Sigurd drążył temat, ale Morda niechętnie odpowiadał. Wszyscy zgromadzili się przy ognisku, które rozpalono na plaży. Palono drzewami, które rosły nieopodal. Były wysokie, ale dosyć wąskie i paliły się całkiem nieźle. Duże liście idealnie nadawały się na budowę dachu, albo jako talerz, z którego to chętnie korzystali korsarze, posilając się wyłowionymi zapasami.
- Wyspy Baracha to głównie kryjówki piratów, napadających zingarskie wybrzeża, statki handlowe. Czasem zapuszczają się nawet w głąb Stygii, płynąć do Luxoru, gdzie sprzedają zrabowane dobra i wymieniają je na inne. To tutaj stacjonują najgorsze załogi, dowodzone przez jeszcze straszniejszego, tajemniczego kapitana. Powiadają, że to sam diabeł w ludzkiej skórze dowodzi tymi piratami - Morda pociągnął rumu z flaszki. - Biedny nasz los, jeżeli zorientują się, że ktoś przybił do ich wyspy. Niewolnicy zwykle kończą jako galernicy, karmieni szczurami i resztkami ze stołów. Wiodą żywot gorszy, niż niewolnicy w Stygii.
- Nie strasz ich. Może uda nam się zbudować łódź i odpłynąć stąd, zanim się zorientują. Wyspy Baracha to dziesiątki wysepek i wątpie, by na każdej była kryjówka piratów - powiedział łagodnym tonem nawigator, przeżuwając kęs suszonej wołowiny.
Reasumując, raczej nie ma co czekać na pomoc. Możecie pomóc zbudować łódź i dopłynąć nią do jednego z portów Argos (według Mordy, to jakieś dwa dni spokojnej żeglugi stąd), albo zbadać wyspę i sprawdzić, czy jest jakieś inne wyjście...