PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 10 lutego 2015, 15:29

Bournemouth, Yelverton Rd; Spearmint Rhino; 20.11.14; przed pólnocą

Tej nocy cały przybytek ś. p. Xaviera był zamknięty dla śmiertelników. W środku zebrała się duża grupa wampirów z domeny. Nie tylko te najmłodsze, tak jak spodziewał się Price. Było kilku anarchistów, pariasów, a nawet lokalnych ventrue i miejscowe harpii. Jakoś dziś nikomu z establishmentu nie przeszkadzało pojawić się w klubie jaki zwali pogardliwie burdelem. Był sam Anton, siedzący spokojnie z boku i pilnujący ważnej przesyłki, jaka dotarła do Rhino za dnia. Ciężarówki pełnej sprzętu służącego do zadawania bolesnej śmierci bliźnim. Drewniane i plastikowe pudłą leżały teraz złożone w kącie w imponującą piramidę sięgającą niemal sufitu.

Przygnębiony Clark wyszedł na środek. Widać było, że brzemię śmierci swojego pana odbiło się na ghoulu. Pamiętał jednak dokładnie, co miał powiedzieć. Wampiry w końcu uciszyły się i skierowały uwagę na Owena. Mężczyzna odezwał się w końcu:

- Dziękuję w imieniu mojego tragicznie zmarłego pana za tak liczne przybycie. Widzę Billa z klanu Brujah, któremu pomógł, podobnie jak Sophie i Marcusa z klanu Malkavian, Są tu także Chris krwi Gangrel, pan O'Neil z Ventrue i inni, którzy poznali chojność i pomocną dłoń pana Price. - Wymienione wampiry kiwnęły głowami, gdy wymieniał je Owen: - Dziękuję jeszcze raz za tak liczne stawienie się na odezwę świętej pamięci Xaviera.

- Naszemu gospodzarzowi bardzo bliskie były kwestie bezpieczeństwa braci i sióstr w domenie, dlatego poprosił o to spotkanie trapiony strasznym zagrożeniem jakie zawisło nad nami. Pan Price zawsze dotrzymywał danego słowa i dlatego chciał przekazać w Wasze ręce narzędzia, żebyscie się mogli bronić przed zagrożeniem. Jak widać, Książę oprócz zamanifestowania tego, że ma bardzo ważne sprawy nie podjął żadnych kroków, aby uchronić obywateli przed sforami sabatu. Zapewne zaszył się ze starszyzną w najglębszych zakamarkach aby przeczekać najgorsze. Ale wola pana Price ma siłę nawet po śmierci. Pan Xavier uważał, że uzbrojenie Was pomoże bardzo w obronie domeny, bo nie ukrywajmy, jej ciężar spocznie na Was, a nie na Księciu.

Nosferatu w końcu podniósł się z krzesłą i podszedł do Clarka, przerwywając mu:

- Dobra Owen, skończ to pierdolenie o Szopenie. Wiadomo po co tu jesteśmy. Dziękujemy panu Price za jego wkład w obronność Bournemouth. Teraz drodzy bracia i siostry idźcie na mały poczęstunek. Czym chata bogata. Oto scheda po świętej pamięci Xavierze. - wskazał na pryzmę broni: - Częstujcie sie do woli. Żeby tylko nie było, wiekszość sprzętu podarował Francis, także bliska mu też jest kwestia obronności.

Nim wampiry ruszyły wybierać odpowiednie dla nich oręża, ktoś z tłumu zapytał:

- Czy Price zostawił testament? - kiwneło mu kilka głów.

- Tak, spadkobiercami Spearmint Rhino zostałem ja i Nina. - odpowiedział zgodnie z prawdą Clark.

- A co z jego domeną? Co się z tym stanie? Co z innymi, którzy zginęli - podniosły się głosy.

- Kurwa cisza, sępy! - ryknął Anton ucinając wszystkie mozliwe spekulacje: - Na razie morda w kubeł. Są ważniejsze sprawy, niż odzieranie waszego dobrodzieja z szat. Książe zajmie się to kwestią gdy minie niebezpieczeństwo. Zrozumiano?
Ostatnio zmieniony 10 lutego 2015, 15:53 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 10 lutego 2015, 15:37

Nie bardzo ogarniam aktualna sytuacje. Jedlismy wczoraj przed switem gdzies poza Bournemouth? Za dnia, po zabraniu amunicji pojechalismy do Szwajcarii? Jestesmy juz w Zurychu?
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 10 lutego 2015, 15:52

jesteście jeszcze w Bournemouth. Dziś w nocy, zaraz po spotkaniu wampirów w SR, Nina zakupi amunicje, przywiezie koleżanki na kolacje, a potem pakujecie sie do Vana i 21.11 będziecie już paradować w nowych ciuszkach w Zurychu.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 10 lutego 2015, 21:20

aha, czyli mamy dzień opóźnienia . Cóż chyba nie pozistaje nic innegi jak czekać na kolejny wpis.
Ostatnio zmieniony 10 lutego 2015, 21:48 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 11 lutego 2015, 11:42

Achille wpatrywał się uporczywie w sufit schronienia Princea, usiłując uchwycić choć najsłabsze dźwięki mogące świadczyć o przebiegu spotkania powyżej. Absurdalny gest, ponieważ dzielące ich metry ziemi i zbrojonego betonu nie miały prawa przepuścić nawet największego hałasu. Spearmint Rhino mogło płonąc do fundamentów w tej właśnie chwili. Mimo to Achille groteskowo wbijal wzrok w strop, jakby liczył ze zobaczy skrawek nieba z tego atomowego bunkra. Piekło na miejscu nieba. Wszystkie kierunki się pomieszały.

Xavier nie jest typem który potrafi czekać cierpliwie. Teraz jednak nie może zrobić nic więcej. Cóż, podjął ryzyko, musi liczyć się z konsekwencjami. Cały pomysł z pozorowaniem śmierci nadal wydawał mu się przedwczesny i chaotyczny. Kogoś z pewnością zdołają oszukać ale jeżeli Anton ma możliwość obserwowania poczynań wilkolakow, a przecież wiedział ze wkroczyły do Bournemouth, to Książę zauważy ze nie zakończyły polowania. Za szybko, za chaotycznie.

Toreador oderwał wzrok od sufitu i z niejasnymi myślami przestawił fotel do Marcusa, uważając aby nie zarysowac podłogi. Ustawial mebel z przesadną precyzją, jakby jego nowe miejsce miało być zwieńczeniem doniosłego dzieła, dając sobie jednocześnie czas na przekonanie siebie, jak blisko powinien usiąść.

- Chcesz porozmawiać? - Jego głos był ciepły i przebrzmiewał w nim ledwo dostrzegalny smutek i poczucie winy. Wystarczylo wyciągnąć lekko rękę, by dłoń Ślepca napotkała wypielęgnowane palce Achille.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 11 lutego 2015, 14:54

Bournemouth, Yelverton Rd; Spearmint Rhino; 20.11.14; przed pólnocą

Nieumarli rozeszli się. Mała armia uzbrojonych po zęby Kainitów chciała utrzymać w posiadaniu twierdzę Bournemouth. Gdzieś w mroku nocy czaiła się sfora, która nie wahała się włamać do domu jednego ze starszych, a nikt nie miał wątpliwości, że to dopiero forpoczta Sabatu.

Na sali został jeszcze Clark, Anton i jego dwóch pomocników, którzy mieli zająć się sprzątnięciem sali. Ogromny Nosferatu podszedł do Owena i położył dłoń na ramieniu concierge'a, w geście jakim nikt nie spodziewałby się po brutalnym szeryfie:

- Wiesz Clark co się teraz stanie z tobą i Niną, gdy twój dawca odszedł w niebyt? - spokojnym głosem, wychrypiał do ghoula: - Byliście już tak długo świtą najpierw Roberta, a teraz Xaviera. Za kilka dni, tygodni, może miesięcy, oszukany czas zacznie was ścigać nieubłaganie, a potem pstryk i koniec. Będziecie potrzebować kogoś, kto pozwoli Wam przetrwać.

- Antonie, ja nie mogę teraz... - Clark spuścił głowę zdruzgotany.

- Wiem przyjacielu, że nie możesz. Krew Price'a jest jeszcze zbyt silna, ale przyjdzie czas, gdy będziesz jej potrzebował. Wtedy pomogę Ci. Pamiętaj o tym.

Pakowanie dobiegło końca. Anton kiwnął dłonią na swoich i znów stał się taki jak zawsze:

- Spierdalamy stąd i to czym prędzej.

***

Nina zjawiła się w Rhino kilkanaście minut po tym jak Elizjum opuścili ostatni kainici. Owen siedział przy pustym bare sącząc kolejną szklankę whiskey. Kobieta podeszłą do niego i bez słowa nalała sobie pełną szklankę, którą wypiła na raz. Ghoule popatrzyły się na siebie w niemej ciszy, która zdawała się przenosić wszystkie nawarstwione emocje świty Xaviera. W końcu Nina, musnęła twarz mężczyzny:

- Będzie dobrze Clark, zobaczysz...

Potem wzięła torbę i poszłą na tyły zostawiając Owena sam na sam z niedokończoną butelką.
Nina włąśnie przywiozła amunicję i kamizelki kuloodporne, które można założyć pod ubranie. W zasadzie wszystko jest gotowe drogi. Walizka z krwią czeka. Panie do towarzystwa zjawią się za chwilę. Jakieś ostatnie deklarację przed podróżą?
Ostatnio zmieniony 11 lutego 2015, 21:07 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 11 lutego 2015, 21:01

Panie mają być w jakimś ustronnym miejscu, czy ja coś źle zrozumiałem?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 11 lutego 2015, 21:10

Wątek techniczny

Zjawią się w ustronnym miejscu, to miałem na myśli. Będą na Was czekać, rzekomo na orgie;)

Nie zamierzam akurat tam zrobić jakiejś zasadzki kupinów ani niczego co mogłoby wyrządzić koterii jakąś krzywdę.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 11 lutego 2015, 22:00

żeby nie przedłużać ja spasuję i nic już nie będę kombinował tej nocy. No bo w końcu co można robić nocą w Bournemouth będąc martwym?* I to podwójnie.

"Rzekoma", rzekome to takie liche, i często niepotrzebne słowo które ma tendencje się wciskać niepotrzebnie. Nie sądzicie? Oh ojcze Terry szkoda że nie możesz schować tego słowa do słoiczka... :P
* parafraza jak najbardziej celowa
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 11 lutego 2015, 22:26

Będę chciał porozmawiać z Malkavianem o Viven i nie pozabijać przy tym koterii. Xavier postara się podejść do tematu bardzo delikatnie i powoli. Mamy całą noc. Jednak jeden głupi tekst, albo niewłaściwe słowo może sprawić, że ktoś znajdzie legowisko w rozpalonym kominku na ogarki po świecach. Jest także czas na wypytanie Cwetana, co zrobił w kwestii śledztwa jakie miał dla mnie zrobić. Dodatkowo Ventrue będzie działał tak, by podnieść koterię na duchu itd.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 11 lutego 2015, 22:55

Nie dość że zorganizował orgie to jeszcze chce nas podnosić na duchu. Jeżeli koszal nie podejmuje tematu (a chyba go teraz nie bedzie) to pasuje.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 11 lutego 2015, 23:46

Wątek techniczny

Rozmowe z Marcusem sugeruje przełożyć na inną okazję, bo Koszala nie będzie przez około tydzień, a nie chce proksować go w tak istotnej kwestii.

Jutro napisze posta o Cwetanie i mam nadzieję, że przeniose akcję do Zurychu.

I specjalna uwaga dla Lightstorma i Suriela! Przyznam PD za dotychczasową część sesji, żebyście się mogli godnie prezentować w Szwajcarii!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 12 lutego 2015, 14:36

Rufus Stone Services; Droga A31; 21;11/14; około 02:00 w nocy

Niebieski Vauxhall Vectra odjechał z małego parkingu przy motelu sieci Travellodge. Cztery prostytutki i ich opiekun bez karku siedzący w środku, oddalali się w poczuciu, że trafili niezłych frajerów. Szybki seks grupowy z paroma palantami w delegacji, a kasa jaka wpadła im w ręcę była naprawdę ekstra. O ile pieniądze był realne i dwudziestofuntowe banknoty miło obciążały podrabiane torebki koktajlowe Louis Vuitton dziewczyn, to wspomnienia dość znacznie mijały się z prawdą...

Xavier wytarł usta z odrobinki krwi i wyrzucił chusteczkę higieniczną do toalety. Potem wyszedł na zewnątrz. Portier też miał nie zapamiętać wizyty kilku mężczyzn i siedział zapatrzony w mały telewizorek, gdzie akurat leciała powtórka Jeremy Kyle Show. Price już miał wsiąść do auta, gdy skinął na niego wciąż stojący na zewnątrz Cwetan. Kończył papierosa i bawił się w dłoni kilkoma sztonami kasynowymi.

- Zbieraj się, szkoda tracić więcej czasu na tym wydupiu.

- Xavier zaczekaj, musimy pogadać.

- Teraz?

- To nie zajmie dużo czasu. - Panajotow ściszył głos: - Słuchaj, nie jadę z Wami. Ta sprawa z dziwkami w Twoim hotelu nie daje mi spokoju. Mam trop w Portsmouth i chcę go sprawdzić. W Zurychu będę Wam tylko zawadzał, a tu w Anglii na coś się przydam. W Bournemouth mnie nie będzie, więc nikt się nie zoorientuje, że zmartwychwstałem. Zresztą umiem zacierać za sobą ślady, wierz mi.

Price wyciągnął piersiówkę i pociągnął porządny łyk:

- No chyba nie chcesz zostać tu w New Forest. Tu się roi od lupinów.

- Mógłbym obie pożyczyć czyjeś auto i być w trzy kwadranse na miejscu. - Cwetan spojrzał wymownie na kilka zaparkowanych na motelowym parkingu samochodów: - Ale lepiej będzie jak Nina wyrzuci mnie na Rowhams Services koło Southampton. Stamtąd bezproblemowo dostanę się do Portsmouth.

Xavier zaczął odliczać pieniądze z grubego zwitka funtów, ale Cwetan pokiwał głową przecząco:

- Jeszcze mi trochę zostało. Wystarczy żeby pokręcić się po Hampshire z klasą. Nie przejmuj się. Zadzwoń do mnie jak wrócicie.

Brujah wsiadł do szoferki, a Xavier na tył auta. Nina zamknęła drzwi i zaplombowała je plombą celną, jaka powinna była zagwarantować im, że auto nie będzie otwierane nigdzie po drodze. Chwilę później Volkswagen Transporter ruszył w daleką drogę do Szwajcarii.
Zatem ruszacie do Zurychu. Napiszcie mi tylko co bierzecie ze sobą. Cwetan zostaje w Anglii i rusza do Portsmouth pchnąć śledztwo do przodu. Nie będę proksował Cwetana w Szwajcarii. Jesli Czak wróci, to dołączy do sesji po Waszym powrocie do Anglii, a jak nie, to przecież na świecie czycha tyle niebezpieczeństw...
Nadeszłą ta wiekopomna chwila, kiedy czas rozdać kilka PD moim graczom. Założenie było początkowe takie, że wszystko miał zgarnąć Marcus, jako że jestem graczem w kilku jego sesjach i w ramach umowy barterowej ja miałem przejąć PD innych u Koszala;) Ok, żarty na bok.

Jak już wspominałem w PBF daje naprawdę dużo PD, bo wkład graczy jest dużo większy, a sama sesja zabiera wiele więcej czasu. Dodaję, że trafiła mi się grupa naprawdę ekstraordynaryjnych graczy i super postaci, stąd też taka, a nie inna ilość punktów doświadczenia. Oceniam, że na żywca, rozegralibyśmy to wszystko w kilka godzin, a na forum gramy już od ponad dwa miesiące. No a ilość PD jaką przyznałbym bym za taką sesję live byłaby zapewne trzykrotnie mniejsza. Proszę podnieść postaci (i oczywiście dać mi znać co rozwijacie), lub zachować PD, jeśli chcecie zrobić jakieś specjalne rozwinięcie.

Przyznaję graczom za dotychczasową sesję następującą ilość PD:

Lightstorm 6 + 1 jako nagroda specjalna za zdobycie statusu najfajniejszej postaci PBF
Oggy 6 + 1 jako nagroda specjalna za zdobycie statusu najfajniejszej postaci PBF
Koszal 6
Thomas 6
Cwetan 2


Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 12 lutego 2015, 15:15

Zurych; GenferStrasse; Alden Luxury Suite Hotel; 21;11/14; wieczór

Kilku mężczyzn wysiadło dyskretnie z vana na piętrowym parkingu w centrum Dystryktu Pierwszego. Skierowali swe kroki, ku upatrzonemu wcześniej hotelowi. Śnieg skrzypiał pod stopami, a mijani ludzie wypusczali z ust kłeby pary. Priceowi takie zachowania przychodziły nadnaturalnie łatwo, ale Thomas, Achile i ślizgający się co chwila Marcus, musieli się nieco skupić. Aby nie wyglądać dziwnie, przejechali kilkaset metrów taksówką i niewielkim bagażem weszli do hotelowgo lobby. zarezerwowane pokoje czekały na nich gotowe. Wszyscy udali się na górę. Hotelowy boy zajął się bagażami.

Thomas zdjął kurtkę i dotknął wciąż krwawiącej rany, która pomimo jego najrozmaitszych zabiegów nie chciała w żaden sposób zabliźnić się do końca. Stanął w lustrze i przyjrzał się karminowej plamie na koszuli. Klątwa zaczynała go ścigać i nie wiedział ile czasu mu jeszcze pozostało. Moreau został tylko ranny przez wilkołaka, szczęściarz. Rany po pazurach lupinów przynajmniej dały się zagoić, a rany zadane przez Matkę już nie.

Chłopak zmienił opatrunek i ubrał czyste ubranie.

Wkrótce miali się spotkać z Blakwoodem.
Jakieś specjalne środki ostrożności? Zabieracie cały arsenał srebrnych kul i wpierw kluczycie po mieście przez kilka godzin, żeby wybadać czy jeteście śledzeni?

Nie sądzę, żebym coś jeszcze dziś napisał w BaM. Zaraz pewno obudzi się mój synek i idziemy na spacer. A czwartkowe wieczory mam zarezerwwane na granie w piłkę. Dziś przynajmniej nie jest zimno, więc zapowiada się przyjemny mecz:D

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 12 lutego 2015, 23:40

Thomas właśnie zmierzał do łazienki by się przebrać kiedy je zobaczył. Może dlatego, że w nie włączył światła, ich blask tak silnie wdzierał się do środka pokoju i za razem do środka Steinbacha, burząc wszelkie resztki spokoju w Tremerze. W bladym świetle księżyca majaczyły w oddali, tyleż samo piękne co przerażające Alpy. Przez chwilę wydawało mu się nawet, że dostrzega śnieg targany bystrym wiatrem na ich oschłych szczytach. Patrzył na nie z rosnącym niepokojem a one, zdawało się, spoglądają w niego. Alpy majestatyczne i posępne, zajmowały większość Szwajcarii i ciągnęły się dalej przez pół Europy poprzez Bawarię, na której samo wspomnienie zadrżał, hen dalej aż po Wiedeń dawną krainę Diabłów.

Zbyt dużo złych wspomnień Thomas.

Czasami widywał te góry w swoich snach, wówczas boleśnie przypominały się mu chwile spędzone w niemieckich Alpach podczas Próby z Trzydziestoma, jak ją nazywał. Nie były to dobre sny. Nie, zdecydowanie nie były. A teraz, czuł jak ich bezpośrednia bliskość napinała w nim każdy mięsień w ciele i przesuwała czujność na cienką granicę z paranoją.
Alpy, śnieżnobiała mekka narciarzy. Alpy w posępny dzień targane dzikimi wichrami. Alpy, matnia Tremere...

Zasunął szybko zasłony i ruszył do łazienki czuł, że rana dawał się we znaki. Nie mógł jednak przestać o nich myśleć.

Za dnia górskie kurorty, luksus i rozrywka dla tych których było na niego stać. Nocą, wracały do tego czym były naprawdę, zdradzieckie i głuche na ludzki dramat. Właściciele hoteli po zmroku cicho liczyli gości, czy aby nikogo nie zabrakło, pytając czy ktoś nie pozostał na górskim szlaku. Mało kto mówił że po zmroku skręcenie karku na śliskiej ścieżce nie było jednak najgorszym losem jaki mógł tutaj spotkać wędrowca. Albowiem nocą wychodziły najgorsze koszmary, wychodziły na żer. W tym także my Tremere. Nie byliśmy tu jednak pierwsi. Zajęliśmy jedynie to co udało nam się zabrać Diabłom i to co łaskawie zostało nam dane. Nasz klan ma niecały tysiąc lat, czymże to jest przy nich. Te góry były tu przez eony. Tysiące lat temu wypiętrzyły się dzikie i niedostępne, stając się naturalnym schronieniem dla tych którzy samotności szukali. Dla tych którzy się wycofali z wielkiej gry, lub dla tych którzy nie mogli dłużej żyć w miastach ponieważ byli zbyt paranoidalnie przewrażliwieni na punkcie utraty swego najcenniejszego skarbu. Daru nieśmiertelności. Tak, oni byli tu na długo przed nami i nadal tutaj są...

Kolejne ubrania wylądowały na podłodze ukazując osobliwie obrzękłą ranę.
Fascynujące...
Na chwilę zapomniał o swoich poprzednich myślach, jego umysł zupełnie pogrążył się w ciekawej analizie. Thomas dotykał lekko rany. Pulsowała ciepłem, a kiedy choć trochę ją przyciskał, to z obrzęku wokół wyraźnego miejsce gdzie weszła w niego kula, wypływała krew. Krew i jakby coś jeszcze rzadszego. Przyjrzał się dokładnie palcom, a raczej temu co na nich pozostało po badaniu i powoli wsunął koniec palca w usta. Potem po krótkiej chwili namysłu wziął do ręki zakrzywiony nóż jaki dostał od Xawiera. Przyglądał się przez chwilę ostrzu i swojej sylwetce w lustrze łazienki, rozważając jakby ponownie jakąś myśl. Chora tremerska natura szybko jednak wzięła górę nad naturalnym dla normalnych osób lękiem przed bólem. Nie potrafił jednak opanować mimiki kiedy naciął koło rany, coś gęstego trysnęło na lustro.
Usatysfakcjonowany odkryciem patrzył jeszcze przez chwilę na swoje odbicie w lustrze.

Trafiłaś bezbłędnie matko, żaden Achillowy Hollow point, żaden nabój dum dum nie zrobiłby takiej rany jak Ty...

Szybko założył opatrunek i czarny golf który maskował ewentualne krwawienie i przechodząc przez pokój rzucił spojrzenie w stronę zasłoniętego okna.

Nie lubię tych gór. Są co prawda tyleż straszne co i fascynujące, ale nie lubię ich bo czuję... że na mnie patrzą, a to nie jest przyjemne spojrzenie.
Spoiler!
Sprawdzam ostrożnie czy tą krew da się spożywać. Kropla lub dwie na próbę, wyostrzam smak po chwili ale dopiero jeśli nie pali. Potem nacinam lekko przy ranie, może po porostu da się to w całości wyciąć tak jak wycina się raka czyli z ze sporym zapasem dobrego. Próbóję się zaleczyć, wokół rany. Czyli to co naciąłem.
Ostatnio zmieniony 12 lutego 2015, 23:47 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

ODPOWIEDZ