- Na więcej mnie nie stać - potrząsnął głową sierżant - Nie chcesz mojej oferty, nie ma sprawy, najwyżej spróbuję odkupić podobnego gnata od jakiegoś patrolu.
Kilbur wyciągnął dzierżonego w dłoni Centuria w stronę chudzielca, ten jednak nie odebrał broni.
- Nie lubię interesów z golcami, ale dla was zrobię wyjątek, sierżancie, boście równy gościu - oznajmił chudzielec uśmiechając się szeroko i poklepując Kalifornijczyka po ramieniu - Trzy setki, w solidnej republikańskiej walucie. A co do tych modernizacji, i tak się możemy dogadać...
Bart urwał w połowie zdania, bo nie czekający na jego dalsze słowa Kilbur sięgnął do kieszeni spodni i wyciągnąwszy z niej skórzany portfel zaczął odliczać dwudziestodolarowe banknoty.
- Proszę, wcale się nie pomyliłem - odzyskał głos Simpson - W pełni wypłacalny klient, nie to, co jacyś golcy. Golców nie lubię, a was bardzo, sierżancie. Mam jeszcze do opylenia...
- Ten karabinek wystarczy - uciął propozycję Kilbur - Jest załadowany?
- No pewnie - pokiwał głową Bart - Zawsze mam nabitego gnata, nie tylko spluwę, rozumiesz? Tego w gaciach też, tylko cicho sza, bo się miejscowe laski za bardzo nakręcą.
Kobieta w kowbojskim kapeluszu jęknęła cicho w geście bezsilnej rozpaczy, pchnęła w stronę barmanki pustą butelkę po kaktusówce.
- Jeszcze jedną, Lacey - zażądała spoglądając na Barta z ukosa z pełnym odrazy błyskiem w oczach - Tę mocniejszą, jeśli łaska.