Skąd też im się to wszystkim bierze że uważają że ciągle komuś grożę. Ja nadal jedynie informuje. Jakbym groził to najpierw dałbym w mordę a potem kazał coś zrobić Horacy potrząsnął głową, nie ogarniał tego.
Kiedy wsiedli do samochodu przez chwilę milczał wpatrzony w miasto które mijali. Potem jednak z pewną wyczuwalną niechęcią przerwał milczenie. Jego głos był chłodny i wyrachowany, niepodobny do Horacego. A jednak Victoria była pewna że to właśnie w tym momencie, a nie wczoraj, spadły wszystkie jego maski.
- Mimo wszystko imponujące podzielić się takim sekretem. Nie miałbym nic co byłoby równie cenne by położyć Coraxom na stół, więc jak zwykle chciałem za złamanego szeląga kupić skarb. Dzisiaj udowodniłaś, że Red Wisdom nie wybrał cię bez powodu. Wieżę w to co powiedziałaś i kiedy będziesz miała problemy z sabatem - zawahał się zanim skończył - pomogę ci, obiecuję.
Nie wiem tylko dlaczego nie posłużyłaś się kartą w postaci uratowano życia żeby zbić cenę. Poza tym to były tylko pieniądze. Nie, ty po prostu chciałaś to zrobić. To również taki drobny rewanżyk po trzystu latach, tylko tego nie przyznasz. W końcu do cholery Ameryki nie odkryłaś tylko to odkrycie chcesz nagłośnić. A póki Namtar jest przy boku, zagrożenie raczej niewielkie.
Samochód mknął ulicami pustego miasta. Horacy wrócił do podziwiania oświetlonych reklam sklepów, rażących oczy blichtrem i tandetą. W tym mieście tak właśnie najczęściej się handlowało. Transakcja z tego wieczoru była wyjątkiem.
PBF - Charleston by Night
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 09.08.1993 Po północy
Podkład muzyczny: https://www.youtube.com/watch?v=RyT2Th5-CV4
Victoria i Horacy stali przez chwilę osłupiali, nie do końca wiedząc jak zareagować na to co ujrzeli. Pokój zmienił swój wygląd i przypominał teraz wnętrze kościoła gotyckiego, na końcu którego tuż przed ołtarzem stał Ojciec Terry, w bogatych szatach kapłańskich, a także Lucjan ubrany jak przystało na prawdziwego pana młodego. Zapach świeżych kwiatów wypełnił nozdrza zebranych, gdy płatki czarnych róż delikatnie zaczęły opadać na członków koterii. Między ławami spoczywał karmazynowy dywan, na którego krawędziach po lewej i prawej stronie leżały czarne róże. Nagle zebrani spostrzegli, że wszyscy posiadają stroje wieczorowe, a Victoria ubrana jest w szkarłatną suknię ślubną z powłóczystym welonem. Z lewej strony nagle pojawił się biały gołąb, który w dziobie trzymał złotą obrączkę. Ptak podleciał do Victorii podając jej pierścionek w taki sposób, że nawet Lasombra była zaskoczona jego sprytem. Kilkanaście kroków dalej stojący Frater Terry ubrany w szaty arcybiskupa, odezwał się:
- Zbliż się córko, już czas byś wstąpiła w święty związek małżeński.
[center]
[/center]
Testy polowania wszystkim udały się. Namtar, Victoria i Gavin mają pełny zasób krwi w sobie.
Gavin spotkał się z Horacym, Victorią i Namtarem przed domem. Rozpoczęli wyminę zdań na temat powodzenia ich misji i rozmowy z Coraxami. Gdy weszli do posiadłości, odkryli, iż w środku oczekuje ich zaskakująca niespodzianka. Otóż zaraz po wejściu do biblioteki na parterze, runął na nich dźwięk Marsza Weselnego.Podkład muzyczny: https://www.youtube.com/watch?v=RyT2Th5-CV4
Victoria i Horacy stali przez chwilę osłupiali, nie do końca wiedząc jak zareagować na to co ujrzeli. Pokój zmienił swój wygląd i przypominał teraz wnętrze kościoła gotyckiego, na końcu którego tuż przed ołtarzem stał Ojciec Terry, w bogatych szatach kapłańskich, a także Lucjan ubrany jak przystało na prawdziwego pana młodego. Zapach świeżych kwiatów wypełnił nozdrza zebranych, gdy płatki czarnych róż delikatnie zaczęły opadać na członków koterii. Między ławami spoczywał karmazynowy dywan, na którego krawędziach po lewej i prawej stronie leżały czarne róże. Nagle zebrani spostrzegli, że wszyscy posiadają stroje wieczorowe, a Victoria ubrana jest w szkarłatną suknię ślubną z powłóczystym welonem. Z lewej strony nagle pojawił się biały gołąb, który w dziobie trzymał złotą obrączkę. Ptak podleciał do Victorii podając jej pierścionek w taki sposób, że nawet Lasombra była zaskoczona jego sprytem. Kilkanaście kroków dalej stojący Frater Terry ubrany w szaty arcybiskupa, odezwał się:
- Zbliż się córko, już czas byś wstąpiła w święty związek małżeński.
[center]
[/center]
Dla Namtara: Użycie zalety Clear Sight = Udany. Jako jedyny widzisz bibliotekę, nie słyszysz żadnej muzyki i nie czujesz zapachu kwiatów. Nie jesteś świadomy użycia Iluzji w tym miejscu.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
Ravnos był pewien że tej nocy nie będzie więcej przygód. Wszechświat jednak znów postanowił pokazać mu jak głęboko był w błędzie. Po wejściu do domeny Victorii, szczęka Gavina opadła do ziemi. Gdyby jego serce nadal biło, prawdopodobnie zszedłby na zawał.
Ma rozmach skurwysyn, zawsze miał ale teraz to już przegiął pałę do entej potęgi... Łożesz qrwa, gołab?!
Gavin przyglądał się dziełu swego brata, chłonął doznania i szczegóły w sposób, w jaki koteria podziwiała wystawę w Elizjum. Ilość energii i skrupulatność robiły na Gavinie piorunujące wrażenie. Kątem oka dostrzegł że drzwi przez które przeszli zniknęły, zastąpione przez pokaźnych rozmiarów wazon czarnych róż z napisem "Szczęśliwi Nowożeńcy".
Ciekawe czy w miejscu okien są ściany a w miejscu ścian są okna... Gdyby panna młoda próbowała uciekać... Czy ten biskup jest prawdziwy? Terry??
Ma rozmach skurwysyn, zawsze miał ale teraz to już przegiął pałę do entej potęgi... Łożesz qrwa, gołab?!
Gavin przyglądał się dziełu swego brata, chłonął doznania i szczegóły w sposób, w jaki koteria podziwiała wystawę w Elizjum. Ilość energii i skrupulatność robiły na Gavinie piorunujące wrażenie. Kątem oka dostrzegł że drzwi przez które przeszli zniknęły, zastąpione przez pokaźnych rozmiarów wazon czarnych róż z napisem "Szczęśliwi Nowożeńcy".
Ciekawe czy w miejscu okien są ściany a w miejscu ścian są okna... Gdyby panna młoda próbowała uciekać... Czy ten biskup jest prawdziwy? Terry??
Ravnos jest po pierwsze pod wrażeniem sztuki jaką Lucjan tu zaprezentował.
Po drugie jest w szoku jak bardzo musiało mu odbić na punkcie Victorii.
Po trzecie, obraz mógłby być dopełniony tylko przez Biskupa Sabatu trzymającego nadmuchany balonik... Poziom zaskoczenia, zniszczenia i nawet nie wiem czego, osiągnął apogeum.
Po drugie jest w szoku jak bardzo musiało mu odbić na punkcie Victorii.
Po trzecie, obraz mógłby być dopełniony tylko przez Biskupa Sabatu trzymającego nadmuchany balonik... Poziom zaskoczenia, zniszczenia i nawet nie wiem czego, osiągnął apogeum.
Do dowcipów Gavina dołancza właśnie opowieść pt: "Pierwsze małżeństwo Lucjana: czyli jak sobie pościelesz tak się wyśpisz".
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 20 kwietnia 2015, 13:04 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.
Pierwszym, co opanowało zmysły Voctorii był zapach róż. Delikatny i słodki, rozbudzający głęboko schowane nuty nostalgii i wspomnień, które tak usilnie z z wielką skrupulatnością starała się zepchnąć w najdalsze zakamarki podświadomości. Ale ten zapach... niczym trzask bicza, otworzył tajemne wrota, zalewając falą emocji umysł i duszę Lasombry. Dopiero po chwili zarejestrowała dźwięki Mendelsona, rozbrzmiewające echem po wysokich sklepieniach kościoła. Szok i niedowierzanie na widok, który roztaczał się przed jej oczyma był niewyobrażalny, a czas nagle zwolnił... Trzepot skrzydeł gołębia, płatki opadające w wirujących wzorach, czerwień sukni, którą miała na sobie... Wszystko to w dziwaczny sposób napierało na jej umysł, który starał się bronić przed tym, czego nie rozumiał i czego w istocie nie mogło być tutaj.
[center]
[/center]
Victoria, będąc wciąż w szoku, rozglądała się po całym pomieszczeniu z fascynacją i podziwem, któremu nawet przemiana kruka nie mogła się równać... Iluzja, ta potężna dyscyplina Ravnosów w tej właśnie chwili okazywała swą potęgę i piękno. Kunszt i szczegóły, tak dopracowane nie mogły stanowić jedynie efektu prezencji. Jak zahipnotyzowana, ruszyła wolnym i chwiejnym krokiem w kierunku ołtarza, podnosząc z ziemi jedną z Róż. Kiedy jej palce delikatnie objęły czarny pąk, rozkoszowała się jego fakturą. Aksamitny, chłodny dotyk płatków na skórze wywoływał mrowienie w całym jej ciele, drażniąc każdy ze zmysłów. Zamknęła oczy i zbliżyła kwiat do twarzy, zaciągając się jego mistycznym zapachem...
Black roses. D'o il savait...? Pas plus beaux que ceux-ci, me si c'est juste une illusion.... merci pour cette espce, bien que vous n'avez aucune idée de combien blesse mon coeur*... Żaden z was nie ma pojęcia, czym są owe kwiaty dla mnie. I żaden z was nigdy się tego nie dowie...
Wspomnienia powróciły do Victorii z siłą huraganu, który porywa wszystko na swej drodze, nie pozostawiając złudzeń ani litości...
Zapach morza, daleko daleko stąd. Wielki, trupio blady księżyc, zawieszony nad spokojnym czarnym oceanem... Chłodna bryza, szarpiąca i targająca jej włosy... Dotyk jego zimnych palców na policzku i chiche słowa, szeptane w noc... Tak dawno... Przecież to było tak dawno, a wciąż te wspomnienia tak żywe wracają, niosąc ze sobą ból i cierpienie. Dlaczego?... Dlaczego mnie nie zabiłeś wtedy? Byłoby lepiej dla ciebie, gdybym zginęła wraz ze swoim ojcem. Czas zemsty jest bliski, czuję to... A za twoją zdradę odpłacę po tysiąckroć...
Gorący gniew wywołany przeszłością, zalał szkarłatem jej umysł... Ruszyła wolnym krokiem w stronę ołtarza, przy którym stali Terry i Lucjan. Jej wzburzenie i złość rosły z każdym krokiem osiągając punkt kulminacyjny. Wtedy czerwień stopniowo przerodziła się w stalowy i lodowaty błękit. Wiedziała, że właśnie w tej chwili przekroczyła granicę, za którą nie było odwrotu, a zaistniała sytuacja jedynie wyzwoliła ten stan. Jej twarz momentalnie stała się zimną maską determinacji, a chłód bijący od całej jej postaci przywoływał na myśl lodowe pustkowia, w którym nie ma miejsca na jakiekolwiek ciepło. Echo jej kroków rozbrzmiewało głośno na kamiennej posadzce, a nawet czerwony dywan nie mógł stłumić gwałtownego rytmu jej obcasów...
Strażniku, obecnośc jakichkolwiek iluzji na terenie tego domu jest wielce niepożądana. Czy możesz ją rozproszyć?... Jeśli tak, zrób to natychmiast, proszę...
Potwierdzenie i spełnienie jej prośby przyszły nagle i niespodziewanie, właśnie w chwili, kiedy stanęła przed Lucjanem. Dokładnie w chwili, Kiedy misternie utkana złuda pękła, niczym mydlana bańka, uderzenie Victorii rzuciło Lucjana na kolana...
- Jak śmiesz!!! - wykrzyczała mu prosto w twarz - Dopuściłeś się złamania Drugiej Tradycji i prawa Domeny, choć za pewne dla kogoś takiego jak Ty niewiele to znaczy. Miałam zamiar potraktować cię jak gościa, z uwagi na Gavina i waszą relację, jednak brak szacunku, jaki okazałeś w naszej Domenie jest karygodny i nie do zaakceptowania. Nie będę tolerować takiego zachowania. Zastanowię się, co z Tobą zrobić. Czekaj na górze. A teraz precz! - ostatnie słowa rzuciła z lodowatą wściekłością.
Rozejrzała się po zdumionych i zszokowanych członkach koterii, zastanawiając się, co właściwie teraz myślą.
- A my musimy porozmawiać. Na górze. Coraxy były przydatne i chcę omówić dalsze plany.
Odwróciła się od pozostałych, udając się bezpośrednio do Sanktuarium.
[center]***[/center]
* Czarne róże. Skąd on wiedział...? Nie ma piękniejszych ponad te, choć to tylko iluzja.... dziękuję za ten widok, choć nie masz pojęcia, jak bardzo rani me serce...
[center]
[/center]Victoria, będąc wciąż w szoku, rozglądała się po całym pomieszczeniu z fascynacją i podziwem, któremu nawet przemiana kruka nie mogła się równać... Iluzja, ta potężna dyscyplina Ravnosów w tej właśnie chwili okazywała swą potęgę i piękno. Kunszt i szczegóły, tak dopracowane nie mogły stanowić jedynie efektu prezencji. Jak zahipnotyzowana, ruszyła wolnym i chwiejnym krokiem w kierunku ołtarza, podnosząc z ziemi jedną z Róż. Kiedy jej palce delikatnie objęły czarny pąk, rozkoszowała się jego fakturą. Aksamitny, chłodny dotyk płatków na skórze wywoływał mrowienie w całym jej ciele, drażniąc każdy ze zmysłów. Zamknęła oczy i zbliżyła kwiat do twarzy, zaciągając się jego mistycznym zapachem...
Black roses. D'o il savait...? Pas plus beaux que ceux-ci, me si c'est juste une illusion.... merci pour cette espce, bien que vous n'avez aucune idée de combien blesse mon coeur*... Żaden z was nie ma pojęcia, czym są owe kwiaty dla mnie. I żaden z was nigdy się tego nie dowie...
Wspomnienia powróciły do Victorii z siłą huraganu, który porywa wszystko na swej drodze, nie pozostawiając złudzeń ani litości...
Zapach morza, daleko daleko stąd. Wielki, trupio blady księżyc, zawieszony nad spokojnym czarnym oceanem... Chłodna bryza, szarpiąca i targająca jej włosy... Dotyk jego zimnych palców na policzku i chiche słowa, szeptane w noc... Tak dawno... Przecież to było tak dawno, a wciąż te wspomnienia tak żywe wracają, niosąc ze sobą ból i cierpienie. Dlaczego?... Dlaczego mnie nie zabiłeś wtedy? Byłoby lepiej dla ciebie, gdybym zginęła wraz ze swoim ojcem. Czas zemsty jest bliski, czuję to... A za twoją zdradę odpłacę po tysiąckroć...
Gorący gniew wywołany przeszłością, zalał szkarłatem jej umysł... Ruszyła wolnym krokiem w stronę ołtarza, przy którym stali Terry i Lucjan. Jej wzburzenie i złość rosły z każdym krokiem osiągając punkt kulminacyjny. Wtedy czerwień stopniowo przerodziła się w stalowy i lodowaty błękit. Wiedziała, że właśnie w tej chwili przekroczyła granicę, za którą nie było odwrotu, a zaistniała sytuacja jedynie wyzwoliła ten stan. Jej twarz momentalnie stała się zimną maską determinacji, a chłód bijący od całej jej postaci przywoływał na myśl lodowe pustkowia, w którym nie ma miejsca na jakiekolwiek ciepło. Echo jej kroków rozbrzmiewało głośno na kamiennej posadzce, a nawet czerwony dywan nie mógł stłumić gwałtownego rytmu jej obcasów...
Strażniku, obecnośc jakichkolwiek iluzji na terenie tego domu jest wielce niepożądana. Czy możesz ją rozproszyć?... Jeśli tak, zrób to natychmiast, proszę...
Potwierdzenie i spełnienie jej prośby przyszły nagle i niespodziewanie, właśnie w chwili, kiedy stanęła przed Lucjanem. Dokładnie w chwili, Kiedy misternie utkana złuda pękła, niczym mydlana bańka, uderzenie Victorii rzuciło Lucjana na kolana...
- Jak śmiesz!!! - wykrzyczała mu prosto w twarz - Dopuściłeś się złamania Drugiej Tradycji i prawa Domeny, choć za pewne dla kogoś takiego jak Ty niewiele to znaczy. Miałam zamiar potraktować cię jak gościa, z uwagi na Gavina i waszą relację, jednak brak szacunku, jaki okazałeś w naszej Domenie jest karygodny i nie do zaakceptowania. Nie będę tolerować takiego zachowania. Zastanowię się, co z Tobą zrobić. Czekaj na górze. A teraz precz! - ostatnie słowa rzuciła z lodowatą wściekłością.
Rozejrzała się po zdumionych i zszokowanych członkach koterii, zastanawiając się, co właściwie teraz myślą.
- A my musimy porozmawiać. Na górze. Coraxy były przydatne i chcę omówić dalsze plany.
Odwróciła się od pozostałych, udając się bezpośrednio do Sanktuarium.
[center]***[/center]
* Czarne róże. Skąd on wiedział...? Nie ma piękniejszych ponad te, choć to tylko iluzja.... dziękuję za ten widok, choć nie masz pojęcia, jak bardzo rani me serce...
Spoiler!
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Terry zastygł wstrząśnięty reakcją Victorii, chociaż zdawał sobie sprawę, że można było ją przewidzieć. Odprowadził ją wzrokiem, po czym pochylił się nad zdziwionym Lucjanem i pomógł mu wstać. Poprawił mu ubranie i przyjacielskim gestem poklepał po ramieniu. Pochylił się jeszcze nad nim, szepcąc mu do ucha.
- Nie przejmuj się, pójdę z nią pomówić. Póki co zrób jak kazała i poczeka
- Nie przejmuj się, pójdę z nią pomówić. Póki co zrób jak kazała i poczeka