PBF - Ścigając samego siebie
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Jak nie wejdą, muszą, Kajdaniarze w róg i pod lufami broni, reszta się ściśnie na pace. Część może jechać na zewnątrz trzymając się. Musimy się wcisnąć. Sierżancie pojedziemy jak sardynki ale pojedziemy. Chyba, ze jeńcy wiedzą gdzie tu ew. jakieś inne samochody są na chodzi i z paliwem, hm. Ocaleni stąd, macie tu jakiś transport, bo ciężko się nam będzie zabrać 1 ciężarówką.
Improwizuję jak wyżej, gadając i do sierżanta i do ocalonych.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pustkowia w pobliżu Jean
Wstrzymując oddech dziewczyna wycelowała w biegnącego szybko człowieka, prowadząc w ślad za nim lufą swego Springfielda i odkładając staranną poprawkę. Nie posiadała lunety optycznej, nad czym od dawna szczerze ubolewała, ale doskonała widoczność chociaż po trosze to rekompensowała.
- Zaczekaj jeszcze chwilę - syknął przez zaciśnięte zęby Duncan - Niech reszta podejdzie bliżej naszych... jeszcze nie... teraz!
Sue pociągnęła za spust Springfielda. Karabin trzasnął poruszając się nieznacznie w jej uścisku, ale była na to przygotowana, oddawszy wcześniej dziesiątki strzałów z tej broni. Dobiegający do najbliższego wzniesienia człowiek przewrócił się uderzając z rozpędu w jakiś wyjątkowo duży głaz, odpadł od niego upadając na plecy i nieruchomiejąc w jednej chwili.
Nim jeszcze w powietrzu przebrzmiał dźwięk samotnego wystrzału, dołączyły do niego kolejne, wieszczące początek krwawej rozprawy z grupką Kajdaniarzy zamierzających złapać Verę Cruz.
Wstrzymując oddech dziewczyna wycelowała w biegnącego szybko człowieka, prowadząc w ślad za nim lufą swego Springfielda i odkładając staranną poprawkę. Nie posiadała lunety optycznej, nad czym od dawna szczerze ubolewała, ale doskonała widoczność chociaż po trosze to rekompensowała.
- Zaczekaj jeszcze chwilę - syknął przez zaciśnięte zęby Duncan - Niech reszta podejdzie bliżej naszych... jeszcze nie... teraz!
Sue pociągnęła za spust Springfielda. Karabin trzasnął poruszając się nieznacznie w jej uścisku, ale była na to przygotowana, oddawszy wcześniej dziesiątki strzałów z tej broni. Dobiegający do najbliższego wzniesienia człowiek przewrócił się uderzając z rozpędu w jakiś wyjątkowo duży głaz, odpadł od niego upadając na plecy i nieruchomiejąc w jednej chwili.
Nim jeszcze w powietrzu przebrzmiał dźwięk samotnego wystrzału, dołączyły do niego kolejne, wieszczące początek krwawej rozprawy z grupką Kajdaniarzy zamierzających złapać Verę Cruz.
Strzał kosztuje 2 PA, do tego premia +5 za celowanie. Koordynacja 5, Siewca ołowiu 2 (1k8). Rzucam od razu 1k12, wypadło 5. Suma testu 15, do tego bonus +1 za Precyzję broni, ale i kara -4 za biegnący cel. Test obronny zbiega to 2+1k6, ale z karą -2 za nieświadomość zagrożenia. Wypadło 4, różnica jest tak duża, że będzie Bomba. Obrażenia 2k6+2, wypadło 4 i 4. W sumie 20 obrażeń!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nipton, główna ulica
- Chcesz wcisnąć do środka dwadzieścia cztery osoby? - Clark nawet nie próbował ukryć swego zaskoczenia, przeliczywszy wpierw wszystkich potencjalnych pasażerów, potem zaś otaksowawszy wzrokiem półciężarówkę - Nigdy nie wieźliśmy tylko ludzi na raz, człowieku. Na dodatek mamy jeńców, trzeba będzie mieć na nich oko. W takim ścisku jeszcze gotowi narobić nam kłopotu.
- Możemy improwizować - odezwał się z błyskiem w oku jeden z żołnierzy, spoglądający na Kajdaniarzy w wyjątkowo wrogi sposób - Musimy ich brać ze sobą?
- To źródło informacji - odpowiedział Clark - Strażnik Jackson może z nich wyciągnąć sporo rzeczy na temat więzienia.
- Weźmy jednego - nie ustępował szeregowiec - Wszystko jedno którego. Zawsze to trzy osoby mniej.
- A z tymi tutaj co zrobisz, co? - sarknął sierżant - Puścisz wolno czy przywiążesz do słupa?
- Zastrzelmy ich - zaproponował Kalifornijczyk - To bandziory, mordercy. Zabili w więzieniu naszych. Wyrok śmierci załatwi sprawę.
Słyszący te słowa Kajdaniarze zbledli w jednej chwili jak ściana, jeden omal nie zemdlał słaniając się na nogach z wrażenia. Przez uwolnionych w obozie Legionu ludzi przebiegł cichy pomruk, po części dźwięczący aprobatą, po części zwątpieniem.
- Chcesz wcisnąć do środka dwadzieścia cztery osoby? - Clark nawet nie próbował ukryć swego zaskoczenia, przeliczywszy wpierw wszystkich potencjalnych pasażerów, potem zaś otaksowawszy wzrokiem półciężarówkę - Nigdy nie wieźliśmy tylko ludzi na raz, człowieku. Na dodatek mamy jeńców, trzeba będzie mieć na nich oko. W takim ścisku jeszcze gotowi narobić nam kłopotu.
- Możemy improwizować - odezwał się z błyskiem w oku jeden z żołnierzy, spoglądający na Kajdaniarzy w wyjątkowo wrogi sposób - Musimy ich brać ze sobą?
- To źródło informacji - odpowiedział Clark - Strażnik Jackson może z nich wyciągnąć sporo rzeczy na temat więzienia.
- Weźmy jednego - nie ustępował szeregowiec - Wszystko jedno którego. Zawsze to trzy osoby mniej.
- A z tymi tutaj co zrobisz, co? - sarknął sierżant - Puścisz wolno czy przywiążesz do słupa?
- Zastrzelmy ich - zaproponował Kalifornijczyk - To bandziory, mordercy. Zabili w więzieniu naszych. Wyrok śmierci załatwi sprawę.
Słyszący te słowa Kajdaniarze zbledli w jednej chwili jak ściana, jeden omal nie zemdlał słaniając się na nogach z wrażenia. Przez uwolnionych w obozie Legionu ludzi przebiegł cichy pomruk, po części dźwięczący aprobatą, po części zwątpieniem.
Kurierzy, co Wy na taki pomysł? Wszyscy chętni naprawdę się do środka nie zmieszczą, może to jest jakieś rozwiązanie?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pustkowia w pobliżu Jean
Czterej żądni pojmania bezbronnej kobiety skazańcy zatrzymali się gwałtownie, kiedy powietrzem wstrząsnął trzask pierwszego wystrzału. Wszyscy najpewniej od razu pojęli, że znaleźli się w pułapce - tym bardziej, że Vera natychmiast zniknęła im z oczu, padając płasko na brzuch w wąskiej skalnej rozpadlinie.
Ludzie Duncana nie dali im szansy na ucieczkę. Wychylając się zza kamieni zasypali czwórkę zdezorientowanych Kajdaniarzy gradem ołowiu. Stębnowane kulami ciała zwaliły się na skaliste podłoże w przeciągu sekundy, czerwieniejące od wsiąkającej w ubrania krwi.
Nim jeszcze echo wystrzałów przebrzmiało, osadnicy z Primm wychynęli biegiem z kryjówek biegnąc co sił w kierunku swych ofiar. Duncan Moore przeskoczył przez skalną zaporę pozostawiając Sue samą i pędząc czym prędzej w ślad za ziomkami.
- Ubezpieczaj! - zdążył jeszcze krzyknąć w stronę Anderson, ściskając w dłoni odbezpieczony karabin.
Czterej żądni pojmania bezbronnej kobiety skazańcy zatrzymali się gwałtownie, kiedy powietrzem wstrząsnął trzask pierwszego wystrzału. Wszyscy najpewniej od razu pojęli, że znaleźli się w pułapce - tym bardziej, że Vera natychmiast zniknęła im z oczu, padając płasko na brzuch w wąskiej skalnej rozpadlinie.
Ludzie Duncana nie dali im szansy na ucieczkę. Wychylając się zza kamieni zasypali czwórkę zdezorientowanych Kajdaniarzy gradem ołowiu. Stębnowane kulami ciała zwaliły się na skaliste podłoże w przeciągu sekundy, czerwieniejące od wsiąkającej w ubrania krwi.
Nim jeszcze echo wystrzałów przebrzmiało, osadnicy z Primm wychynęli biegiem z kryjówek biegnąc co sił w kierunku swych ofiar. Duncan Moore przeskoczył przez skalną zaporę pozostawiając Sue samą i pędząc czym prędzej w ślad za ziomkami.
- Ubezpieczaj! - zdążył jeszcze krzyknąć w stronę Anderson, ściskając w dłoni odbezpieczony karabin.
Czterej Kajdaniarze opodal Very zginęli w jednej chwili od kul osadników z Primm, piąty dostał pociskiem wystrzelonym przez Sue. Zaraz też zacznie się najbardziej emocjonująca część każdej potyczki na Pustkowiach Mojave: plądrowanie trupów!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nipton, główna ulica
- Jaja sobie robicie, prawda? - wykrztusił najbardziej opanowany z czwórki więźniów, szeroki w barach brodacz o pociętej starymi szramami twarzy, spoglądający na żołnierzy szeroko otwartymi oczami - Nie możecie nas zastrzelić, to wbrew prawu. Wojsko nie robi takich rzeczy!
- Pytałem, który chce żyć? - powtórzył John podpierając się rękami.
- Wszyscy, kurwa mać! - odkrzyknął inny z Kajdaniarzy, niski człowieczek o pociągłej szczurzej twarzy i rozbieganych oczkach - Nie możecie nas zastrzelić!
- Kto z was siedział najdłużej w Jean? - spytał jeden z kalifornijskich żołnierzy, szczupły Meksykanin o nazwisku Suarez, który w oddziale Clarka pełnił rolę kierowcy półciężarówki.
- Ja - przyznał z pewnym wahaniem siwiejący mężczyzna, który utykał nieznacznie na jedną nogę - Od czterech lat, a czemu?
Suarez nie odpowiedział, wymienił w zamian porozumiewawcze spojrzenie z Clarkiem. Sierżant kiwnął z aprobatą głową i John zesztywniał domyślając się znaczenia tej niemej konwersacji.
Obaj żołnierze prócz przydziałowych M16 mieli też Beretty. Wyciągnąwszy je błyskawicznie zza pasów zaczęli strzelać bez słowa ostrzeżenia, wprawiając w panikę nie rozumiejących tego, co się dzieje cywilów. Szeroki w barach brodacz dostał kulą prosto w skroń, sekundę później od strzału Suareza zginął szczurek. Sierżant zastrzelił trzeciego z Kajdaniarzy, niskiego Murzyna w podartym więziennym drelichu, po czym wsadził Berettę z powrotem do kabury.
- Dobra, ładować się do wozu! - polecił sierżant stając w rozkroku nad ciałami skazańców - Odjeżdżamy natychmiast, nie będziemy na nikogo czekali!
- Słodki Jezu, zabiliście ich! - wykrzyknął starszy wiekiem uzdrowiciel - Bezbronnych ludzi!
- W więzieniu w Jean osadzeni byli najgorsi kryminaliści na Zachodzie, przyjacielu - odpowiedział beznamiętnym tonem Clark - W czasie buntu w więzieniu pracował brat Suareza. Ślad po nim zaginął. Proponuję nie rozwijać tego tematu. Do wozu.
- Jaja sobie robicie, prawda? - wykrztusił najbardziej opanowany z czwórki więźniów, szeroki w barach brodacz o pociętej starymi szramami twarzy, spoglądający na żołnierzy szeroko otwartymi oczami - Nie możecie nas zastrzelić, to wbrew prawu. Wojsko nie robi takich rzeczy!
- Pytałem, który chce żyć? - powtórzył John podpierając się rękami.
- Wszyscy, kurwa mać! - odkrzyknął inny z Kajdaniarzy, niski człowieczek o pociągłej szczurzej twarzy i rozbieganych oczkach - Nie możecie nas zastrzelić!
- Kto z was siedział najdłużej w Jean? - spytał jeden z kalifornijskich żołnierzy, szczupły Meksykanin o nazwisku Suarez, który w oddziale Clarka pełnił rolę kierowcy półciężarówki.
- Ja - przyznał z pewnym wahaniem siwiejący mężczyzna, który utykał nieznacznie na jedną nogę - Od czterech lat, a czemu?
Suarez nie odpowiedział, wymienił w zamian porozumiewawcze spojrzenie z Clarkiem. Sierżant kiwnął z aprobatą głową i John zesztywniał domyślając się znaczenia tej niemej konwersacji.
Obaj żołnierze prócz przydziałowych M16 mieli też Beretty. Wyciągnąwszy je błyskawicznie zza pasów zaczęli strzelać bez słowa ostrzeżenia, wprawiając w panikę nie rozumiejących tego, co się dzieje cywilów. Szeroki w barach brodacz dostał kulą prosto w skroń, sekundę później od strzału Suareza zginął szczurek. Sierżant zastrzelił trzeciego z Kajdaniarzy, niskiego Murzyna w podartym więziennym drelichu, po czym wsadził Berettę z powrotem do kabury.
- Dobra, ładować się do wozu! - polecił sierżant stając w rozkroku nad ciałami skazańców - Odjeżdżamy natychmiast, nie będziemy na nikogo czekali!
- Słodki Jezu, zabiliście ich! - wykrzyknął starszy wiekiem uzdrowiciel - Bezbronnych ludzi!
- W więzieniu w Jean osadzeni byli najgorsi kryminaliści na Zachodzie, przyjacielu - odpowiedział beznamiętnym tonem Clark - W czasie buntu w więzieniu pracował brat Suareza. Ślad po nim zaginął. Proponuję nie rozwijać tego tematu. Do wozu.
Problem braku wolnych miejsc rozwiązał się przynajmniej po części. Półciężarówka wyjeżdża z Nipton dosłownie uginając się pod ciężarem pasażerów. W drogę do Przyczółka!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pustkowia w pobliżu Jean
Towarzyszący osadnikom Jim dobiegł do ostrzelanych Kajdaniarzy jako jeden z pierwszych, przyklękając przy ciałach z gotową do strzału bronią i upewniając się, że wszyscy nieprzyjaciele zginęli. Ostrzał członków patrolu okazał się morderczy w skutkach. Wykrzywieni w nienaturalnych pozach skazańcy leżeli w kałużach krwi, rozciągnięci na pylistym podłożu ze szklistymi, pozbawionymi śladu życia oczami.
- Świetna robota - powiedział Kyle Roberts odwracając jednego z zabitych na plecy i wyciągając z kieszonki jego koszuli pomiętą paczkę papierosów - Może wcale nie potrzeba nam RNK, żeby tych gnoi załatwić. Grupa po grupie, wykończymy wszystkich.
- Już się tak nie ekscytuj - doradził Jeremy Brigdes - Raz my ich, raz oni nas. Lepiej będzie zgnieść to parszywe stado za jednym zamachem.
- Bierzcie broń, wodę i fajki - polecił zdyszanym głosem Duncan Moore, który zdążył w międzyczasie dobiec do miejsca rzezi - I pozbierajcie swoje łuski, przydadzą się Nashowi.
- Co teraz, cofamy się? - spytał Jim Doe, który wciąż klęczał przy zabitym Kajdaniarzu. Duncan spojrzał w jego stronę, potem przeniósł spojrzenie na pobliskie wzgórze. U podstawy wzniesienia wciąż leżało nieruchome ciało człowieka zastrzelonego przez Sue.
- Dźwięk wystrzałów musiał się daleko ponieść, ale ryzykujemy! - wyrzucił z siebie dowódca patrolu, podnosząc się z klęczek i machając dłonią w stronę zbliżającej się Very Cruz - Biegiem na wzgórze, pełna gotowość!
Towarzyszący osadnikom Jim dobiegł do ostrzelanych Kajdaniarzy jako jeden z pierwszych, przyklękając przy ciałach z gotową do strzału bronią i upewniając się, że wszyscy nieprzyjaciele zginęli. Ostrzał członków patrolu okazał się morderczy w skutkach. Wykrzywieni w nienaturalnych pozach skazańcy leżeli w kałużach krwi, rozciągnięci na pylistym podłożu ze szklistymi, pozbawionymi śladu życia oczami.
- Świetna robota - powiedział Kyle Roberts odwracając jednego z zabitych na plecy i wyciągając z kieszonki jego koszuli pomiętą paczkę papierosów - Może wcale nie potrzeba nam RNK, żeby tych gnoi załatwić. Grupa po grupie, wykończymy wszystkich.
- Już się tak nie ekscytuj - doradził Jeremy Brigdes - Raz my ich, raz oni nas. Lepiej będzie zgnieść to parszywe stado za jednym zamachem.
- Bierzcie broń, wodę i fajki - polecił zdyszanym głosem Duncan Moore, który zdążył w międzyczasie dobiec do miejsca rzezi - I pozbierajcie swoje łuski, przydadzą się Nashowi.
- Co teraz, cofamy się? - spytał Jim Doe, który wciąż klęczał przy zabitym Kajdaniarzu. Duncan spojrzał w jego stronę, potem przeniósł spojrzenie na pobliskie wzgórze. U podstawy wzniesienia wciąż leżało nieruchome ciało człowieka zastrzelonego przez Sue.
- Dźwięk wystrzałów musiał się daleko ponieść, ale ryzykujemy! - wyrzucił z siebie dowódca patrolu, podnosząc się z klęczek i machając dłonią w stronę zbliżającej się Very Cruz - Biegiem na wzgórze, pełna gotowość!
Ludzie Duncana zamierzają pójść za ciosem wdzierając się na następne wzgórze w zamiarze obejrzenia położonego za nim więzienia!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pustkowia w pobliżu Jean
Sue Anderson odłożyła Springfielda na skałę obok swego łokcia, po czym przyłożyła do oczu szkła lornetki przyglądając się uwijającym w miejscu zasadzki towarzyszom. Jim i ludzie z Primm opadli ciała zastrzelonych Kajdaniarzy niczym stado szakali, klękając przy nich i przetrząsając ubrania zabitych. Dziewczyna zmrużyła nieco oczy starając się ignorować cieknące po czole krople potu, poluzowała jedną dłonią wrzynający się w podbródek pasek wojskowego hełmu.
Jej spojrzenie pobiegło ku wzniesieniu, u podstawy którego leżało ciało zastrzelonego przez dziewczynę uciekiniera. Sue nawet przez chwilę nie poczuła ukłucia żalu czy skruchy. Znała doskonale prawa, którymi kierowali się mieszkańcy Pustkowi Mojave i podzielała ich wykładnię: śmierć za śmierć, oko za oko.
Widziany w lornetce Duncan Moore wdał się w szybką wymianę zdań z Jimem, Sue widziała wyraźnie ich poruszające się usta, choć naturalnie nie słyszała żadnego słowa. Cichy grzechot osypujących się kamyków gdzieś za plecami sprawił, że zapomniała w jednej chwili o swych towarzyszach broni sztywniejąc nieznacznie i wstrzymując oddech.
Chociaż nie miała pewności, mogłaby przysiąc, że odgłos dobiegł gdzieś z głębi skalnego rumowiska, na którym znalazła kryjówkę.
Sue Anderson odłożyła Springfielda na skałę obok swego łokcia, po czym przyłożyła do oczu szkła lornetki przyglądając się uwijającym w miejscu zasadzki towarzyszom. Jim i ludzie z Primm opadli ciała zastrzelonych Kajdaniarzy niczym stado szakali, klękając przy nich i przetrząsając ubrania zabitych. Dziewczyna zmrużyła nieco oczy starając się ignorować cieknące po czole krople potu, poluzowała jedną dłonią wrzynający się w podbródek pasek wojskowego hełmu.
Jej spojrzenie pobiegło ku wzniesieniu, u podstawy którego leżało ciało zastrzelonego przez dziewczynę uciekiniera. Sue nawet przez chwilę nie poczuła ukłucia żalu czy skruchy. Znała doskonale prawa, którymi kierowali się mieszkańcy Pustkowi Mojave i podzielała ich wykładnię: śmierć za śmierć, oko za oko.
Widziany w lornetce Duncan Moore wdał się w szybką wymianę zdań z Jimem, Sue widziała wyraźnie ich poruszające się usta, choć naturalnie nie słyszała żadnego słowa. Cichy grzechot osypujących się kamyków gdzieś za plecami sprawił, że zapomniała w jednej chwili o swych towarzyszach broni sztywniejąc nieznacznie i wstrzymując oddech.
Chociaż nie miała pewności, mogłaby przysiąc, że odgłos dobiegł gdzieś z głębi skalnego rumowiska, na którym znalazła kryjówkę.
I co teraz?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przyczółek Mojave, baza RNK
Półciężarówka pokonała strome wzniesienie przed Przyczółkiem pośród przeraźliwego jęku skrzyni biegów i ryku przeciążonego silnika. Widząc co się święci, sierżant Clark polecił wysiąść ze środka wszystkim prócz kierowcy, bo przegrzany napęd pojazdu w każdej chwili mógł odmówić posłuszeństwa.
Eskortowani przez ludzi sierżanta Kilbura, ocaleni z obozowiska Legionu cywile zostali odprowadzeni do strefy internowania, chociaż większość z nich gorąco przeciwko temu protestowała i żądała natychmiastowego uwolnienia. Republikańscy podoficerowie okazali się nieubłagani, obstawiając przy konieczności przesłuchania cywilów jako świadków zbrodni popełnianych przez Legion, dokumentowanych przez organy śledcze Republiki.
Oszczędzony przez Clarka Kajdaniarz trząsł się przez całą drogę do budynku sztabu, z przerażenia nie potrafiąc wykrztusić ani słowa. Posadzony na krześle w głównym pomieszczeniu i pilnowany przez uzbrojonego w Berettę Suareza, wyglądał tak jakby w każdej chwili miał zemdleć.
- Nie znaleźliśmy Boxcara, ale mamy innego skazańca, sir - oznajmił wyprężony jak struna Clark, kiedy do pomieszczenia weszli Strażnik Jackson i major Knight - Od kilku lat osadzony w Jean, będzie zeznawał. Prawda, że będziesz zeznawał?
Sierżant położył dłoń na ramieniu więźnia, a ten aż wzdrygnął się pod wpływem tego dotyku, kiwając z dzikim zapałem głową.
- Powiem wszystko, co tylko zechcecie - wyrzucił z siebie spoglądając błagalnie na kalifornijskich oficerów.
- Raport, sierżancie - zażądał sprawiający wrażenie wyjątkowo zachmurzonego Jackson - Skąd go macie?
- Nipton było puste, sir. Potem pojawił się miejscowy, myśliwy. Zaprowadził nas do polowego obozu Legionu. Zdecydowałem się na nawiązanie walki, sir. Zabiliśmy tuzin tamtych bez strat własnych, żaden nie uciekł. Przywieźliśmy ich broń i inne fanty. W obozie byli jeńcy, w tym również Kajdaniarze złapani przez legionistów w Nipton. Trzech z nich musieliśmy zastrzelić przy próbie ucieczki, ale ten tutaj był rozsądniejszy. Zasługuje, żeby dać mu szansę, sir.
- Co z resztą uwolnionych? - odezwał się Knight, stojący u boku Jacksona z ramionami założonymi na piersiach.
- Przywieźliśmy tutaj, Kilbur zaprowadził ich do strefy cywilnej, sir - wyjaśnił rzeczowym tonem Clark, stojąc wciąż na baczność.
- Doskonała robota, sierżancie. Możecie odejść - kiwnął głową Strażnik - Dawson, ściągnijcie tu kogoś od przesłuchań. Flanagan, Simpson, nie do końca wam wyszło, ale nie szkodzi. Tak czy owak mamy źródło informacji. Jakie macie teraz plany?
- Konwój Johnsona dojechał bez szwanku do Primm - dodał major Knight - Dostaliśmy potwierdzenie od porucznika Hayesa.
Półciężarówka pokonała strome wzniesienie przed Przyczółkiem pośród przeraźliwego jęku skrzyni biegów i ryku przeciążonego silnika. Widząc co się święci, sierżant Clark polecił wysiąść ze środka wszystkim prócz kierowcy, bo przegrzany napęd pojazdu w każdej chwili mógł odmówić posłuszeństwa.
Eskortowani przez ludzi sierżanta Kilbura, ocaleni z obozowiska Legionu cywile zostali odprowadzeni do strefy internowania, chociaż większość z nich gorąco przeciwko temu protestowała i żądała natychmiastowego uwolnienia. Republikańscy podoficerowie okazali się nieubłagani, obstawiając przy konieczności przesłuchania cywilów jako świadków zbrodni popełnianych przez Legion, dokumentowanych przez organy śledcze Republiki.
Oszczędzony przez Clarka Kajdaniarz trząsł się przez całą drogę do budynku sztabu, z przerażenia nie potrafiąc wykrztusić ani słowa. Posadzony na krześle w głównym pomieszczeniu i pilnowany przez uzbrojonego w Berettę Suareza, wyglądał tak jakby w każdej chwili miał zemdleć.
- Nie znaleźliśmy Boxcara, ale mamy innego skazańca, sir - oznajmił wyprężony jak struna Clark, kiedy do pomieszczenia weszli Strażnik Jackson i major Knight - Od kilku lat osadzony w Jean, będzie zeznawał. Prawda, że będziesz zeznawał?
Sierżant położył dłoń na ramieniu więźnia, a ten aż wzdrygnął się pod wpływem tego dotyku, kiwając z dzikim zapałem głową.
- Powiem wszystko, co tylko zechcecie - wyrzucił z siebie spoglądając błagalnie na kalifornijskich oficerów.
- Raport, sierżancie - zażądał sprawiający wrażenie wyjątkowo zachmurzonego Jackson - Skąd go macie?
- Nipton było puste, sir. Potem pojawił się miejscowy, myśliwy. Zaprowadził nas do polowego obozu Legionu. Zdecydowałem się na nawiązanie walki, sir. Zabiliśmy tuzin tamtych bez strat własnych, żaden nie uciekł. Przywieźliśmy ich broń i inne fanty. W obozie byli jeńcy, w tym również Kajdaniarze złapani przez legionistów w Nipton. Trzech z nich musieliśmy zastrzelić przy próbie ucieczki, ale ten tutaj był rozsądniejszy. Zasługuje, żeby dać mu szansę, sir.
- Co z resztą uwolnionych? - odezwał się Knight, stojący u boku Jacksona z ramionami założonymi na piersiach.
- Przywieźliśmy tutaj, Kilbur zaprowadził ich do strefy cywilnej, sir - wyjaśnił rzeczowym tonem Clark, stojąc wciąż na baczność.
- Doskonała robota, sierżancie. Możecie odejść - kiwnął głową Strażnik - Dawson, ściągnijcie tu kogoś od przesłuchań. Flanagan, Simpson, nie do końca wam wyszło, ale nie szkodzi. Tak czy owak mamy źródło informacji. Jakie macie teraz plany?
- Konwój Johnsona dojechał bez szwanku do Primm - dodał major Knight - Dostaliśmy potwierdzenie od porucznika Hayesa.
Do zmierzchu pozostały dwie godziny. Nie wygląda na to, by wojskowi z Przyczółka wybierali się jeszcze tego dnia do Primm albo na inny patrol w okolicy. Oczywiście zawsze możecie ruszyć do Primm na piechotę, jeśli nie chcecie nocować na przejściu granicznym.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pustkowia w pobliżu Jean
Wspinając się w szaleńczym tempie na skaliste wzniesienie, porośnięte tu i ówdzie kępami pożółkłej trawy i kolczastymi krzewami, osadnicy z Primm dotarli na szczyt w przeciągu kilku minut. Znalazłszy się w górze natychmiast padli na kolana albo brzuchy, spoglądając na panoramę okolicy rozciągającą się po przeciwnej stronie.
- Jest więzienie! - wyrzucił z siebie zdyszany Jim Doe, wpatrujący się zmrużonymi oczami w odległe budynki kompleksu penitencjarnego - Co to, wieże strażnicze?
- A co myślałeś? - wyrzucił z siebie łapiący równie łapczywie powietrze Duncan - Chowajcie się, szybko. Dranie mogą mieć sztucery.
[center]
[/center]
Wspinając się w szaleńczym tempie na skaliste wzniesienie, porośnięte tu i ówdzie kępami pożółkłej trawy i kolczastymi krzewami, osadnicy z Primm dotarli na szczyt w przeciągu kilku minut. Znalazłszy się w górze natychmiast padli na kolana albo brzuchy, spoglądając na panoramę okolicy rozciągającą się po przeciwnej stronie.
- Jest więzienie! - wyrzucił z siebie zdyszany Jim Doe, wpatrujący się zmrużonymi oczami w odległe budynki kompleksu penitencjarnego - Co to, wieże strażnicze?
- A co myślałeś? - wyrzucił z siebie łapiący równie łapczywie powietrze Duncan - Chowajcie się, szybko. Dranie mogą mieć sztucery.
[center]
[/center]
Próbowałem wrzucić obrazek w większym rozmiarze, ale mi się nie udaje!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- No i dzięki komu taka wiktoria Wam przypadła? - Simpson stanął kładąc dłonie na biodrach i prężąc dumnie chudą pierś: - Kto pswoją charyzmą przekonał wszystkich do wypadau na to ranczo? No ja kurwa. Kto jest debeściakiem? Ha? Jakby nie moja odwaga, to byście z Nipton nosa nie wyściubili i wrócili na Przyczółek, co najwyżej z generatorem prądu. A tak proszę. Ludzie uratowani, jeniec z Jean w naszych rękach, stosy legionistów ukatrupione. Chyba mi teraz nikt nie powie, że nie zasłużyłem na wakat pułkownika. Hayes zna się na ludziach, to widać od razu. Wiedział co mówi, jak wspominał o mojej promocji oficerskiej. Strategiczny geniusz, odwaga i logistyczne mistrzostwo kryją się tutaj... - Simpson wymownie popukał się w głowę i zamilknął na chwilę czekająć na grad pochwał, które zapewne za chwilę miały spłynąć na niego nurtem szerokim jak Missisippi. Widząc, że major Knight jakoś nie kwapi się do entuzjastycznego klepania Simpsona po ramieniu, zmienił temat:
- No właśnie, potrzebny jest majorze generator prądu w pomocy humanistycznej...
- No właśnie, potrzebny jest majorze generator prądu w pomocy humanistycznej...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przyczółek Mojave, baza RNK
Jackson nie zareagował na sugestię chudzielca, wyraźnie pogrążony w myślach. Obserwujący go kątem oka John nie potrafił się pozbyć wrażenia, że dowódca bazy miał na głowie jakiś poważny problem, którym nie zamierzał się dzielić z cywilami.
- Ralph, mamy jakiś generator na zbyciu? - zapytał niejako mimochodem odwracając głowę w stronę Knighta - Cokolwiek na chodzie?
Flanagan wstrzymał oddech nie wierząc w szczęśliwy obrót spraw, bo w gruncie rzeczy spodziewał się znacznie bardziej zaciekłych targów o urządzenie.
- Da się załatwić, ale nie jest do końca sprawny - zastrzegł Knight - Jeśli znacie kogoś, kto naprawia takie rzeczy, możecie wziąć sprzęt od razu.
- Będziecie wracali do Primm? - spytał Strażnik - Jeszcze dzisiaj czy zaczekacie na jakiś patrol, żeby was podrzucić?
Jackson nie zareagował na sugestię chudzielca, wyraźnie pogrążony w myślach. Obserwujący go kątem oka John nie potrafił się pozbyć wrażenia, że dowódca bazy miał na głowie jakiś poważny problem, którym nie zamierzał się dzielić z cywilami.
- Ralph, mamy jakiś generator na zbyciu? - zapytał niejako mimochodem odwracając głowę w stronę Knighta - Cokolwiek na chodzie?
Flanagan wstrzymał oddech nie wierząc w szczęśliwy obrót spraw, bo w gruncie rzeczy spodziewał się znacznie bardziej zaciekłych targów o urządzenie.
- Da się załatwić, ale nie jest do końca sprawny - zastrzegł Knight - Jeśli znacie kogoś, kto naprawia takie rzeczy, możecie wziąć sprzęt od razu.
- Będziecie wracali do Primm? - spytał Strażnik - Jeszcze dzisiaj czy zaczekacie na jakiś patrol, żeby was podrzucić?
Uwaga! Dostaniecie jakiś popsuty generator prądu, ale na plecach go rzecz jasna nie zatargacie!
-
Kargan
- Reactions:
- Posty: 1420
- Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
- Has thanked: 8 times
- Been thanked: 7 times
Pustkowia w pobliżu Jean
Sue przeklęła w myślach pomysły patrolowych macho i starając się zachować absolutną ciszę błyskawicznie odwróciła się w kierunku dobiegającego jej dźwięku.
Została sama i zdawała sobie sprawę, że może polegać tylko na sobie. Krzyk w stronę reszty grupy momentalnie zdradziłby jej pozycję a ci durnie byli
za daleko by w jakikolwiek sposób jej teraz pomóc. Błyskawicznie obrzuciła spojrzeniem otaczające ją rumowisko starając się znaleźć miejsce dające jej
najlepszą osłonę z kierunku, z którego dochodził grzechot osypujących się kamyków. Przez ułamek sekundy Sue biła się z myślami, ale w końcu odłożyła delikatnie
swoją ukochaną snajperkę i przeładowała cicho i powoli otrzymany od żołnierzy automat. Zdecydowała, że na krótkim dystansie może zdecydować ilość pocisków.
Przywarłszy do skały Sue omiatała czujnym spojrzeniem nowy perymetr starając się dostrzec źródło dźwięku zanim ono dostrzeże ją...
Sue przeklęła w myślach pomysły patrolowych macho i starając się zachować absolutną ciszę błyskawicznie odwróciła się w kierunku dobiegającego jej dźwięku.
Została sama i zdawała sobie sprawę, że może polegać tylko na sobie. Krzyk w stronę reszty grupy momentalnie zdradziłby jej pozycję a ci durnie byli
za daleko by w jakikolwiek sposób jej teraz pomóc. Błyskawicznie obrzuciła spojrzeniem otaczające ją rumowisko starając się znaleźć miejsce dające jej
najlepszą osłonę z kierunku, z którego dochodził grzechot osypujących się kamyków. Przez ułamek sekundy Sue biła się z myślami, ale w końcu odłożyła delikatnie
swoją ukochaną snajperkę i przeładowała cicho i powoli otrzymany od żołnierzy automat. Zdecydowała, że na krótkim dystansie może zdecydować ilość pocisków.
Przywarłszy do skały Sue omiatała czujnym spojrzeniem nowy perymetr starając się dostrzec źródło dźwięku zanim ono dostrzeże ją...
Wiedziałam. Banda durnych macho...szkoda, że od razu nie pobiegli zdobywać więzienia. No nic - cicha jak wąż na polowaniu czekam na rozwój wydarzeń...
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[
Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)
Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)