Bournemouth; Meyrick Park; 23/11/2014 około 22:00
- Anton, widzisz położyłeś łapę na całej dostępnej broni w mieście. Szkoda, że podczas naszego spotkania nie powiedziałeś, że Camarilla kontroluje ten sektor. Musiałem chyba wejść ci w drogę tym rozdaniem broni dla biedaków. Wolałeś przemilczeć temat, więc nie powinno cię dziwić, że się spotykamy. Nie podoba mi się, że w mojej domenie siedzą szczury Anton. Wiesz dokładnie o czym mówię. Proponuję ubić interes, ale w zamian chcę duże udziały w sektorze przestępczości zorganizowanej. Oferuję informację o typie z czerwonymi oczyma... Deal?
- Nie podoba ci się??? - Anton zapytał z teatralnym gestem: - Bez szczurów niebyłoby twojego żałosnego kurwidołka. Dobrze wiedział o tym Robert, aż dziwne, że nie wspomniał czemu burdel przynosi jakikolwiek dochód. Także nie miał ochoty na deratyzację. Ale co ja tu kurwa będę walił smutki. Chcesz zrobić interes młody i dostać udział? Może się kurwa znajdzie miejscówka dla powiedzmy "Mr Cartera". Załatw sprawę z kolegą o przekrwionych oczach, a ja odpalę ci działke, która mnie nie bawi.
- Anton, aż dziw mnie bierze, że z takim tonem i słownictwiem ktoś z tobą robi interesy. Ostatnio jak rozmawialiśmy byłeś bardzo zaangażowany w sprawę pana o czerwonych ślepiach, a teraz chcesz bym odwalił robotę za ciebie? Hmmm... Czy mam to rozumieć, że chcesz bym był Ogarem?
Nosferatu zdziwionym wzrokiem spojrzał na Xaviera i przewrócił oczyma, jakby słowa które usłyszał miały przewrócić porządek świata:
- Ogarem? Kurwa masz tupet Xavier. Zamiast grzeczniutko robić co nakazał ci Vallo, to tropisz porządnych kaintów i jeszcze się domagasz przywilejów należnych szanowanym nieumarłym. Młody i bezczelny. Czy ty kurwa nie jesteś jakimś ukrytym Brujahem? Jak będzie etat to powiadomie cie mailem o rekrutacji, ok? Ty znajdziesz tego mąciciela i dasz mu do zrozumienia żeby wetknął czerwone gały w swój odbyt, a ja się zajmię ważniejszymi sprawami.
- Z całym szacunkiem Anton - wtrącił spokojnym głosem Xavier, starając się zachować odpowiedni respekt wobec szeryfa: - ale zapominasz, że jestem pełnoprawnym obywatelem, członkiem Camarilli i mogę prowadzić swoje własne śledztwo. Dziwisz się? Czego się spodziewałeś, po młodych wampirach? Że nikt im nie powie dlaczego broni brakło i to ma ich uspokoić? Nie masz żadnego prawa mówić mi, kogo mam ścigać, a kogo nie. Nawet nie wiesz, czy to wróg Camarilli, czy miastowy rywal. Dlatego uznałem, że zapraszasz mnie do grona Ogarów. Pilnowanie prawa to twoja działka i się w to nie będę mieszał. Wyjątkiem są wrogowie Camarilli i masz moje słowo, że będę z nimi walczył. Możesz naskarżyć na mnie Primogenowi za to, że mnie przysłał do Bournemouth i w dwie noce odkryłem tożsamość wielkiej legendy. Nic tu po mnie Szeryfie, albowiem nic się nie zmieniło. Żadnego prawa nie złamałem.
- Phi. - prychnął Anton śmiejąc się niskim basem: - Na skarge mam iść do Michaela z płaczem... Ty to dobre jest... Patrz jak zapierdalam. Ta legenda to też mi się podoba. Naprawdę Robert nic ci nie powiedział, kto trzyma łapsko na wszystkim? To oznacza że byłeś dla niego rzadszy niż zupka chłopka na przednówku. Chcesz dostać swój udział, to pozbądź się typa, który bruździ mnie i tobie. Nie, to nie, łaski mi nie robisz.
- Zajmę się tym typem oczywiście, ale wiedz że społeczność Kainitów w Bournemouth będzie wiedzieć, że pomogłęm ci z tym na twoją prośbę. Nie zamierzam tego ukrywać, bo po co? W końcu wszyscy żyjemy w tych relacjach od dawna. - oświadczył Ventrue, wiedząć, że taka plotka w domenie podbuduje jego wciąż wątpiliwą reputację pośród większości spokrewnionych. Anton burknął coś niezrozumiale, po czym niczym Goliat nachylił się na Dawidem, groźnie kiwając palcem. Pomimo tego, Xavier nie wyczuwał jawnej wrogości, ani nawet niechęci ze strony Szeryfa:
- Lubię cie Price bo masz w odróżnieniu od Robercika jaja, ale nie próbuj mnie wyruchać w kakałko, bo do mojej dupy nie miała dostepu nawet świętej pamięci pani Antonowa. - Anton zrobił wymowną pauzę, dla uświadomienia rozmówcy, że nie da sobie w kaszę dmuchać: - Gra? Żebyś mi tu nie wykręcał kota ogonem, bo prawda jest taka, że to TY jesteś szantażowany przez pana Czerwone Oczko nie ja. Ja Ci tylko przyjacielsko zasugerowałem, żebyś zrobił panu Czerwone Oczko fioletowe oczko, zanim twój problem stanie się problemem innych i jeszcze obiecałem za to hojną nagrodę. Tak robią osoby ci dobrze życzące.
Noferatu zmienił nawgle ton na niemal teatralny płacz, co Price odebrał jako przykład niecodziennego humoru:
- I co mnie za to spotyka niewdzięczniku? Po prostu chcesz wbić mi, kurwa kołek w serce i fiuta w dupę za okazaną sympatię. I weź tu kurwa gadaj z Ventrusami... - Anton zarechotał znowu.
- Miałem poważne plany związane z Rhino, a szczury na pokładzie nie były jego częscią. Tym akurat się nie przejmujesz i rozumiem to. Postaw się w mojej sytuacji Anton. To ja mam prawo, czuć się wydymany... Przecież nie powiem byście poszli sobie w cholerę, bo nie tak robi się interesy. Wiem, że udajesz tylko tępego i wulgarnego osiłka. Widzisz nie jestem jak reszta młodych. Jestem od nich sprytniejszy, dlatego jeszcze raz zastanów się nad tytułem Ogara. Pomyśl, tylko kilka wampirów wie, że żyję, potrafię o siebie zadbać i odnaleźć się na brudnej ulicy. Mogę działać tajnie i nie boję się ubrudzić Anton. Nie znajdziesz drugiego takiego Ventrue w okolicy. Sam powiedziałeś, że mam jaja, a bez tego Ogarem być nie można. Potrzebuję trochę większych uprawnień, by dorwać tego złamasa. Przynajmniej na jakiś czas, a na pewno skorzystasz na tym. Nikogo nigdy nie zostawiłęm na lodzie i z całą swoją wiedzą o mnie, nie zarzucisz mi braku lojalności. Nigdy nie złamałem dotrzymanego słowa. Jestem tutaj z polecenia Vallo. Reszta jest teraz w Rzymie, uznaliśmy że w Bournemouth też jest potrzeny ktoś, kto ewentualnie będzie mógł szybko zareagować. Co ty na to?
- tępego i wulgarnego osiłka... - Anton powtórzył słowa Xaviera, wydymając policzki: - słodzisz, że się zaraz zarumienie jak głupia cipka z liceum. Ale może między wami Ventrue załatwiacie sprawy na gębę. Na gębę to ja mogę za jebanego chińskiego cesarza uchodzić nawet z taką mordą, także takie numery nie ze mną. Udowodnisz czynami, że się nadasz na takie stanowisko, to wtedy ja pomyślę o Ogarze i odpowiedniej długości smyczy. A uprawnienia? Do czego uprawnienia są potrzebne trupowi? Powiedziałem sprawdzisz się, a wtedy pomyślę co dalej z takim martwym Ventrue z jajami.
Do czego uprawnienia są potrzebne trupowi?... - odbiło się echem w głowie Xaviera. To były słowa, które z jednej strony dawały mu wolną rękę w działaniu, przy pewnej akceptacji starszyzny. To bardzo wiele, ale ten trup na końcu, mógł oznaczać jeszcze więcej. Akceptacja Szeryfa mogła być, nie tyle pułapką, co ostrzeżeniem, aby nie przekroczyć niewyznaczonej nigdzie granicy. Xavier był zadowolony, choć wypływał na niebezpieczne wody, to były to jednak szerokie wody...
- Zrozumiałem. Nie będę zabierał ci już cennego czasu. Sprawa jest jasna. Miłej nocy Anton. Żegam.
Anton kiwnął tylko dłonią i uśmiechnął się w ciemności...
Mam nadzieję, że da się to czytać, jak nie to będę dopisywał kto co mówi jak w dramacie;)