien łączący ich szczegół, na tyle mały, że w pierwszej chwili James po prostu go przeoczył.
Na kołnierzach ich kamizelek znajdował się niewielki symbol w tym samym kolorze, co reszta pancerza: miniaturowa podobizna węża, który z miejsca skojarzył się Vedze z kobrą.
- Coście za jedni, gościu?! - krzyknął skanowany urządzeniem przywódca Szczurów - Czego od nas chcecie, faszystowskie świnie?!
Napastnicy nie wydają żadnego dźwięku, nie próbują z Wami rozmawiać. Po kolei sprawdzają każdego więźnia, w kilkusekundowych odstępach. Jesteście dzieleni na dwie grupki, w bardzo zauważalnym schemacie: ekipa z Northside na lewo, miejscowi gangsterzy na prawo.