PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 24 lutego 2015, 17:10

Ventrue uśmiechnął się delikatnie unosząc kąciki ust. Będę miły, ale i tak Ci nic nie powiem...standardowa zagrywka - pomyślał.

- Doceniam waszą gościnność - Price powiedział specjalnie akcentując słowo gościnność. Rozumiem, że niezbyt komfortowo rozmawia się ze mną, ponieważ na wiele tematów nie może Pan po prostu odpowiedzieć. Xavier zrobił małą pauzę spoglądając w oczy rozmówcy.

- Przeprosiny przyjęte, Panie Kurt. Myślę, że w innych okolicznościach nasza rozmowa mogłaby potoczyć się bardziej biznesowym torem. W pełni rozumiem i nie nalegam na dodatkowe wyjaśnienia.

Ventrue wypił kolejny łyk wspaniałego alkoholu.

- Cieszę się, że trafiłem na dżentelmenów, którzy maja klasę. Zapytam jeszcze o inną sprawę z uwagi na bezpieczeństwo moje i koterii. Jak bardzo niebezpiecznie jest w Zurychu, patrząc na wasz konflikt z klanem Tremere?
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 25 lutego 2015, 12:28

Rezydencja Furstenhof; 21;11/14; po 23:00

- Stosunki z miejscowym księciem Lorisem z klanu Ventrue, określiłbym jako poprawne, a kłopoty jakie sprawiali miejscowi przedstawicie klanu Tremere zostały... - Kurt zawahał się chwilę i dodał z rozwagą: - hmmmmm... rozwiązane. Jeśli jednak zamierzacie się zatrzymać w Zurychu na dłużej, to doradzam zbytnio nie afiszować się czarodziejom o waszej znajomości z Gerhardem. Wybaczy pan, ale muszę powrócić do swoich obowiązków.

***

Rundstedt zostawił Steinbacha pod opieką Toreadora i Malkavinina, udzieliwszy ostatnich instrukcji i prosząc aby koteria spotkała go gdy będą gotowi.

Steinbach otworzył oczy. Czuł się dziwnie spokojnie. Głos Matki i Bestia, która szalała nim stracił przytomność usunęły się gdzieś w głąb świadomości Tremera. Był w swoim pokoju na piętrze. Pierwszym co ujrzał, byli siedzący przy łóżku Achile i Marcus.

- Co się stało? - zapytał spokojnym tonem Thomas.

- Straciłeś przytomność i trzeba było ci udzielić pierwszej pomocy. Powinieneś móc wstać teraz.

Steinbach ostrożnie zsunął się z łóżka i stanął pewnie na nogach.

- Wszystko w porządku z równowagą? Dobrze się czujesz? - zapytał Moreau obserwując uważnie jak ciało Tremera reaguje na wszystko.

- Tak, wszystko jest dobrze.

Koroview odsapnął z ulgą. Gdy Tremere zemdlał zaczął słusznie obawiać się o zdrowie młodego Thomasa. Choć nic nie widział, to nozdrza Malkaviana, chłonęły fetor krwi jaka ciekła z rany Steinbacha. Wiedział jak piękny aromat miała krew kaintów, ale ta była zła, przyprawiająca go o mdłości.

- Dobrze, że wszystko z tobą w porządku. Też się martwiłem.

Do pokoju wszedł Xavier, który właśnie wrócił z małego spotkania z Kurtem. Zapytwaszy o samopoczucie, zmienił temat:

- Thomasie, co się stało tam na dole? Mam wrażenie, a nawet pewność, że znasz naszego gospodarza i nie mówisz nam wszystkiego.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 25 lutego 2015, 20:12

- Cóż, przyznam się szczerze, że... nie wiem do końca.

Steinbach założył ręce z tyłu i zaczął maszerować raz w jedną raz w drugą stronę. Wyglądał jak jakiś mały generał przed podjęciem decyzji, która mogła zmienić obraz całej wielkiej bitwy którą właśnie toczył.

- Nie pamiętam Herr Rundstedta, i mnie to martwi. Tak samo martwi mnie ta dziwna sekwencja nakazów jaka rozbrzmiała w mojej głowie kiedy go zobaczyłem. Gdyby nie ta kula pewnie usłuchałbym i tym razem głosu mojej czarnej Matki. Zawsze myślałem, że moja niepamięć jest wynikiem choroby ale teraz, sam nie wiem. Boję się, że wszelkich "dyspozycji" tego typu, które niespodziewanie będą się uruchamiały zmuszając mnie do różnych działania jest więcej, znacznie więcej. Moja odporność psychiczna jak każda, ma swoje granice. A ciągłe ścieranie się, zwłaszcza z tak silną osobowości jak moja czarna Matka, jest w istocie niezwykle wyczerpujące. Szczerze mówiąc i tak nad wyraz długo i mocno się opieram. Byłbym bardziej zrozumiały gdybyście wiedzieli z kim walczę, ale wybaczcie nie wolno mi więcej nic powiedzieć o Niej. Przepraszam za całą tą lichą dramaturgię mojej wypowiedzi ale ciężko wznieść się na wyżyny kwietyzmu w takiej sytuacji. Tak więc nie jestem w stanie Wam Panowie obiecać, że nie złamię się nie uczynię czegoś przez co wszyscy... będziemy mieli nieliche kłopoty - szybko odwrócił wzrok, jakby nie tak łagodne zakończenie miał na myśli.

Wiem, że tam jesteś głęboko w zakamarkach mojej świadomości ale wiedz że pozwolę sobą tak manipulować moja kochana Stworzycielko.

- Moja obecność w tym domu jest wielkim nietaktem i obrazą. A przynajmniej powinna być dla nas obu. Muszę stąd odejść jak tylko wyklaruje się sytuacja z Panem Vallo.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 25 lutego 2015, 21:46

- Herr Rundstedt zaznaczył ze w Twojej podświadomości nadal znajdują się liczne uwarunkowania, blokady, fałszywe wspomnienia. Chociaż jest zdolny do ich usunięcia z nie do końca jasnych dla mnie powodow uznał to za nieetyczne. Zobowiązał mnie przy tym, abym przedstawił Ci tę sytuację Xavierze, z sugestia ze Ty mógłbyś się tego podjąć. Dyskusyjne jest w moich oczach czy zmiana podmiotu zmienia cokolwiek w kwestiach etycznych, dlatego mówię to w Twojej obecności Thomasie.

- Co do Twoich potencjalnie niebezpiecznych dla nas zachowań w przyszłości, chce Cię zapewnić ze poradzimy sobie i możesz na nas liczyć. - Achille obserwował oczy Thomasa, wiecznie wędrujące po otoczeniu. Był przekonany że po jego słowach przebiegły po Venture i Malkavianie. Był również pewny, że odnalazł w nich potwierdzenie. Niezwykle. Ale wspaniałe.

- To była bardzo emocjonująca godzina, jednak zgodzicie się ze równie pasjonujaco zapowiada się rozmowa o Primogenie Bournemouth. Sądzę że nie powinniśmy pozwolić gospodarzowi czekać. Czy czujesz się na siłach Thomasie?
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 25 lutego 2015, 22:51

- Myślę , że w takim razie najpierw powinniśmy rozwiązać mój mały problem. Nie jestem pewny siebie i tego jak się zachowam podczas rozmowy. A nie ukrywam że bardzo chciałbym podyskutować z Diabłem ze starego klanu. Zatem czy mógłbyś Xawierze?

Thomas usiadł wygodnie na łóżku.
- Chyba nie ma sensu mnie wiązać ani czynić podobnych rzeczy, trzech kainitów to aż nadto by zatrzymać tak niewielkiego Tremera. - uśmiechnął się lekko - Mam tylko prośbę, żeby ktoś to nagrywał na przykład telefonem, bardzo chciałbym potem móc to przeanalizować. To by było fascynujące z bardzo wielu powodów.

KLIK, KLIK, KLIK...

Thomas spojrzał na rękę która bezwiednie sięgnął po kieszonkowy zegarek. Dostał go do Matki, choć już wcześniej należał do niego.
Pod kopertą po każdym otwarciu pojawiało się czarno białe zdjęcie pewnej osobliwej damy.

Obrazek

- Przepraszam, to mnie relaksuje i uspokaja - patrzył przez chwilę na twarz z pokrywki zegarka, po czym zatrzasnął kopertę po raz ostatni. Patrząc na zamknięty zegarek ciągnął - Nie, to nie ta o której myliście. To nie moja Matka. To kobieta którą kiedyś spotkałem. Pierwsza kobieta którą zabiłem.

Thomas odłożył zegarek na bok i siadł na łóżku w pozycji lotosu. Potem jego wzrok wbił się w oczy Ventrue.
- Gotowy na podróż w głowę Tremera?
Ostatnio zmieniony 25 lutego 2015, 23:33 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 26 lutego 2015, 01:51

sztywny, niewzruszony niczym prastary posąg z brązu siedział Marcus pośród pustej poczekalni. Ta część obiektu z pewnością nie należała do użyteczności publicznej. Ostatnie dni, godziny... oddał je swoim... przyjaciołom, oprawcom. W tej chwili wrażenia drastycznie mieszały się ze sobą. Martwi, żywi, wpół umarli, bawili się nim, kpili, obserwowali, szydzili z daleka... łotry, dranie!!! Jesteście tu! Żywi!!

-o czym Ty do cholery mówisz?!?- po trzech dniach milczenia głos malkaviana rozległ się donośnie odbijając się od pustych ścian kliniki Rundstedta donośnym echem. Odpowiedziała mu cisza.

durnie! durnie! durnieee!!...

gdzie jestem? skąd się tu wziąłem, oni, oni nie żyją wszyscy... muszę uciekać.... moi kainici- Marcus, Steinbach, Moreau .... oni zaznali ostatecznej śmierci, muszę ich pamięć uszanować... telefon.. cholerny numer mojego elizjum, ja...

-JA! PRICE! POMSZCZĘ ICH WSZYSTKICH!!!-

donośny glos Xaviera wypełnił puste korytarze kliniki...
Spoiler!