PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 16 marca 2015, 15:10

- Koniec i bomba a kto czytał ten trąba. - Achille mruknął i przesadnie powolnym ruchem przeczesał włosy. Tylko Gombrowits lepiej to opowiedział...

- Kret w Bournemouth tez jest elementem żartu? - Uśmiechnął się sympatycznie. Achille w myślach oceniał jak zabawna była krotochwila Vallo. Zaraz mogło się okazać, że ani trochę. - ...Oraz czy w rezydencji było coś, czego szukali?
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 16 marca 2015, 21:37

Spoiler!
...Moim zamiarem było tylko pomóc Ci wyjść z problemów zdrowotnych i pozwolić Ci się cieszyć pełnią życia. Nie chciałem ujawniać się, niestety wmieszała się w to wszystko Elza von Bock, czy jak wolisz Czarna Matka.

Co za przedziwny żart zgotował mi los. Matka której krew go przecież go ożywiła i uzdrowiła była mu wrogiem, rodzina której nie znał pojawiła się na powrót we wspomnieniach i na koniec okazało się że ten oto potwór jest jego rodziną. Co więcej jestem mu winny przysługę za okazaną pomoc. Jestem zmęczony grą tych dwojga. Odbijają mnie niczym sportowcy piłkę od tenisa. W końcu wyjdę któremuś bokiem, na aut i gra się zakończy.

Z każdym słowem Thomas słabł na ciele i na umyśle coraz bardziej. Po ostatnich poczuł się chwiejnie, coś w nim przegórowało i zaczęło wypływać na zewnątrz. Tym razem jednak to nie była krew ale gorycz i rozczarowanie. Po omacku sięgnął po pierwsze lepsze krzesło i siadł jakby ważył co najmniej pięć razy więcej. Krzesło zaskrzypiało potwierdzając ten dziwny fakt zmiany masy.

- Pan pozwoli że spocznę. Rozumiem, że w takim razie jesteśmy rodziną. Czy ma Pan jakieś oczekiwania względem mnie z powodu całej tej sytuacji? Oczywiście postaram się sprawdzić ten stan rzeczy ale tego chyba się Pan spodziewa, nieprawdaż.

- Co do tej która mnie przeistoczyła... - użył zamiennika bo poczuł jak słowa jej imienia więzną mu w gardle - ...dlaczego tak się właśnie stało? Dlaczego ona, dlaczego tremere?

- Czy rana którą otrzymałem już się w pełni zagoiła? Jak coś takiego w ogóle można zatrzymać?

To wszystko to jakiś absurd. Ten diabeł cię zmanipulował. To wszystko może być nie prawda.
Coś w nim krzyczało, żelazna logika broniła się jeszcze ale instynkt podpowiadał mu co innego.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 17 marca 2015, 14:28

Spoiler!
- Tak chłopcze spodziewam się, że zechcesz to sprawdzić. Zdzwiłbym się gdyby Tremere zawierzył historii starego Tzimisce. Wy czarodzieje znacię magye krwi. Jeśli chcesz dostaniesz mej vitae abyś mógł sprawdzić empirycznie kim jestem.

Steinbach pomyślał o ścieżce krwi Taumaturgii. Niestety jego talent w tej materii jeszcze się nie objawił, a wielka szkoda, bowiem mając próbkę krwi mógłby z całą pewnością uzyskać potwierdzenie lub zaprzeczenie słów diabła.

- I nie miałem chłopcze co do Ciebie żadnych planów. Nie jest mi nic winien. Jesteś moją rodziną i moim obowiązkiem jest Ci pomóc.

- Co do tej która mnie przeistoczyła... - użył zamiennika bo poczuł jak słowa jej imienia więzną mu w gardle - ...dlaczego tak się właśnie stało? Dlaczego ona, dlaczego tremere?

- Moja świętej pamięci kochana Rosie była siostrą Elsy. Głupiutka Elsie... - westchnął Rundstedt odwracając się do Steinbacha: - Nie wiedzieć czemu zawsze myślała, że to właśnie z nią, a nie z Rozalią zostaną ogłoszone moje zaręczyny... W jej rozgoryczeniu, afekt jakim mnie darzyła szybko przemienił się w ślepy rankor. Odeszła ze swego rodzinnego domu i zniknęła wkrótce potem. Zapewne nie przypadkiem trafiła na kogoś, kto wykorzystał chęć zemsty młodej kobiety. Została przemieniona lata przed tym nim ja zostałem dotknięty przekleństwem. Niemal udało się jej mnie przeistoczyć i obrócić w bezwolnego sługę, ale spotkałem swojego Ojca, który odmienił mój los i oto stoję tutaj. Przez dziesiątki lat próbowała wbić szpilę w moje serce i udało się jej. Odnalazła i omamiła Ciebie, czyniąc z Ciebie narzędzie swej zemsty. Jakaż przerotna ironia losu. Moja krew, mój potomek stał się znienawidzonym przez diabły czarodziejem.

- Chcesz się zemścić...

Spojrzenie martwych Tzimisce zatrzymało się na dłużej na wciąż rozdartym Thomasie:

- Zemścić? - zapytał spokojnie: - Zemsta jest osobistą klęską człowieka chłopcze. Sprawiedliwość kiedyś dosięgnie nas wszystkich. Przyjdzie jej czas, na tym lub drugim świecie.

- Czy rana którą otrzymałem już się w pełni zagoiła? Jak coś takiego w ogóle można zatrzymać?

- Potrafiłbym ją zagoić samemu chłopcze, gdybym miał więcej czasu. Niestety jest już zbyt późno. Moje umiejętności zdadzą się na nic...

Tępe uderzenie strachu sparaliżowało na chwilę Steinbacha. Wyrok zapadł. Czarnej Matce udało się dopiąć swego...

- Nie frasuj się chłopcze. Wszystko będzie dobrze. Kupiłem Ci wystarczająco czasu, aby mógł tu przybyć ktoś, dla kogo zdjęcie klątwy Tremere, będzie równie proste jak dla mnie założenie kilku szwów. Jutrzejszej nocy mój przyjaciel zadba o to abyś przemógł czar Elsy.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 17 marca 2015, 14:55

Price siedział spokojnie nie dając po sobie poznać, że sytuacja była przez chwilę bardzo trudna. W środku aż wrzało od wielu sprzecznych z sobą emocji. Oni to widzą... Patrzą i oceniają. Ochłoń...

Xavier na szczęście nie pocił się już. Był martwy. Jednak emocje to inna sprawa. Ventrue spojrzał na Toradora:

- Achille czy mógłbyś nalać mi czegoś wyszukanego. Ufam, że masz lepszy gust i podasz mi coś, czego naprawdę mi teraz potrzeba...

Po wypowiedzi Primogena nic nie było jasne. Xavier patrzył na niego i zrozumiał, że stary Ventrue niewiele więcej wie...
Po co ten dramat? Sprawdzasz mnie Vallo? Wydaje ci się, że to kolejna gra? Pamiętam co powiedziałeś mi w swoim domu:
Czymże byliby Ventrue bez innych. Bez Nosferatów, Malkavianów, Brujahów, Ravnosów i innych. Zan pan odpowiedź na to pytanie.

No właśnie... starszy kim jesteś bez innych? Kurczą Ci się pionki na szachownicy? W nas szukasz rycerzy, którzy odbiją martwą królową?
Xavier spojrzał Primogenowi prosto w oczy jeszcze raz i powiedział:

- Reprezentuję tylko głos koterii... Jesteśmy zmęczeni brakiem wiedzy i szczerze powiem, obawialiśmy się, że jesteś w niebezpieczeństwie. Oczekiwałeś się z nami spotkać, wiec zrobiłem wszystko, by do tego doszło. Tak więc jesteśmy. Nie musisz przepraszać starszy Stragetoi. Jeśli tego sobie życzysz, przyjmę przeprosiny.

Price zmienił tor myślenia przypominając sobie wsparcie Michaela na procesie. Wtedy mnie wybrałeś i oceniłeś. Nie jesteś wcale ludzki... dla ciebie to biznes, inwestycja na którą mogłeś sobie pozwolić wykupując moją dalszą egzystencję od Księcia... Nie jestem ci nic winien, to nie było szczere. Kochasz grę, a nie pionki. Po co się chwalisz swoją grą? Lubisz pokazywać, że umiesz grać? Że jesteś inteligenty? Zdradzasz się w ten sposób... Na moje nieszczęście jesteś lepszym taktykiem... wiedziałeś, że stanę się liderem tej koterii, wręcz delikatnie zasugerowałeś to podczas spotkania w swoim domu. Tutaj w tym pokoju, chciałeś tylko zobaczyć jak sobie z tym poradziłem. Upewniasz się, że inwestując we mnie masz szansę zdobyć swój cel... Oceniasz, na ile bronię swoich interesów, czy też jako lider koterii reprezentuję jej stanowisko. Sprawdzasz, czy potrafię powiedzieć to, czego inni nie są w stanie. Przez chwilę poczułem się jakbym siedział obok Roberta...
Ostatnio zmieniony 17 marca 2015, 15:24 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 17 marca 2015, 21:20

Tymczasem...

Zaintrygowany Steinbach przeprosił kainitów i wyszedł za Gerhardem z gabinetu. Tzimisce poprowadził go długim korytarzem pełnym portetów. W koncu weszli do niewielkiego salonu, urządzonego w wiktoriańskim stylu,

Rundstedt bez słowa podszedł do starego jak świat albumu ze zdjęciami. Wyjąwszy jedno z nich, podszedł do Thomasa.

- Chciałem cię na wstępie przeprosić chłopcze. Nigdy nie pisałem Ci przekleństwa Kaina, ale stało się... Czy wiesz kogo przedstawia to zdjęcie?

Steinabch kompletnie nie rozumiał o co chodzi Gerhardowi. Spojrzał na fotografie przedstawiającą jego dziadków.

Skąd ten diabeł ma ich zdjęcie? - pomyslał.

- To moi dziadkowie...

- A czy znasz panieńskie nazwisko swojej babki?

Steinbach kiwnął głową przecząco. Choć dobrze pamiętał przekochaną parę staruszków, mieszkających w Berlinie Zachodnim, to nigdy nie interesował się genealogia rodzinną. W pamięci miał obraz swoich pierwszych wakacji spędzanych u pracowitego dziadka Hansa opiekującego się przydomowym ogródkiem i dumnej, kochanej babci Rosie.

- Twoja babka pochodziła z Rundstedów Thomasie. Rozetta von Rundstedt wyszła za mąż za Twojego dziadka Hansa von Steinbacha z Zoppot. Twoja babka była moją wnuczką chłopcze. Tak chłopcze, ja Gerhard von Rundstedt krwi Tzimisce jestem twoim biologicznym przodkiem. Już jako nieumarły pojawiłem się przy łożu śmierci mojej żony Rozalii i przysiągłem, że będę opiekował się naszymi potomkami. Słowa raz danego mojej świętej pamięci żonie, która przez lata wiodła żywot wdowy po mnie, nigdy nie złamię, tak mi dopomóż Święty Boże. Jesteś drugą osobą po Kurcie znającą moją tożsamość i sposób w jaki jesteśmy powiązani. Moim zamiarem było tylko pomóc Ci wyjść z problemów zdrowotnych i pozwolić Ci się cieszyć pełnią życia. Nie chciałem ujawniać się, niestety wmieszała się w to wszystko Elza von Bock, czy jak wolisz Czarna Matka...

Co za przedziwny żart zgotował mi los. Matka której krew go przecież go ożywiła i uzdrowiła była mu wrogiem, rodzina której nie znał pojawiła się na powrót we wspomnieniach i na koniec okazało się że ten oto potwór jest jego rodziną. Co więcej jestem mu winny przysługę za okazaną pomoc. Jestem zmęczony grą tych dwojga. Odbijają mnie niczym sportowcy piłkę od tenisa. W końcu wyjdę któremuś bokiem, na aut i gra się zakończy.

Z każdym słowem Thomas słabł na ciele i na umyśle coraz bardziej. Po ostatnich poczuł się chwiejnie, coś w nim przegórowało i zaczęło wypływać na zewnątrz. Tym razem jednak to nie była krew ale gorycz i rozczarowanie. Po omacku sięgnął po pierwsze lepsze krzesło i siadł jakby ważył co najmniej pięć razy więcej. Krzesło zaskrzypiało potwierdzając ten dziwny fakt zmiany masy.

- Pan pozwoli że spocznę. Rozumiem, że w takim razie jesteśmy rodziną. Czy ma Pan jakieś oczekiwania względem mnie z powodu całej tej sytuacji? Oczywiście postaram się sprawdzić ten stan rzeczy ale tego chyba się Pan spodziewa, nieprawdaż.
- Tak chłopcze spodziewam się, że zechcesz to sprawdzić. Zdzwiłbym się gdyby Tremere zawierzył historii starego Tzimisce. Wy czarodzieje znacię magye krwi. Jeśli chcesz dostaniesz mej vitae abyś mógł sprawdzić empirycznie kim jestem. I nie miałem chłopcze co do Ciebie żadnych planów. Nie jest mi nic winien. Jesteś moją rodziną i moim obowiązkiem jest Ci pomóc.

- Co do tej która mnie przeistoczyła... - użył zamiennika bo poczuł jak słowa jej imienia więzną mu w gardle - ...dlaczego tak się właśnie stało? Dlaczego ona, dlaczego tremere?

- Moja świętej pamięci kochana Rosie była siostrą Elsy. Głupiutka Elsie... - westchnął Rundstedt odwracając się do Steinbacha: - Nie wiedzieć czemu zawsze myślała, że to właśnie z nią, a nie z Rozalią zostaną ogłoszone moje zaręczyny... W jej rozgoryczeniu, afekt jakim mnie darzyła szybko przemienił się w ślepy rankor. Odeszła ze swego rodzinnego domu i zniknęła wkrótce potem. Zapewne nie przypadkiem trafiła na kogoś, kto wykorzystał chęć zemsty młodej kobiety. Została przemieniona lata przed tym nim ja zostałem dotknięty przekleństwem. Niemal udało się jej mnie przeistoczyć i obrócić w bezwolnego sługę, ale spotkałem swojego Ojca, który odmienił mój los i oto stoję tutaj. Przez dziesiątki lat próbowała wbić szpilę w moje serce i udało się jej. Odnalazła i omamiła Ciebie, czyniąc z Ciebie narzędzie swej zemsty. Jakaż przewrotna ironia losu. Moja krew, mój potomek stał się znienawidzonym przez diabły czarodziejem.

Mogłbym powiedzieć i vice versa pomyślał Thomas, a le zamiast tego odrzekł:
- Chcesz się zemścić...

Spojrzenie martwych Tzimisce zatrzymało się na dłużej na wciąż rozdartym Thomasie:

- Zemścić? - zapytał spokojnie: - Zemsta jest osobistą klęską człowieka chłopcze. Sprawiedliwość kiedyś dosięgnie nas wszystkich. Przyjdzie jej czas, na tym lub drugim świecie.

- Czy rana którą otrzymałem już się w pełni zagoiła? Jak coś takiego w ogóle można zatrzymać?

- Potrafiłbym ją zagoić samemu chłopcze, gdybym miał więcej czasu. Niestety jest już zbyt późno. Moje umiejętności zdadzą się na nic...

Tępe uderzenie strachu sparaliżowało na chwilę Steinbacha. Wyrok zapadł. Czarnej Matce udało się dopiąć swego...

- Nie frasuj się chłopcze. Wszystko będzie dobrze. Kupiłem Ci wystarczająco czasu, aby mógł tu przybyć ktoś, dla kogo zdjęcie klątwy Tremere, będzie równie proste jak dla mnie założenie kilku szwów. Jutrzejszej nocy mój przyjaciel zadba o to abyś przemógł czar Elsy.
A poczytajcie sobie miejcie i Wy przyjemnosć :) Wiem że są tu gracze weterani bez trudu potrafiący oddzielić to co wie postać od tego co wie gracz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 18 marca 2015, 14:33

Rezydencja Furstenhof; 21;11/14; po 23:00

Vallo skrzyżował ręce na piersi i przeszedł się po pokoju sprawiając wrażenie, jakby wschłuchany był jedynie w odgłos uderzających w drewnianą podłogę obcasów drogich butów.

- W willi nie było niczego, czego mógłby szukać nieumarły, chyba ze interesowałby się jedynie bezwartościowymi dla mnie doczesnymi dobrami. Poza wyposażeniem domu, było tam tylko kilka moich garniturów i zawartość piwniczki z winami. Czy coś zginęło? Domyślam się, że nie. To utwierdza mnie w przekonaniu, że nie szukano czegoś tylko kogoś.

A co do szpiega sekty w Bournemouth, to ktoś taki jest w domenie i zdziwiłbym się gdybym się mylił.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 18 marca 2015, 16:55

Gdy Primogen skończył wypowiedź, Xavier postanowił dodać kilka swoich spostrzeżeń:

- Ktoś wysłał mi wiadomość poprzez zdominowanego wcześniej człowieka, który często odwiedza Rhino. Ten nieznajomy chce, bym co tydzień zostawiał w umówionym miejscu zapisy kamer z Rhino. Moja próba dowiedzenia się mocą Dominacji, kto za tym stoi nie powiodła się. Człowiek powiedział, że widział tylko czerwone oczy. Następnej nocy przyszedł spotkać się ze mną Szeryf. Anton nie wie kim ta osoba jest, ale bardziej zmartwiło mnie coś innego.

Price wstał z fotela, po czym spokojnie rzucił pytanie do zebranych:

- Skąd Anton wiedział, że to miało miejsce? Gdy Baz przyszedł z wiadomością do mojego biura, byli tam tylko członkowie koterii. Nikomu się o tym nie chwaliłem.
Patrzę na reakcję osób w pokoju.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 18 marca 2015, 21:53

Jak reagują na rewelacje Xaviera Marcus i Achile?

Jeśli Thomasowi nie cisną się już żadne pytania do Gerharda (a pewno się cisną, to proszę o listę. Jesli nie, to założymy, że Steinbach wróćił do gabinetu z Rundstedem i usłyszał ustalenia Price'a.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 19 marca 2015, 01:32

Achille przeszedł przez pokój trzymając w długich, smukłych palcach szkła z alkoholem. Z największym skupieniem wpatrywał się w powierzchnię płynów nie zdradzając się nawet odrobiną zainteresowania słowami Xaviera.
Irish cream, likier kawowy, wódka zbożowa. Postawił szklankę na stoliku, z rozmysłem pozwalając szkłu zadzwieczeć aby Marcus wiedział gdzie po nie sięgnąć.

- Blind Russian.

Druga szklanka, miękko i tym razem bezgłośnie spoczeła obok poprzedniej. Likier kawowy, brandy.Zwracając się ku Xavierowi Achille wskazał na nią palcem przez ramię.

- Dla Thomasa, ale najpierw niech udowodni ze skończył 21 lat...

- Co do Twoich wątpliwości Xavierze, może wytropienie go niezależnymi kanałami nie było tak trudne. Szczególnie ze w ciągu ostatnich nocy w Bournemouth zaroiło się od... hmmm... niezręcznych narzędzi. Przecież groźba musi być wykonalna, jeżeli nie wiesz od kogo pochodzi powinieneś spodziewać się jakiejś manifestacji siły, żeby było jasne ze żarty się skończyły. W końcu grozi sie po to, aby uzyskać to co się chciało bez nakładu środków. Dopiero kiedy to zawiedzie, cóż... - Achille przekrzywił głowę stawiając szklankę przed Princem - Adios, motherfucker.

Moreau złowił spojrzenie Xaviera, robiąc kolejny krok ku Vallo. - Och nie! - Zaśmiał się perliście. - To taka nazwa drinka...

- Pan, Mr. Vallo zdaje sobie z tego sprawę oczywiście. Tajemniczy agent, którego nie zdołał pan zidentyfikować, nie zareagował by tak nerwowo aby wysyłać grupę pozbawionych okrzesania pionków w ciężkich buciorach. Gdyby cokolwiek ich łączyło, z polecenia pańskiego przyjaciela obserwowalibyśmy od kilku nocy willę na Lilipucie, aby ruszyć po kłębku. Tymczasem jesteśmy tutaj. Amaretto, wódka ziemniaczana, curacao, sok pomarańczowy, limonka.

- Czyż nie? - Uśmiechnął się wręczając pełna lodu szklankę Primogenowi.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 19 marca 2015, 11:57

Ventrue obserwował cały czas Toraedora podczas jego wypowiedzi. I znowu ta sama reakcja. Unikanie odpowiedzi, albo słodkie pierdolenie Toradorów z którego prawie zawsze nic nie wynika. Adios, motherfucker? Sprytny jesteś Achille, ale zobaczymy jak bardzo... Mnie to nie rozbawiło, a myślałem, że bardziej się postarasz. Price władczo stał z szklanką w ręku patrząc prosto w oczy Achille.

- Drogi Achille, to co powiedziałeś jest sprawą oczywistą. Dziękuję za drink, przyjacielu. Moje zmartwienie jest innej natury, a ty nie jesteś głupcem, by się nie domyślić, o co tak naprawdę pytam. Szeryf nie mógł wiedzieć, że jestem szantażowany... O jakiś kanałach informacyjnych mówisz? - pytanie zawisło w powietrzu.

Xavier kątem oka patrzył uważnie na reakcję pozostałych osób w pokoju.

- Rozumiem, że jako inteligentny doktor robisz grant w Bournemouth, ale wytłumacz mi dlaczego nie zasugerowałeś, że to może ktoś z koterii przekazał informacje dalej? A może mam podsłuchy w biurze? Nie sądzisz, że to bardziej istotne, niż opowiastka którą nas uraczyłeś? Pamiętam, że jako jedyny zasugerowałeś, byśmy rozmawiali w innym miejscu, podczas jednej z naszych narad. Jesteś tak krótko w Bournemouth i nagle ratuje Cię od Lupinów sam Anton... Nie znam drugiego takiego przypadku, by Szeryf pilnował kogoś kto jest nikim w tym mieście. Nie wspomnę już o tym, że Anton wie także o Michaelu Vallo.

Xavier zwrócił się do Primogena:

- Anton wie, gdzie się znajdujesz i zapewne dużo więcej. Skąd to wiem? Bo sam mi to powiedział podczas spotkania przed Rhino. Nie jestem w stanie ocenić, czy Twoje zniknięcie rzeczywiście przyniosło taki efekt jaki Pan zamierzał. W mojej ocenie Pańskie zniknięcie wywołało panikę. Widziałem przerażone twarze podczas wystąpienia Francisa, który zostawił wszystkich zdenerwowanych samym sobie. Powiedział, że w mieście jest Sabat, po czym schował się za drzwiami z starszymi. Wszystko dzięki Pańskiemu Ghulowi, który zasiał niepokój pokazując władzy zniszczoną nieruchomość.

Xavier spojrzał znów na Achille:

- Widzę Twój zapał w bronieniu Francisa... Dałem Ci szansę wcześniej, byś zrobił coś abym myślał o Tobie inaczej. Bardzo jasno zasugerowałem, że nie podoba mi się to co robisz. Nie pytałem Cię wprost o takie sprawy, wspomagając się Dominacją, bo mam do ciebie szacunek ze względu na Primogena. Mr. Michael Vallo Cię wybrał, więc uznałem, że zrobisz coś, co pozwoli mi myśleć inaczej. Nie doczekałem się... Daję Ci teraz drugą szansę... Byłeś w wojsku i i powinieneś wiedzieć jak się traktuje towarzyszy, którzy ryzykując swoim życiem uratowali Cię z opresji... Nawet polubiłem Cię Toreadorze...

Możesz mnie oszukać, a nawet przeciwstawić się mojej Dominacji swoja wolą. Ale Michela Vallo nie oszukasz. Zobaczymy w co grasz Achille... Xavier zrobił uprzejmą minę czekając na odpowiedź.
Ostatnio zmieniony 19 marca 2015, 12:19 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 19 marca 2015, 18:50

Od ostatnich słów Xaviera powoli i w zupełnej ciszy płynęły sekundy. Achille powoli przeniósł wzrok na Primogen, przez chwilę wpatrując się w Vallo jakby czegoś od niego oczekiwał. Krępujące cisza pęczniała jakby miała za chwile rozsadzic ściany. Oto cały Xavier, w jednym obrazku.

- Cóż Xavierze, pewnie winien ci jestem przeprosiny. Nie chciałem aby moje niedomówienia zaprzatały twój umysł. - Ani przez moment uśmiech nie znikał z twarzy torreadora. - Z drugiej jednak strony nie podejmowałem żadnych działań które miałyby wspomóc kogokolwiek poza naszą koterią.

Cofnij się Ventrze.
Ostatnio zmieniony 22 marca 2015, 01:05 przez Oggy, łącznie zmieniany 1 raz.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 19 marca 2015, 19:07

bardzo Was przepraszam, ale dziś nic nie napisze. Mam dość pracowity dzoeń a w czeartki wieczorem relaksuje się nie na forum tylko grając w lidze piłki nożnej. Jutro natomiast mogę mieć "niezapowoedziany audyt", więc też może być ciężko. Nadrobie najdalej w sobote, tylko nie pozabijajcie się do tego czasu;)

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 21 marca 2015, 16:09

Vallo chrząknął znacząco:

- Anton jako jedyny wie gdzie przebywam, bo wiem że mogłem mu zaufać, więc nie sądze aby pan Moreau był w bardziej zażyłej komitywie z szeryfem niż sugerujesz Xavierze. A co do Twojego elizjum, to wiedz, że dotychczasowy status klubu jest zbyt ważny dla Nosferatu, abym miał niemal pewność, że jest on, podobnie jak Ty, tylko jak ofiarą szantażu. A skąd o tym wiedział? Proszę was, chyba nie daliście się zwieść wulgarnemu tonowi i mięśniom szeryfa? - Vallo zaśmiał się: - Baz, choć zapewne o tym nie wie, jest człowiekiem szeryfa.

Spoiler!
- To jak widzisz nasze ewnetualne przyszłe relacje, zależy tylko od Ciebie Thomasie. Chcesz mogę zniknąć raz na zawsze, chcesz możemy być w kontakcie, jawnie lub potajemnie. Zawsze możesz jednak liczyć na moją pomoc, jeśli zajdzie taka potrzeba. Nie mnie oceniać klanową etyke czarodziejów, a osobiście nie zależy mi na opinii diabłów, a czarodziejów się nie boję, rodzina, którą mam jest najważniejsza.

- Dlaczego pomaga Pan Vallo. Elza wie że jest tu Vallo, prawdopodobnie stąd ten mój postrzał. Czy ta sprawa z pisarką to faktycznie jedynie wymysł i fanfaronada sabatu by podkręcić spiralę strachu w mieście?

- Tak jak mówisz chłopcze, skazała Cię, bo przestałeś jej być potrzebny żywy, jako narzędzie zemsty. Gdy już dowiedziała się, gdzie przebywam, twoja mała rola w jej wielkim planie dobiegła końca. Z tego co wiem, zostałeś zagipnotyzowany żeby mnie zabić. Pan Price pomógł pozbyć się uwarunkowań i zdjąć dominację. Mógłbym zrobić to sam, ale byłoby to z mojej strony nieetyczne jako, że sam byłem niejako powodem i celem działań Elzy chłopcze.
A Michael, jest moim starym przyjacielem, pomógł mi kiedyś, gdy tej pomocy potrzebowałem, a teraz sytuacja się odwróciła. Po za tym historia z Bournemouth wydaje mi się szalenie interesująca, choć jest dla mnie taką samą zagadką jak i dla Was.
Twój przyjaciel Achile powiedział, że sądzisz, że nalotu na dom dokonali antribu Tremere, po czym tak wnosisz?
Ostatnio zmieniony 21 marca 2015, 17:34 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 21 marca 2015, 17:07

Spoiler!

W normalnych warunkach poprosiłbym członków klanu o pomoc ale tym razem nie mam komu ufać,

- O tym właśnie chciałem porozmawiać z Twoim jutrzejszym gościem dla którego zdjęcie mojej klątwy będzie dziecinnie proste. Widziałem te znaki przypominają nieco taumaturgię ale spaczoną lub zmienioną. Może to być taumaturgia sabatu ale może też być czymś czym operują Tzimisce co znane jest jako Koldunic Sorocery lub jeszcze czymś zupełnie innym. Oto zdjęcia jakie zrobiłem. Mam też próbki krwi jaką użyto do ich malowania. - Wciągnął telefon i włączył zdjęcia - Oto nasz Picasso..

- Myślę, że najlepiej by było gdyby nasza znajomość trwała. W końcu jesteś jedyna rodziną jaką mam. Szkoda że nie będę miał czasu by dowiedzieć się więcej. Myślę że Elza nie spocznie póki nie dokończy tego z co zaczęła... - przejechał ręka po swojej piersi. - A ja nie potrafię się ukryć przed nią na dłuższy czas.
- Chyba pora powrócić już do Towarzystwa.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 22 marca 2015, 22:57

A więc Nosferatu uważają, że moja domena to dobre miejsce... To wiele zmienia. Mam nadzieje, że Achille nie będzie żywił urazy za moją zagrywkę. Zresztą sam jest sobie winien... - Price rozmyślając skosztował małym łykiem zawartość szklanki.

- Przepraszam Achille za taki ton, ale musiałem mieć pewność. To niewątpliwie zły zbieg okoliczności... Przynajmniej dowiedziałem się dodatkowo o gryzoniach pod szyldem Rhino - pomyślał. Ventrue dalej stał wyprostowany, po czym odezwał się do Primogena:

- Francis też wie, gdzie pan się znajduje?
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

ODPOWIEDZ