Rogan Vain i Reynard Bannister uciekali w górę trzeszczących niepokojąco drewnianych schodów tak szybko, że ledwie mieli możność zaczerpnięcia oddechu. Promieniujące zielonkawą poświatą widmo prawdziwie ich zatrwożyło, odbierając wszelką pewność na to, że upiora da się w jakikolwiek sposób pokonać.
Odwaga fharińskiego alchemika odbierała mowę, ale poczynania Trzeciego trąciły już skrajnym szaleństwem. Obaj Grzmociciele nie potrafili uwierzyć swym oczom, kiedy Stryker zawrócił w dół krypty zeskakując z drewnianych bali i pędząc w ślad za Yarosem.
Przez umysły wszystkich przemknęła ta sama rozpaczliwa myśl, zrodzona z przeświadczenia o oczywistej zgubie jednookiego przyjaciela i głębokim żalu. Nic już nie mogło uratować nieszczęsnego młodzieńca.
Biegnący w ślad za towarzyszami Hawke dostrzegł kątem oka jak Thane przecina przeklętym ostrzem widmową postać, ale nie zwolnił nawet na sekundę biegu, bo zielonkawy upiór nawet nie zwrócił na przecinającą go klingę uwagi.