PBF - Ach, ci przeklęci korsarze!

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 10 maja 2015, 21:10

Drużyna najemników, w której skład wchodzą zingarczyk Garro, Sigurd Rębacz z dalekiego Aesiru, barbarzyńca Adoth z mroźnej Cymmerii oraz tajemniczy Nehaher, eskortowali karawanę kupca z Ophiru do Kordawy - stolicy królestwa Zingary. Ledwo po wejściu do miasta i rozliczeniu się z chlebodawcą drużyna wpada w pierwsze kłopoty: zostają niesłusznie oskarżeni przez arcykapłana Mitry o zuchwałą kradzież. Wkrótce zaś zostają pojmani i uwięzieni w miejskich lochach, za rzekome zabicie kapłana - a przy okazji - za zabicie kapitana straży przy aresztowaniu.

Z pomocą przychodzi im tajemniczy mężczyzna, oferujący wolność w zamian za pozbycie się nowego doradcy króla - czarownika Menkara. Podczas ucieczki drużyna napotyka na towarzysza niedoli - brythuńczyka Derricka. Wspólnie uciekają przez linę z okna baszty zamkowej. Wszystko wydaje się być niezmiernie łatwe: w dodatku liny pilnowała osoba udająca martwego i wciągająca linę z powrotem do środka, zaraz jak ostatni uciekinier zdołał skryć się w cieniu nocy.

Sprawa jest podejrzana, bo okazuję się, że mężczyzna oferujący wolność należy do Poziemnego Kręgu - organizacji przestępczej działającej w ruinach dawnej Kordawy. Co dziwne -przestępcy kierują się dobrem króla i próbują utrzymać status quo, który niechybnie byłby zmieniony, gdyby do władzy doszedł książę Kordawy - Villagro.

W międzyczasie Garro dowiaduje się, że właśnie stracił swojego przyjaciela - kupca Galbro, który okazał się częściowo zamieszany w całą sprawę. Ostatecznie drużyna postanowiła dopełnić swojej obietnicy i pozbyć się Menkary - ruszyli więc do jego pałacu. W środku zaś wydarzyły się rzeczy straszne i przeczące wszelakiej logice. Otóż do walki zostały przyzwane demony, zaś samej komnaty czarownika pilnowali doświadczeni najemnicy, którzy zastawiwszy pułapkę, czekali cierpliwie na gości.

Wrzawa, huki i trzaski niechybnie świadczyły, że drużyna powoli toruję sobie drogę do swojego celu - zaś Menkara, człowiek inteligentny - wyczuwając, że jego pułapki nie zadziałały, uciekł na statek "Pertel" i odpłynął w nieznanym kierunku.
Na nieszczęście uciekających, wieść o opuszczeniu lochu i zabiciu więziennych strażników rozniosła się po mieście i cała straż została postawiona w stan gotowości. Nie dając czasu dzielnej drużynie na plądrowanie pałacu Menkary, deptali im po piętach aż do portu, gdzie w ostatnich chwili (i z pomocą tajemniczych sprzymierzeńców) wpadli na statek "Szelma", dowodzonym przez kapitana Conana - jednego z najstraszniejszych korsarzy w służbie Zingarskiego króla.
To krótkie przypomnienie. Proszę jeszcze nie postować! Start przygody w tą środę, lub kiedy wszyscy będą gotowi.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 13 maja 2015, 16:35

Potężna, czerwono-pomarańczowa ognista kula wynurzała się z wody w powolnym, ślimaczym tempie, powoli odkrywając swoją wielkość. Garro patrzył jak zahipnotyzowany we wschód słońca, stojąc na dziobie "Szelmy". W górze, przy bocianim gnieździe, powiewała flaga Zingary.

Na pokładzie jak w ukropie uwijali się marynarze, stawiając maszty, by odciążyć wioślarzy od mozolnego wiosłowania. Krzyki bosmana były skutecznie zagłuszane przez wielkiego mężczyznę o błękitnych oczach i o muskulaturze godnej pozazdroszczenia. Conan, kapitan fregaty, rugał korsarzy za zbyt ślamazarne odpływanie. Chociaż port w Kordawie był już ledwo widoczną plamą na horyzoncie, a latarnie morskie ledwo widoczne we wschodzącym słońcu, to Conan obawiał się pościgu za swymi poszukiwanymi pasażerami.

Schodzący pod pokład Sigurd i Nehaher wkrótce się przekonali, że nie tylko oni nie są zawodowymi korsarzami. W kajutach wypoczywało kilku innych mężczyzn i dwie kobiety, na których wygląd oboje przyjaciół odruchowo chwyciło się za sakiewki. Drogę zagrodził im niewielki mężczyzna o skośnych oczach i żółtawej cerze. Powiedział coś w dziwnym języku, ale gdy się zorientował, że zarówno Sigurd, jak i Nehaher nic z tego nie rozumieją, przemówił po zingarsku.

- Wy nie szukać kłopotów, wy ich nie znajdować. Spanie macie tam - wskazał palcem na kajuty na końcu statku. - Wy wypoczywać i nie przeszkadzać, ja robić tak samo. - mówił łamanym językiem ale spokojnym tonem, po czym ustąpił drogi i wyszedł na pokład.

Po dłuższej chwili cała piątka spała na hamakach, odpoczywając po trudach poprzedniej nocy. Późnym popołudniem, nie będąc wcześniej przez nikogo niepokojonym, drużyna zaczęła się gramolić z hamaków i wyszli na górny pokład, w poszukiwaniu jakiejś strawy. Nie musieli długo krążyć: zaraz zgarnął ich bosman Mordis, który zaprowadził ich do kajuty kapitana.

Wasza fregata (zamiast dział przez otwory są wyprowadzane wiosła):
Obrazek
Ostatnio zmieniony 13 maja 2015, 16:52 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 13 maja 2015, 16:49

- Ach, tu jesteście, łotry! - ryknął gromko Conan, siedzący na dużym, zdobionym krześle. - Coście tam nabroili w Kordawie, eh? - zapytał zawadiacko, nalewając sobie wina i dając ręką przyzwolenie, by goście zasiedli przy stole i ucztowali razem z nim. Biesiada trwała do wieczora. Do obszernej, bogato zdobionej kajuty wchodzili kolejni goście, których drużyna widziała już wcześniej. Rozcieńczone wino lało się strumieniami, a że nie było zbyt mocne, to nikt nie odpadł z uczty wcześniej, aniżeli by sobie życzył.

Wkrótce też rozpoczęły się opowieści i dokazywania: przechwały i groźby, żarty i wyzwiska. Glavat, mężczyzna z dużą blizną na szyi właśnie zaczynał tasować karty, gdy do kajuty wpadł zdyszany bosman.

- Kapitanie! "Duma Messancji" na horyzoncie! - krzyknął u progu.

- Świetnie! - Conan walnął pięścią w stół. - Szykować się nicponie do abordażu! Zagonić wioślarzy do pracy!

- Do Messancji? Chyba tam mieliśmy płynąć... - zaczął Garro, ale został natychmiast zagłuszony przez szum przesuwanych krzeseł i szykujących się do bitki ludzi.

***

Mgła pokrywała niemal cały horyzont. Małe, nikłe światełka były jedynymi źródłami światła w okolicy. "Szelma" cicho podpływał pod osłoną nocy pod "Dumę Messancji" - jeden z największych statków handlowych Argos. Wszędzie panowała nienaturalna cisza - nikomu nie wolno było się odzywać, ani zapalać jakiegokolwiek światła. Wioślarze mieli powoli opuszczać wiosła, by nie czynić jakiegokolwiek szumu. Korsarze szybko dogonili ciężką i wielką fregatę handlową, gdy nagle po obu stronach statku, w odległości kilkuset metrów zapłonęły płomienie pochodni. "Szelma" wpadł w pułapkę, i dwa inne statki podpływały do niego po obu stronach z zamiarem staranowania korsarzy.

Kapitan zaczął wykrzykiwać rozkazy; kazał zatrzymać się i czekać na dogodny moment, by w krótkim zrywie obrócić statek uciekając przed tym od dwóch uderzeń w burty. Zabronił jednocześnie zapalać pochodni; zresztą i tak zaczęło padać i zanosiło się na sztorm, co zresztą nie poprawiało sytuacji, w jakiej znalazła się "Szelma".
Dziś wieczorem będzie czwarty post, po którym będzie można już pisać. Póki co proszę jeszcze o wstrzymanie się.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 13 maja 2015, 20:22

Najpierw pojawił się oślepiający błysk, przez który wszyscy na pokładzie oślepli na dobre kilka sekund. Nim jednak odzyskali wzrok, usłyszeli potężny grzmot, niemal rozsadzający uszy. Po kolejnych kilku sekundach na twarze korsarzy padły pierwsze krople deszczu, który zaraz zmienił się w potężną ulewę. Kolejne błyskawice nie były już tak okazałe, lecz wciąż szalenie niebezpieczne i grożące uszkodzeniem statku. Korsarze uwijali się by zdążyć przed sztormem i zwinąć wszystkie żagle.

Conan wykrzyczał rozkaz, by po zwinięciu żagli każdy marynarz zasiadł za wiosłami, a sternik przygotował się na ostry zwrot w prawo. Wrogie fregaty zbliżały się nieubłaganie: na pokład spadły pierwsze strzały wystrzeliwane przez wrogich łuczników.

Derrick ocenił odległość i postanowił jeszcze wstrzymać się z ostrzałem: "Szelmą" kiwało na wszystkie strony, a zburzone fale morskie co rusz wdzierały się przez burty na pokład statku. Zapach ozonu połączonego z bryzą i ludzkim potem tworzył niesamowitą mieszaninę, od której co słabszym mogło zakręcić się w głowe. Nie przyzwyczajony do chybotliwego statku Adoth próbował odzyskiwać równowagę, zaś Nehaher z trudem powstrzymywał wymioty. Garro i Sigurd stali nieopodal towarzyszy, tuż pod głównym masztem i obserwowali sytuację, szykując się jednocześnie do bitwy.

Gdzieś z tyłu przemykał Galvat, wysuwający sztylety i szykujący się do znalezienia kryjówki, by móc atakować z zaskoczenia.

- Teraz! - ryknął kapitan Conan, a jego krzyk był równie ogłuszający, co pierwszy grom.

"Szelma" gwałtownie obrócił się o 90 stopni, przy akompaniamencie grupowych jęków i stęknięć z wysiłku. Rozległ się trzask pękającego drewna z wioseł i chwilę później "Szelmą" jeszcze mocniej zakołysało: jeden ze wrogich statków zdołał się wbić w w lewą burtę korsarzy. KIlku nieostrożnych marynarzy spadło w morskie fale, pożerające nieszczęśników niczym wielka bestia. Drugi zaś wrogi okręt z ledwością wymanewrował na wzburzonym morzu i ominął przyjazny statek, całkowicie mijając się z korsarską fregatą.

- Do abordażu! - rozległy się krzyki bosmana i kapitana, poganiane gwizdkami i dzikim rykiem korsarzy, którzy szykowali się do przeskoczenia na wrogi statek.

Przeciwnicy nie próżnowali: łucznicy zdołali już przeszyć strzałami paru morskich rabusiów i szykowali się do odpracia ataku.
Zaczynamy przygodę! Jesteście wszyscy zgromadzeni przy głównym maszcie, macie przy sobie waszą broń, nałożoną zbroje (chyba, że ktoś nie chce, bo boi się że utonie), jesteście też zwarci i gotowi do walki... ale wszyscy bez atutu Wilk Morski otrzymują karę -1 do ataku i obrony za walkę na chybotliwym statku! Przeskoczenie na wrogi okręt zajmie dwie tury: możecie przebiec po złamanym maszcie, użyć lin abordażowych, albo spróbować przeskoczyć (około 3 metry, lub podjąć inną, dowolną akcję. Przy okazji: nie znacie liczby przeciwników, was zaś będzie koło 40 ludzi.
Obrazek
Ostatnio zmieniony 13 maja 2015, 20:36 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

adamwl
Reactions:
Posty: 163
Rejestracja: 21 stycznia 2015, 20:38

Post autor: adamwl » 13 maja 2015, 20:34

Adoth

Ehh parszywe to życie, pewno skończę jako karma dla ryb rzucił do towarzyszy, ale przynajmniej zginę z ostrzami w rękach
Staram się dokonać abordażu przy użyciu liny

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 13 maja 2015, 21:00

- Zgroza - mamrotał Nehaher patrząc na to, co działo się dookoła niego - zgroza, rozprężenie i bezhołowie.

Było mu niedobrze. Pokład chwiał się i dygotał pod stopami, a ciało czarownika trzęsło się z zimna, zalewane kolejnymi potokami wody. Miał wrażenie, że odzienie nie stanowi żadnej ochrony przed wścibskimi kroplami. Płaszcz był kompletnie przemoczony i można go było wyżymać.

- Kto wymyślił, byśmy płynęli statkiem? - zajęczał. Nikt mu nie odpowiedział. Jego towarzysze zajęci byli wznoszeniem okrzyków bojowych, machaniem orężem i tym podobnymi sprawami. Westchnął ciężko i rozejrzał się za miejscem, w którym mógłby się ukryć. Dotychczas jedyne morze, z którym miał z bliska do czynienia było morzem piasku. I na Seta, nie narzekałby, gdyby tak pozostało...
Jeśli faktycznie dużo strzał spada na pokład rzucam Ochronną Aurę Maresha na siebie i chowam się, czekając na lepsze chwile. Jeśli zaś sytuacja nie wygląda tak źle (że mnie za chwilę ustrzelą), to szukam sobie tylko osłony, pozostając niedaleko Garro i Sigurda. Nie spieszę się wcale do jakiś abordaży... W razie czego oczywiście będę się bronił magią.
Ostatnio zmieniony 13 maja 2015, 21:56 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 maja 2015, 21:23

Na pokładzie "Szelmy"

Zingariański uzdrowiciel nawet nie próbował ukrywać swego przerażenia obrotem spraw. Opasawszy ramionami podstawę masztu Garro starał się uczynić wszystko, by stać się jeszcze mniejszym celem dla nieprzyjacielskich łuczników i odmawiając szczękającymi zębami błagalną modlitwę do Mitry.
Garro nie zamierza na razie w żaden sposób wdawać się w walkę, chociaż bezpośrednio zagrożony sięgnie po miecz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 13 maja 2015, 23:50

Galvat stał spokojnie balansując ciałem w rytm kołysania statku. W prawej ręce trzymał sztylet o wąskim ostrzu. Wiedziałem, że w końcu musiało do tego dojść. Jak ja nienawidzę morza, bo gdzie tu uciec? Trzeba walczyć, albo mnie złapią i załatwią mi darmowy pobyt w lochu, albo pójdę na dno i spotka mnie coś jeszcze gorszego - pomyślał Zamorańczyk, po czym rzucił do gromadzących się przy głównym maszcie:

- Zabierajcie dupy z tej łajby łachudraki - krzyknął. - No chyba, że potraficie latać, hy hy - roześmiał się cynicznie i ruszył biegiem w stronę złamanego masztu.
Przebiegam po złamanym maszcie na wrogi statek. Staram się atakować z zaskoczenia z flanki. Gdy przeciwnik będzie duży, wydawał się żywotny i ciężki do zabicia sztyletem, to najpierw atakuję nogi, by się przewrócił.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 14 maja 2015, 07:50

Sigurd, ruszył za Galvatem biegnąc z mieczem i tarczą po złamanym maszcie. Krew buzowała w żyłach Aesira, walka to było to co lubił. Śliski od krwi pokład był na to równie dobry jak każde inne miejsce.

- Zaraz was dopadnę i wypruję wam flaki !

Staram się trzymać towarzyszy i nie dać otoczyć wrogom.
Ostatnio zmieniony 14 maja 2015, 21:01 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 14 maja 2015, 15:57

Lina zawieszona na najwyższym maszcie zachrzęściła po gwałtownym naprężeniu, gdy Adoth z rozpędu chwycił się jej lewą ręką, w prawej zaś trzymając miecz. W akompaniamencie odgłosów burzy, krzyków i jęków rannych, cymmeryjczyk przefrunął na drugi statek, w locie ucinając głowę jednemu z argossańskich marynarzy królewskiej marynarki.

- Ach, ci przeklęci korsarze! - usłyszał ryk pełen wściekłości kapitana wrogiego statku, który toczył walkę w zwarciu z kapitanem "Szelmy". Conan sprawnie przeskoczywszy na drugi statek i siejąc zamęt swoim ogromnym mieczem szybko dopadł królewskiego oficera, z zamiarem pozbawienia go życia i odebrania morale wrogiej załodze.

Kolejne fale wzburzonego morza pożerały nieuważnych i rannych marynarzy, wciągając ich w swoją mroczną otchłań.
Galvant wykorzystał moment, gdy statkami tak nie rzucało, i wskoczył na przełamany masz "Szelmy". Z kocią zwinnością przebiegł po nim i dołączył do walki obok Sigurda, który kopniakiem postawił długą kładkę i po niej przebiegł na królewski statek. Nehaher wraz z Garro trzymali się głównego masztu, skryci za ciężkimi skrzyniami ze sprzętem. Strzały co chwilę wbijały się z głuchym stukotem w drewno, ale nie wiele mogły wyrządzić krzywdy ukrytymi za nimi ludźmi. Na chwilę stygijczyk wychylił się by rozejrzeć się po sytuacji: strzała wbita o dłoń od jego głowy przekonała go, że póki co to nie jest dobry pomysł i mężczyzna ponownie schwał się za skrzynie, szepcząc przy tym dziwne słowa w dawno zapomnianym języku.

Tymczasem kapitan drugiego statku nie próbował już manewrować, tylko przybił burtą do sojuszniczej jednostki i dołączył do obrony: królewscy marynarze przeskakiwali na statek swoich pobratyńców, próbując formować pierwsze defensywne formacje.
Conan po szybkim ubiciu wrogiego kapitana rozejrzał się po statku i szybko zniknął w jego wnętrzu, schodząc pod pokład. W ślad za nim pobiegł bosman Mordis.

Tymczasem Adoth i Sigurd wykańczali już kolejnych królewskich, lecz powoli musieli się wycofywać. Przed chwilą padł przecięty niemal na pół żółty skośnooki mężczyzna, który tego poranka jeszcze zagradzał im drogę. Galvant wynurzając się zza wielkiej beczki, która stanowiła doskonałą osłonę przed wzrokiem innych, w ostatniej chwili rzucił jednym nożem, trafiając przeciwnika prosto w gardło i ratując aesira przed zdradzieckim cięciem w plecy.
Pokład ślizgał się od krwi, a burza zdawała się jeszcze nasilać. Wiatr złamał kolejny maszt "Szelmy", który spadając przygniótł jednego z korsarzy.

Sytuacja zdaje się dramatyczna. Przez kilka kolejnych chwil walka trwała na dobre. Przerwało ją mocne przechylenie statku pod dużym kątem, które rzuciło wszystkich na pokład i siłą grawitacji ściągnęło w dół. Statek pod dużym kątem schodził do wody! Nagle Conan wybiegł spod pokładu, ubroczony krwią ale dziwnie uśmiechnięty.

- Wracać na "Szelmę", psubraty! - krzyknął, po czym wbiegł z powrotem po maszcie. Odległość od obu statków zaczęła gwałtownie wzrastać, i pozostałych korsarzy i barbarzyńców dzieliły ostatnie sekundy na ratunek! W dodatku od prawej burty statku korsarzy nadciągała ogromna fala wzburzonego morza, która niechybnie wypłucze wszystkich słabo trzymających się mężczyzn!
Bilans: starcie trwało około 10 minut. W tym czasie wiatr mocno uszkodził większość masztów "szelmy" i królewskiego statku, ponadto zginęło około 24 korsarzy, zaś królewskich marynarzy: 46.
Adoth zabił 7, Sigurd 6, Galvant 4. Adoth ma dwie szramy po lekkich cięciach w prawe ramię (za 4 presji), Sigurd jest cały poobijany ale poza sińcami nic mu nie jest, Galvant wyszedł bez szwanku. Garro i Nehaher nie brali udziału w bitwie.
Panowie walczący, jeżeli macie ochotę opisać własne walki - to wasze opisy są mile widziane! Podczas dużych bitew nie będę opisywał wszystkiego, by zostawić wam pole na własne opisy.
Ostatnio zmieniony 14 maja 2015, 16:03 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

adamwl
Reactions:
Posty: 163
Rejestracja: 21 stycznia 2015, 20:38

Post autor: adamwl » 14 maja 2015, 19:44

Ja chwilowo podziękuję za przywilej opisywania walki, w sobotę dopiero będę miał chwile spokoju coby o takowych myśleć, także dla Adotha można lecieć dalej

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 14 maja 2015, 20:04

Znaczy teraz pytanie, czy z poworotem staracie się wskoczyć na "Szelmę" i jak zamierzacie zabezpieczyć się przed nadciągającą falą?
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

adamwl
Reactions:
Posty: 163
Rejestracja: 21 stycznia 2015, 20:38

Post autor: adamwl » 14 maja 2015, 20:44

Skoro padł rozkaz Adoth stara się wrócić na Szelmę, a przed zmyciem ma nadzieję uchroni Go opasanie się jakąś liną mocno przytwierdzoną drugim końcem do statku

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 14 maja 2015, 21:06

Cofamy się, wracać na Szelmę!
Aesir opanowując żądzę krwi wycofał się z innymi na ich statek.
Takie dyskusje Sigurd lubił, przemawiała stal i brutalna siła. Przywiązuję się do czegoś stałego jakichś skrzyń np., albo trzymam się mocno np. masztu w ostateczności.
Ostatnio zmieniony 15 maja 2015, 10:08 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 14 maja 2015, 21:14

"Szelma" - statek korsarzy.

Jak nie mdłości, to deszcz pada. A jak nie deszcz to fale idą... I to mają być te sławetne, romantyczne morskie przygody? Nic, jeno torsje i ciągła niepewność względem podłogi... Nie trafia do mnie ta propaganda. - pomyślał filozoficznie Stygijczyk, jednocześnie próbując jak najlepiej owinąć się linami, którymi owinięte również były beczki ze sprzętem.

- Garro, okaż przywiązanie tym skrzyniom, jak i ja im okazuję - poradził życzliwie Uzdrowicielowi. Nadchodząca fala wcale nie wyglądała zachęcająco.
Skrzynie za którymi się ukryliśmy na pewno są przywiązane do pokładu linami, więc wykorzystuję ten fakt i dowiązuję tam dodatkowo siebie.
Ostatnio zmieniony 14 maja 2015, 22:16 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

ODPOWIEDZ