PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 18 maja 2015, 15:14

Bournemouth; Meyrick Park; 23/11/2014 około 22:00

- Witam, witam, witam szanownego kolegę. - choć twarz mężczyzny wciąż spoczywała w ciemności, to Price wiedział już przed kim stoi. Niski ochrypły głos Pana Smitha był wręcz niemożliwy do podrobienia i Ventrue rozpoznałby go choćby na końcu na świata. Mr Smith nakazał oddalić się Jacksonowi i Cooperowi, którzy bez najmniejszego wahania, czy ociągania pozostawili Xaviera sam na sam z Ojcem Chrzestym. Mężczyzna odczekał chwilę w ciszy nasłuchując, czy gangsterzy oddalilili się na wystarczająco. W końcu wyłonił się otulajacego go całunu mroku i pokazał się wampirowi w całej imponującej posturze, tak jakby Xavier jeszcze nie wiedział z kim ma do czynienia:

- Price... Wyglądasz jak jakiś zapity menel z Boscombe. Kurwa, wy Ventrue macie jakotaki gust jeśli chodzi o łaszki, ale tutaj to kurwa grubo dojebałeś z wdziankiem. Tylko potatrz na siebie. Gorzej od jakiegoś Nosfera. - Mr Smith zaśmiał się donośnie, po czym machnął ręką: - No to jak już ucieliśmy se tę grzecznościową pogawędkę, to przejdźmy do rzeczy, bo mam dziś kurwa napięty grafik, że tak powiem. Co cię do mnie sprowadza?
Mam nadzieję, że każdy wie kim jest jakże tajemniczy mężczyzna wielu talentów, Mr Smith?

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 18 maja 2015, 21:53

Tomas poprawił kant swoich spodni, które nie ułożyły się dobrze kiedy założył nogę na nogę. Spojrzał wpierw na Achille i z całą stanowczością musiał przyznać, że jego garnitur był w nienagannym stanie. Co prawda nie znał się na stylu i modzie tak dobrze jak Toreador ale uznał, że obydwaj z Ventrue musieli mieć niezwykle dobre wyczucie co do eleganckich stroi. Nieuchronnie powracało zatem do niego pytanie, jakie spychał w głąb umysłu, a które mimo to ciągle powracało niczym zły bumerang.

Kto będzie do brudnej roboty na cmentarzu?
Oczekuję na dalszy wpis MG co do wyprawy w to ciche miejsce spoczynku.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 20 maja 2015, 14:56

Bournemouth; Meyrick Park; 23/11/2014 około 22:00

- Anton, widzisz położyłeś łapę na całej dostępnej broni w mieście. Szkoda, że podczas naszego spotkania nie powiedziałeś, że Camarilla kontroluje ten sektor. Musiałem chyba wejść ci w drogę tym rozdaniem broni dla biedaków. Wolałeś przemilczeć temat, więc nie powinno cię dziwić, że się spotykamy. Nie podoba mi się, że w mojej domenie siedzą szczury Anton. Wiesz dokładnie o czym mówię. Proponuję ubić interes, ale w zamian chcę duże udziały w sektorze przestępczości zorganizowanej. Oferuję informację o typie z czerwonymi oczyma... Deal?

- Nie podoba ci się??? - Anton zapytał z teatralnym gestem: - Bez szczurów niebyłoby twojego żałosnego kurwidołka. Dobrze wiedział o tym Robert, aż dziwne, że nie wspomniał czemu burdel przynosi jakikolwiek dochód. Także nie miał ochoty na deratyzację. Ale co ja tu kurwa będę walił smutki. Chcesz zrobić interes młody i dostać udział? Może się kurwa znajdzie miejscówka dla powiedzmy "Mr Cartera". Załatw sprawę z kolegą o przekrwionych oczach, a ja odpalę ci działke, która mnie nie bawi.

- Anton, aż dziw mnie bierze, że z takim tonem i słownictwiem ktoś z tobą robi interesy. Ostatnio jak rozmawialiśmy byłeś bardzo zaangażowany w sprawę pana o czerwonych ślepiach, a teraz chcesz bym odwalił robotę za ciebie? Hmmm... Czy mam to rozumieć, że chcesz bym był Ogarem?

Nosferatu zdziwionym wzrokiem spojrzał na Xaviera i przewrócił oczyma, jakby słowa które usłyszał miały przewrócić porządek świata:

- Ogarem? Kurwa masz tupet Xavier. Zamiast grzeczniutko robić co nakazał ci Vallo, to tropisz porządnych kaintów i jeszcze się domagasz przywilejów należnych szanowanym nieumarłym. Młody i bezczelny. Czy ty kurwa nie jesteś jakimś ukrytym Brujahem? Jak będzie etat to powiadomie cie mailem o rekrutacji, ok? Ty znajdziesz tego mąciciela i dasz mu do zrozumienia żeby wetknął czerwone gały w swój odbyt, a ja się zajmię ważniejszymi sprawami.

- Z całym szacunkiem Anton - wtrącił spokojnym głosem Xavier, starając się zachować odpowiedni respekt wobec szeryfa: - ale zapominasz, że jestem pełnoprawnym obywatelem, członkiem Camarilli i mogę prowadzić swoje własne śledztwo. Dziwisz się? Czego się spodziewałeś, po młodych wampirach? Że nikt im nie powie dlaczego broni brakło i to ma ich uspokoić? Nie masz żadnego prawa mówić mi, kogo mam ścigać, a kogo nie. Nawet nie wiesz, czy to wróg Camarilli, czy miastowy rywal. Dlatego uznałem, że zapraszasz mnie do grona Ogarów. Pilnowanie prawa to twoja działka i się w to nie będę mieszał. Wyjątkiem są wrogowie Camarilli i masz moje słowo, że będę z nimi walczył. Możesz naskarżyć na mnie Primogenowi za to, że mnie przysłał do Bournemouth i w dwie noce odkryłem tożsamość wielkiej legendy. Nic tu po mnie Szeryfie, albowiem nic się nie zmieniło. Żadnego prawa nie złamałem.

- Phi. - prychnął Anton śmiejąc się niskim basem: - Na skarge mam iść do Michaela z płaczem... Ty to dobre jest... Patrz jak zapierdalam. Ta legenda to też mi się podoba. Naprawdę Robert nic ci nie powiedział, kto trzyma łapsko na wszystkim? To oznacza że byłeś dla niego rzadszy niż zupka chłopka na przednówku. Chcesz dostać swój udział, to pozbądź się typa, który bruździ mnie i tobie. Nie, to nie, łaski mi nie robisz.

- Zajmę się tym typem oczywiście, ale wiedz że społeczność Kainitów w Bournemouth będzie wiedzieć, że pomogłęm ci z tym na twoją prośbę. Nie zamierzam tego ukrywać, bo po co? W końcu wszyscy żyjemy w tych relacjach od dawna. - oświadczył Ventrue, wiedząć, że taka plotka w domenie podbuduje jego wciąż wątpiliwą reputację pośród większości spokrewnionych. Anton burknął coś niezrozumiale, po czym niczym Goliat nachylił się na Dawidem, groźnie kiwając palcem. Pomimo tego, Xavier nie wyczuwał jawnej wrogości, ani nawet niechęci ze strony Szeryfa:

- Lubię cie Price bo masz w odróżnieniu od Robercika jaja, ale nie próbuj mnie wyruchać w kakałko, bo do mojej dupy nie miała dostepu nawet świętej pamięci pani Antonowa. - Anton zrobił wymowną pauzę, dla uświadomienia rozmówcy, że nie da sobie w kaszę dmuchać: - Gra? Żebyś mi tu nie wykręcał kota ogonem, bo prawda jest taka, że to TY jesteś szantażowany przez pana Czerwone Oczko nie ja. Ja Ci tylko przyjacielsko zasugerowałem, żebyś zrobił panu Czerwone Oczko fioletowe oczko, zanim twój problem stanie się problemem innych i jeszcze obiecałem za to hojną nagrodę. Tak robią osoby ci dobrze życzące.

Noferatu zmienił nawgle ton na niemal teatralny płacz, co Price odebrał jako przykład niecodziennego humoru:

- I co mnie za to spotyka niewdzięczniku? Po prostu chcesz wbić mi, kurwa kołek w serce i fiuta w dupę za okazaną sympatię. I weź tu kurwa gadaj z Ventrusami... - Anton zarechotał znowu.

- Miałem poważne plany związane z Rhino, a szczury na pokładzie nie były jego częscią. Tym akurat się nie przejmujesz i rozumiem to. Postaw się w mojej sytuacji Anton. To ja mam prawo, czuć się wydymany... Przecież nie powiem byście poszli sobie w cholerę, bo nie tak robi się interesy. Wiem, że udajesz tylko tępego i wulgarnego osiłka. Widzisz nie jestem jak reszta młodych. Jestem od nich sprytniejszy, dlatego jeszcze raz zastanów się nad tytułem Ogara. Pomyśl, tylko kilka wampirów wie, że żyję, potrafię o siebie zadbać i odnaleźć się na brudnej ulicy. Mogę działać tajnie i nie boję się ubrudzić Anton. Nie znajdziesz drugiego takiego Ventrue w okolicy. Sam powiedziałeś, że mam jaja, a bez tego Ogarem być nie można. Potrzebuję trochę większych uprawnień, by dorwać tego złamasa. Przynajmniej na jakiś czas, a na pewno skorzystasz na tym. Nikogo nigdy nie zostawiłęm na lodzie i z całą swoją wiedzą o mnie, nie zarzucisz mi braku lojalności. Nigdy nie złamałem dotrzymanego słowa. Jestem tutaj z polecenia Vallo. Reszta jest teraz w Rzymie, uznaliśmy że w Bournemouth też jest potrzeny ktoś, kto ewentualnie będzie mógł szybko zareagować. Co ty na to?

- tępego i wulgarnego osiłka... - Anton powtórzył słowa Xaviera, wydymając policzki: - słodzisz, że się zaraz zarumienie jak głupia cipka z liceum. Ale może między wami Ventrue załatwiacie sprawy na gębę. Na gębę to ja mogę za jebanego chińskiego cesarza uchodzić nawet z taką mordą, także takie numery nie ze mną. Udowodnisz czynami, że się nadasz na takie stanowisko, to wtedy ja pomyślę o Ogarze i odpowiedniej długości smyczy. A uprawnienia? Do czego uprawnienia są potrzebne trupowi? Powiedziałem sprawdzisz się, a wtedy pomyślę co dalej z takim martwym Ventrue z jajami.

Do czego uprawnienia są potrzebne trupowi?... - odbiło się echem w głowie Xaviera. To były słowa, które z jednej strony dawały mu wolną rękę w działaniu, przy pewnej akceptacji starszyzny. To bardzo wiele, ale ten trup na końcu, mógł oznaczać jeszcze więcej. Akceptacja Szeryfa mogła być, nie tyle pułapką, co ostrzeżeniem, aby nie przekroczyć niewyznaczonej nigdzie granicy. Xavier był zadowolony, choć wypływał na niebezpieczne wody, to były to jednak szerokie wody...

- Zrozumiałem. Nie będę zabierał ci już cennego czasu. Sprawa jest jasna. Miłej nocy Anton. Żegam.

Anton kiwnął tylko dłonią i uśmiechnął się w ciemności...
Mam nadzieję, że da się to czytać, jak nie to będę dopisywał kto co mówi jak w dramacie;)

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 20 maja 2015, 15:24

Rzym; Cmentarz Artystów i Cudzoziemców; 24/11/2014 po północy

- Scheisse... - przeklął cicho Steinbach, zauważając, że gdy odsuwali płytę grobowca Percy'ego, ubrudził rękawy marynarki, a potem gdy odkopywali dół, zakurzył buty. Nikt jednak nie zwrócił uwagi na drobną wpadkę Tremere. Oczy mieli zwrócone w głąb mogiły, gdzie w nowej trumnie musiały spoczywać zwłoki.

- Pomóżcie otworzyć. - stęknął Achile próbując odchylić wieko trumny. Steinbach wspomógł Moreau i wnętrze drewnianej skrzyni ukazało skrywaną tajemnicę. Toreador zrobił kilka zdjęć trupa i przygotował wyschniętą na wiór czaszkę do fotografi na podstawie których możnaby odtworzyć wygląd nieboszczyka. Szybko sprawdził resztki niemal sypiącego się w rękach ubrania, mając nadzieję, na odnalezienie czegokolwiek, co mogłoby przybliżyć tożsamość nieboszczyka. Jednego był jednak pewien:

- To nawet nie był wampir... Człowiek. - stwierdził po oględzinach. Wiedza jaką wyniósł z kilku bezcennych lekcji od Rundstedta okazała się niezwykle przydatna: - Ale całkiem nieźle się zmumifikował. Trzeba będzie sprawdzic stary grób Percy'ego, bo tu raczej, ten kogo szukamy nigdy nie spoczywał.

***

Anonimowy grób w starej części Nekropolii Artystów i Cudzoziemców, według researcherów Anonio miał być miejscem, gdzie oryginalnie spoczęło ciało poety. Achile kiwnął głową, nie żywiąc nadzieji na żadne przełomowe odkrycie. Zrezygnowany wraz ze Stainbachem odbili kamienną płytę, zakrywającą katakumbę i ostrożnie weszli do środka grobu. Po obu stronach wąskiego przejścia stały trumny. Po trzy, ustawione jedna na drugiej. Tomas ocenił w myslach, że jeśli chcą sprawdzić wszystkie, to będą musieli być niebywale ostrożni. Drewno sprawiało wrażenie jakby miało się zaraz rozsypać w rekach.

Delikatnie zaczęli zdejmować trumny i sprawdzać ich zawartość. Jedna z nich skrywała to czego szukali. Moreau aż cicho pisknął z ekscytacji. W spróchniałej prostej trumnie spoczywał Percy Bysshe Shelley. Dokładnie taki jak na rycinach, jakie widział w książkach i w internecie. Strzępy ubrania pokrywały ciało więcej odsłaniając niż zasłaniając. Najistotniejsze było, że klatka chuda klatka piersiowa nie byłą rozcięta. Serce cały czas musiało być na swoim miejscu. Achile zrobił kilka zdjęć, po czym deliktanie dotknął ciała poety aby upewnić się co do serca, ale tylko steknął. Takoż samo uczynił Tomas i stojący w wejsciu Antonio. Percy Shelley ostatecznie rozsypał się w proch...
Obrazek
Nie zostało Wam zbyt wiele czasu w Rzymie. Co chcecie jeszcze zrobić? Idziecie na dekadenckie disco? Odwiedzacie jakieś inne miejsca, Forum romanum, Colloseum, miejsce gdzie zginął setyta, może Watykan?