PBF - Znak Kobry
-
Trihikilius
- Reactions:
- Posty: 267
- Rejestracja: 15 października 2009, 23:34
Sytuacja się strasznie skomplikowała. Sam nie wiem jak dalej poprowadzić swoją postać. Czuję, że Tofi stoi na rozdrożu i wiele od tej chwili będzie zależało od tego, czy dalej będzie uciekał, czy się jednak podda. Co do Ericka, uważam, że będzie miał sto razy lepiej pod opieką wykwalifikowanych lekarzy, niż młodego solo. Z jednej strony poddałbym Młodego, ale z drugiej patrząc na całą sytuację jako osoba trzecia, widziałbym przerażonego młodzieńca, który właśnie wszystko stracił i wydaje się mu, że jedyne co może utrzymać go przy życiu to dziwne wydruki. Mistrzu, podejmuję ryzyko. Niech Tofi złapie za nogawki funkcjonariusza i wrzuci go do kontenera. Mam nadzieję, że da mu to odpowiednio czasu aby umknąć jak najdalej od pływalni. Potem będę martwił się co dalej. Zapewne Badass będzie szukał zacisznego miejsca aby sobie wszystko poukładać.
Znamy siebie samego na tyle, na ile nas kto? sprawdzi?.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Górna Marina, 3 listopada 2021, 12:34
Zdesperowany do granic możliwości Badass podjął decyzję w ułamku sekundy, chociaż wcześniej całe życie przemknęło mu przed oczami w formie niemej groźby. Nim jeszcze przebrzmiał huk lotniczych silników, młody mężczyzna okręcił się w miejscu i złapawszy kompletnie zaskoczonego agenta FBI za nogi powyżej kolan podniósł go w górę pchając jednocześnie do wnętrza wielkiego metalowego kontenera na śmieci.
- Kurwa! - zdążył wrzasnąć agent Stetson, zanim napastnik nie wrzucił go prosto do cuchnącego obrzydliwie kontenera, zatrzaskując na dodatek wyposażoną w zatrzaski klapę.
- Pojebało cię? - nie wytrzymał jeden z paramedyków. Drugi nic nie powiedział, cofając się w zamian szybko i gmerając prawą ręką w obszernej kieszeni swej służbowej kurtki.
- To żaden z naszych! - wyrzucił z siebie, ale nie zdążył wyciągnąć z kieszeni trzymanego tam przedmiotu, bo w tej samej chwili ujrzał przed swym nosem lufę odbezpieczonego FedArmsa.
Zdesperowany do granic możliwości Badass podjął decyzję w ułamku sekundy, chociaż wcześniej całe życie przemknęło mu przed oczami w formie niemej groźby. Nim jeszcze przebrzmiał huk lotniczych silników, młody mężczyzna okręcił się w miejscu i złapawszy kompletnie zaskoczonego agenta FBI za nogi powyżej kolan podniósł go w górę pchając jednocześnie do wnętrza wielkiego metalowego kontenera na śmieci.
- Kurwa! - zdążył wrzasnąć agent Stetson, zanim napastnik nie wrzucił go prosto do cuchnącego obrzydliwie kontenera, zatrzaskując na dodatek wyposażoną w zatrzaski klapę.
- Pojebało cię? - nie wytrzymał jeden z paramedyków. Drugi nic nie powiedział, cofając się w zamian szybko i gmerając prawą ręką w obszernej kieszeni swej służbowej kurtki.
- To żaden z naszych! - wyrzucił z siebie, ale nie zdążył wyciągnąć z kieszeni trzymanego tam przedmiotu, bo w tej samej chwili ujrzał przed swym nosem lufę odbezpieczonego FedArmsa.
Tofi pozbył się Stetsona, trzyma na muszce ratowników. Zasadniczo może bez trudu dać nogę, ale poczekam na definitywną deklarację, czy chce uciekać sam czy porwać Erica i jego wózek!
-
Trihikilius
- Reactions:
- Posty: 267
- Rejestracja: 15 października 2009, 23:34
- Zostaw to, zostaw to kurwa - wysyczał pospiesznie zdesperowany mężczyzna, ubrany w uniform medyka - Zostaw to kurwa albo rozjebie ci, rozumisz tego, kurwa czachę.
Myśli w głowie Młodego wirowały z zawrotną prędkością. Co rusz to mierzył wzrokiem dwóch paramedyków nieodstających zbytnio od niego wiekiem, to nieprzytomnego Ericka, a w końcu jedyną karetkę ratunkową na placu. Niemalże w sekundzie pokręcony umysł Badassa przypomniał sobie pozostawioną samopas torbę ulubionego wuja oraz ból z jakim przyszło mu się zmierzyć widząc zwłoki pakowanych w czarne worki ludzi, jednocześnie nie znając losu jaki spotkał jego towarzyszy. Decyzja podjęła się sama.
- Dawaj kluczyki.
- Co?
- Dawaj kurwa kluczyki od karetki.
- Nie mam.
- Nie pierdol, jakbyś chciał niby stąd wyjechać? Dawaj kurwa kluczyki - Tofi nerwowym rucham broni szturchnął czoło paramedyka - A ty kurwa tak się nie gap, tylko kładź się kurwa na ziemię, ręce za głowę - Młody ponownie przeniósł spojrzenie na sparaliżowanego strachem sanitariusza, którego trzymał na muszce - Kim chciałeś zostać jak byłeś mały?
- Co?
- Słuchaj, zaraz ta kula rozpierdoli ci mózg, nie ma po tamtej stronie innego życia, to tak jakbyś wyłączył telewizor z gniazdka, kim kurwa chciałeś zostać?
- Nie zabijaj mnie, ja...
- Co kurwa ja, kim do kurwy nędzy chciałeś zostać?
- Ja, ja nie wiem, ja, chyba - ciągnął ze łzami w oczach chłopak - chyba dziennikarzem.
- Jak masz na imię?
- Co?
- Kuuurwa, jak masz na imię, mam cie rozjebać?
- Nie proszę, Michael - wyszeptał
- Posłuchaj więc Michael, dam ci jedną jedyną niepowtarzalną szansę na zrealizowanie dziecięcych marzeń. Daj mi te jebane kluczyki, bo wiesz co Michael?
- Tak?
- Ja marzyłem żeby zostać bezwzględnym płatnym zabójcą, rozumisz tego. Możesz tak jak ja osiągnąć cel albo w tej chwili wyjmę twoją jebaną wtyczkę z gniazdka i zostanie tylko jedno. Ciemna, lepka, czarna otchłań. Za dużo dziś emocji, za dużo krzywdy, nie mam ochoty cię zabijać ale uwierz mi, zrobię to. I to zaraz.
- A ty co się tak kręcisz - Badass krzyknął w stronę leżącego paramedyka - Mam ci wpakować kulkę w nogę, wiesz jak to kurwa boli.
- Nie rób tego.
- To nie wierzgaj kopytami i ręce nad głowę, o właśnie tak.
- To jak będzie Michael, spełnisz swoje marzenia, czy będziesz się dalej sadził, ja kurwa widzisz, nie mam rozumisz tego czasu na sritu titu i coraz bardziej mnie wkurwiasz.
Myśli w głowie Młodego wirowały z zawrotną prędkością. Co rusz to mierzył wzrokiem dwóch paramedyków nieodstających zbytnio od niego wiekiem, to nieprzytomnego Ericka, a w końcu jedyną karetkę ratunkową na placu. Niemalże w sekundzie pokręcony umysł Badassa przypomniał sobie pozostawioną samopas torbę ulubionego wuja oraz ból z jakim przyszło mu się zmierzyć widząc zwłoki pakowanych w czarne worki ludzi, jednocześnie nie znając losu jaki spotkał jego towarzyszy. Decyzja podjęła się sama.
- Dawaj kluczyki.
- Co?
- Dawaj kurwa kluczyki od karetki.
- Nie mam.
- Nie pierdol, jakbyś chciał niby stąd wyjechać? Dawaj kurwa kluczyki - Tofi nerwowym rucham broni szturchnął czoło paramedyka - A ty kurwa tak się nie gap, tylko kładź się kurwa na ziemię, ręce za głowę - Młody ponownie przeniósł spojrzenie na sparaliżowanego strachem sanitariusza, którego trzymał na muszce - Kim chciałeś zostać jak byłeś mały?
- Co?
- Słuchaj, zaraz ta kula rozpierdoli ci mózg, nie ma po tamtej stronie innego życia, to tak jakbyś wyłączył telewizor z gniazdka, kim kurwa chciałeś zostać?
- Nie zabijaj mnie, ja...
- Co kurwa ja, kim do kurwy nędzy chciałeś zostać?
- Ja, ja nie wiem, ja, chyba - ciągnął ze łzami w oczach chłopak - chyba dziennikarzem.
- Jak masz na imię?
- Co?
- Kuuurwa, jak masz na imię, mam cie rozjebać?
- Nie proszę, Michael - wyszeptał
- Posłuchaj więc Michael, dam ci jedną jedyną niepowtarzalną szansę na zrealizowanie dziecięcych marzeń. Daj mi te jebane kluczyki, bo wiesz co Michael?
- Tak?
- Ja marzyłem żeby zostać bezwzględnym płatnym zabójcą, rozumisz tego. Możesz tak jak ja osiągnąć cel albo w tej chwili wyjmę twoją jebaną wtyczkę z gniazdka i zostanie tylko jedno. Ciemna, lepka, czarna otchłań. Za dużo dziś emocji, za dużo krzywdy, nie mam ochoty cię zabijać ale uwierz mi, zrobię to. I to zaraz.
- A ty co się tak kręcisz - Badass krzyknął w stronę leżącego paramedyka - Mam ci wpakować kulkę w nogę, wiesz jak to kurwa boli.
- Nie rób tego.
- To nie wierzgaj kopytami i ręce nad głowę, o właśnie tak.
- To jak będzie Michael, spełnisz swoje marzenia, czy będziesz się dalej sadził, ja kurwa widzisz, nie mam rozumisz tego czasu na sritu titu i coraz bardziej mnie wkurwiasz.
Jeżeli Młodemu uda się dostać kluczyki, to pacyfikuje lecz nie zabija sanitariuszy i pakuje naszego technika do karetki. Odpala wóz i spierdala w ciemne zaułki. Czas chwilę odpocząć i pozbierać myśli.
Ostatnio zmieniony 01 marca 2015, 13:21 przez Trihikilius, łącznie zmieniany 1 raz.
Znamy siebie samego na tyle, na ile nas kto? sprawdzi?.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Górna Marina, 3 listopada 2021, 12:34
Obaj paramedycy sprawiali wrażenie skrajnie zatrwożonych potokiem słów płynących z ust Badassa, przede wszystkim jego malowniczych gróźb, nim jednak którykolwiek zdołał sięgnąć po kluczyki, powietrzem wstrząsnął huk kilku następujących jeden po drugim wystrzałów.
Tofi podskoczył mimowolnie w miejscu, tak go ów niezwykle bliski dźwięk przeraził. Pociski dużego kalibru wybiły poszarpane dziury w klapie kontenera na śmieci, pomknęły w górę w ułamku chwili. Uwięziony w środku agent Stetson zaryczał wściekle, po czym zaczął walić z całej siły w klapę, jeszcze potęgując wywołany przez siebie hałas.
Huk wystrzałów postawił na nogi znajdujących się w środku pływalni federalnych, w tym względzie Tofi nie miał najmniejszych złudzeń. Odrywając wzrok od podziurawionego kontenera i oddalając się od niego przezornie na kilka kroków, czarnoskóry młodzieniec odwrócił się z powrotem w stronę paramedyków, ci jednak znajdowali się już kilka metrów dalej uciekając na złamanie karku z przesłoniętymi rękami głowami.
- Stójcie kurwa! - wrzasnął coraz bardziej spanikowany solo, ale żaden z ratowników nie zareagował na jego słowa. Pistolet uwięzionego w kontenerze agenta ponownie wypalił, tym razem dziurawiąc blachy śmietnika niepokojąco blisko jednego z zatrzasków.
Obaj paramedycy sprawiali wrażenie skrajnie zatrwożonych potokiem słów płynących z ust Badassa, przede wszystkim jego malowniczych gróźb, nim jednak którykolwiek zdołał sięgnąć po kluczyki, powietrzem wstrząsnął huk kilku następujących jeden po drugim wystrzałów.
Tofi podskoczył mimowolnie w miejscu, tak go ów niezwykle bliski dźwięk przeraził. Pociski dużego kalibru wybiły poszarpane dziury w klapie kontenera na śmieci, pomknęły w górę w ułamku chwili. Uwięziony w środku agent Stetson zaryczał wściekle, po czym zaczął walić z całej siły w klapę, jeszcze potęgując wywołany przez siebie hałas.
Huk wystrzałów postawił na nogi znajdujących się w środku pływalni federalnych, w tym względzie Tofi nie miał najmniejszych złudzeń. Odrywając wzrok od podziurawionego kontenera i oddalając się od niego przezornie na kilka kroków, czarnoskóry młodzieniec odwrócił się z powrotem w stronę paramedyków, ci jednak znajdowali się już kilka metrów dalej uciekając na złamanie karku z przesłoniętymi rękami głowami.
- Stójcie kurwa! - wrzasnął coraz bardziej spanikowany solo, ale żaden z ratowników nie zareagował na jego słowa. Pistolet uwięzionego w kontenerze agenta ponownie wypalił, tym razem dziurawiąc blachy śmietnika niepokojąco blisko jednego z zatrzasków.
Agent w środku strzela na oślep, paramedycy uciekają, w pływalni słychać zaalarmowane krzyki, Tofi stoi przed wejściem mając przy sobie uwiązanego do noszy i nieprzytomnego Erica. Co teraz?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Zatoka Coronado, 3 listopada 2021, 12:49
Kiedy federalna aerodyna wylądowała na dachu wieżowca Kapitanatu Wybrzeża, sprawy potoczyły się w zdumiewającym dla więźniów tempie. Czekający już na lądowisku agenci FBI, noszący ciężkie kuloodporne kamizelki oraz broń maszynową, odeskortowali zatrzymanych do szybkobieżnej windy. Za jej pośrednictwem cała grupa przedostała się do klimatyzowanych wnętrz na jednym z wyższych pięter budowli, oddanego przez zwierzchnika Kapitanatu do dyspozycji FBI.
Czekający tam funkcjonariusze przeszukali raz jeszcze wszystkich zatrzymanych pobierając od nich po raz drugi próbki materiału genetycznego. Przestrzelone kolano Gonzalesa zostało profesjonalnie opatrzone, a sam fikser potraktowany silną dawką środka przeciwbólowego. Zdenerwowany do granic możliwości Clarens obserwował uważnie pracę federalnych nie potrafiąc odmówić im wysokiego poziomu kompetencji. Nim jeszcze powtórna weryfikacja tożsamości dowiodła, że zatrzymani byli tymi, za których się podawali, specjaliści FBI wstrzyknęli posiadaczom podskórnych generatorów adrenaliny substancję zakłócającą na kilkadziesiąt godzin pracę tych implantów i upewnili się, że rzekomi terroryści nie posiadają żadnych innych ukrytych cyborgizacji.
Starannie kontrolowani więźniowie spędzili w wypożyczonym od Kapitanatu biurze zaledwie kilka minut, kiedy agent specjalny Cardoso wszedł do pomieszczenia i cisnął odebrany Suttonowi srebrzysty neseser na blat jednego z obszernych biurek.
- Terminal jest całkowicie wyczyszczony z danych - oznajmił poirytowany mężczyzna - Gdzie je zgraliście?
Kiedy federalna aerodyna wylądowała na dachu wieżowca Kapitanatu Wybrzeża, sprawy potoczyły się w zdumiewającym dla więźniów tempie. Czekający już na lądowisku agenci FBI, noszący ciężkie kuloodporne kamizelki oraz broń maszynową, odeskortowali zatrzymanych do szybkobieżnej windy. Za jej pośrednictwem cała grupa przedostała się do klimatyzowanych wnętrz na jednym z wyższych pięter budowli, oddanego przez zwierzchnika Kapitanatu do dyspozycji FBI.
Czekający tam funkcjonariusze przeszukali raz jeszcze wszystkich zatrzymanych pobierając od nich po raz drugi próbki materiału genetycznego. Przestrzelone kolano Gonzalesa zostało profesjonalnie opatrzone, a sam fikser potraktowany silną dawką środka przeciwbólowego. Zdenerwowany do granic możliwości Clarens obserwował uważnie pracę federalnych nie potrafiąc odmówić im wysokiego poziomu kompetencji. Nim jeszcze powtórna weryfikacja tożsamości dowiodła, że zatrzymani byli tymi, za których się podawali, specjaliści FBI wstrzyknęli posiadaczom podskórnych generatorów adrenaliny substancję zakłócającą na kilkadziesiąt godzin pracę tych implantów i upewnili się, że rzekomi terroryści nie posiadają żadnych innych ukrytych cyborgizacji.
Starannie kontrolowani więźniowie spędzili w wypożyczonym od Kapitanatu biurze zaledwie kilka minut, kiedy agent specjalny Cardoso wszedł do pomieszczenia i cisnął odebrany Suttonowi srebrzysty neseser na blat jednego z obszernych biurek.
- Terminal jest całkowicie wyczyszczony z danych - oznajmił poirytowany mężczyzna - Gdzie je zgraliście?
Jesteście w Kapitanacie w Górnej Marinie, na jednym z najwyższych pięter wieżowca. Przesłuchania ciąg dalszy, czekam na fabularne wykręty!
-
Trihikilius
- Reactions:
- Posty: 267
- Rejestracja: 15 października 2009, 23:34
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Górna Marina, 3 listopada 2021, 12:35
Wydawszy z siebie niezrozumiałe stęknięcie Badass wepchnął FedArmsa do kieszeni kurtki, po czym ucapił za uchwyty noszy Erica i pchając je z całej siły przemknął pośród turkotu kółek poprzez zaśmiecony dziedziniec pływalni. Dwaj uciekający przed nim paramedycy zdążyli już ukryć się za jedną z karetek, ale wbrew obawom Tofiego żaden z nich nie spróbował do młodzieńca strzelać.
Krew szumiała w uszach Badassa, serce waliło mu niczym młot. Pchając szaleńczo nosze i nie bacząc na podskakującego na nich nieprzytomnego Tempera Tofi wydostał się na ulicę. Kilkanaście trzymających się na dystans osób obrzuciło go podejrzliwymi spojrzeniami, ale nikt nie spróbował zbiega zatrzymywać. W tak podłych kwartałach jak ten wizyty policji nie kojarzyły się z niczym dobrym, a współpraca z organami śledczymi była kiepskim żartem.
Sapiący ciężko Badass obejrzał się za siebie słysząc coraz głośniejsze krzyki pozostałych agentów, po czym skręcił w najbliższą uliczkę starając się za wszelką cenę uciec swoim prześladowcom. Kółka noszy podskakiwały na zaniedbanym bruku, głowa Erica uderzała z trzaskiem w powierzchnię noszy.
- Tylko mi kurwa nie zejdź! - wyrzucił z siebie Badass, pędzący w głąb uliczki z rozpaczą w oczach.
Uchylne drzwi jakiegoś garażu podniosły się nieoczekiwanie ziejąc czernią skrytego w mroku pomieszczenia. Stojący za nimi człowiek machnął Badassowi ponaglająco ręką, wskazując mu zbawcze ciemności otwartej przybudówki.
Wydawszy z siebie niezrozumiałe stęknięcie Badass wepchnął FedArmsa do kieszeni kurtki, po czym ucapił za uchwyty noszy Erica i pchając je z całej siły przemknął pośród turkotu kółek poprzez zaśmiecony dziedziniec pływalni. Dwaj uciekający przed nim paramedycy zdążyli już ukryć się za jedną z karetek, ale wbrew obawom Tofiego żaden z nich nie spróbował do młodzieńca strzelać.
Krew szumiała w uszach Badassa, serce waliło mu niczym młot. Pchając szaleńczo nosze i nie bacząc na podskakującego na nich nieprzytomnego Tempera Tofi wydostał się na ulicę. Kilkanaście trzymających się na dystans osób obrzuciło go podejrzliwymi spojrzeniami, ale nikt nie spróbował zbiega zatrzymywać. W tak podłych kwartałach jak ten wizyty policji nie kojarzyły się z niczym dobrym, a współpraca z organami śledczymi była kiepskim żartem.
Sapiący ciężko Badass obejrzał się za siebie słysząc coraz głośniejsze krzyki pozostałych agentów, po czym skręcił w najbliższą uliczkę starając się za wszelką cenę uciec swoim prześladowcom. Kółka noszy podskakiwały na zaniedbanym bruku, głowa Erica uderzała z trzaskiem w powierzchnię noszy.
- Tylko mi kurwa nie zejdź! - wyrzucił z siebie Badass, pędzący w głąb uliczki z rozpaczą w oczach.
Uchylne drzwi jakiegoś garażu podniosły się nieoczekiwanie ziejąc czernią skrytego w mroku pomieszczenia. Stojący za nimi człowiek machnął Badassowi ponaglająco ręką, wskazując mu zbawcze ciemności otwartej przybudówki.
Pojawił się nieoczekiwany wybawiciel! Czy Tofi chce się schować w garażu?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kapitanat Wybrzeża w Marinie, 3 listopada 2021, 12:50
- Nigdzie nie zgrywaliśmy - odpowiedział Frank Sutton - Nie potrafiliśmy złamać zabezpieczeń terminala, dlatego pojechaliśmy do pływalni w Marinie. Człowiek, którego tamci wysadzili w powietrze w basenie... czy raczej cyborg, nazywał się Johnson i był sierżantem amerykańskiej armii. Znałem go od kilku lat, pomagałem w składzie reportażu na jego temat. Posiadał implanty deszyfrujące, dzięki którym mieliśmy szansę otworzyć terminal.
- Zdążyliście? - spytał niecierpliwie Cardoso, wyraźnie rozczarowany niespodziewaną pustką na dyskach twardych srebrzystego nesesera.
- Nie mam pojęcia - Frank rozłożył szeroko ręce, potrząsając jednocześnie głową. Wpięte w jego przedramiona podskórne czujniki wykrywaczy kłamstw świeciły jednostajnie zieloną barwą diod - Tamci wdarli się do środka w trakcie procesu dekodowania, przerwali go w połowie. Zaczęli strzelać, nie mieliśmy czasu na zabezpieczanie terminala.
- Te dane miały krytyczne znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego - powiedział agent specjalny cedząc przez zęby każde słowo - Co mieliście zamiar z nimi zrobić? Sprzedać?
- Miały posłużyć za materiał przetargowy w oczyszczaniu naszej reputacji - odparł zdenerwowanym tonem Sutton - Jestem praworządnym obywatelem, reporterem prowadzącym śledztwo dziennikarskie. Właściwie dlaczego nie pozwoliliście zadzwonić mi do adwokata? Żądam dostępu do adwokata z przydziału korporacyjnego. Proszę to zorganizować, panie Cardoso.
- Adwokat jest w drodze - odpowiedział przedstawiciel FBI - Niemniej jednak w waszym przypadku dochodzenie można podciągnąć pod ustawę o zwalczaniu terroryzmu...
- Której rząd Kalifornii Północnej nie ratyfikował, panie Cardoso - przerwał agentowi czujący się coraz pewniej Sutton - Nie macie prawa przetrzymywać mnie bez konsultacji z adwokatem.
- Ani nas! - wtrącił pośpiesznie Gonzales, chcący kuć żelazo, póki było gorące.
- Was mogą, bo już jesteście notowani - odpowiedział z pewną nutą żalu Sutton - Ale w ramach programu OZO załatwię wam taką samą ochronę prawną jak sobie, obiecuję.
- Upór, z jakim domagacie się dostępu do adwokata może sugerować, że coś przed nami ukrywacie - sarknął Cardoso, tracąc coraz bardziej opanowanie.
- Za to wasza determinacja pozwala mniemać, że nie macie na nas zbyt wielu haków - odciął się Frank.
Cardoso otworzył usta chcąc coś powiedzieć, w tej samej jednak chwili dźwiękoszczelne drzwi pomieszczenia rozsunęły się bezszelestnie i do środka weszło kilku następnych agentów FBI eskortujących jakiegoś człowieka w eleganckim garniturze.
- To nasza papuga? - spytał z nadzieją w głosie Clarens, spoglądający szeroko otwartymi oczami na Suttona.
- Agencie Cardoso, to Marcus Cardigan z Orbital Air, szef działu prawnego filii w Night City - powiedział jeden z towarzyszących obcemu funkcjonariuszy.
- Panowie, witam - odezwał się sam Cardigan, wyciągając w stronę marszczącego czoło Cardosy prawą dłoń - Reprezentuję biuro adwokackie Orbital Air i chciałbym zaoferować zatrzymanym przez pana podejrzanym pełną pomoc prawną w związku z prowadzonym przeciwko nim dochodzeniem federalnym. Jak pan doskonale wie, mają do tego pełne prawo.
- Przedstawił pełnomocnictwa OA, nie mogliśmy go zatrzymać - wyjaśnił dziwnie przepraszającym tonem jeden z towarzyszących Cardiganowi agentów federalnych - Północna Kalifornia ma bardzo liberalne prawo korporacyjne...
- Dziękuję, Watkins, nie potrzebuję dalszych wyjaśnień - przerwał podwładnemu Cardoso - Znam doskonale utrudnienia piętrzone przed władzami federalnymi przez tutejsze korporacje. Państwo w państwie, można rzec.
- Pańska ocena prawnego stanu rzeczy jest subiektywna, pochopna i krzywdząca, ale rozumiem w pewnym sensie, skąd bierze się ta niepotrzebna frustracja - Marcus Cardigan uśmiechnął się niczym atakujący nieświadomą ofiarę rekin, prezentując wszystkim idealne zęby - Teraz jednak poproszę o możliwość rozmowy na osobności z moimi klientami.
- O ile faktycznie są to pańscy klienci - w oczach agenta pojawił się znienacka pewien błysk, którego znaczenia zatrzymani nie potrafili odgadnąć - Nie mieli dotąd możliwości skontaktowania się z prawnikami, nawet z działem prawnym NT54 w przypadku pana Suttona. Pytanie do panów. Życzycie sobie osoby pana Cardigana jako swego adwokata czy zamierzacie poprosić o innego prawnika?
- Nigdzie nie zgrywaliśmy - odpowiedział Frank Sutton - Nie potrafiliśmy złamać zabezpieczeń terminala, dlatego pojechaliśmy do pływalni w Marinie. Człowiek, którego tamci wysadzili w powietrze w basenie... czy raczej cyborg, nazywał się Johnson i był sierżantem amerykańskiej armii. Znałem go od kilku lat, pomagałem w składzie reportażu na jego temat. Posiadał implanty deszyfrujące, dzięki którym mieliśmy szansę otworzyć terminal.
- Zdążyliście? - spytał niecierpliwie Cardoso, wyraźnie rozczarowany niespodziewaną pustką na dyskach twardych srebrzystego nesesera.
- Nie mam pojęcia - Frank rozłożył szeroko ręce, potrząsając jednocześnie głową. Wpięte w jego przedramiona podskórne czujniki wykrywaczy kłamstw świeciły jednostajnie zieloną barwą diod - Tamci wdarli się do środka w trakcie procesu dekodowania, przerwali go w połowie. Zaczęli strzelać, nie mieliśmy czasu na zabezpieczanie terminala.
- Te dane miały krytyczne znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego - powiedział agent specjalny cedząc przez zęby każde słowo - Co mieliście zamiar z nimi zrobić? Sprzedać?
- Miały posłużyć za materiał przetargowy w oczyszczaniu naszej reputacji - odparł zdenerwowanym tonem Sutton - Jestem praworządnym obywatelem, reporterem prowadzącym śledztwo dziennikarskie. Właściwie dlaczego nie pozwoliliście zadzwonić mi do adwokata? Żądam dostępu do adwokata z przydziału korporacyjnego. Proszę to zorganizować, panie Cardoso.
- Adwokat jest w drodze - odpowiedział przedstawiciel FBI - Niemniej jednak w waszym przypadku dochodzenie można podciągnąć pod ustawę o zwalczaniu terroryzmu...
- Której rząd Kalifornii Północnej nie ratyfikował, panie Cardoso - przerwał agentowi czujący się coraz pewniej Sutton - Nie macie prawa przetrzymywać mnie bez konsultacji z adwokatem.
- Ani nas! - wtrącił pośpiesznie Gonzales, chcący kuć żelazo, póki było gorące.
- Was mogą, bo już jesteście notowani - odpowiedział z pewną nutą żalu Sutton - Ale w ramach programu OZO załatwię wam taką samą ochronę prawną jak sobie, obiecuję.
- Upór, z jakim domagacie się dostępu do adwokata może sugerować, że coś przed nami ukrywacie - sarknął Cardoso, tracąc coraz bardziej opanowanie.
- Za to wasza determinacja pozwala mniemać, że nie macie na nas zbyt wielu haków - odciął się Frank.
Cardoso otworzył usta chcąc coś powiedzieć, w tej samej jednak chwili dźwiękoszczelne drzwi pomieszczenia rozsunęły się bezszelestnie i do środka weszło kilku następnych agentów FBI eskortujących jakiegoś człowieka w eleganckim garniturze.
- To nasza papuga? - spytał z nadzieją w głosie Clarens, spoglądający szeroko otwartymi oczami na Suttona.
- Agencie Cardoso, to Marcus Cardigan z Orbital Air, szef działu prawnego filii w Night City - powiedział jeden z towarzyszących obcemu funkcjonariuszy.
- Panowie, witam - odezwał się sam Cardigan, wyciągając w stronę marszczącego czoło Cardosy prawą dłoń - Reprezentuję biuro adwokackie Orbital Air i chciałbym zaoferować zatrzymanym przez pana podejrzanym pełną pomoc prawną w związku z prowadzonym przeciwko nim dochodzeniem federalnym. Jak pan doskonale wie, mają do tego pełne prawo.
- Przedstawił pełnomocnictwa OA, nie mogliśmy go zatrzymać - wyjaśnił dziwnie przepraszającym tonem jeden z towarzyszących Cardiganowi agentów federalnych - Północna Kalifornia ma bardzo liberalne prawo korporacyjne...
- Dziękuję, Watkins, nie potrzebuję dalszych wyjaśnień - przerwał podwładnemu Cardoso - Znam doskonale utrudnienia piętrzone przed władzami federalnymi przez tutejsze korporacje. Państwo w państwie, można rzec.
- Pańska ocena prawnego stanu rzeczy jest subiektywna, pochopna i krzywdząca, ale rozumiem w pewnym sensie, skąd bierze się ta niepotrzebna frustracja - Marcus Cardigan uśmiechnął się niczym atakujący nieświadomą ofiarę rekin, prezentując wszystkim idealne zęby - Teraz jednak poproszę o możliwość rozmowy na osobności z moimi klientami.
- O ile faktycznie są to pańscy klienci - w oczach agenta pojawił się znienacka pewien błysk, którego znaczenia zatrzymani nie potrafili odgadnąć - Nie mieli dotąd możliwości skontaktowania się z prawnikami, nawet z działem prawnym NT54 w przypadku pana Suttona. Pytanie do panów. Życzycie sobie osoby pana Cardigana jako swego adwokata czy zamierzacie poprosić o innego prawnika?
Ciekaw jestem odpowiedzi...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Mam niepokojące wrażenie, że dokończymy tę sesję w bardzo okrojonym składzie, a tymczasem finał jest już na wyciągnięcie ręki. Byłoby szkoda, gdyby wartka dotąd fabuła przeistoczyła się w książkę pisaną przez jednego autora, zwłaszcza w obliczu faktu, że zgromadziliśmy w tym wątku tak wyśmienitych graczy. Liczę zatem w głębi ducha, że większość z Was zdoła jednak znaleźć odrobinkę czasu, by popisać wraz ze mną przez te kilka ostatnich stron storylinii! :/uklon
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Przepraszam, ale ja jeszcze przez jakiś (mam nadzieję krótki) czas nie chcę się angażować. Niemniej jednak mogę wcisnąć swoje trzy grosze.
Moim zdaniem ostatnią rzeczą, na jaką mamy ochotę, to złożyć swój los na ręce prawnika OA. Zapewne będzie chciał nam wcisnąć jakąś łzawą bajeczkę, załatwi nam szybkie wyjście na wolność i tego samego wieczora betonowe buty połączone z kąpielą w najbliższej wystarczająco głębokiej wodzie, żeby ciał nie znaleziono przez następne 100 lat. Chociaż bardzo jestem ciekaw co on ma do powiedzenia. Idealnym scenariuszem byłoby skłonienie go do odkrycia kart przy włączonej rejestracji głosu, ale wątpię, żeby to się udało. Może udało by się porozmawiać (przed rozmową z prawnikiem) na osobności ze speszyl ejdżentem i zasugerować ten pomysł z nagrywaniem? Ale jeśli to choć średnio inteligentny prawnik, to nie da się w coś takiego wkopać.
Moim zdaniem ostatnią rzeczą, na jaką mamy ochotę, to złożyć swój los na ręce prawnika OA. Zapewne będzie chciał nam wcisnąć jakąś łzawą bajeczkę, załatwi nam szybkie wyjście na wolność i tego samego wieczora betonowe buty połączone z kąpielą w najbliższej wystarczająco głębokiej wodzie, żeby ciał nie znaleziono przez następne 100 lat. Chociaż bardzo jestem ciekaw co on ma do powiedzenia. Idealnym scenariuszem byłoby skłonienie go do odkrycia kart przy włączonej rejestracji głosu, ale wątpię, żeby to się udało. Może udało by się porozmawiać (przed rozmową z prawnikiem) na osobności ze speszyl ejdżentem i zasugerować ten pomysł z nagrywaniem? Ale jeśli to choć średnio inteligentny prawnik, to nie da się w coś takiego wkopać.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Szczerze mówiąc to ze względu na absencję wymuszoną przez siły wyższe Clarens pozostał sam. Jako że wolę cieszyć się grą w grupie zamiast pchać samotnie akcję do przodu postanowiłem świadomie poczekać na pozostałych. Tym bardziej, że naprawdę przednio bawię się na tej sesji i nie chce psuć zabawy innym i sobie.
- Po pierwsze najpierw powiedzcie czy jeszcze ktoś przeżył z tej masakry na nadbrzeżu. Po drugie o jakie dokładnie rzeczy nas oskarżacie. O co? O przekroczenie prędkości, o rzyganie w miejscu publicznym? Za co mamy odpowiadać bo jak na razie to siedzimy tu sobie i nas straszycie a my nawet nie wiemy w co się wjebaliśmy. Przed chwilą porwali nas jacyś popieprzeni kolesie ze znakiem kobry i jeden strzelił w kolano Gonzowi, bo nic nie wiedzieliśmy o tym gównie co go wszyscy szukają. Tak byliśmy tam gdzie To spadło i znamy kilka pikantnych szczegółów jakie mogą was zainteresować. Ale jak chcecie się dogadać to najpierw przemówcie językiem korzyści, bo jak widać nawet strzelanie do nas to jesteśmy w stanie wytrzymać bez mrugnięcia okiem. Prawda Gonzo że wytrzymasz jeszcze kilka pocisków? Jak nie wierzycie możecie mu przestrzelić drugie kolano, a potem rękę. Tacy jesteśmy twardzi...Clarens widząc rosnąca furię w oczach Gonza szybko przeniósł wzrok na śledczych i chciał perorować dalej ale wtargnięcie prawnika OA mu przeszkodziło.
- Zaraz, zaraz kolego a ciebie kto tutaj prosił, chcesz się dowiedzieć więcej jako reprezentant OA w postępowaniu? To se poczytaj sprawozdanie z tego przesłuchania. Wypierdalaj stąd. Tutaj rozmawiają dorośli i są rozpatrywane tylko poważne propozycje.
Clarens obrócił głowę nie zainteresowany i zaczął drapać się za uchem, od strony której nie widział prawnik ale widzieli agenci.
Albo zaraz, ej ty poczekaj, Damy ci szansę, złóż swoją propozycję. Jeśli jest tu wśród was agent kobry, to nie kombinuj niczego głupiego w tym twoim pokrętnym rozumku bo może okazać się, że spisaliśmy brzydki testament na wypadek, eeee... wypadku.
W tym samym momencie drapiąca ręką Clarensa, od niewidocznej dla prawnika strony ułożyła się przez chwilę w gest słuchawki telefonicznej, a jego spojrzenie niby od niechcenia przeleciało po śledczych szukając potwierdzenia że zrozumieli przesłanie.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Trihikilius
- Reactions:
- Posty: 267
- Rejestracja: 15 października 2009, 23:34
Badass wpycha najpierw nosze z Erickiem do ciemnego garażu po czym wchodzi na końcu. Wyciągając pistolet szuka ewentualnego celu. Torba z osprzętem medyka i wydrukami ciągle wisi na ramieniu. W razie zagrożenia Młody nie będzie się wahał użyć broni. Może to być pułapka, ale w tych okolicznościach chyba nie ma wyjścia.
Ostatnio zmieniony 04 marca 2015, 08:43 przez Trihikilius, łącznie zmieniany 1 raz.
Znamy siebie samego na tyle, na ile nas kto? sprawdzi?.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Gonzo czekał co powie Sutton. Fixer wolałby być pod kuratelą mediów niż OA, bo obawiał się szczerze, że trafienie pod skrzydła OA mogłoby być dużo bardziej nieprzyjemne niż śledztwo federalne.
- Dziękujemy panu Cardigan, za pana propozycje, ale jeszcze nie zdecydowaliśmy kto nas będzie bronił. Mamy kilka opcji w każdym razie. - wycedził przez zaciśnoęte zęby Gonzales. Potem zwrócił się do federalnych:
- No właśnie, o co jesteśmy oskarżeni, bo chyba nie o przeklinanie w miejscu publicznym?
Wątek techniczny
Uważam, że nie można pary z ust puścić, dopóki nie będziemy mieli adwokata któremu będziemy mogli chociaż trochę zaufać. pamiętajmy, że wszystko co powiemyoże być wykorzystane w materiale dowodowym. Poczekajmy co zaproponuje Sutton.
Gonzo zabroni mówić cokolwiek, dopóki nie dostaniemy prawnika.
- Dziękujemy panu Cardigan, za pana propozycje, ale jeszcze nie zdecydowaliśmy kto nas będzie bronił. Mamy kilka opcji w każdym razie. - wycedził przez zaciśnoęte zęby Gonzales. Potem zwrócił się do federalnych:
- No właśnie, o co jesteśmy oskarżeni, bo chyba nie o przeklinanie w miejscu publicznym?
Wątek techniczny
Uważam, że nie można pary z ust puścić, dopóki nie będziemy mieli adwokata któremu będziemy mogli chociaż trochę zaufać. pamiętajmy, że wszystko co powiemyoże być wykorzystane w materiale dowodowym. Poczekajmy co zaproponuje Sutton.
Gonzo zabroni mówić cokolwiek, dopóki nie dostaniemy prawnika.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Górna Marina, 3 listopada 2021, 12:36
Badass podjął decyzję w ułamku sekundy. Pchnięte z całej siły nosze wjechały do ciemnego zagraconego garażu zatrzymując się z metalicznym trzaskiem na warsztatowym stole zastawionym brudnymi kartonami. Tofi prześlizgnął się pod opuszczanymi naprędce wrotami garażu, ściąganymi w dół przez gęsto zarośniętego mężczyznę w średnim wieku, noszącego pobrudzony smarem roboczy kombinezon.
Nie wypuszczając torby z lewej ręki Badass obrzucił badawczym spojrzeniem nieprzytomnego Tempera, po czym odwrócił się w stronę tajemniczego wybawiciela. W jego prawej dłoni błysnął zabrany pobitemu ratownikowi Federal Arms.
- Spokojnie, stary! - wyrzucił z siebie obcy, który zdążył już zamknąć garaż. Do wnętrza ciasnego zagracanego pomieszczenia wpadało jedynie blade światło dnia przebijające się z trudem przez brudne dachowe okienko.
- Ta spluwa nie będzie ci potrzebna - rzucił po krótkiej chwili - A jak zaczniesz strzelać, psy od razu cię namierzą. Schowaj gnata.
Badass podjął decyzję w ułamku sekundy. Pchnięte z całej siły nosze wjechały do ciemnego zagraconego garażu zatrzymując się z metalicznym trzaskiem na warsztatowym stole zastawionym brudnymi kartonami. Tofi prześlizgnął się pod opuszczanymi naprędce wrotami garażu, ściąganymi w dół przez gęsto zarośniętego mężczyznę w średnim wieku, noszącego pobrudzony smarem roboczy kombinezon.
Nie wypuszczając torby z lewej ręki Badass obrzucił badawczym spojrzeniem nieprzytomnego Tempera, po czym odwrócił się w stronę tajemniczego wybawiciela. W jego prawej dłoni błysnął zabrany pobitemu ratownikowi Federal Arms.
- Spokojnie, stary! - wyrzucił z siebie obcy, który zdążył już zamknąć garaż. Do wnętrza ciasnego zagracanego pomieszczenia wpadało jedynie blade światło dnia przebijające się z trudem przez brudne dachowe okienko.
- Ta spluwa nie będzie ci potrzebna - rzucił po krótkiej chwili - A jak zaczniesz strzelać, psy od razu cię namierzą. Schowaj gnata.
Jak Tofi to rozegra?