PBF - Pachnidło
-
Rikandur
- Reactions:
- Posty: 392
- Rejestracja: 06 lipca 2013, 21:40
- Has thanked: 36 times
- Been thanked: 3 times
[Bgur]
"Ha, ha, ha! Cieszę się twoją radością!"
Bgur zachichotał widząc jak nagle krasnolud eksplodował radośnie, a oczy mu zabłysły jak usłyszał deklarację kupca. Hojny i z gestem, takie kontakty warto kultywować.
Upewniwszy się że cała drużyna idzie razem uśmiechnął się ponownie i podążył za nim do domu ambasadora.
"A jakie trunki poleciłbyś szlachetny kupcze? Kotek musi być głodny, a i ja bym nie pogardził."
"Ha, ha, ha! Cieszę się twoją radością!"
Bgur zachichotał widząc jak nagle krasnolud eksplodował radośnie, a oczy mu zabłysły jak usłyszał deklarację kupca. Hojny i z gestem, takie kontakty warto kultywować.
Upewniwszy się że cała drużyna idzie razem uśmiechnął się ponownie i podążył za nim do domu ambasadora.
"A jakie trunki poleciłbyś szlachetny kupcze? Kotek musi być głodny, a i ja bym nie pogardził."
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Darion wlot zrozumiał, że to świetny moment za zdobycie rozgłosu i sławy wśród ludu Throalu. Co prawda snucie opowieści o zakatrupieniu zabójców w sytuacji gdy ich pozostałe zastępy mogły czaić się w okolicy była dość ryzykowna, ale perspektywa darmowych napitków i towarzystwa w łożnicy rozochoconych bohaterstwem Dariona dziewoi warte było tego ryzyka.
Człowiek czym prędzej ściągnął z pleców lutnię i wskoczył na beczkę.
- Posłuchajcie mieszkańcy najwspanialszego miasta w Barsawii opowieści o uratowaniu Yacusa Byril'aha, z Rodu Byril'ah, kupca throalskiego! Mój kompan oszczędny w słowach jest i jako wielki wojownik gotów uznawać za rutynę to w czym inni przebłysk palca Pasji i szczerozłote bohaterstwo pomiarkują.
Darion zagrał pierwsze akordy licząc na to, że magia Pieśni Uczuć połączy naprędce sklecone słowa w porywającą opowieść.
- Historia ta zaczyna się dnia dzisiejszego gdy po trudach zaznanych w dzikich ostępach Barsawi gdzie dokonaliśmy rzeczy tak znamienitych i ważkich, że zasługują na serię innych pieśni.
(Krótka solówka na lutni mająca przyciągnąć uwagę tłumu)
- Przemierzaliśmy piękne uliczki Wielkiego Targu skąpane w ostatnich promieniach słońca, gdy zjawiskowa Arinya, której uroda jest niezrównana podobnie jak jej intelekt i wrażliwość wielka, stanęła i pobladło jej lico. Przemówiła do nas w te słowa. "Baczność herosi! Moją duszę przeszył sopel nienawiści. Ktoś w pobliżu potrzebuje naszej pomocy. Pośpieszajmy czym prędzej"
Darion zagrał głośnie i pośpieszne akordy.
Wiedzeni wieszczym przeczuciem wspaniałej Pani, trafiliśmy na zaułek mrocznej otchłani.
Rozległ się głos pomocy żebrzący i charkot jaki wdaje konający.
Kharag który w sprincie się lubuje - wrzasnął - ja ich uratuje.
Za nim Bgur wyskoczy mknąc aż rozmazał się przed oczy.
I ja tam byłem z Vorteksem pozycję dzieliłem.
(krótka wstawka budująca napięcie)
Wpadliśmy w zaułek z pogardą śmierci na ratunek.
Zobaczyliśmy zgraję oprychów szkaradnych używających mówiąc delikatnie słów nieładnych,
Słów tych tutaj nie przetoczę bo młodzież ze zgrozy padłaby pokosem.
Kupiec z żelazem na szyi do muru przyparty mimo strasznej sytuacji nie tracił duszy hartu.
Jego ochroniarz setką ciosów zadźgany pełzł ku semu mieczu jakby ból był mu nieznany.
honor w jego żyłach się toczył, bo nie krew, którą wszystek na bruk wyboczył.
Smutne nuty na cześć umierającego ochroniarza
Sytuacja zgoła patowa była, lecz nie z takich opresji wychodzić nam bywa.
Wyszedłem przed szereg szermierkę słowną toczyć i aby ich szansą na ujście z życiem zauroczyć.
Z czasu tego skorzystała nasza bestia, która jak brat z bratem z Kharagiem mieszka.
Złoczyńcy widząc swojej sytuacji ekskrementy, zagwizdali wzywając swych towarzyszy zastępy
(Krótka złowroga melodia)
Gdy już mroki rozjaśniały dziesiątki złowrogo pałających oczu, niektóren nie strzymał by moczy
My jednak zadziałaliśmy jak jeden organizm, jak dobrze naoliwiony trybowy mechanizm.
W mig wietrznniak sztylet z rąk zbója wyszarpnął, a tygrys złoczyńcę za grzbiet capnął.
Sprawność naszą zobaczywszy pozostali zbójcy zbiegli ostrzy nawet nie obnażywszy.
Trzy trupy zaułek tamten skrywa, aby naszą historię potwierdzić, jako jest prawdziwa.
(Kilka ostrych nut ładnie podsumowujących historię)
Teraz mili mieszkańce niech zadzwonią dzbańce!
Wypijmy tak za ocalonych jak i za ochroniarzy na służbie zamęczonych!
Za nas także sobie nie żałujcie, a i wy panny z wdzięczności trochę pofolgujcie!
Darion zręcznie zeskoczył z beczki i pokłonił się nisko przed tłumem.
Człowiek czym prędzej ściągnął z pleców lutnię i wskoczył na beczkę.
- Posłuchajcie mieszkańcy najwspanialszego miasta w Barsawii opowieści o uratowaniu Yacusa Byril'aha, z Rodu Byril'ah, kupca throalskiego! Mój kompan oszczędny w słowach jest i jako wielki wojownik gotów uznawać za rutynę to w czym inni przebłysk palca Pasji i szczerozłote bohaterstwo pomiarkują.
Darion zagrał pierwsze akordy licząc na to, że magia Pieśni Uczuć połączy naprędce sklecone słowa w porywającą opowieść.
- Historia ta zaczyna się dnia dzisiejszego gdy po trudach zaznanych w dzikich ostępach Barsawi gdzie dokonaliśmy rzeczy tak znamienitych i ważkich, że zasługują na serię innych pieśni.
(Krótka solówka na lutni mająca przyciągnąć uwagę tłumu)
- Przemierzaliśmy piękne uliczki Wielkiego Targu skąpane w ostatnich promieniach słońca, gdy zjawiskowa Arinya, której uroda jest niezrównana podobnie jak jej intelekt i wrażliwość wielka, stanęła i pobladło jej lico. Przemówiła do nas w te słowa. "Baczność herosi! Moją duszę przeszył sopel nienawiści. Ktoś w pobliżu potrzebuje naszej pomocy. Pośpieszajmy czym prędzej"
Darion zagrał głośnie i pośpieszne akordy.
Wiedzeni wieszczym przeczuciem wspaniałej Pani, trafiliśmy na zaułek mrocznej otchłani.
Rozległ się głos pomocy żebrzący i charkot jaki wdaje konający.
Kharag który w sprincie się lubuje - wrzasnął - ja ich uratuje.
Za nim Bgur wyskoczy mknąc aż rozmazał się przed oczy.
I ja tam byłem z Vorteksem pozycję dzieliłem.
(krótka wstawka budująca napięcie)
Wpadliśmy w zaułek z pogardą śmierci na ratunek.
Zobaczyliśmy zgraję oprychów szkaradnych używających mówiąc delikatnie słów nieładnych,
Słów tych tutaj nie przetoczę bo młodzież ze zgrozy padłaby pokosem.
Kupiec z żelazem na szyi do muru przyparty mimo strasznej sytuacji nie tracił duszy hartu.
Jego ochroniarz setką ciosów zadźgany pełzł ku semu mieczu jakby ból był mu nieznany.
honor w jego żyłach się toczył, bo nie krew, którą wszystek na bruk wyboczył.
Smutne nuty na cześć umierającego ochroniarza
Sytuacja zgoła patowa była, lecz nie z takich opresji wychodzić nam bywa.
Wyszedłem przed szereg szermierkę słowną toczyć i aby ich szansą na ujście z życiem zauroczyć.
Z czasu tego skorzystała nasza bestia, która jak brat z bratem z Kharagiem mieszka.
Złoczyńcy widząc swojej sytuacji ekskrementy, zagwizdali wzywając swych towarzyszy zastępy
(Krótka złowroga melodia)
Gdy już mroki rozjaśniały dziesiątki złowrogo pałających oczu, niektóren nie strzymał by moczy
My jednak zadziałaliśmy jak jeden organizm, jak dobrze naoliwiony trybowy mechanizm.
W mig wietrznniak sztylet z rąk zbója wyszarpnął, a tygrys złoczyńcę za grzbiet capnął.
Sprawność naszą zobaczywszy pozostali zbójcy zbiegli ostrzy nawet nie obnażywszy.
Trzy trupy zaułek tamten skrywa, aby naszą historię potwierdzić, jako jest prawdziwa.
(Kilka ostrych nut ładnie podsumowujących historię)
Teraz mili mieszkańce niech zadzwonią dzbańce!
Wypijmy tak za ocalonych jak i za ochroniarzy na służbie zamęczonych!
Za nas także sobie nie żałujcie, a i wy panny z wdzięczności trochę pofolgujcie!
Darion zręcznie zeskoczył z beczki i pokłonił się nisko przed tłumem.
Darion używa dyscypliny "Pieśń Uczuć" aby rozkochać w sobie tłum.
Sory za kiepskie rymy ale piszę z marszu
Sory za kiepskie rymy ale piszę z marszu
Ostatnio zmieniony 11 marca 2015, 06:23 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
Widząc, iż drużyna opuszcza zaułek (Nareszcie!) Voor'tex sfrunął z dachu, wykonując po drodze zgrabne salto i usiadł na ramieniu Gbura. Zebrani ludzie i przemowa Dariona podobała mu się, pomimo kilku rymów kiepskiej jakości. Niemniej cóż, szybka improwizacja miała swoje prawa. Poczekał więc, aż człowiek skończył i sam wskoczył na beczkę, która tej nocy zdawała się centrum kulturalnego życia ulicy:
- O szlachetni Władcy Imion, synowie swych ojców i córki swych matek, a także kamieni... - rozpoczął wesołym tonem. - zanim poznacie odpowiedź na swoje pytanie, pozwólcie mi przedstawić naszą zacną drużynę:
- Ta oto piękna elfka, Arinya, będąca dowodem na to, iż istnieją róże bez kolców, jest w istocie księżniczka z dalekiej krainy, która w dzieciństwie została przez złą macochę wylana dzieckiem z kąpielą. Jednakowoż dobre Pasje ulitowały się nad nią i spłynęła aż do Brasawii, by tutaj wspomagać niewinnych i cieszyć wasze oczy swą niepospolitą urodą.
- Ten oto mąż, który bawił was grą na lutni i zacną pieśnią - Wietrzniak skinął w stronę Dariona - Jest także księciem z innej dalekiej krainy, który zakochany okrutnie w Arinyi przyrzekł pokonać 1000 Horrorów by zdobyć jej względy. Niestety pomylił się w liczeniu gdzieś przy 990 i musi zaczynać od nowa. Historia jego miłości jest jednak tak piękna i wzruszająca, iż opowiada ją jedynie po pijaku, co miejcie na względzie, chcąc ją poznać w całości.
- Nasz zacny towarzysz Gbur - tu Voor'tex wskazał Trolla - jest w istocie mędrcem, wśród swego ludu, ponieważ potrafi odróżnić dynię od swojej głowy, a poza tym potrafi używać nie tylko noża, lecz także widelca! Potrafi także używać dwusylabowych słów, choć tylko w dni parzyste.
- Zaś ten przystojny ork, Kharag, jest wykwalifikowanym masażystą dzikich kotów - Wietrzniak skłonił się w stronę Władcy Zwierząt. - A także utalentowanym artystą, który w wolnym czasie maluje żaby na zielono. Na pewno, szlachetni Dawcy Imion nie raz widzieliście w swym życiu zieloną żabę. Zarówno ona jak i wszystkie jej towarzyszki ozdabiają Brasawię właśnie dzięki talentowi naszego druha!
- Ja zaś jestem Władcą Smoków - rzekł na koniec. - który swego czasu pożerał całe flotylle Therańskich statków zagryzając Behemotem. Jednakże ostatnio pojąłem, iż świat nie jest jeszcze przygotowany na moje objawienie i wspaniałość. Dlatego też postanowiłem przemienić się, za pomocą mej potężnej magii, w skromnego Wietrzniaka, uczonego, znanego w całej Brasławii specjalistę od patrzenia w niebo!
- O szlachetni Władcy Imion, synowie swych ojców i córki swych matek, a także kamieni... - rozpoczął wesołym tonem. - zanim poznacie odpowiedź na swoje pytanie, pozwólcie mi przedstawić naszą zacną drużynę:
- Ta oto piękna elfka, Arinya, będąca dowodem na to, iż istnieją róże bez kolców, jest w istocie księżniczka z dalekiej krainy, która w dzieciństwie została przez złą macochę wylana dzieckiem z kąpielą. Jednakowoż dobre Pasje ulitowały się nad nią i spłynęła aż do Brasawii, by tutaj wspomagać niewinnych i cieszyć wasze oczy swą niepospolitą urodą.
- Ten oto mąż, który bawił was grą na lutni i zacną pieśnią - Wietrzniak skinął w stronę Dariona - Jest także księciem z innej dalekiej krainy, który zakochany okrutnie w Arinyi przyrzekł pokonać 1000 Horrorów by zdobyć jej względy. Niestety pomylił się w liczeniu gdzieś przy 990 i musi zaczynać od nowa. Historia jego miłości jest jednak tak piękna i wzruszająca, iż opowiada ją jedynie po pijaku, co miejcie na względzie, chcąc ją poznać w całości.
- Nasz zacny towarzysz Gbur - tu Voor'tex wskazał Trolla - jest w istocie mędrcem, wśród swego ludu, ponieważ potrafi odróżnić dynię od swojej głowy, a poza tym potrafi używać nie tylko noża, lecz także widelca! Potrafi także używać dwusylabowych słów, choć tylko w dni parzyste.
- Zaś ten przystojny ork, Kharag, jest wykwalifikowanym masażystą dzikich kotów - Wietrzniak skłonił się w stronę Władcy Zwierząt. - A także utalentowanym artystą, który w wolnym czasie maluje żaby na zielono. Na pewno, szlachetni Dawcy Imion nie raz widzieliście w swym życiu zieloną żabę. Zarówno ona jak i wszystkie jej towarzyszki ozdabiają Brasawię właśnie dzięki talentowi naszego druha!
- Ja zaś jestem Władcą Smoków - rzekł na koniec. - który swego czasu pożerał całe flotylle Therańskich statków zagryzając Behemotem. Jednakże ostatnio pojąłem, iż świat nie jest jeszcze przygotowany na moje objawienie i wspaniałość. Dlatego też postanowiłem przemienić się, za pomocą mej potężnej magii, w skromnego Wietrzniaka, uczonego, znanego w całej Brasławii specjalistę od patrzenia w niebo!
Mam spor wyobraźni jako poeta i używam jej by rozbawić tum. Nie staram się jednak nikogo tak naprawdę okłamać (zresztą, w te bzdury, które płyną z mych ust ciężko chyba komukolwiek uwierzyć) a raczej po prostu rozśmieszyć zebranych, by nas dłużej i lepiej wspominali.
Oczywiście, jeśli drużyna zechce przenieść się gdzieś dalej, podążam wraz z nią.
Oczywiście, jeśli drużyna zechce przenieść się gdzieś dalej, podążam wraz z nią.
Ostatnio zmieniony 11 marca 2015, 17:26 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
- Piekielni kucharze! - powiedział szeptem Kharag, śmiejąc się do siebie. Nazwa drużyny pojawiła się szybko i patrząc na posturę Gbura i zmasakrowane zwłoki leżące na ulicy, (pocięte niczym plastry) - w mniemaniu orka nazwa była całkiem adekwatna.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
[Voor'tex]
- Na razie nazwaliśmy się skromnie: Więź Krwi. Jednak jesteśmy otwarci na propozycję, bowiem nazwa ta nie oddaje naszych mnogich zalet. Kto z was, o przezacni słuchacze, wymyśli dziś lepsze miano dla naszej radosnej drużyny, otrzyma całusa od pięknej Arinyi. Jeśli jednak pomysł nam się nie spodoba, całusa da wam Gbur. Cóż, bez ryzyka, nie ma zabawy!
To powiedziawszy Wietrzniak sfrunął z beczki i usadowił się na ramieniu Trolla.
- Idziemy do ambasadora? - zapytał niewinnie swych towarzyszy.
- Na razie nazwaliśmy się skromnie: Więź Krwi. Jednak jesteśmy otwarci na propozycję, bowiem nazwa ta nie oddaje naszych mnogich zalet. Kto z was, o przezacni słuchacze, wymyśli dziś lepsze miano dla naszej radosnej drużyny, otrzyma całusa od pięknej Arinyi. Jeśli jednak pomysł nam się nie spodoba, całusa da wam Gbur. Cóż, bez ryzyka, nie ma zabawy!
To powiedziawszy Wietrzniak sfrunął z beczki i usadowił się na ramieniu Trolla.
- Idziemy do ambasadora? - zapytał niewinnie swych towarzyszy.
Spoiler!
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Dawcy Imion
Chwała drużynie Więź Krwi, wypijemy za Was i Yacusa.
Chwilę to trwało ale ruszyliście w stronę ambasady krasnoludzkiej.
Yacus
To nazywacie się Więź Krwi, jeszcze o Was nie słyszałem, ale pewnie usłyszę, od dawna się znacie? Ruszajmy do domu ambasadora.
Dom ambasadora Throalu stoi cokolwiek na uboczu, otacza go pieczołowicie wypielęgnowany ogród i wysoki mur. W stróżówce przy bramie znajduje się zawsze uzbrojony strażnik - tym razem, na widok Yacusa, kłania się grzecznie i co rychlej otwiera kutą z żelaza bramę. Kupiec prowadzi drużynę wprost do drzwi, do których dość bezceremonialnie łomocze. Końcem laski odsuwa służącego i sam pełni honory domu, prosząc Adeptów do środka. Sługa - stary, siwy krasnolud - wzywa natychmiast pokojówki, by szykowały gościom dostojnego pana kąpiel i pokoje nie pytając nawet, czy nasi bohaterowie zamierzają nocować. Yacus posyła służbę, by sprowadziła ciało jego ochroniarza, zabitego w czasie napaści, i zapewniła mu należne honory.
W domu krasnoludów wszystko zdaje się działać jak precyzyjnie zbudowany mechanizm. Adepci zostają sprawnie wysłani do kąpieli, trafiają w ręce służącej, która trefi im włosy, a następnie zaprowadzeni do pokoju gościnnego - przy czym pokojówka przeprasza z całego serca, że wolna jest tylko jedna komnata, wybawcy pana Yacus Byril'ah muszą wiec zamieszkać wspólnie. Jeśli drużyna zostawiła cokolwiek w jakiejś gospodzie, stary majordomus bez chwili wahania posyła po to umyślnego. Słowem - nasi Adepci traktowani są w domu Ambasadora lepiej, niż na dworze niejednego władcy.
Kolację serwuje się w olbrzymiej sali, przy gigantycznym stole, u szczytu którego zasiada ambasador Taranv Ptak i Yacus Byril'ah, dalej Adepci oraz cały tłum krasnoludów. Bohaterów zdziwić może, że służący jedzą przy tym samym stole, co ich pan - zostaną jednak szybko poinformowani, że zgodnie ze Wspólną Deklaracją sprzątanie pokoi jest pracą, podobnie jak obowiązki dyplomaty, nie ma wiec powodu, by sprzątaczy traktować gorzej, niż polityków. Obydwaj dostojnicy traktują drużynę z niezwykłą uprzejmością, pojmują ją jednak na sposób krasnoludzki, zadają więc wiele pytań o sprawy osobiste, sami chętnie dzieląc się szczegółami z własnego życia. Pod koniec kolacji, na którą składa się wiele prostych, choć bardzo smacznych dań, Yacus przechodzi do rzeczy - prosi Adeptów, by zadbali o jego bezpieczeństwo teraz, a jeśli zechcą i potem, w czasie jego podróży powrotnej do Throalu.
Kupiec Yacus jest nie tylko handlowcem i przedstawicielem potężnego Rodu Byril'ah - jest również Mistrzem Zapachów, prominentnym członkiem Królewskiego Cechu Perfumiarzy. Od wielu lat zmaga się z problemem zapachów Throalu i wreszcie znalazł się o krok od rozwiązania - tylko kilka badań dzieli go od odkrycia Niepachnidła, substancji, która zamiast wydzielać zapach, pochłania go.
A więc ocaliliście życie czcigodnego Yacusa tak?
Chwała drużynie Więź Krwi, wypijemy za Was i Yacusa.
Chwilę to trwało ale ruszyliście w stronę ambasady krasnoludzkiej.
Yacus
To nazywacie się Więź Krwi, jeszcze o Was nie słyszałem, ale pewnie usłyszę, od dawna się znacie? Ruszajmy do domu ambasadora.
Ambasador i Mistrz Zapachów
Dom ambasadora Throalu stoi cokolwiek na uboczu, otacza go pieczołowicie wypielęgnowany ogród i wysoki mur. W stróżówce przy bramie znajduje się zawsze uzbrojony strażnik - tym razem, na widok Yacusa, kłania się grzecznie i co rychlej otwiera kutą z żelaza bramę. Kupiec prowadzi drużynę wprost do drzwi, do których dość bezceremonialnie łomocze. Końcem laski odsuwa służącego i sam pełni honory domu, prosząc Adeptów do środka. Sługa - stary, siwy krasnolud - wzywa natychmiast pokojówki, by szykowały gościom dostojnego pana kąpiel i pokoje nie pytając nawet, czy nasi bohaterowie zamierzają nocować. Yacus posyła służbę, by sprowadziła ciało jego ochroniarza, zabitego w czasie napaści, i zapewniła mu należne honory.
W domu krasnoludów wszystko zdaje się działać jak precyzyjnie zbudowany mechanizm. Adepci zostają sprawnie wysłani do kąpieli, trafiają w ręce służącej, która trefi im włosy, a następnie zaprowadzeni do pokoju gościnnego - przy czym pokojówka przeprasza z całego serca, że wolna jest tylko jedna komnata, wybawcy pana Yacus Byril'ah muszą wiec zamieszkać wspólnie. Jeśli drużyna zostawiła cokolwiek w jakiejś gospodzie, stary majordomus bez chwili wahania posyła po to umyślnego. Słowem - nasi Adepci traktowani są w domu Ambasadora lepiej, niż na dworze niejednego władcy.
Kolację serwuje się w olbrzymiej sali, przy gigantycznym stole, u szczytu którego zasiada ambasador Taranv Ptak i Yacus Byril'ah, dalej Adepci oraz cały tłum krasnoludów. Bohaterów zdziwić może, że służący jedzą przy tym samym stole, co ich pan - zostaną jednak szybko poinformowani, że zgodnie ze Wspólną Deklaracją sprzątanie pokoi jest pracą, podobnie jak obowiązki dyplomaty, nie ma wiec powodu, by sprzątaczy traktować gorzej, niż polityków. Obydwaj dostojnicy traktują drużynę z niezwykłą uprzejmością, pojmują ją jednak na sposób krasnoludzki, zadają więc wiele pytań o sprawy osobiste, sami chętnie dzieląc się szczegółami z własnego życia. Pod koniec kolacji, na którą składa się wiele prostych, choć bardzo smacznych dań, Yacus przechodzi do rzeczy - prosi Adeptów, by zadbali o jego bezpieczeństwo teraz, a jeśli zechcą i potem, w czasie jego podróży powrotnej do Throalu.
Kupiec Yacus jest nie tylko handlowcem i przedstawicielem potężnego Rodu Byril'ah - jest również Mistrzem Zapachów, prominentnym członkiem Królewskiego Cechu Perfumiarzy. Od wielu lat zmaga się z problemem zapachów Throalu i wreszcie znalazł się o krok od rozwiązania - tylko kilka badań dzieli go od odkrycia Niepachnidła, substancji, która zamiast wydzielać zapach, pochłania go.
Ambasador Taranv Ptak
A więc ocaliliście życie czcigodnego Yacusa tak?
Techniczny
Narracja w tej przygodzie jest prowadzona jak wyżej w III osobie często, nieco z z boku. To nieco sfabularyzowany przebieg wydarzeń.
Można protestować przeciwko trefieniu włosów czy kąpieli, ale pewne przygotowania wskazane.Narracja w tej przygodzie jest prowadzona jak wyżej w III osobie często, nieco z z boku. To nieco sfabularyzowany przebieg wydarzeń.
Ostatnio zmieniony 13 marca 2015, 22:40 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Mistrzu, w technicznym piszesz, że idziemy wąskimi uliczkami, zaś fabularnie że siedzimy przy stole. To w końcu gdzie jesteśmy?
Od MG
Jesteście u ambasadora, uliczkami przeszliście, uznałem, ze nie warto dzielić włosa na czworo, jesteście w rezydencji po przygotowaniach do uczty.
Ostatnio zmieniony 13 marca 2015, 23:06 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
- Meh, drobiazg - machnął ręką ork, biorący kiść czerwonych winogron - jego ulubionego przysmaku. - Ot, jacyś skrytobójcy mieli na niego zlecenie - tu porozumiewawczo mrugnął do krasnoluda. - Na szczęście skończyło się dobrze. I szybko! - dodał, uśmiechając się i tryskając z ust sokiem przegryzanych na pół słodkich winogron.
- A więc... mlask mlask... mówicie, panie, żebyśmy służyli za strażników mości Yacusa? Wypada więc zapytać, czemuż to takie ważne? I dlaczego nie możecie panie, dajmy na to - wynająć zawodowych strażników karawan?
- A więc... mlask mlask... mówicie, panie, żebyśmy służyli za strażników mości Yacusa? Wypada więc zapytać, czemuż to takie ważne? I dlaczego nie możecie panie, dajmy na to - wynająć zawodowych strażników karawan?
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Voor'tex był wdzięczny za możliwość odświeżenia się - zwłaszcza po całym dniu, spędzonym na targowisku. Choć odmówił trefnienia włosów, tłumacząc, iż jego fryzura jest symbolem osobistej wiary w wolność jednostki. Natychmiast też otworzył okno w komnacie - nie lubił zamkniętych przestrzeni. Brak widoku nieba działał na niego przytłaczająco.
[center]***[/center]
Krasnoludy zebrane w Sali były życzliwe i hałaśliwe w nowy, nie znany mu wcześniej sposób. Z początku myślał, że ambasador ma bardzo liczną rodzinę, stąd ten tłok przy stole. Jednak, gdy zapytał o to jakiegoś poważnie wyglądającego krasnoluda, który siedział nieopodal, ten wyjaśnił mu prawdziwe powody tak licznego zgromadzenia. Wietrzniak słysząc jego słowa wybuchnął perlistym śmiechem. I śmiał się tak długo i szczerze, aż w kącikach oczy zaczęły mu się zbierać łzy.
Jaki piękny, poukładany świat - pomyślał z rozbawieniem, nakładając sobie owoców. Jaki poukładany i jaki nienaturalny. Coś, być może tkwiąca w nim głęboko przekora, kazała mu popsuć nieco ten idealny obraz.
- Ojej - powiedział, łapiąc oddech i ocierając rękawem oczy - macie tutaj naprawdę dziwaczne zwyczaje! Czy to znaczy, że wasza służba nie jest szczęśliwa będąc tam, gdzie jest i musi być gdzieś indziej? Czy też wasz ambasador musi poczuć się szczęśliwy uszczęśliwiając innych?
Krasnolud łypnął na niego zaskoczony i pogłaskał brodę w odruchu, który jasno zdradzał, iż nie za bardzo wie, co ma powiedzieć.
- Zacny panie - kontynuował Voor'tex przerywając swój wywód parsknięciami śmiechu - już natura poucza nas iż równość wcale nie jest zdrowa ani dobra. Piękno wynika ze złożoności. Czy kwiat czuje się źle, bo nie jest drzewem? Wasze działania dowodzą, iż uważacie, że ci, którzy są niżej na drabinie społecznej, chcą tego, co mają ci powyżej. Z drugiej zaś strony ci, którzy są wyżej dostają to co ci poniżej. Co za nonsens! W ten sposób napędzacie pragnienia jednych a nie nagradzacie starań innych. Wszakże bycie ambasadorem jak zgaduję wymaga więcej wysiłku i nauki niż służba.
- Z drugiej strony - kontynuował, nie zauważając oczywistego oburzenia rozmówcy - będąc służącym wolałbym chyba jednak nie siedzieć tutaj, lecz wspólnie z innymi spędzać czas przy stole w kuchni. Gdzie mógłbym się upić, opowiedzieć kilka niewybrednych dowcipów i poflirtować z pięknymi dziewczętami - czego tutaj, żadną miarą nie wypadałoby mi czynić.
Krasnolud chciał coś odpowiedzieć, Wietrzniak nie dał mu jednak dojść do słowa. Jego rozmówca sapnął więc i się naburmuszył.
- Ach wy krasnoludy i te wasze pomysły - śmiał się dalej. - Jeśli chcecie na świecie równości, to czemu nie proklamujecie skrócenia Trolli i rozciągnięcia Wietrzniaków? Co do mnie, jestem szczęśliwy z moją odmiennością. I nie trzeba mi więcej. A więc może to jest waszym problemem? Najwyraźniej bowiem nie jesteście szczęśliwi posiadając to, co dała wam natura, z urodzenia czy poprzez talent...
- Tak więc jak dla mnie każdy powinien być szczęśliwy tam, gdzie jest. I nie udawać kogoś innego. Równość zawsze krzywdzi tych, którzy wyrastają ponad pospólstwo. I zawsze oznacza, że równa się do tych, którzy są najniżej. Co do mnie uważam, że zarówno s król nie czuje się dobrze przy stole z chłopem jak i chłop przy stole z królem - lecz każdy ma swoje miejsce i tyle. Wolność powinna raczej polegać na swobodnym wyborze tego miejsca. A nie na równaniu jednych i drugich... Takie jest moje zdanie. Ale oczywiście, każdy ma prawo do swojego. Na tym polega właśnie wolność, czyż nie? Więc wy się obrażajcie panie, ja zaś zostanę przy swoim i będę się dalej śmiał...
Zakończył, filuternie mrużąc oko i sięgając po kieliszek z winem. Następnie zaś, z talentem właściwym swej rasie, zignorował oburzonego sąsiada i skupił się na rozmowie jaką prowadził Kharag z Ambasadorem...
[center]***[/center]
Krasnoludy zebrane w Sali były życzliwe i hałaśliwe w nowy, nie znany mu wcześniej sposób. Z początku myślał, że ambasador ma bardzo liczną rodzinę, stąd ten tłok przy stole. Jednak, gdy zapytał o to jakiegoś poważnie wyglądającego krasnoluda, który siedział nieopodal, ten wyjaśnił mu prawdziwe powody tak licznego zgromadzenia. Wietrzniak słysząc jego słowa wybuchnął perlistym śmiechem. I śmiał się tak długo i szczerze, aż w kącikach oczy zaczęły mu się zbierać łzy.
Jaki piękny, poukładany świat - pomyślał z rozbawieniem, nakładając sobie owoców. Jaki poukładany i jaki nienaturalny. Coś, być może tkwiąca w nim głęboko przekora, kazała mu popsuć nieco ten idealny obraz.
- Ojej - powiedział, łapiąc oddech i ocierając rękawem oczy - macie tutaj naprawdę dziwaczne zwyczaje! Czy to znaczy, że wasza służba nie jest szczęśliwa będąc tam, gdzie jest i musi być gdzieś indziej? Czy też wasz ambasador musi poczuć się szczęśliwy uszczęśliwiając innych?
Krasnolud łypnął na niego zaskoczony i pogłaskał brodę w odruchu, który jasno zdradzał, iż nie za bardzo wie, co ma powiedzieć.
- Zacny panie - kontynuował Voor'tex przerywając swój wywód parsknięciami śmiechu - już natura poucza nas iż równość wcale nie jest zdrowa ani dobra. Piękno wynika ze złożoności. Czy kwiat czuje się źle, bo nie jest drzewem? Wasze działania dowodzą, iż uważacie, że ci, którzy są niżej na drabinie społecznej, chcą tego, co mają ci powyżej. Z drugiej zaś strony ci, którzy są wyżej dostają to co ci poniżej. Co za nonsens! W ten sposób napędzacie pragnienia jednych a nie nagradzacie starań innych. Wszakże bycie ambasadorem jak zgaduję wymaga więcej wysiłku i nauki niż służba.
- Z drugiej strony - kontynuował, nie zauważając oczywistego oburzenia rozmówcy - będąc służącym wolałbym chyba jednak nie siedzieć tutaj, lecz wspólnie z innymi spędzać czas przy stole w kuchni. Gdzie mógłbym się upić, opowiedzieć kilka niewybrednych dowcipów i poflirtować z pięknymi dziewczętami - czego tutaj, żadną miarą nie wypadałoby mi czynić.
Krasnolud chciał coś odpowiedzieć, Wietrzniak nie dał mu jednak dojść do słowa. Jego rozmówca sapnął więc i się naburmuszył.
- Ach wy krasnoludy i te wasze pomysły - śmiał się dalej. - Jeśli chcecie na świecie równości, to czemu nie proklamujecie skrócenia Trolli i rozciągnięcia Wietrzniaków? Co do mnie, jestem szczęśliwy z moją odmiennością. I nie trzeba mi więcej. A więc może to jest waszym problemem? Najwyraźniej bowiem nie jesteście szczęśliwi posiadając to, co dała wam natura, z urodzenia czy poprzez talent...
- Tak więc jak dla mnie każdy powinien być szczęśliwy tam, gdzie jest. I nie udawać kogoś innego. Równość zawsze krzywdzi tych, którzy wyrastają ponad pospólstwo. I zawsze oznacza, że równa się do tych, którzy są najniżej. Co do mnie uważam, że zarówno s król nie czuje się dobrze przy stole z chłopem jak i chłop przy stole z królem - lecz każdy ma swoje miejsce i tyle. Wolność powinna raczej polegać na swobodnym wyborze tego miejsca. A nie na równaniu jednych i drugich... Takie jest moje zdanie. Ale oczywiście, każdy ma prawo do swojego. Na tym polega właśnie wolność, czyż nie? Więc wy się obrażajcie panie, ja zaś zostanę przy swoim i będę się dalej śmiał...
Zakończył, filuternie mrużąc oko i sięgając po kieliszek z winem. Następnie zaś, z talentem właściwym swej rasie, zignorował oburzonego sąsiada i skupił się na rozmowie jaką prowadził Kharag z Ambasadorem...
Cały mój wywód przeprowadzam w dość żartobliwym tonie, dając jednak do zrozumienia, że traktuję temat lekko. Jeśli rozmówca się zaburzy to trudno.
Voor'tex jest generalnie bardzo inteligentny, a ponadto dość przekorny, dlatego lubi wtrącić swoje trzy grosze w poukładany świat krasnoludów. Dla niego jest to tylko ćwiczenie intelektualne i równie dobrze mógłby dowodzić całkowicie przeciwnych tez. Tak naprawdę nie przywiązuje się do głoszonych poglądów - po prostu lubi stwarzać zamieszanie.
Voor'tex jest generalnie bardzo inteligentny, a ponadto dość przekorny, dlatego lubi wtrącić swoje trzy grosze w poukładany świat krasnoludów. Dla niego jest to tylko ćwiczenie intelektualne i równie dobrze mógłby dowodzić całkowicie przeciwnych tez. Tak naprawdę nie przywiązuje się do głoszonych poglądów - po prostu lubi stwarzać zamieszanie.
Ostatnio zmieniony 14 marca 2015, 12:38 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
[Arinya]
Eflka przyglądała się wszystkim zgromadzonym ciesząc się z wyjątkowego zebrania. Miała okazję wziąć kąpiel z olejkami zapachowymi, których brakuje w innych częściach świata. Nie mogła oprzeć się skorzystania z takiej okazji. Służba także potraktowała jej osobę z dużym zaangażowaniem, co poprawiło jej humor do końca wieczoru. Siedząc z wszystkimi przy stole, wolała nie odzywać się na początku, czekając co gospodarz wypowie się pierwszy. Gdy członkowie kompani zaczęli mówić swoje kwestie postanowiła dorzucić kilka słów:
- Chciałabym powiedzieć, że bardzo dziękuję za gościnę i wspaniałe przyjęcie. Panie Ptak, niech się Pan nie przejmuje Voor'texem, on zawsze mówi za wszystkich, nawet tych, których w życiu jeszcze nie widział. A co do pańskiego pytania to faktycznie, uratowaliśmy Yacusa. Dosłownie miał nóż na gardle...
Arinya uśmiechnęła się czarująco, po czym złapała za kielich z jednym z najlepszych czerwonych win jakie serwowano na przyjęciu. Wstała nagle z krzesła i odezwała się do wszystkich:
- Panowie, chciałabym wznieść toast za naszą Wieź Krwi oraz za uratowanie Yacusa przed bandytami. Myślę, że to najlepsza okazja, bo później możemy się już nie spotkać w tak doborowym towarzystwie.
Eflka przyglądała się wszystkim zgromadzonym ciesząc się z wyjątkowego zebrania. Miała okazję wziąć kąpiel z olejkami zapachowymi, których brakuje w innych częściach świata. Nie mogła oprzeć się skorzystania z takiej okazji. Służba także potraktowała jej osobę z dużym zaangażowaniem, co poprawiło jej humor do końca wieczoru. Siedząc z wszystkimi przy stole, wolała nie odzywać się na początku, czekając co gospodarz wypowie się pierwszy. Gdy członkowie kompani zaczęli mówić swoje kwestie postanowiła dorzucić kilka słów:
- Chciałabym powiedzieć, że bardzo dziękuję za gościnę i wspaniałe przyjęcie. Panie Ptak, niech się Pan nie przejmuje Voor'texem, on zawsze mówi za wszystkich, nawet tych, których w życiu jeszcze nie widział. A co do pańskiego pytania to faktycznie, uratowaliśmy Yacusa. Dosłownie miał nóż na gardle...
Arinya uśmiechnęła się czarująco, po czym złapała za kielich z jednym z najlepszych czerwonych win jakie serwowano na przyjęciu. Wstała nagle z krzesła i odezwała się do wszystkich:
- Panowie, chciałabym wznieść toast za naszą Wieź Krwi oraz za uratowanie Yacusa przed bandytami. Myślę, że to najlepsza okazja, bo później możemy się już nie spotkać w tak doborowym towarzystwie.
Staram się zrobić dobre wrażenie na gospodarzu, a także patrzę czy jest ktoś kto nie sięga po kielich do toastu, albo widzę, że ma z tym problem. Arinya jest podejrzliwa i szuka oczyma ewentualnego szpiega w zebranych przy stole. Jemy wraz z służbą przecież.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Sąsiad Voor`texa
Skrzydlaty przyjacielu, nie bardzo wiem co Ci odpowiedzieć i na ile mówisz to poważnie. Cóż nasze społeczeństwo funkcjonuje tak od tysiecy lata, nei jest naszym celem zmienianie całej Barsawii na nasz obraz i podobieństwo, takie zamiar ma Imperium Therańskie, by uczynić świat Therą.
Ambasador do Arinyi
Zdrowie pięknej Pani i całej Więzi Krwi, oraz tygrysa, nie mozna o nim zapominać. Po raz kolejny dziękuję Wam za ocalenie Mistrza Zapachów, szacownego Yacusa. Chciałbym abyście nadal otaczali go swoją opieką, o ile Więź Krwi, wyrazi zgodę.
Skrzydlaty przyjacielu, nie bardzo wiem co Ci odpowiedzieć i na ile mówisz to poważnie. Cóż nasze społeczeństwo funkcjonuje tak od tysiecy lata, nei jest naszym celem zmienianie całej Barsawii na nasz obraz i podobieństwo, takie zamiar ma Imperium Therańskie, by uczynić świat Therą.
Ambasador do Arinyi
Zdrowie pięknej Pani i całej Więzi Krwi, oraz tygrysa, nie mozna o nim zapominać. Po raz kolejny dziękuję Wam za ocalenie Mistrza Zapachów, szacownego Yacusa. Chciałbym abyście nadal otaczali go swoją opieką, o ile Więź Krwi, wyrazi zgodę.
Techniczny
Jest tu wielu prominentnych krasnoludów, część pewnie zazdrości Yacusowi pozycji, ale ciężko stwierdzić, który z nich i czy w ogóle gra na dwa fronty. Generalnie się przypatrują wszyscy z uwagą, ale Yacus i wy, to jakby goście honorowi. Więc trudno się dziwić, zainteresowaniu jakie budzicie.
Jest tu wielu prominentnych krasnoludów, część pewnie zazdrości Yacusowi pozycji, ale ciężko stwierdzić, który z nich i czy w ogóle gra na dwa fronty. Generalnie się przypatrują wszyscy z uwagą, ale Yacus i wy, to jakby goście honorowi. Więc trudno się dziwić, zainteresowaniu jakie budzicie.
Voor'tex przerwał na chwilę rozmowę, aby przyłączyć się do toastu Arinyi. Gdy okrzyki na sali ucichły, powrócił do swego rozmówcy:
- Tysięcy lat? - zapytał z przerażeniem. - Wiele przeraźliwie długich, jak mniemam, tysięcy lat? I jeszcze wam się nie znudziło? To straszne... Skąd zatem możecie wiedzieć, że to co robicie jest lepsze od innych rzeczy, skoro nie próbowaliście nic zmieniać?
Zamyślił się na chwilę, po czym kontynuował gestykulując widelcem:
- Generalnie jednak inspiruje mnie to do ułożenia krótkiego, acz treściwego kupletu o Brasavii:
[center]Żyją tu krasnoludy,
Co równość chwalą wprzódy;
Lecz jeśli nic nie zmienią,
Wkrótce wszystkie podrzemią
Z powodu strasznej nudy![/center]
Zaimprowizował na poczekaniu.
- Nie przejmujcie się jednak panie - kontynuował dokładając sobie porcję owoców - tak naprawdę chciałem tylko sprawdzić waszą otwartość na nowe pomysły. Zgaduję jednak, ze jako rasa przejawiecie mniejszą potrzebę indywidualizacji, niż na przykłąd mój lud. Jednak na Lochosta! Nie ma nic lepszego niż parę wywrotowych teorii przy jedzeniu! Chociaż, mówiąc szczerze, według mnie powinniście spróbować jakiś nowych rozwiązań... Testowaliście może matriarchiat?
Tu przerwał, bowiem jego uwagę przyciągnęła nie zauważona wcześniej potrawa:
- O kasztany jadalne! Uwielbiam kasztany jadalne! Raczcie mi na chwilę wybaczyć... - rzekł i zajął się konsumpcją rzeczonego przysmaku.
- Tysięcy lat? - zapytał z przerażeniem. - Wiele przeraźliwie długich, jak mniemam, tysięcy lat? I jeszcze wam się nie znudziło? To straszne... Skąd zatem możecie wiedzieć, że to co robicie jest lepsze od innych rzeczy, skoro nie próbowaliście nic zmieniać?
Zamyślił się na chwilę, po czym kontynuował gestykulując widelcem:
- Generalnie jednak inspiruje mnie to do ułożenia krótkiego, acz treściwego kupletu o Brasavii:
[center]Żyją tu krasnoludy,
Co równość chwalą wprzódy;
Lecz jeśli nic nie zmienią,
Wkrótce wszystkie podrzemią
Z powodu strasznej nudy![/center]
Zaimprowizował na poczekaniu.
- Nie przejmujcie się jednak panie - kontynuował dokładając sobie porcję owoców - tak naprawdę chciałem tylko sprawdzić waszą otwartość na nowe pomysły. Zgaduję jednak, ze jako rasa przejawiecie mniejszą potrzebę indywidualizacji, niż na przykłąd mój lud. Jednak na Lochosta! Nie ma nic lepszego niż parę wywrotowych teorii przy jedzeniu! Chociaż, mówiąc szczerze, według mnie powinniście spróbować jakiś nowych rozwiązań... Testowaliście może matriarchiat?
Tu przerwał, bowiem jego uwagę przyciągnęła nie zauważona wcześniej potrawa:
- O kasztany jadalne! Uwielbiam kasztany jadalne! Raczcie mi na chwilę wybaczyć... - rzekł i zajął się konsumpcją rzeczonego przysmaku.
Ostatnio zmieniony 15 marca 2015, 13:51 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]