PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 14 kwietnia 2015, 22:14

- Przyjaciele twoich przyjaciół nie muszą być naszymi przyjaciółmi - Morderca wyszczerzył zęby. - A ja wolę być przygotowany na każdą okazję. Nie martw się, jeśli będą grzeczni, nic się nikomu nie stanie. Ich krew nie ma dla mnie wartości.

Zabezpieczył broń i schował ją do kabury.

- Cieszę się, że się zrozumieliśmy. Daj mi trzy minuty. Spotkamy się przed budynkiem. - wstał i szybkim krokiem wyszedł z biblioteki, kierując się do Sanktuarium. Zebrani usłyszeli jeszcze, jak wchodzi po schodach, przeskakując po dwa stopnie.
Zakładam pancerz, biorę także plecak z bronią długą i uzupełniam 3 PK z moich zapasów osobistych (nie z flakonu). Wychodzę na zewnątrz, siadam na motor i czekam na resztę tej wesołej wycieczki.
Ostatnio zmieniony 14 kwietnia 2015, 22:27 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 14 kwietnia 2015, 23:20

Victoria przysłuchiwała się wymianie zdań pomiędzy Namtarem i Horacym. I jeden i drugi mięli swoje racje i przekonania, z którymi trudno będzie dyskutować, jednak miała nadzieję, że nie wpłynie to w szczególny sposób na ich relacje. Swoją drogą, postawa Zabójcy i jego wypowiedź na temat luksusu wolnej woli były zastanawiające. Nie spodziewała się czegoś podobnego, choć zasługiwało to na głębszą refleksję. Ale ta z kolei, tyczyła się zabijania i perwersyjnej przyjemności, jaką psychopata czerpał z owych aktów, co przerażało ją jeszcze bardziej. Jednak wykazał się profesjonalizmem i jego zachowanie potwierdziło lojalność dla sprawy i Kontraktu. Zatem w tym względzie, jeśli chodziło o środki bezpieczeństwa, Victoria zdecydowanie popierała podejście ochroniarza.

- Namtar jest ochroniarzem nas wszystkich. Jeśli decyduje, że potrzebna mu broń, tak będzie...

Lasombra rozejrzała się po zebranych, szybkim krokiem przemierzając pomieszczenie. Brak czasu i konieczność działania wpływały na nią mobilizująco, czemu dawała wyraz swoją postawą i zachowaniem. Była podekscytowana zbliżającym się spotkaniem z kontaktem Szczura, jednak te myśli postanowiła zostawić na czas podróży.

- Jeśli chodzi o spotkanie, pojedziemy we trójkę. Samochód już czeka. Kiedy wrócimy, zajmiemy się resztą... spraw. - spojrzała na Lucjana i zwróciła się do Terrego i Gavina.

- Porozmawiajcie z nim. Jednak zaznaczam. Nie ma możliwości, byś opuścił ten dom bez naszej zgody i wyjaśnień. Ale to już chyba rozumiesz. W przeciwnym razie... No cóż, zawsze możesz stracić swoją duszę... znowu... - podeszła spokojnie do Lucjana, stojącego na uboczu, przyglądając mu się z zastanowieniem. Pochyliła się delikatnie i zmysłowo dotknęła jego ramienia.

- ... mam nadzieję, że nie sprawisz, bym mogła żałować, że nie będzie Cię tu, kiedy wrócę... Czekaj na mnie... - ostatnie słowa wyszeptała, patrząc Ravnosovi prosto w oczy. Kiedy jej długie palce dotknęły policzka, po jego ciele mimowolnie przebiegł dreszcz, a spojrzenie na chwilę z bystrego stało się zamglone. Victoria lubiła ten moment, kiedy niewidzialne macki i wici zaczynają splatać swoją pajęczynę w zmysłowym tańcu...

Powoli odsunęła się od Lucjana, obdarzyła go czarującym uśmiechem, po czym ruszyła do wyjścia, wyjmując z kieszeni marynarki telefon komórkowy. Odwróciła się jeszcze, by sprawdzić co z Horacym.
Spoiler!
W słowach "czekaj na mnie" używam Dominacji i Prezencji na Lucjanie. Nie wiem dokładnie jak to rozegrasz, więc czekam na info.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 15 kwietnia 2015, 13:31

Terry siedział w jednym z foteli, przyglądając się w zamyśleniu pozostałym członkom koterii. Wszyscy byli poddenerwowani, każdy z własnych powodów. W pomieszczeniu wyraźnie dało się wyczuć smak zniecierpliwienia. Nawet Gavin nie wyglądał na tak szczęśliwego jak można było by się spodziewać.

Horacy właściwie zdecydował już o składzie ekipy wyruszającej na spotkanie z Ludźmi-Krukami. Co znaczyło że Terry będzie mógł zamienić parę słów z Lucjuszem. Kiedy reszta już uda się w drogę. A Mroczna Pani skończy go zastraszać.

Czuł się trochę dziwnie. Początkowy szok powoli zanikał, zostawiając po sobie pustkę. I wątpliwości. Do milczącego Malkaviana dotarł fakt, że oto skończył się rozdział w jego nieżyciu. Bardzo długi i bolesny. I nie bardzo wiedział co dalej. Owszem, będzie miał teraz czas i możliwość dokładnego zbadania ciążącej na nim klątwy. Tylko że, problem polegał na tym iż nie bardzo umiał się odnaleźć w świecie, w którym nie będzie już musiał wiecznie uciekać. Przynajmniej na razie. I może nawet nie chodziło o brak przystosowania, po prostu Terry nie miał najmniejszego pojęcia gdzie zacząć. Oczywiście jak tylko skończy badać tajemnicę śmierci Mędrca w Czerwieni. O ile skończy. I o ile nie okaże się, że wcale nie skończył uciekać. Słowa Horacego, o próbie nakarmienia kogoś złego i prastarego nie umknęły jego uwadze.

Umknęła mu natomiast chwila w której Komitet do spraw Korax'ów opuścił pomieszczenie. Został jedynie z dwójką Ravnos'ów. Z których żaden nie wyglądał na szczęśliwego. Poczekał aż zajmą miejsca siedzące, zastanawiając się, o co właściwie mógł wypytać tego bardziej znerwicowanego. Na szczęście z pomocą pospieszył mu Gavin.

- Lucjuszu, opowiedz proszę Terryemu po kolei, jak się odnalazłeś z moim sobowtórem. Gdzie byliście, z kim i jak się kontaktowaliście, jakiego rodzaju zlecenia zdarzyło ci się robić w tej okolicy, w jakich rejonach Charleston się obracałeś. Może słyszałeś jakieś pogłoski, które zwróciły twoją uwagę? A może przydomek Blue Crane coś ci mówi? - zadając ostatnie pytanie Gavin badawczo spojrzał na swego przyjaciela, czego nie dało się nie zauważyć.

- I nie zapomnij dodać, dla kogo wykonywaliście to zlecenie - Terry podkreślił słowo "to", jednocześnie wskazując rękoma ogół budynku w którym się znajdowali. - i proszę bądź szczery. Jeśli uda nam się dojść do porozumienia zanim wróci reszta z nas, nikt nie będzie miał powodu by cię dalej męczyć i wypytywać i najpewniej będziesz mógł zająć się swymi sprawami.
Spoiler!
Nadwrażliwość i empatia i wszystko co trzeba na pełnej piździe, chcę wiedzieć czy ten roztrzęsiony typ mówi prawdę.
Ostatnio zmieniony 15 kwietnia 2015, 15:31 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 15 kwietnia 2015, 23:52

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 09.08.1993 Po północy

Lucjan skinął głową gdy Victoria skończyła swoją wypowiedź. Gdy wychodziła z biblioteki rzekł:

- Będę tutaj czekał moja pani. Mam gorącą nadzieję, że wkrótce znów się spotkamy - szelmowski uśmiech zagrał na jego ustach.

Po chwili Lucjan został w pokoju tylko z Terrym i Gavinem. Po słowach przyjaciela, Ravnos odezwał się:

- To była Victoria...? Oj przepraszam, coś mówiłeś Gavinie...? Dobra, więc powtórzę jeszcze raz, to co ci już powiedziałem. Dzisiaj widzę jest jakiś dzień długich, nocnych rozmów - westchnął. - Ostatnio jak się widzieliśmy, wbiłeś mi przyjacielsko kołek... Nie powiem, by mnie to wtedy cieszyło... W każdym razie szopa się zapaliła, normalnie, kurwa, ubaw miałem po pachy. Szkoda, ze cię ominęła ta impreza. Ale uratował mnie chyba jakiś strażak. W ogóle była to dość szybka i sprawna akcja. Mam na myśli straż pożarną.

Przerwał na chwilę, jakby zbierając myśli.

- Niecały miesiąc temu, odkopałeś moje ciało na cmentarzu w Pittsburghu. Okazało się, że leżałem w letargu ponad dwadzieścia lat. Jak zgadujesz, ucieszyłem się jak cholera. Powiedziałeś mi, że cały czas myślałeś, że zginąłem i przez przypadek trafiłeś ma trop mojego ciała... Takie tam łzawe kawałki. Chociaż muszę przyznać, że z początku byłeś bardzo przekonywujący. Trochę mi nie grało, że gdy pytałem o szczegóły, nie chciałeś o tym mówić, albo szybko zmieniałeś temat rozmowy. Cóż, może powinienem być bardziej czujny - skrzywił się.

- Pomyślałem naiwnie, że te dwadzieścia lat dużo zmieniło i że Gavin też się zmienił. Na każde osobiste pytanie reagowałeś niechęcią i opryskliwością, więc po pewnym czasie przestałem zachowywać się jak kiedyś. - wzruszył ramionami. - Oczywiście było kilka skoków i robiliśmy to co zawsze, ale inaczej... Nie zorientowałem się, że to nie ty, bo kurwa uwierzyłem, że jednak chciałeś mnie odnaleźć. Emocje zasłoniły mi oczywistą prawdę... Poza tym miałem nadzieję, że może ci przejdzie czy coś... Ty miałeś więcej kontaktów, a ja po dwudziestu latach nieobecności straciłem wszystko. Więc załatwiałeś robotę... i pewnego razu przyjąłeś robotę od kogoś z Charleston. Powiedziałeś, że włamanie będzie banalne - nagle Lucjan przerwał i rozejrzał się nerwowo.

- Bo wiesz kiedy dom będzie pusty - powiedział szeptem. Wyraz jego twarzy zmienił się, w oczach zaś pojawił się paranoiczny błysk. - Chodziło głównie o Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers. Mówiłem, że to jakiś tajny Kult Gehenny... Mieliśmy znaleźć tutaj informacje, kto do niego należy w Charleston. Poza tym ważne też było, kto należy do innych klubów VIPa, jak Tal'mahe Ra, Inconnu, Arcanum. Wszystko szło bez kłopotów do momentu, gdy zostałem zdradziecko wepchnięty do tego pokoju i uwięziony w pieprzonym horrorze... Wtedy zrozumiałem, że nie pracuję z Gavinem.

Przerwał nagle i zamrugał gwałtownie. Po chwili powrócił do wątku.

- Cholernie mnie ten dom przeraża do tej pory, ale Victoria kazała mi czekać... - Lucjan rozluźnił się nieco. - Kurde, a nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia. Teraz wierzę. Kopnęło mnie, cholera, więc wytrzymam. Blue Crane to jakiś złodziej bez honoru i zasad. Kij mu w plecy. Nie wiecie może kiedy zobaczę Victorię? Piękne imię... Victoria... Rany, mógłbym je powtarzać godzinami. Myślicie, że mam u niej szanse? W sumie... Niezła z niej laseczka, nie? - uśmiechnął się nieco głupkowato, spoglądając niepewnie za zebranych.
Spoiler!
Test Empati ST:7 = 2 sukcesy. Lucjan mówi prawdę i zdajesz sobie sprawę, że ten dom bardzo źle działa na jego psychikę. Wiesz, że jeszcze wczoraj całkiem załamał się psychicznie i efekty są widoczne do teraz. Widzisz także efekty agresywnego użycia Prezencji przez Victorię.
Spoiler!
Test Empati ST:7 = 2 sukcesy. Lucjan mówi prawdę i zdajesz sobie sprawę, że ten dom bardzo źle działa na jego psychikę. Wiesz, że jeszcze wczoraj całkiem załamał się psychicznie i efekty są widoczne do teraz. Widzisz także efekty agresywnego użycia Prezencji przez Victorię.
[center]***[/center]
Charleston WV 410 Elizabeth St, klub Empty Glass 09.08.1993 Po północy

Ulice o tej porze nie były zbyt zatłoczone i droga do lokalu Empty Glass przebiegła spokojnie. Horacy i Victoria wymienili kilka zdań w limuzynie na temat Coraxów. Na miejscu znaleźli się niecały kwadrans po wyjściu z domeny. Zatrzymali samochód kilkaset metrów wcześniej, aby dojść na miejsce pieszo. Wszystko z wskazówkami Horacego, który doskonale znał okolicę i wiedział, gdzie się udają. Namtar także zatrzymał swój motor niedaleko limuzyny. Parking o tej porze był praktycznie pusty.

- Odczekajcie minutę i możecie wchodzić. Będę w cieniach - powiedział krótko Assamita, po czym ciało jego zmieniło się w strzęp ciemności, który zniknął pod jednym z samochodów.

Przed wejściem do klubu stało kilku nastolatków z butelkami w rękach ro