Thomas zupełnie stracił zainteresowanie detektywem i pogrążył się w swoich przerażających myślach.
Nie, kogoś takiego jak ten detektyw nie potrzebuję wcale. Nie wytrzymałbym z nim miesiąca, o wieczności nie mówiąc. Był w Zurychu kilka dni i tropił Rundtsteda. Ale jedyne co odkrył to, że parcela ma niski płot. Tak zręcznie się skradał, że chwilę potem oni wytropili jego i wręczyli mu zaproszenie. Byli tak uprzejmi że zanieśli mu do domu. Xawwier uważał go za fachowca pierwszej wody. A ja myślę że mój Śp. Mark przy nim to jednak był orzeł, mimo że sam się kiedyś postrzelił w stopę. Mein Gott, jeśli wszyscy Ventrowie kierujący Camarillą tak postępują to pora zaopatrzyć się w hełm, bo gehenna jest nieunikniona. Nie trzeba wspaniałego daru jasnowidzenia by widzieć to klarownie. A w hełm ponieważ kamizelkę kuloodporną, na wypadek wojny, już mam.
PBF - Bournemouth after Midnight
-
Oggy
- Reactions:
- Posty: 766
- Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
- Has thanked: 24 times
- Been thanked: 10 times
Moreau ociagajac się wsiadł do samochodu. Patrzył w odległe szczyty błyszczącymi oczyma. W środku oparł czoło o lodowato zimna szybę i wpatrywał się w ciemność.
- Xavierze... - w ciszy która przez chwile panowała w wozie jego miękki głos zabrzmiał jak wystrzal. - Xavierze, chwilowo jest to bez znaczenia ale kiedy wrócimy do Bournemouth powinieneś z uwagą przyjrzeć się swoim kanałów komunikacyjnym. Runstead znał Cię jako sojusznika Vallo i szybko odkrył Blackwooda poprzez Ciebie, nie odwrotnie. Wiem ze cenisz swoich pracowników. Musisz być ostrożniejszy.
- Te góry nadal rosną. Za kilka milionów lat napierajaca ku północy Afryka zamknie basen Morza Śródziemnego i zamieni je w słona pustynię. Kilkadziesiąt milionów lat później oba kontynenty połączą się, wypychajac te szczyty wyżej niż Himalaje. Drugie Góry Szaleństwa, wrota na płaskowyż Leng... Że też nasze umysły są zbyt kruche, żeby przetrwać takie odchłanie czasu. Móc to zobaczyć...
- Xavierze... - w ciszy która przez chwile panowała w wozie jego miękki głos zabrzmiał jak wystrzal. - Xavierze, chwilowo jest to bez znaczenia ale kiedy wrócimy do Bournemouth powinieneś z uwagą przyjrzeć się swoim kanałów komunikacyjnym. Runstead znał Cię jako sojusznika Vallo i szybko odkrył Blackwooda poprzez Ciebie, nie odwrotnie. Wiem ze cenisz swoich pracowników. Musisz być ostrożniejszy.
- Te góry nadal rosną. Za kilka milionów lat napierajaca ku północy Afryka zamknie basen Morza Śródziemnego i zamieni je w słona pustynię. Kilkadziesiąt milionów lat później oba kontynenty połączą się, wypychajac te szczyty wyżej niż Himalaje. Drugie Góry Szaleństwa, wrota na płaskowyż Leng... Że też nasze umysły są zbyt kruche, żeby przetrwać takie odchłanie czasu. Móc to zobaczyć...
astrolog/alchemik 10/10 POZ
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Na wschód od miasteczka Saland; Teren Rundstedta; 21;11/14; około 23:00
Opel powoli jechał odśnieżoną wąską drogą, prowadzony przez nawykłego do ciężkich warunków drogowych Steinbacha. Byli już na terenie posiadłości Rundstedta. śniegu było tu duzo więcej niż, gdziekolwiek indziej, ale droga była przejezdna i musiałą być regularnie odśnieżana. Wjechali przez nikogo niepokojeni i narazie długie światła Opla odbijały się tylko na posępnych, ciężkich od śniegu świerkach.
Marcus siedział wsłuchany w zmieniający się cały czas warkot silnika, ale myślami był gdzieś indziej... Myśli, kręciły się mu po głowie i podpowiadały mu różne rzeczy
***
- Alfawolf... Alfawolf das is Eule Zwei. Niezidentyfikowany pojazd naruszył Schwarzzone. Proszę o zgodę na uruchomienie procedur bezpieczeństwa.
-Eule Zwei... Eule Zwei, das is Alfawolf. Nie masz zgody na kontakt. Powtarzam nie masz zgody. Potwierdź, że zrozumiałeś.
- Przyjąłem, potwierdzam. Nie mam zgody na kontakt. Bez odbioru.
***
Widzą nas... ktoś nas obserwuje... czujesz to Marcusie?
Koroview wzdrygnął się niespokojnie, choć może to była tylko jakaś nierówność na drodze. Skóra na karku cały czas okrywała się gęsią skórką, a w potylicy czuł dziwny uścisk obcego spojrzenia.
- Czuję to... - odezwał się Malkavianin, skupiając nagle uwagę wszystkich w aucie: - Widzą nas. Czujecie to?
Wszyscy odruchowo spojrzeli w ciemność wokół auta, rozwieśtlaną jedynie reflektorami auta. Nic nie mogli dostrzec. Samochód w końcu wyjechał z lasu na ogromną polanę. Pełny księżyc wychynął zza ciężkich chmur i rozświetlił to miejsce. W oddali, około kilometr przed nimi majaczyły światła z bardzo dużego domostwa.
Thomas zatrzymał auto na podjeździe. Okazała, łącząca elegancką nowoczesność z nieśmiertelną klasyką rezydencja musiała mieć na oko Price'a kilkadziesiąt pokoi. Kainici wyszli z auta i stanęli w portyku. Nim którykolwiek z nich zdążył wcisnąć przycisk dzwonka, jedno ze skrzydeł wielkich drzwi otworzyło się i stanął w nich ubrany w czarną koszulkę mężczyzna, ten, którego widzieli na nagraniu z St. Michael's Rd.
- Kurt Rundstedt... - szepnął Steinbach. Znów poczuł jakby gdzieś już widział tego wysokiego, dumnie prezentującego się eks żołnierza. Dziwne uczucie minęło tak szybko jak się pojawiło. Rundstedt spojrzał po wszystkich i jakby lekko uśmiechnął się, po czym krótko oświadczył:
- Witam w Furstenhof. Pan Rundstedt oczekuje Was.
CDN.
Opel powoli jechał odśnieżoną wąską drogą, prowadzony przez nawykłego do ciężkich warunków drogowych Steinbacha. Byli już na terenie posiadłości Rundstedta. śniegu było tu duzo więcej niż, gdziekolwiek indziej, ale droga była przejezdna i musiałą być regularnie odśnieżana. Wjechali przez nikogo niepokojeni i narazie długie światła Opla odbijały się tylko na posępnych, ciężkich od śniegu świerkach.
Marcus siedział wsłuchany w zmieniający się cały czas warkot silnika, ale myślami był gdzieś indziej... Myśli, kręciły się mu po głowie i podpowiadały mu różne rzeczy
***
- Alfawolf... Alfawolf das is Eule Zwei. Niezidentyfikowany pojazd naruszył Schwarzzone. Proszę o zgodę na uruchomienie procedur bezpieczeństwa.
-Eule Zwei... Eule Zwei, das is Alfawolf. Nie masz zgody na kontakt. Powtarzam nie masz zgody. Potwierdź, że zrozumiałeś.
- Przyjąłem, potwierdzam. Nie mam zgody na kontakt. Bez odbioru.
***
Widzą nas... ktoś nas obserwuje... czujesz to Marcusie?
Koroview wzdrygnął się niespokojnie, choć może to była tylko jakaś nierówność na drodze. Skóra na karku cały czas okrywała się gęsią skórką, a w potylicy czuł dziwny uścisk obcego spojrzenia.
- Czuję to... - odezwał się Malkavianin, skupiając nagle uwagę wszystkich w aucie: - Widzą nas. Czujecie to?
Wszyscy odruchowo spojrzeli w ciemność wokół auta, rozwieśtlaną jedynie reflektorami auta. Nic nie mogli dostrzec. Samochód w końcu wyjechał z lasu na ogromną polanę. Pełny księżyc wychynął zza ciężkich chmur i rozświetlił to miejsce. W oddali, około kilometr przed nimi majaczyły światła z bardzo dużego domostwa.
Thomas zatrzymał auto na podjeździe. Okazała, łącząca elegancką nowoczesność z nieśmiertelną klasyką rezydencja musiała mieć na oko Price'a kilkadziesiąt pokoi. Kainici wyszli z auta i stanęli w portyku. Nim którykolwiek z nich zdążył wcisnąć przycisk dzwonka, jedno ze skrzydeł wielkich drzwi otworzyło się i stanął w nich ubrany w czarną koszulkę mężczyzna, ten, którego widzieli na nagraniu z St. Michael's Rd.
- Kurt Rundstedt... - szepnął Steinbach. Znów poczuł jakby gdzieś już widział tego wysokiego, dumnie prezentującego się eks żołnierza. Dziwne uczucie minęło tak szybko jak się pojawiło. Rundstedt spojrzał po wszystkich i jakby lekko uśmiechnął się, po czym krótko oświadczył:
- Witam w Furstenhof. Pan Rundstedt oczekuje Was.
CDN.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Rezydencja Furstenhof; 21;11/14; około 23:00
Kainici pewnie weszli do środka, choć każdemu z nich, serca zabiłoby mocniej gdyby byli żywi. Nie wiedzieli, czego oczekiwać. Kim był Rundstedt, czy był im wrogiem, przyjacielem, lub tylko miał swój, nikomu nieznany interes w przyzwaniu do siebie koterii z Bournemouth.
Kurt ruszył w stronę schodów, symetrycznie prowadzących na piętro budynku. Choć szedł spokojnie, to w jego oszczędnych ruchach krył się drapieżnik, który wydawało, może w każdej chwili przystąpić do ataku. Mężczyzna odwrócił oznajmując grzecznie acz stanowczo, głosem, który każdemu przywodził w myślach szorstką mowę wojskowego
- Wasze pokoje są przygotowane. Rozgoście się, odpocznijcie. Spotkamy się tutaj za dziesięć minut.
Na szczycie schodów na przybyszy czekał ubrany w liberię służący, żywcem wyjęty ze starego, czarnobiałego filmu. Poprowadził on gości do ich kwater. Ventrue puścił przodem i ruszył pół kroku za Achile, który czujnie rozglądał się i starał się zapamiętać jak najwięcej z rozkładu pomieszczeń. Z resztą każdy z Kaintów, poza ślepym Malkavianinem, dyskretnie łypał oczyma na strony. Każdy był tu pierwszy raz i to było widać dla postronnego obserwatora.
Pokoje gościnne były urządzone przez profesjonalistę. Nienaganną hotelową estetyką i dyskretnym luksusem pozwalały poczuć się komfortowo jak w domu. Nawet niewidomy Marcus intuicyjnie opanował rozkład mebli i szybko usiadł na niezmiernie przyjemnym w dotyku łożu.
Kainici pewnie weszli do środka, choć każdemu z nich, serca zabiłoby mocniej gdyby byli żywi. Nie wiedzieli, czego oczekiwać. Kim był Rundstedt, czy był im wrogiem, przyjacielem, lub tylko miał swój, nikomu nieznany interes w przyzwaniu do siebie koterii z Bournemouth.
Kurt ruszył w stronę schodów, symetrycznie prowadzących na piętro budynku. Choć szedł spokojnie, to w jego oszczędnych ruchach krył się drapieżnik, który wydawało, może w każdej chwili przystąpić do ataku. Mężczyzna odwrócił oznajmując grzecznie acz stanowczo, głosem, który każdemu przywodził w myślach szorstką mowę wojskowego
- Wasze pokoje są przygotowane. Rozgoście się, odpocznijcie. Spotkamy się tutaj za dziesięć minut.
Na szczycie schodów na przybyszy czekał ubrany w liberię służący, żywcem wyjęty ze starego, czarnobiałego filmu. Poprowadził on gości do ich kwater. Ventrue puścił przodem i ruszył pół kroku za Achile, który czujnie rozglądał się i starał się zapamiętać jak najwięcej z rozkładu pomieszczeń. Z resztą każdy z Kaintów, poza ślepym Malkavianinem, dyskretnie łypał oczyma na strony. Każdy był tu pierwszy raz i to było widać dla postronnego obserwatora.
Pokoje gościnne były urządzone przez profesjonalistę. Nienaganną hotelową estetyką i dyskretnym luksusem pozwalały poczuć się komfortowo jak w domu. Nawet niewidomy Marcus intuicyjnie opanował rozkład mebli i szybko usiadł na niezmiernie przyjemnym w dotyku łożu.
Jesteście w swoich pokojach. Każdy oddzielnie. Macie trochę czasu do spotkania z Rundstedem. W pokojach nie ma kamer ani pluskiew, jeśli sprawdzacie i można czuć się naprawdę swobodnie. Pełen luksus. Wszystko proste ale uderzające elegancją. Zdecydowanie widać rękę profesjonalisty, może Toreadora;)?
Okna nie są zakratowane, ale widać, że można opuścić ze środka żaluzje, używając elektronicznego panelu na ścianie lub pilota, całkowicie odcinające światło z zewnątrz. Widać, że pokoje, są dostosowane dla wampirów. Dla waszej wiadomości mechanizm opuszczania/podnoszenia rolet można zablokować mechanicznie, także nie ma obawy, że gospodarz zrobi wam niespodziankę i za dnia wpuści trochę światła dla zabawy;)
Chcecie jakoś wykorzystać te kilka minut? Lightstorma nie ma do niedzieli lub poniedziałku. Pewnie wtedy ruszymy dalej. Ale Suriel, Koszal i Oggy jeśli chcą coś zrobić w wolnym czasie to proszę o posty.
Okna nie są zakratowane, ale widać, że można opuścić ze środka żaluzje, używając elektronicznego panelu na ścianie lub pilota, całkowicie odcinające światło z zewnątrz. Widać, że pokoje, są dostosowane dla wampirów. Dla waszej wiadomości mechanizm opuszczania/podnoszenia rolet można zablokować mechanicznie, także nie ma obawy, że gospodarz zrobi wam niespodziankę i za dnia wpuści trochę światła dla zabawy;)
Chcecie jakoś wykorzystać te kilka minut? Lightstorma nie ma do niedzieli lub poniedziałku. Pewnie wtedy ruszymy dalej. Ale Suriel, Koszal i Oggy jeśli chcą coś zrobić w wolnym czasie to proszę o posty.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Rezydencja Furstenhof; 21;11/14; po 23:00
Gdy członkowie koterii znaleźli się na powrót w hallu, służący oddalił się, zostawiając nieumarłych samych. Nie trwało to długo. Wkrótce drzwi przed nimi otwarły się i stanął w nich sam gospodarz we własnej osobie.
Nieumarły, co w czym od razu utwierdzili sie kainici, był zdumiewająco podobny do Kurta. Mógłby uchodzić za starszego brata. W odróżnieniu do Kurta jego włosy przyprószała lekka siwizna, wciąż jednak nie można było go uznać za kogoś starego ludzką miarą. Nieznajomy był ubrany w dżinsy, idealnie spasowaną różową koszulę i pedantycznie związany fular. Stał dumnie niczym idealnie wyrzeźbiony grecki posąg herosa i przyjaźnie spoglądał na przybyszy. Emanował spokojem i pewnością siebie, która wręcz onieśmielała gości. Gdy wszyscy zeszli już z góry, służący oddalił się, a obcy w końcu przemówił:
- Guten Abent maine Herren. Nazywam się Gerhard von Runds
Gdy członkowie koterii znaleźli się na powrót w hallu, służący oddalił się, zostawiając nieumarłych samych. Nie trwało to długo. Wkrótce drzwi przed nimi otwarły się i stanął w nich sam gospodarz we własnej osobie.
Nieumarły, co w czym od razu utwierdzili sie kainici, był zdumiewająco podobny do Kurta. Mógłby uchodzić za starszego brata. W odróżnieniu do Kurta jego włosy przyprószała lekka siwizna, wciąż jednak nie można było go uznać za kogoś starego ludzką miarą. Nieznajomy był ubrany w dżinsy, idealnie spasowaną różową koszulę i pedantycznie związany fular. Stał dumnie niczym idealnie wyrzeźbiony grecki posąg herosa i przyjaźnie spoglądał na przybyszy. Emanował spokojem i pewnością siebie, która wręcz onieśmielała gości. Gdy wszyscy zeszli już z góry, służący oddalił się, a obcy w końcu przemówił:
- Guten Abent maine Herren. Nazywam się Gerhard von Runds