PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 15 kwietnia 2015, 15:46

Rezydencja Furstenhof; 22/11/14; wieczór

Diabeł dostrzegł niemą determinację Steinbacha i kiwnął głową przytakująco:

- A zatem niech tak będzie... Rozbierz się...

Gdy Thomas stanął nagi na środku sali, Rundstedt odszedł kilka kroków i złożywszy palce w dłoni w swojego rodzaju kwadrat przez dłuższy czas stał przypatrując się przez dziurę w palcach ciału Stainbacha, tak jakby próbował uchwycić tremere w ramy fotograficznego kadru.

Gdy zakończył oględziny, wskazał dłonią szpitalne łóżko. Samemu nie czekając podszedł do szafki i zaczął wyciągać różne fiolki. Po chwili miał w strzykawce brunatny dekokt, którego przeznaczenia Steinbach mógł się tylko domyślać:

- Połóż się Thomasie. Podam Ci teraz preparat przeciwbólowy, ale z góry uprzedzam, że i tak będzie to bolesny zabieg.
Spoiler!
Rundstedt całkowicie zmieni Twój wygląd, ale bez żadnych dziwactw, choć korciła mnie para rogów i koźle nogi;) Możesz zmienić posturę, wzrost, twarz, wszystko. O ile nie bedziesz wygladac jak emo lub żebrak, to dostaniesz dwie kropki w Wyglądzie. No a Rundsteda możesz traktować jako Mentora za 3 kropki.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 15 kwietnia 2015, 19:58

Achille obserwował oddechy watachy unoszące się w mroźny powietrzu.

Piękne.

Szybko ważył w myślach słowa. Chorwaci. W Jugosławii nie było dobrych i złych, jedynie źli i potwornie źli. Jeszcze wczoraj wiedziałby, że ci tutaj byli niewyobrażalnie źli. Teraz już nie wiedział co myśleć. Zbudowana straszliwym wysiłkiem równowaga duchowa która wyniósł przechodząc przez tą wojnę domową z szeroko otwartymi oczami chwiała się.

Naprawdę wzniosłem tak chwiejny konstrukt? Przygryzl lekko wargi układając koleje zdania. Nie, po prostu tutaj tez zdarzają się szare koty, między czarnymi i białymi. Nawet diabeł jest pregowany

- Nie zrobiliśmy mu żadnej krzywdy. Przeciwnie. - Nie ważył się spojrzeć im w oczy, jego wzrok przemykal po obrysie ciała basiora. Czekał na jakikolwiek gest podziękowania, choćby najbardziej subtelne skłonienie głową. Nie liczył z reszta, że jemu podziękuja. I w cale tego nie oczekiwał. Intrygowala go ich relacja z Rundstedtem. A potem trochę wbrew sobie rzucił miecz na szalę.

- Mówią ze pare kad odlaze imaju stotinu nogu, a kad dolaze samo dvije, ale zawsze ciesze się, gdy to zdanie się nie sprawdza. - Skupiając całą odwagę zatrzymał wzrok na oczach przywódcy watachy, uśmiechając się sympatycznie. Jednak pilnował uważnie aby nie odsłonić zębów.
(bosn.) Pare kad odlaze imaju stotinu nogu, a kad dolaze samo dvije. - Pieniądze, kiedy odchodzą, mają setki nóg, kiedy przychodzą, tylko dwie.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 15 kwietnia 2015, 23:28

Rezydencja Furstenhof; 21/11/14; po 23:00

- Znam kako ka?u...*

Achile mógłby przysiąc, że przez krótką chwilę dostrzegł szczere zaskoczenie na twarzy mówiącego po chorwacku lupina. Szybko jednak mina została przykryta maską agresji. Garou wzburzony odezwał się po niemiecku do towarzyszących mu pobratymców, najwyraźniej nie rozumiejących bałkańskich języków. Przez chwilę wymieniali się uwagami, a Martin złowrogo szczerzył kły w stronę Moreau i kainta zoroentował się, że wetknął kij w mrowisko. Rundstedt choć nie zrozumiał tego co powiedział Moreau po chorwacku, ale słysząc rozmowe wilkołaków spojrzał na Toreadora piorunującym wzrokiem:

- Kazałeś im zapłacić?! Nie waż się wtrącać w sprawy tego domu... - syknął tonem ledwo skrywanego oburzenia, tak że Achile już chyba wolałby bliżej przyjrzeć się z bliska uzębieniu Martina w formie crinos niż usłyszeć to jeszcze raz z ust Tzimisce. Diabeł skierował otwarte dłonie w stronę coraz bardziej zbulwersowanych lupinów i obwieścił spokojnym tonem:

- Nic się zmieniło. Nie musicie nic płacić. Znacie reguły tego miejsca.

- Zabierzemy naszego i odejdziemy tak jak zwykle. - Przywódca lupinów odpowiedział spokojnie, po czym skinął garou aby podnieśli z łoża powoli wracającego do siebie wilkołaka. Martin spojrzał jeszcze na Achile nienawistnym wzrokiem, jakby żałując, że nie doszło do konfrontacji, ale nie ośmielił się przeciwstawić przywódcy stada.

- Parę pijaw kręciło się w pobliżu. Szukali kłopotów, a nie twojej pomocy. Teraz i tak nic im już nie pomoże... - Chorwat położył na szpitalnym łóżku kilka zakrwawionych przedmiotów, najwyraźniej muszących należeć do nieszczęśników. Toreador dostrzegł jak lupin i wampir po chwili ciszy kiwnęli sobie nieznacznie głowami jakby w geście niezręcznego podziękowania.
*(chorw) Znam to powiedzenie.

Pan Chorwat tak zrozumiał przekaz Moreau, co lekko zaogniło sytuację. Jakieś sprostowania, czy Achile trzyma już gębę na kłódkę?

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 16 kwietnia 2015, 01:38

Moreau długo wpatrywał się w malejące sylwetki lupinow. Od momentu gdy odezwał się Tzimishe żaden mięsień jego ciała nie poruszył się nawet odrobinę. Tkwił jak alabasterowa figura. Pozwalał smutkowi przepłynąć przez siebie. Jak strumień zgarniajacy zeschłe liście.

Dokładnie tak jak myślałem.

- Tak właśnie to widzą. Altruizm, poświęcenie, bezinteresowność. Tam gdzie powinna pojawić się dobra wola, pod cienką powierzchnią chwiejnego sojuszu dopatruja się innych motywów. Noże w rękawach. - Popatrzył jak jego własny oddech z trudem formuje biała chmurę i zimnym, alpejskim powietrzu. Jestem za zimny.

- Rekin wrócił do oceanu. Jego ofiary nie zawsze będą zdolne doczołagac się do bram Furstenhof po pomoc. Przysięga Hipokratesa z całą swoją szlachetnościa... tą wspaniała szlachetną ideą... kończy się tam. - Achille wskazał wzrokiem na granicę rezydencji. - Dalej świat rozgrywa się tak jak zawsze. Jestem tak straszliwie zmęczony

- Chciałbym... - Zwrócił się do Diabła z pełnym szacunku formalizmem. - Chciałbym przeprosić za moje zachowanie. W najmniejszym stopniu nie chciałem podważyć reputacji Pana, ani pańskiego schronienia. Jednak fakt, że się tego dopuściłem jest oczywiście naganny. I niemożliwy do usprawiedliwienia.

Po raz drugi przestaje wierzyć w kwiat paproci.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 17 kwietnia 2015, 19:53

Rezydencja Furstenhof; 21/11/14; po 23:00

Rundstedt stał w milczeniu, obserwował oddalających się lupinów i powoli, wyuczonym przez lata ruchem nabijał staromodną fajkę. W mroźnym powietrzu uniósł się słodki zapach tytoniu, wypełniając nozdrza Toreadora przyjemnym aromatem.

- Masz rację... - smutno przytaknął Gerhard: - przysięga Hipokratesa kończy się za horyzontem, choć chciałbym by było innaczej. Dalej świat rządzi się już swoimi brutalnymi prawami. I nie zmienię całego świata chłopcze. Widzisz, nie wszyscy przybywają tu po moją pomoc. Niektórzy szukają mojej krwi. I altruzim, przysięgi trzeba odłożyć na bok aby przetrwać.

- Ci zmiennokształtni zjawiają się tu czasem. Z reguły poharatani przez swoich ziomków, czasem między sobą. Zawsze im pomagałem, nawet ich niedoszłym ofiarom. Niekiedy wyrządzają mi przysługę i mniej lub bardziej przypadkowo eliminują "nieproszonych gości", którzy zamiast wyznaczonej trasy do Furstenhof wybierają nieświadomi niebezpieczeństwa, marsz przez tereny garou. Nieprzypadkowo wybrałem to miejsce na swą siedzibę. Potrzebuję murów i fosy: zamku w którym mogę się schronić. Mam trudne sąsiedztwo. Piekielnie, wręcz śmiertelnie niebezpieczne. Igram z ogniem, ale powiedziałbym, że tkwiąc w tej protokooperacji, tolerujemy się nawzajem. I wolałbym aby takimi zostały te sprawy.
Spoiler!
Pośród przedmiotów pozostawionych przez wilkołaki, jest portfel i telefon. W portfelu, oprócz paru euro, różnych drobiazgów jest karta studencka niejakiego Mathiasa Mullera, studenta Heidelbergu. Telefon jest zniszczony.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 18 kwietnia 2015, 14:57

Rezydencja Furstenhof; 22/11/14; wieczór

Marcus siedział nieruchomo w gabinecie Rundstedta. Wzrok wampira tępo skupiał się na czubkach obszarpanych butów, ignorując zupełnie wszystko wokół. Vallo cicho rozmawiającego z Price'em, Moreau, stojącego przy oknie i wypatrującego za horyzontem granicy altruzimu, czy może próbującego wyłowić w snieżnej zadymie zarys tajemniczego gościa, jaki nawiedził pokoje Furstenhofu wczesniej, Rundsteda w milczeniu podpisujacego zebrane na burku dokumenty. Brakowało tylko Steinbacha, ale jak zapewniał Gerhard ten miał zaraz się zjawić.

Ale to nie interesowało w najmniejszym stopniu Koroviewa. Przecież nie było tu nikogo. Jego przyjaciele byli martwi, a on, ktoś komu bezgranicznie ufali wystawił ich na ostateczną śmierć. I zapewne nikt nawet sam dorktor Sands nie będzie stanie pomóc. Nie wróci do zycia martwych... Nie zmyje winy z duszy biednego ślepca...

Vallo kątem oka spojrzał na Malkavianina i niewaidomo czemu cicho, choć dobrze wiedział, że każdy w pomieszczeniu go słyszy tłumaczył Xavierowi:

- Wiem, że to zabrzmi okrutnie, ale zabierz Marcusa ze sobą. Będzie świadczył, że jesteście martwi. W jego stanie, będzie niemal niemożliwe sprawdzić jego prawdomówność. Wszystko jeśli oczywiście nadal chcesz zostać incognito. Gerhard może zaopiekować się biedakiem, choć twierdzi, że nie zna metod, które wyrwałby go z tego letargu. Masz jak wrócić do Bournemouth, czy chcesz uzyć odrzutowca Rundstedta. Już rozmawiałem na ten temat z naszym gospodarzem. Samolot jest do waszej dyspozycji.
Spoiler!
No, Surielu, czas na Twoje wielkie wejście. Aż sam jestem ciekawy jak będziesz wyglądał...
Spoiler!
Czy chcesz coś zrobić z przedmiotami przyniesionymi przez lupinów

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 19 kwietnia 2015, 00:09

"- Połóż się Thomasie. Podam Ci teraz preparat przeciwbólowy, ale z góry uprzedzam, że i tak będzie to bolesny zabieg."

Thomas posłusznie wykonał polecenie i ułożył się wygodnie na plecach.

"Przecież to nie może aż tak boleć. Ten stary diabeł mnie straszy jak małego..."
Wrzask bólu wydarł się z piersi Steinbacha. Za nim kolejne ale już stłumione wolą i zagryzanym kawałkiem drewna, który po pierwszym krzyku wepchnął mu Rundstedt. Zapewne była to pomoc w ramach wspomnianej nowoczesnej anestezjologi jaką z powodzeniem stosował wśród swoich pacjentów. Największy ból miał jednak dopiero nadejść, kiedy kręgi kręgosłupa zaczęły strzelać jedne po drugim brutalnie rozciągając cały system nerwowy biegnący w ich linii. Tak oto Thomas płacił niewypowiedzianym bólem za upragnione kilkanaście centymetrów więcej wzrostu. nie był to jednak koniec. Zaplanowanych zmian było niestety znacznie więcej.

Kiedy było w końcu po wszystkim Thomas nie mógł wstać. Nadal czuł wibrujący ból mimo iż było po zabiegu. Nie miał kontroli nad ruchami. Jego ciało drgało przez chwilę spazmatycznie kiedy neurony bezlitośnie nadawały impulsy i tworzyły nowe połączania. Steinbach czuł niektóre miejsca w dwójansób a niektóre wcale, nim wszystko się w końcu wyregulowało a organizm w końcu zagrał jak jedna sprawna maszyna. Końcówkę tego procesu bacznie obserwował sam Rundstedt. Oceniał z satysfakcją swą pracę wycierając ręce w brudny od osobliwych mazi ręcznik. Mazi które jeszcze przed chwila były w środku Thomasa stanowiąc jego ciało. Zanim stary diabeł włożył do jego wnętrza swoje ręce by poprawić kilka elementów, z których nie był do końca zadowolony.

Pod ciągłym wzrokiem lekarza Thomas wpierw siadł, po czym zebrawszy się na odwagę wstał i chwiejnym krokiem podszedł do lustra. Obejrzał się dokładnie ze wszystkich stron i uśmiechnął. W końcu miał swoje oczy jak przed wypaleniem przez moc. Była to jedyna rzecz jaką zachował.

Nieźle. Następnym jednak razem, dwa razy się zastanowię zanim w ogóle wezmę pod uwagę możliwość ponownej reorganizacji ciała. Oby to poświęcenie było wystarczające. W wkrótce się przekonamy czy uda ci się znowu uciec śmierci Thomasie. Matka jest uważna.

Skinął głową z zadowoleniem w kierunku Rundtsedta.

- Chyba będę potrzebował nieco większych ubrań...

Po chwili służba wniosła mu strój. Co prawda nie spodziewał się by dano mu coś z ostatniego krzyku mody, ale to! Nawet dla Thomasa było to passe. Kiedy później szedł już korytarzem do reszty towarzystwa przyłapał się na tym, że jego myśli bezwolnie powędrowały w kierunku arbiter elegantiarum koterii.

Mein Gott, ciekawe co powie jak mnie w tym zobaczy wrażliwy na tym punkcie Achille. Może z niesmaku będzie się przez cały jutrzejszy dzień obracał w trumnie, biedaczek.

[center]Obrazek[/center]
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 19 kwietnia 2015, 22:00

Rezydencja Furstenhof; 22/11/14; wieczór

Achile sprawdził wszystko w telefonie. Dane studenta wydawały się prawdziwe. Figurował w uniwersyteckiej bazie danych. Jedna sprawa nie dawała Toreadorowi spokoju. Chłopak około rok temu przeszedł na wieczorowy tryb studiów. Zbieg okoliczności, czy nie? udało mu się odtworzyć ostatnie poąłczenia z telefonu. Międzypaństwowe z niemieckimi numerami. Sieć WIFI zdecydowanie ułatwiała pracę. Ku zdziwieniu Moreau dom Rundstedta jest wbrew pozorom bardzo nowoczesny.

Do pokoju wszedł ktoś nowy. Wzrok kainitów odruchowo skupił się na nieznanym przybyszu. Vallo pierwszy poznał się na metamorfozie jaką przeszedł Tremere, klaszcąc w z uznaniem w dłonie:

- Gerhardzie masz talent... Gdybym spotkał tego jegomościa w innych okolicznościach, to na Kaina, nie poznałbym się.

Dopiero teraz coś kliknęło w głowach Xaviera i Moreau. Nie spodziewali się. Nie wiedzieli, nie mogli wiedzieć jak drastyczne kroki podjął jeden z nich. Gdzie podział się ten mały zabiedzony chłopak? Przed nimi stał ktoś zupełnie inny. Tylko gdy spojrzeli w głęboko w oczy przybysza, dostrzegli ten sam błysk.
Panowie. Ostatnie ustalenia. Co robicie i opuszczamy dom diabła.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 19 kwietnia 2015, 23:00

Czekam na reakcję Achille i chyba pora popchnąć akcję naprzód.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 19 kwietnia 2015, 23:08

Xavier spojrzał na Malkaviana pochłoniętego przez wewnętrzne szaleństwo. Marcus zawsze wzbudzał litość, a stan w jakim się znajdował obecnie tylko to podkreślał. Po słowach Vallo Xavier odpowiedział:

- Oczywiście zabiorę Marcusa do Bournemouth. Lepiej będzie jak pozostanę incognito i będę obserwował miasto z ukrycia. Uruchomię kilka starych kontaktów. Może Cwetan wróci z nowymi informacjami na temat napadu na Rhino pól roku temu. Sprawdzę trop adresu na który miałem dostarczać nagrania z klubu.

Po chwili do pokoju wszedł odmieniony Thomas. W pierwszej chwili Ventre myślał, że to kolejna osoba z którą przyjdzie nam rozmawiać. Może ktoś z Rzymu - pomyślał Xavier. Po słowach Vallo przyjrzał się uważniej i zrozumiał, co tak naprawdę się wydarzyło. O cholera... To niemożliwe, to jakaś sztuczka? - zadał pytanie w swojej głowie wiedząc, że nie otrzyma na nie odpowiedzi. Thomas stał wyprostowany i wyglądał zdecydowanie lepiej niż wcześniej, jednak w jego osobie było coś... niepokojącego. Jakby złamane było jakieś ważne tabu Xaviera. Ventrue nie mógł znać źródła tego uczucia. Myśli Price'a krążyły wokół możliwości jakie posiadał klan Tzimisce. W tak krótkim czasie taka przemiana? Na operacjach plastycznych da się zrobić fortunę. Ta moc na pewno ma jeszcze wiele innych ciekawych zastosowań.

Zapewne miał dość poniżania i wiecznego poczucia, że jest po prostu... mniejszy - zaczął się zastanawiać nad powodem decyzji Thomasa.

Xavier wstał z fotela, po czym zbliżył się do Thomasa:

- Thomasie, dobrze wyglądasz. Mam nadzieję, że czujesz się zdecydowanie lepiej w obecnej formie. Jeżeli tak, to gratuluję odważnej i dojrzałej decyzji - mówiąc to Price poklepał Tremrea delikatnie po ramieniu.
Xavier leci samolotem Tzmimisce do Bournemouth. Biorę z sobą Marcusa, Blackwood'a oraz Ninę.
Ostatnio zmieniony 21 kwietnia 2015, 10:45 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 21 kwietnia 2015, 22:46

- Wampiry które dopadli garou... - Achille położył na biurku Rundstedta zapisana odręcznym pismem kartkę. - To anarchiści lub, co bardziej prawdopodobne, niedoświadczona sfora Sabatu. Jeżeli pojawiłyby się jakieś dalsze problemy, ich ostatnie połączenia mogą służyć za pewien punkt oparcia. - Zakręcil oprawke pióra i zwrócił się do Ventra.

- Xavierze, będę potrzebował czystej karty kredytowej w Rzymie. Jakiekolwiek operacje bankowe naszymi dotychczasowymi mogą zwrócić czyjąś uwagę. Nie wiem czy uda nam się dostać do Włoch innym połączeniem niż rejsowe, w takim razie zostawię ci amunicję. Może być ci pomocna w Bournemouth.

Kiedy Thomas wszedł do pokoju Moreau zwyczajnie odebrało mowę.

- Rozplema błony wewnętrznej tętnic? Reakcja autotoksyczna? - Zdołał w końcu wyrzucić z siebie pytania do Gerhardta, w odpowiedzi na które ten przecząco pokiwal głową. Achille przesłony usta dłonią. Wiec całość wygenerowal jego organizm. Albo po prostu autoimmunologia u Spokrewniony jest zupełnie odmienna. Och...

Rozłożył bezradnie ręce i jeszcze raz zmierzył sylwetkę Tremera wzrokiem, po czym zaśmiał się głośno i serdecznie.

- Thomasie mogę podać co najmniej kilka powodów dla których wolałbym teraz zobaczyć cie nago.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 21 kwietnia 2015, 23:06

- Jesteś pewien? - zapytał z błyskiem w oku Thomas - nie chciałbym sprawić, że będziesz musiał być nieusatysfakcjonowany ze swojej postury przez... wieczność.

Uśmiechnął się serdecznie, zdjął kapelusz i delikatnie obracał go w rękach oglądając dokładnie. Po czym szybko dodał z przekąsem.

- No ale jeśli to lekarska ciekawość, to być może podzielą się z Tobą pewnymi informacjami Rzymianki, jakie zapewne dane nam będzie bliżej poznać.

Nie śmiał spojrzeć na reakcję pozostałych. Z brzydkiej poczwarki, po niedawnej wylince, wyszedł nieco bezczelny a za razem bardziej pewny siebie nocny motyl.

- Co nas zatem wstrzymuje przed wylotem? Zapomnieliśmy o mało istotnych funduszach. Czy też może o ustaleniu w jaki sposób będziemy się porozumiewać w razie jakichś istotnych i nagłych wypadków?

[center]-E-[/center]

Thomas z uśmiechem podszedł do kartki pozostawionej przez Achille. Właściwie nie miał co dopisywać. Nikt już o nie go nie dbał. Chciał jedynie przepisać numer ale gdy go przeczytał uśmiech z twarzy zniknął bezpowrotnie.

- Skąd mój drogi Achille masz numer kontaktowy do Elzy?

Pytanie rozbrzmiało w pokoju po czym przez chwilę zaległa nieznośna cisza.
Ostatnio zmieniony 24 kwietnia 2015, 21:44 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 23 kwietnia 2015, 22:20

- Najwięcej nieszczęśnika który mógłby nam to wyjaśnić pozostało pod pazurami tutejszej watahy wilkołakow. - Achille wcale się nie uśmiechał. Biorąc pod uwagę usposobienie twojej matki było to nie najgorsze wyjście dla biednego chłopaka.

Toreador przeczesał włosy. - Jednego tylko nie rozumiem... - Moreau przesłonił dłonią usta a jego brwi ściągnęły ku dołowi. - Jeżeli wiedziała już tyle, że nie byłeś potrzebny w nocy 19 listopada to dlaczego wysłała pod Furstenhof jakiegoś pierwszorocznego wampira? Dlaczego nie doborowych morderców? Miała czas!

Nie wiedziała... Nie o to miejsce chodzi.

- Nie wiedziała. - Achille dopowiedział Sam sobie a jego brwi zbiegły się jeszcze bardziej. - Ten postrzał nie miał Cię zabic Thomasie. Wiedziała jednak że pan, herr Rundstedt nie będzie zdolny go uleczyć.

Moreau zrobił krótką pauza i cicho zwrócił się do Rundstedta. - Powinien pan powiadomić swojego ojca. Jak najszybciej.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 24 kwietnia 2015, 22:32

Mówiąc o zasadach porozumiewania się myślał, że na kartce pozostawionej przez Toreadora znajduje się jego numer awaryjny do niego albo do kogoś bliskiego. Teraz Thomas zrozumiał swój błąd. Numer pochodził z komórki od rozszarpanych przez garou.

Tremer poczuł się piekielnie zmęczony. Kiedy posługiwał się Sztuką taki błąd był poważnym ostrzeżeniem że nie należy kontynuować. Dalsze korzystanie z mocy przy takim przemęczeniu prowadziło bowiem tylko do jednego. Tutaj, to nie on korzystał ze sztuk tajemnych i dyscyplin. To na nim ćwiczono. Jednak od jakiegoś czasu powoli i nieuchronnie adrenalina opuszczała jego ciało a zastępowało ją coś dużo gorszego. Kiedy był mały chodził do dentysty na wiercenie i plombowanie. Po zabiegu gdy już wracał do domu czuł jakby nadal coś w nim drżało i wibrowało. Czuł ból a potem otępienie, które z litości uruchamiał organizm wyłączając niektóre nerwy. Wiele godzin nie potrafił dojść do siebie. Ten stan był podobny, tyle że rozciągał się na całe ciało, które siłą starożytnej krwi ktoś uformował na nowo. Poczuł to teraz w końcu w każdej kości i w każdym calu swego nowego ciała. Zmieniane części ciała pulsowały i wibrowały z różną intensywnością lub nie czuł ich wcale. Plątał fakty, był zmęczony, potrzebował odpocząć.

I wtedy dotarło do niego że przecież czasu ma tak niewiele. Matka zabije go kiedy tylko będzie mogła. Cały klan obróci przeciw niemu a przecież...

- Elza przysłała ich tutaj ale to był albo podstęp żeby odciągnąć uwagę lupinów od innego zabójcy który tu przemknął z innej strony albo po prostu ma takich nierozsądnych sojuszników. Myślę że te wypaczone rysunki Taumaturgi w domu Vallo naprawdę rysował Sabat. Zatem Elza postanowiła dołączyć do sabatu. Dla mnie byłoby to najlepsza konfiguracja. Nic dziwnego, w klanie piastuje już i tak wysoką pozycję a jeśli chodzi o kobiety w klanie... cóż powiedzmy że jej ścieżka rozwoju się wyczerpała. Być może postanowiła przeskoczyć do innej, mniej restrykcyjnej sekty. Gdyby była wierna klanowi obróciłaby go całego przeciw mnie i szybko poniósłbym śmierć ostateczną. Lecz w tej sytuacji, to ja mam szansę obrócić klan przeciw niej. Muszę tylko zdobyć dowody.- spojrzał na Xawiera był ciekawy opinii szachisty Ventrue.

- Skoro "jednoroczne" wampiry sforą próbowały wedrzeć się tutaj to, raz że Elza o nas wie a dwa, że zaczyna nas osaczać. Nie ma takiej bramy której nie można przekroczyć. Obawiam się drogi Achille, że mój dekadentyzm skończył się zanim się zaczął. Miałem zamiar solidnie nacieszyć się egzystencją póki nie nadjedzie nieuniknione ze strony Matki. Ale w sytuacji kiedy istniej choćby cień szansy... Żegnajcie rzymianki.

- Czy może jeszcze coś znaleźliście przy ciałach?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 25 kwietnia 2015, 00:17

- Cześć dokumentów, jakieś drobiazgi. - Achille wyłożył kartę studenta na stół i ruszył ku barkowi, rzucając przez ramię - Rok temu przeszedł na tryb wieczorowy studiów, z tego okresu pochodzą tez jego ostatnie wpisy na portalach społecznościowych.

Śliwowica - Moreau postawił przed Thomasem pełna szklankę i popchnął ja ku niemu koniuszkiem palca. Jego głos był miękki jak aksamit. - Napij się I przestań histeryzować. - W ostatnich słowach zadzwięczała stal.

- Uzyskałes doskonały atut by zniknąć z pola widzenia twej matki. - Achille wykonał nieokreślony gest obejmujący postać Tremera. - W pełni wystarczający na tym etapie gry. Nikt cię nie osaczy, nikt cię nie dopadnie.

Moreau westchnął jakby przez chwile szukał odpowiedniego słowa.

- Staram się zrozumieć jak odczułes tą niespodziewaną i brutalną napaść dwie noce temu, jednak muszę przypomnieć ci że nie jesteś tutaj celem i ta historia nie rozbija się o ciebie. Jesteś tylko narzedziem. Przepraszam jeżeli brzmi to okrutnie ale ty sam odnalazłes w swej pamięci i powtórzyłes te słowa, kiedy Xavier porządkował twój umysł.

- Nie byłeś potrzebny by doprowadzić matkę tutaj. O Rundstedtach dowiedzieliśmy się z Google, Blackwood odnalazł ta siedzibę w 24 godziny! - Ton zniecierpliwienia wypłynął na powierzchnię lecz Achille szybko ukrył go pod smutnym uśmiechem. - Gdybyś miał po prostu umrzeć kula trafiłaby cie noc przed naszym spotkaniem w Rhino, gdy byłeś w opuszczonym budynku do rozbiórki. Gdzie nikt by cię nie uratował.

Moreau przeczesał włosy dłonią i uśmiechnął się. - Nie, nie Thomasie. Niezależnie od wszystkiego nie zrezygnuje z roli twojego mentora i przewodnika po dekadenckich i perwersyjnych rozrywkach Rzymu.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

ODPOWIEDZ