Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 09.08.1993 Po północy
Lucjan skinął głową gdy Victoria skończyła swoją wypowiedź. Gdy wychodziła z biblioteki rzekł:
- Będę tutaj czekał moja pani. Mam gorącą nadzieję, że wkrótce znów się spotkamy - szelmowski uśmiech zagrał na jego ustach.
Po chwili Lucjan został w pokoju tylko z Terrym i Gavinem. Po słowach przyjaciela, Ravnos odezwał się:
- To była Victoria...? Oj przepraszam, coś mówiłeś Gavinie...? Dobra, więc powtórzę jeszcze raz, to co ci już powiedziałem. Dzisiaj widzę jest jakiś dzień długich, nocnych rozmów - westchnął. - Ostatnio jak się widzieliśmy, wbiłeś mi przyjacielsko kołek... Nie powiem, by mnie to wtedy cieszyło... W każdym razie szopa się zapaliła, normalnie, kurwa, ubaw miałem po pachy. Szkoda, ze cię ominęła ta impreza. Ale uratował mnie chyba jakiś strażak. W ogóle była to dość szybka i sprawna akcja. Mam na myśli straż pożarną.
Przerwał na chwilę, jakby zbierając myśli.
- Niecały miesiąc temu, odkopałeś moje ciało na cmentarzu w Pittsburghu. Okazało się, że leżałem w letargu ponad dwadzieścia lat. Jak zgadujesz, ucieszyłem się jak cholera. Powiedziałeś mi, że cały czas myślałeś, że zginąłem i przez przypadek trafiłeś ma trop mojego ciała... Takie tam łzawe kawałki. Chociaż muszę przyznać, że z początku byłeś bardzo przekonywujący. Trochę mi nie grało, że gdy pytałem o szczegóły, nie chciałeś o tym mówić, albo szybko zmieniałeś temat rozmowy. Cóż, może powinienem być bardziej czujny - skrzywił się.
- Pomyślałem naiwnie, że te dwadzieścia lat dużo zmieniło i że Gavin też się zmienił. Na każde osobiste pytanie reagowałeś niechęcią i opryskliwością, więc po pewnym czasie przestałem zachowywać się jak kiedyś. - wzruszył ramionami. - Oczywiście było kilka skoków i robiliśmy to co zawsze, ale inaczej... Nie zorientowałem się, że to nie ty, bo kurwa uwierzyłem, że jednak chciałeś mnie odnaleźć. Emocje zasłoniły mi oczywistą prawdę... Poza tym miałem nadzieję, że może ci przejdzie czy coś... Ty miałeś więcej kontaktów, a ja po dwudziestu latach nieobecności straciłem wszystko. Więc załatwiałeś robotę... i pewnego razu przyjąłeś robotę od kogoś z Charleston. Powiedziałeś, że włamanie będzie banalne - nagle Lucjan przerwał i rozejrzał się nerwowo.
- Bo wiesz kiedy dom będzie pusty - powiedział szeptem. Wyraz jego twarzy zmienił się, w oczach zaś pojawił się paranoiczny błysk. - Chodziło głównie o Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers. Mówiłem, że to jakiś tajny Kult Gehenny... Mieliśmy znaleźć tutaj informacje, kto do niego należy w Charleston. Poza tym ważne też było, kto należy do innych klubów VIPa, jak Tal'mahe Ra, Inconnu, Arcanum. Wszystko szło bez kłopotów do momentu, gdy zostałem zdradziecko wepchnięty do tego pokoju i uwięziony w pieprzonym horrorze... Wtedy zrozumiałem, że nie pracuję z Gavinem.
Przerwał nagle i zamrugał gwałtownie. Po chwili powrócił do wątku.
- Cholernie mnie ten dom przeraża do tej pory, ale Victoria kazała mi czekać... - Lucjan rozluźnił się nieco. - Kurde, a nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia. Teraz wierzę. Kopnęło mnie, cholera, więc wytrzymam. Blue Crane to jakiś złodziej bez honoru i zasad. Kij mu w plecy. Nie wiecie może kiedy zobaczę Victorię? Piękne imię... Victoria... Rany, mógłbym je powtarzać godzinami. Myślicie, że mam u niej szanse? W sumie... Niezła z niej laseczka, nie? - uśmiechnął się nieco głupkowato, spoglądając niepewnie za zebranych.
[center]***[/center]
Charleston WV 410 Elizabeth St, klub Empty Glass 09.08.1993 Po północy
Ulice o tej porze nie były zbyt zatłoczone i droga do lokalu Empty Glass przebiegła spokojnie. Horacy i Victoria wymienili kilka zdań w limuzynie na temat Coraxów. Na miejscu znaleźli się niecały kwadrans po wyjściu z domeny. Zatrzymali samochód kilkaset metrów wcześniej, aby dojść na miejsce pieszo. Wszystko z wskazówkami Horacego, który doskonale znał okolicę i wiedział, gdzie się udają. Namtar także zatrzymał swój motor niedaleko limuzyny. Parking o tej porze był praktycznie pusty.
- Odczekajcie minutę i możecie wchodzić. Będę w cieniach - powiedział krótko Assamita, po czym ciało jego zmieniło się w strzęp ciemności, który zniknął pod jednym z samochodów.
Przed wejściem do klubu stało kilku nastolatków z butelkami w rękach ro