PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 18 maja 2015, 15:14

Bournemouth; Meyrick Park; 23/11/2014 około 22:00

- Witam, witam, witam szanownego kolegę. - choć twarz mężczyzny wciąż spoczywała w ciemności, to Price wiedział już przed kim stoi. Niski ochrypły głos Pana Smitha był wręcz niemożliwy do podrobienia i Ventrue rozpoznałby go choćby na końcu na świata. Mr Smith nakazał oddalić się Jacksonowi i Cooperowi, którzy bez najmniejszego wahania, czy ociągania pozostawili Xaviera sam na sam z Ojcem Chrzestym. Mężczyzna odczekał chwilę w ciszy nasłuchując, czy gangsterzy oddalilili się na wystarczająco. W końcu wyłonił się otulajacego go całunu mroku i pokazał się wampirowi w całej imponującej posturze, tak jakby Xavier jeszcze nie wiedział z kim ma do czynienia:

- Price... Wyglądasz jak jakiś zapity menel z Boscombe. Kurwa, wy Ventrue macie jakotaki gust jeśli chodzi o łaszki, ale tutaj to kurwa grubo dojebałeś z wdziankiem. Tylko potatrz na siebie. Gorzej od jakiegoś Nosfera. - Mr Smith zaśmiał się donośnie, po czym machnął ręką: - No to jak już ucieliśmy se tę grzecznościową pogawędkę, to przejdźmy do rzeczy, bo mam dziś kurwa napięty grafik, że tak powiem. Co cię do mnie sprowadza?
Mam nadzieję, że każdy wie kim jest jakże tajemniczy mężczyzna wielu talentów, Mr Smith?

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 18 maja 2015, 21:53

Tomas poprawił kant swoich spodni, które nie ułożyły się dobrze kiedy założył nogę na nogę. Spojrzał wpierw na Achille i z całą stanowczością musiał przyznać, że jego garnitur był w nienagannym stanie. Co prawda nie znał się na stylu i modzie tak dobrze jak Toreador ale uznał, że obydwaj z Ventrue musieli mieć niezwykle dobre wyczucie co do eleganckich stroi. Nieuchronnie powracało zatem do niego pytanie, jakie spychał w głąb umysłu, a które mimo to ciągle powracało niczym zły bumerang.

Kto będzie do brudnej roboty na cmentarzu?
Oczekuję na dalszy wpis MG co do wyprawy w to ciche miejsce spoczynku.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 20 maja 2015, 14:56

Bournemouth; Meyrick Park; 23/11/2014 około 22:00

- Anton, widzisz położyłeś łapę na całej dostępnej broni w mieście. Szkoda, że podczas naszego spotkania nie powiedziałeś, że Camarilla kontroluje ten sektor. Musiałem chyba wejść ci w drogę tym rozdaniem broni dla biedaków. Wolałeś przemilczeć temat, więc nie powinno cię dziwić, że się spotykamy. Nie podoba mi się, że w mojej domenie siedzą szczury Anton. Wiesz dokładnie o czym mówię. Proponuję ubić interes, ale w zamian chcę duże udziały w sektorze przestępczości zorganizowanej. Oferuję informację o typie z czerwonymi oczyma... Deal?

- Nie podoba ci się??? - Anton zapytał z teatralnym gestem: - Bez szczurów niebyłoby twojego żałosnego kurwidołka. Dobrze wiedział o tym Robert, aż dziwne, że nie wspomniał czemu burdel przynosi jakikolwiek dochód. Także nie miał ochoty na deratyzację. Ale co ja tu kurwa będę walił smutki. Chcesz zrobić interes młody i dostać udział? Może się kurwa znajdzie miejscówka dla powiedzmy "Mr Cartera". Załatw sprawę z kolegą o przekrwionych oczach, a ja odpalę ci działke, która mnie nie bawi.

- Anton, aż dziw mnie bierze, że z takim tonem i słownictwiem ktoś z tobą robi interesy. Ostatnio jak rozmawialiśmy byłeś bardzo zaangażowany w sprawę pana o czerwonych ślepiach, a teraz chcesz bym odwalił robotę za ciebie? Hmmm... Czy mam to rozumieć, że chcesz bym był Ogarem?

Nosferatu zdziwionym wzrokiem spojrzał na Xaviera i przewrócił oczyma, jakby słowa które usłyszał miały przewrócić porządek świata:

- Ogarem? Kurwa masz tupet Xavier. Zamiast grzeczniutko robić co nakazał ci Vallo, to tropisz porządnych kaintów i jeszcze się domagasz przywilejów należnych szanowanym nieumarłym. Młody i bezczelny. Czy ty kurwa nie jesteś jakimś ukrytym Brujahem? Jak będzie etat to powiadomie cie mailem o rekrutacji, ok? Ty znajdziesz tego mąciciela i dasz mu do zrozumienia żeby wetknął czerwone gały w swój odbyt, a ja się zajmię ważniejszymi sprawami.

- Z całym szacunkiem Anton - wtrącił spokojnym głosem Xavier, starając się zachować odpowiedni respekt wobec szeryfa: - ale zapominasz, że jestem pełnoprawnym obywatelem, członkiem Camarilli i mogę prowadzić swoje własne śledztwo. Dziwisz się? Czego się spodziewałeś, po młodych wampirach? Że nikt im nie powie dlaczego broni brakło i to ma ich uspokoić? Nie masz żadnego prawa mówić mi, kogo mam ścigać, a kogo nie. Nawet nie wiesz, czy to wróg Camarilli, czy miastowy rywal. Dlatego uznałem, że zapraszasz mnie do grona Ogarów. Pilnowanie prawa to twoja działka i się w to nie będę mieszał. Wyjątkiem są wrogowie Camarilli i masz moje słowo, że będę z nimi walczył. Możesz naskarżyć na mnie Primogenowi za to, że mnie przysłał do Bournemouth i w dwie noce odkryłem tożsamość wielkiej legendy. Nic tu po mnie Szeryfie, albowiem nic się nie zmieniło. Żadnego prawa nie złamałem.

- Phi. - prychnął Anton śmiejąc się niskim basem: - Na skarge mam iść do Michaela z płaczem... Ty to dobre jest... Patrz jak zapierdalam. Ta legenda to też mi się podoba. Naprawdę Robert nic ci nie powiedział, kto trzyma łapsko na wszystkim? To oznacza że byłeś dla niego rzadszy niż zupka chłopka na przednówku. Chcesz dostać swój udział, to pozbądź się typa, który bruździ mnie i tobie. Nie, to nie, łaski mi nie robisz.

- Zajmę się tym typem oczywiście, ale wiedz że społeczność Kainitów w Bournemouth będzie wiedzieć, że pomogłęm ci z tym na twoją prośbę. Nie zamierzam tego ukrywać, bo po co? W końcu wszyscy żyjemy w tych relacjach od dawna. - oświadczył Ventrue, wiedząć, że taka plotka w domenie podbuduje jego wciąż wątpiliwą reputację pośród większości spokrewnionych. Anton burknął coś niezrozumiale, po czym niczym Goliat nachylił się na Dawidem, groźnie kiwając palcem. Pomimo tego, Xavier nie wyczuwał jawnej wrogości, ani nawet niechęci ze strony Szeryfa:

- Lubię cie Price bo masz w odróżnieniu od Robercika jaja, ale nie próbuj mnie wyruchać w kakałko, bo do mojej dupy nie miała dostepu nawet świętej pamięci pani Antonowa. - Anton zrobił wymowną pauzę, dla uświadomienia rozmówcy, że nie da sobie w kaszę dmuchać: - Gra? Żebyś mi tu nie wykręcał kota ogonem, bo prawda jest taka, że to TY jesteś szantażowany przez pana Czerwone Oczko nie ja. Ja Ci tylko przyjacielsko zasugerowałem, żebyś zrobił panu Czerwone Oczko fioletowe oczko, zanim twój problem stanie się problemem innych i jeszcze obiecałem za to hojną nagrodę. Tak robią osoby ci dobrze życzące.

Noferatu zmienił nawgle ton na niemal teatralny płacz, co Price odebrał jako przykład niecodziennego humoru:

- I co mnie za to spotyka niewdzięczniku? Po prostu chcesz wbić mi, kurwa kołek w serce i fiuta w dupę za okazaną sympatię. I weź tu kurwa gadaj z Ventrusami... - Anton zarechotał znowu.

- Miałem poważne plany związane z Rhino, a szczury na pokładzie nie były jego częscią. Tym akurat się nie przejmujesz i rozumiem to. Postaw się w mojej sytuacji Anton. To ja mam prawo, czuć się wydymany... Przecież nie powiem byście poszli sobie w cholerę, bo nie tak robi się interesy. Wiem, że udajesz tylko tępego i wulgarnego osiłka. Widzisz nie jestem jak reszta młodych. Jestem od nich sprytniejszy, dlatego jeszcze raz zastanów się nad tytułem Ogara. Pomyśl, tylko kilka wampirów wie, że żyję, potrafię o siebie zadbać i odnaleźć się na brudnej ulicy. Mogę działać tajnie i nie boję się ubrudzić Anton. Nie znajdziesz drugiego takiego Ventrue w okolicy. Sam powiedziałeś, że mam jaja, a bez tego Ogarem być nie można. Potrzebuję trochę większych uprawnień, by dorwać tego złamasa. Przynajmniej na jakiś czas, a na pewno skorzystasz na tym. Nikogo nigdy nie zostawiłęm na lodzie i z całą swoją wiedzą o mnie, nie zarzucisz mi braku lojalności. Nigdy nie złamałem dotrzymanego słowa. Jestem tutaj z polecenia Vallo. Reszta jest teraz w Rzymie, uznaliśmy że w Bournemouth też jest potrzeny ktoś, kto ewentualnie będzie mógł szybko zareagować. Co ty na to?

- tępego i wulgarnego osiłka... - Anton powtórzył słowa Xaviera, wydymając policzki: - słodzisz, że się zaraz zarumienie jak głupia cipka z liceum. Ale może między wami Ventrue załatwiacie sprawy na gębę. Na gębę to ja mogę za jebanego chińskiego cesarza uchodzić nawet z taką mordą, także takie numery nie ze mną. Udowodnisz czynami, że się nadasz na takie stanowisko, to wtedy ja pomyślę o Ogarze i odpowiedniej długości smyczy. A uprawnienia? Do czego uprawnienia są potrzebne trupowi? Powiedziałem sprawdzisz się, a wtedy pomyślę co dalej z takim martwym Ventrue z jajami.

Do czego uprawnienia są potrzebne trupowi?... - odbiło się echem w głowie Xaviera. To były słowa, które z jednej strony dawały mu wolną rękę w działaniu, przy pewnej akceptacji starszyzny. To bardzo wiele, ale ten trup na końcu, mógł oznaczać jeszcze więcej. Akceptacja Szeryfa mogła być, nie tyle pułapką, co ostrzeżeniem, aby nie przekroczyć niewyznaczonej nigdzie granicy. Xavier był zadowolony, choć wypływał na niebezpieczne wody, to były to jednak szerokie wody...

- Zrozumiałem. Nie będę zabierał ci już cennego czasu. Sprawa jest jasna. Miłej nocy Anton. Żegam.

Anton kiwnął tylko dłonią i uśmiechnął się w ciemności...
Mam nadzieję, że da się to czytać, jak nie to będę dopisywał kto co mówi jak w dramacie;)

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 20 maja 2015, 15:24

Rzym; Cmentarz Artystów i Cudzoziemców; 24/11/2014 po północy

- Scheisse... - przeklął cicho Steinbach, zauważając, że gdy odsuwali płytę grobowca Percy'ego, ubrudził rękawy marynarki, a potem gdy odkopywali dół, zakurzył buty. Nikt jednak nie zwrócił uwagi na drobną wpadkę Tremere. Oczy mieli zwrócone w głąb mogiły, gdzie w nowej trumnie musiały spoczywać zwłoki.

- Pomóżcie otworzyć. - stęknął Achile próbując odchylić wieko trumny. Steinbach wspomógł Moreau i wnętrze drewnianej skrzyni ukazało skrywaną tajemnicę. Toreador zrobił kilka zdjęć trupa i przygotował wyschniętą na wiór czaszkę do fotografi na podstawie których możnaby odtworzyć wygląd nieboszczyka. Szybko sprawdził resztki niemal sypiącego się w rękach ubrania, mając nadzieję, na odnalezienie czegokolwiek, co mogłoby przybliżyć tożsamość nieboszczyka. Jednego był jednak pewien:

- To nawet nie był wampir... Człowiek. - stwierdził po oględzinach. Wiedza jaką wyniósł z kilku bezcennych lekcji od Rundstedta okazała się niezwykle przydatna: - Ale całkiem nieźle się zmumifikował. Trzeba będzie sprawdzic stary grób Percy'ego, bo tu raczej, ten kogo szukamy nigdy nie spoczywał.

***

Anonimowy grób w starej części Nekropolii Artystów i Cudzoziemców, według researcherów Anonio miał być miejscem, gdzie oryginalnie spoczęło ciało poety. Achile kiwnął głową, nie żywiąc nadzieji na żadne przełomowe odkrycie. Zrezygnowany wraz ze Stainbachem odbili kamienną płytę, zakrywającą katakumbę i ostrożnie weszli do środka grobu. Po obu stronach wąskiego przejścia stały trumny. Po trzy, ustawione jedna na drugiej. Tomas ocenił w myslach, że jeśli chcą sprawdzić wszystkie, to będą musieli być niebywale ostrożni. Drewno sprawiało wrażenie jakby miało się zaraz rozsypać w rekach.

Delikatnie zaczęli zdejmować trumny i sprawdzać ich zawartość. Jedna z nich skrywała to czego szukali. Moreau aż cicho pisknął z ekscytacji. W spróchniałej prostej trumnie spoczywał Percy Bysshe Shelley. Dokładnie taki jak na rycinach, jakie widział w książkach i w internecie. Strzępy ubrania pokrywały ciało więcej odsłaniając niż zasłaniając. Najistotniejsze było, że klatka chuda klatka piersiowa nie byłą rozcięta. Serce cały czas musiało być na swoim miejscu. Achile zrobił kilka zdjęć, po czym deliktanie dotknął ciała poety aby upewnić się co do serca, ale tylko steknął. Takoż samo uczynił Tomas i stojący w wejsciu Antonio. Percy Shelley ostatecznie rozsypał się w proch...
Obrazek
Nie zostało Wam zbyt wiele czasu w Rzymie. Co chcecie jeszcze zrobić? Idziecie na dekadenckie disco? Odwiedzacie jakieś inne miejsca, Forum romanum, Colloseum, miejsce gdzie zginął setyta, może Watykan?

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 20 maja 2015, 19:49

Opuszczając cmentarz Achille ostatni raz, przez ramię, spojrzał na miejsce gdzie jeszcze niedawno spoczywały szczątki Shelleya, będące teraz niczym więcej jak pyłem, mieszającym się z prochem na dnie trumny.

- "Gdy pospiesznie opuszczalismy to upiorne miejsce, wydawało nam się, że nietoperze gromadnie skupiły się nad świeżo naruszonym grobem, jak gdyby w poszukiwaniu jakieś tajemnej, diabelskiej strawy. Ale jesienny księżyc świecil słabo i nie mieliśmy co do tego pewności."

Smukłe palce Moreau przebiegły po obudowie smartfona. Jeszcze przed chwilą jasno świecący ekran potwierdzał przyjęcie danych i rozpoczął żmudny i czasochłonny proces rekonstrukcji układu mięśni twarzy. Teraz na ciemnym wyświetlaczu Achille zamiast czaszki martwego od od stu trzydziestu lat człowieka dostrzegł swoje odbicie. Wpatrujac sie w swoje oczy powoli stał z policzka ostatnie ślady cmentarnej ziemi.

- Ten nieszczęsny Setyta... - Moreau siedząc na tylnym siedzeniu samochodu Antonia oparł dłonie na krawędziach fotelu kierowcy i przesunął ciało do przodu, tak że jego twarz prawie zrównała się z twarzą Ventrue siedzącego za kierownicą. - Możemy ustalić z którego był pokolenia?
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 21 maja 2015, 14:51

Rzym; 24/11/2014 około 02:00;

- Shahid? - zapytał Antonio, ruszając autem dość gwałtownie, tak, że Achile prawie opadł na oparcie własnego fotela. Ventrue wyrównał jednak szybko i zaczął przemierzać ulice oswitlonego żółtawym światłem lamp ulice miasta. Podjął rozmowę, móiąc jakby czułym szetem skierowanym do Moreau: - Nie spotkałem go osobiście, ale powiadają w kuluarach, że musiał być kimś znaczniejszym jesli żył w Wiecznym Mieście poza nawiasem Camarilli i miał się dobrze. Myślę, że musiał być pomiędzy siódmym a dziewiątym pokoleniem. Jedyne, co mogę Wam pokazać to miejsce gdzie odnaleziono jego ciało, a w zasadzie to, co z niego zostało po świcie.

- Był Anarchista? - zapytał Moreau, zauważając, że napotyka co i rusz wzrok de Conte w środkowym lusterku.

- Niezupełnie. Był podobno kompletnie spoza układów, ale napewno bliżej mu było do Anarchisty, niż kogoś z Camarilli bądź Sabatu.

- A gdzie zginął? - Do rozmowy wtrącił się Thomas, momentalnie wychwytując, że de Conte kompletnie zmienił ton i odpowidział Steinbachowi, jakby z nutką irytacji, że pasażer wtrącił się w rozmowę:

- Jest takie miejsce nieopodal Orto Botanico, gdzie nie kręcą się śmiertelni. Miejsce gdzie na przestrzeni wieków kilku naszych, zmęczonych klątwą braci dopełniło żywota z własnej woli. Tam też znaleziono Shahida. Ktoś zadał sobie odrobinę trudu, aby upozorować samobójstwo i trzeba przyznać, że wybrał miejsce perfekcyjnie, bo skojarzenie z kimś, kto targa się na swoje istnienie nasuwa się samo.

- Antonio, a macie może jakąś ewidencję, tego co tam zaszło? Zdjęcia, może kamery przemysłowe... - spytał Achile, przybliżając usta do małżowiny usznej Ventrue.

- Ależ nie ma tam monitoringu mój drogi. Mamy zdjęcia z oględzin wykonanych za dnia przez ghouli Księcia. Mogę je zdobyć w kilka minut. To nie jest żadna tajemnica.

- Byłbym niezmiernie wdzięczny. - Achile uśmiechnął się lubieżnie. Conte odwzajemnił uśmiech:

- Cała przyjemność po mojej stronie.

Steinbach przyglądał się dziwnemu rytuałowi Toreadora i Ventrue z mieszaniną niezrozumiałej ekscytacji i odrazy. Nie potrafił wyobrazić siebie samego w miejscu któregokolwiek z nich, a przynajmiej nie bez potężnego dyskomfortu. Czy Moreau chciał, żeby i on zanurzył się choć na kilka godzin, nim będą musieli stąd odlecieć, w dekadenckiej atmosferze Rzymu?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 22 maja 2015, 22:25

Rzym; 24/11/2014 około 02:30;

Ciało Shahida spłonęło o świcie. Tego Moreau był pewien przeglądając zdjęcia w telefonie Antonio. I z pewnością było zakołkowane, resztki nadpalonego drewnianego kołka sterczały z piersi Setyty, wakazując dobitnie, że Kainita został zamordowany. Tomas zapytał cicho:

- Zginął tak jak leżał. Może ktoś go podpalił wcześniej?

- Raczej nie, ciało spłonęło "od środka", jak wampir na słońcu. Wygląda jak spalone w krematorium, a nie podpalone. - stwierdził pewnie Moreau przypatrując się kilku detalom na fotografiach, po czym powiększając obraz dodał niepewnie:

- Ale chyba w jednym masz rację przyjacielu. Setyta ZGINĄŁ wcześniej i tylko martwe ciało spłonęło za dnia...

- Kołek w sercu go raczej nie zabił. Insynuujesz coś? - Steinbach był wyraźnie zaintrygowany.

- Nie mam pewności, ale chyba został wcześniej zdiabolizowany.
Bingo Oggy. Twoje pw przynosi efekt! 100% pewności nie ma, ale jakiś ślad jest.
Macie jeszcze kilka godzin, jak chcecie je spożytkować? No i jeszcze jedna sprawa, w jaki sposób zamierzacie opuścić miasto (chyba, że zostajecie "na czarno"? Macie czas do rana, czyli już nie dużo.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 25 maja 2015, 21:31

Rzym; Orto Botanico; 24/11/2014 02:45

- Są w mieście jeszcze jacyś Węże? - zapytał wciąż dobrze bawiący się Moreau.

- Nie znam żadnego innego mój drogi, choć chodzą słuchy, że podobno ktoś kręci się koło Ardo Botanico i strzelałbym, że to Setyta.

- Zatem na co czekamy?

***

Antonio zaparkował auto koło Ogrodu Botanicznego. Prowadzeni przez Ventrue Kainici zagłebili się w gęsty zagajnik, sprawiający nocą tajemnicze wrażenie.

- Rozejrzyjmy się... - zaproponował cichym głosem Moreau, któremu jakby już udzieliła się dziwna aura miejsca, pobrzmiewającego ostateczną śmiercią spokrewnionych.

Wampiry, wcześniej poinstruowane przez Antonio, szybko odnalazły miejsce gdzie miał zginąć Shahid. Tak jak się spodziewali, po wielu miesiącach jakie minęły od odnalezienia Setyty, nie było mowy o żadnych śladach czy jakichkolwiek poszlakach. Toreador jednak chłonął atmosferę miejsca i niemal jak zahipnotyzowany wodził błędnymi oczyma po miejscu zbrodni. Coś tak nienaturalnie dekadenckiego było w zagajniku, że Achile zapadał się coraz w głębiej w warstwach chorobliwej kontemplacji. Każda krzywa gałąź, wyschnięty kwiat róży, zardzewiałe pręty chroniące wejścia do studzienki przywoływały historię Kaintów, którzy dokonali tu żywota.

Steinbach nie zauważył jak Toreador w dziwnej fascynacji smutnego miejsca. Wyglądało to jakby Achile szukał tropu, dokonywał analizy godnej Sherlocka Holmesa. Tremere kiwnął beznamiętnie ramionami i zostawił go. Usłyszał szelest w krzakach i zaciekawiony podążył za dźwiękiem. Odszedł kilkanaście kroków i spojrzał za siebie. Toreador wciąż tam stał oświetlony bladym światłem starej latarni. Szelest powtórzył się. Thomas odruchowo wyostrzył zmysły. Niedaleko przed nim dostrzegał w ciemności sylwetkę człowieka. W pierwszym momencie poczuł ukłucie strachu, jakim bestia chciała wzbudzić atawistyczne instynkty wampira. Steinbach zepchnął te uczucia w głąb jestestwa i pomału sięgnął po broń. Usłyszał słaby głos, kogoś kurczowo trzymającego się resztek życia, wypowiadający kiepską angielszczyzną słowa:

- Przepraszam... Czy pan jesteś wampir?
Oggy miał napisać fabularkę ale się niezbyt kwapi, więc jedziy dalej.

Lightstorm, nie zapomniałem o Tobie, tylko, że jak pchnę akcję w Bournemouth do przodu, to wylecisz jeden dzień w przyszłość w stosunku do "Rzymian".
Ostatnio zmieniony 25 maja 2015, 21:41 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 26 maja 2015, 01:20

Nie kawapi się bo nie ogarnia o co chodzi. Surel, jakieś pomysły?
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 26 maja 2015, 08:21

- Przepraszam... Czy pan jesteś wampir? - słaby głos zaszeleścił niczym wiatr delikatnie osuwający piasek na bezkresnych pustyniach.

Tremere w pierwszej chwili pomyślał, że może było to tylko zwykłe nieporozumienie z przez nieopatrzne wtargnięcie w czyjąś domenę. To jednak mogła też być jakaś prowokacja po której nastąpiłby atak. Tomas miał już z całą stanowczością zaprzeczyć nonsensom wypowiadanym przez tego osobliwego człowieka. Ten, który jednak to powiedział nie wyglądał ani na dumnego pana domeny ani na prowokatora. Ledwo wytoczył się z gęstwiny, po czym niemal upadł na twarz tuż przed Tomasem. Uchroniły go od tego jedynie drżące ręce którymi w ostatnim momencie się podparł. Zaraz się jednak pochylił głębiej pochylił i dotknął czołem ziemi przed stopami Tremera. Tomas ze zdziwieniem stwierdził, że człek ten się wcale nie potknął, lecz w tej pozie oddawał mu cześć.

- W moim kraju jest takie przyłowie, że jeśli napijesz się wody z Nilu to na pewno do niego powrócisz*. Chociaż łyk Panie, proszę, błagam...

W oczach Tremera pojawiły się złośliwe iskierki rozbawienia. Cała ta sytuacja z hołdem zaczęła mu się niezmiernie podobać. Mężczyzna wyglądał trochę jak rozedrgany nałogowiec, żebrzący o kolejną choćby niewielką dawkę. To z kolei Tomas uznał za żałosne i zupełnie nie ciekawe.

- Kim ty w ogóle jesteś? - spytał Tremere

- Zwę się Kemes Ankhhapi i jestem sługą, to znaczy byłem sługą Shachida, panie.

[center]Obrazek[/center]

Tomas drgnął ze zdziwienia. Wyglądało na to, że ten głodny ghul włóczył się dobre pół roku po śmierci pana i zdołał to jakoś przetrwać.

Dalsza rozmowa kiedy ten nędznik znajduje się w takim stanie jest bez celowa. Nie myśli trzeźwo kiedy jest wygłodzony, a jeśli nam tutaj wpadnie w szał z głodu to będziemy musieli go zabić i wówczas niczego się nie dowiemy. Scheiße...**

Po chłodnej kalkulacji Tomas podwinął rękaw i nadgryzł jej przegub. Ciche chrupnięcie nadgarstka spowodowało, że ghul niemal rzucił się do przegubu dłoni z której sączyła się wąską strużką życiodajna vitae. Pił łapczywie. Tomas odwrócił wzrok i stwierdził, że brudne i szorstkie usta tego człowieka mimo woli napawają go obrzydzeniem. W końcu z niemałym wysiłkiem Tremere oderwał mu swoją dłoń.

- Wystarczy! - syknął Tomas a jego oczy zapłonęły na moment zimnym gniewem - Teraz, przyjacielu opowiedz nam o swym byłym panu. Zacznij może od tego jak zginął. - mówił z powoli odzyskiwanym spokojem Tremere wycierając przy tym przegub swej dłoni w białą jak śnieg chustkę z atłasu.

- Został wypity przez bestię o czerwonych oczach. - powiedział smutno mężczyzna podnosząc się z klęczek.

Tomas spojrzał wymownie na Achille, po czym przemógł obrzydzenie i położył rękę na ramieniu Egipcjanina i już jej nie zdjął.

- Choć przyjacielu opowiesz nam wszystko ze szczegółami ale najpierw coś zjemy. Nazywam się Solomon Tomas Langer, a to moi przyjaciele sami się przedstawią jeśli będą chcieli... - ruszyły drugą dłonią w kierunku zostawionych samych sobie krewniaków i popchnął delikatnie Kemesa w stronę wyjścia z ogrodów.
Moim zdaniem idziemy tropem diabolisty od początku.
* przysłowie egipskie
** niem, gówno

I jeszcze jedna drobna uwaga. Moja koterio! Zapamiętaj, że jeśli chcesz coś załatwić mojego Tremera to taka czołobitna postawa jaką zaprezentował ten wężowaty jest jak najbardziej wskazana by zwiększyć swoje szanse :P.
Ostatnio zmieniony 27 maja 2015, 22:22 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 27 maja 2015, 23:22

- Został wypity przez bestię o czerwonych oczach. - powiedział smutno mężczyzna podnosząc się z klęczek.

Ostatnio aż gęsto od takich.

Tomas spojrzał wymownie na Achille. Z pewnym zdziwieniem nie dostrzegł jednak w jego oczach zaskoczenia, zrozumienia czy ekscytacji, tylko zupełnie niespodziewany, dystansujacy chłód. Jakby błękitne jezioro Erie pokryło się szklistym lodem.

- Opowieść z Czarnej Ziemi. - Mruknął Moreau. - Co za noc...
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 30 maja 2015, 15:10

Rzym; Orto Botanico; 24/11/2014 03:00

Powrót Thomasa z tajemniczym mężczyzną otrząsnął Achile z kontemplacyjnej autohipnozy, w jaką mieli czasem okazję wpadać klanowi bracia i siostry Moreau.

Kemes nie wyglądał na kogoś, kto ma cokolwiek do ukrycia. Dla Toreadora sprawiał raczej wrażenie skrajnie wygłodoznego chorwackiego jeńca, któremu jakimś cudem udało się zbiec z serbskiej niewoli i nie mógł wciąż uwierzyć, że trafił do swoich. Ghoul nie odstępował Tomasa nawet o krok, wpatrując się w niego istnie dziękczynnym wzrokiem, jakby bojąc się, że Tremere może rozpłynąc się nagle w ciemnościach, pozostawiając Egipcjanina na pastwę losu.

Setyta zaczął opowieść...

***

Kemes szedł ulicą. Powietrze było ciężkie od wilgoci, a chodnik tonął w cieniutkiej niczym muślin warstwie mgły. Miało się wrażenie, jakby szło się po powierzchni niebańskiej chmury, na której postawiono budynki. Nie lubił tego, idąc bał się niczym dziecko, że z którymś fałszywym krokiem spadnie w skrytą we mgle przepaść.

Gdyby nie ta parna atmosfera, Egipcjanin mógłby poczuć się jak w domu, po drugiej stronie Morza Śródziemnego. Miał dzisiejszej nocy spotkać się z Arcykapłanem, jego mistrzem, jego sensem życia i wiary. Serce Kemesa biło jak oszalałe rytmem wielkiej ekscytacji ze zbliżającego się spotkania. Mężczyzna najchętniej rzuciłby się biegiem, aby tylko szybciej ujrzeć Mistrza, ale wiedział, że Shahid potępiłby go za takie zwracające na siebie uwagę zachowanie. Szedł więc niepozornym krokiem, co jakiś czas przystając i sprawdzając czy aby nie jest śledzony. Nigdy nie był, ale Mistrz zawsze prosił aby upewniać się po stokroć, a prośby Kemes spełniał jakby były wykrzyczanymi przez wojskowego oficerami rozkazami. Nie chciał przynieść wstydu i hańby swemu Panu.

Wreszcie dotarł na miejsce. Kilka przecznic od Orto Botanico. W kamienicy miał czekać na niego Mistrz. Dziwny fałsz wkradł się w rytm ekstatycznie bijącego serca. Fałsz trudnego do zrozumienia zaniepokojenia. Kemes zdusił w sobie uczucie, nazwyając się w myślach tchórzem i głupkiem. Jeszcze raz rozejrzał się czujnie i wszedł do środka.

Drzwi ustąpiły z cichym skrzypnięciem i Kemes wreszcie dostrzegł, że powierzchnia po jakiej stąpa wygląda wreszcie innaczej niż tajemnicza mgła. Z ulgą spojrzał na drewnianą podłogę i ruszył ciemnym korytarzem. Mistrz nie lubił swiatła, a wzrok Egipcjanina przyzwyczaił się już do mroku.

I wtedy pożałował, że nie usłuchał wcześniej głosu niepokoju...

Mistrz spoczywał bezwolnie w objęciach innego mężczyzny wbitego w jego szyję. Obcy miał szczupłą sylwetkę i długie włosy, tak, że w pierwszym momencie Kemes pomyślał, że to kobieta, a Mistrz dokonywał jakiegoś rytuału. Dostrzegł jednak, że wzrok Shahida właśnie gasł i Kemes krzyknął tak głośno. Serce sługi krzyczało razem z nim, jakby rozdzierane było plugawą ręką mordercy. Choć nie potrafił walczyć, to rzucił się aby pomścić swego Mistrza. Tamten tylko spokojnie oderwał się od Arcykapłana i spojrzał czerwonymi, nieludzkimi ślepiami na opętanego rządzą mordu sługę:

- Przecież ty nawet nie umiesz walczyć żałosny głupcze... - szepnął tylko.

Potem Kemes zdjęty nagłą trwogą rzucił się do panicznej ucieczki, odprowadzany złowrogim śmiechem bestii o czerownych oczach.


***

Kemes płakał, szczerymi łzami, gdy skończył opowieść, wisząc na rękawie Steinbacha.

- Nigdy nie zrzucę brzemienia wstydu i hańby jaka mnie spotkała...
Macie jeszcze trzy godziny do świtu i dwie na opuszczenie na Rzymu. Jakieś pomysły?

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 31 maja 2015, 16:32

- Cóż, nie chciałbym być na miejscu następnego pana któremu przyjdzie ci służyć... - Tomas wybuchnął perlistym śmiechem mrugając porozumiewawczo do Achille. Przez chwilę prezentując idealnie równe, śnieżnobiałe zęby w uśmiechu obserwował bezradność i strach w oczach Kemesa. Po krótkiej chwili milczenia dodał.

- Spokojnie, swoje grzech możesz zmyć u następnego mistrza, w końcu wszyscy się uczymy na błędach by dwukrotnie ich nie popełniać. Prawda? A propos mistrza, czy uchylisz rąbka tajemnicy Kemesie i powiesz czym zajmowałeś się dla niego? Wybacz moją, niepohamowaną ciekawość ale rzadko się zdarza szczera rozmowa na takie tematy z kimś twojego pokroju.

- Byłem odpowiedzialny za ściąganie nowych członków do sekty i czasami za odprawianie rytuałów i ceremonii... - powiedział

Tomas wyraźnie zesztywniał po ostatnich słowach ghula. Cała uwaga Tremera skoncentrowała się na osobie Kemesa.

- Ciekawe, ciekawe... Nie wiem sam czy dobrze robię ale podoba mi się sposób w jaki pochodzisz do relacji sługa pan, dlatego dam ci szansę Kemesie. Oto mój numer telefonu, zadzwoń do mnie jeśli kiedyś będziesz w Bournemouth. To miasto znajduje się w Anglii mój przyjacielu. Dostaniesz też ten drobny smakołyk jakiego ostatnio tak poszukujesz byś nie zasłabł gdzieś po drodze. Jeśli tylko posiadasz jakowąś niedużą butelkę.

- Cóż myślę, że dwie godziny to zbyt mało by pozwiedzać lecz w sam raz by by oddalić się z Wiecznego Miasta w bezpieczny sposób. Samolot raczej odpada... - Tremere spojrzał na towarzysza - O czym myślisz drogi doktorze?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 31 maja 2015, 20:33

- Myślę... - Moreau przeniósł wzrok na ghula a w jego oczach pojawiła się jakaś niepokojąca nuta. - Myślę czy ci smakowało?

Nim sługa setyty zdobył się na jakąkolwiek odpowiedz Achille uśmiechnął się i rozpierając na krześle wskazał na wizytówkę Thomasa. - Jeżeli zadzwonisz pod ten numer i pozostawisz dane konta bankowego, lub adres, postaramy się rozwiązać również twoje problemy finansowe.

Achille wyciągnął z kieszeni niewielki zwitek banknotów i położył go na leżącej na stoliku wizytówce, przygniatajac go do blatu wskazującym palcem. - Mam wrażenie ze będzie ci to pomocne.

Torreador zastygł na chwile nadal trzymając dłoń na pieniądzach.

- Jednak Kemesie, chcemy abyś zrobił dla nas coś w zamian. Przed śmiercią Shahida skontaktował się z nim ktoś, osoba lub grupa, pochodząca spoza Rzymu i Camarilli. Mieli dotrzeć do Wiecznego Miasta 21 czerwca, by może noc wcześniej. Chodziło im o Cimitero Acattolico w Testaccio. - Achille zawiesił głos. - Mam wrażenie ze dobrze znasz ta okolice...

- Dowiedz się kim była ta osoba lub osoby. - Moreau cofnął palec z banknotów i wstał zapinajac marynarkę.

- Wracajmy do Bournemouth.
Sprawdzam jak możemy wrócić. Ew Nina może odebrać nas z lotniska i przewieźć do miasta już po świcie.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 03 czerwca 2015, 22:11

Portsmouth; 25/11/2014; Przed północą;

Opowieść Cwetana w brudnych barwach, Xavier brał za mocno przekoloryzowaną, ale idąc korytarzem ohydnego squatu, musiał przyznać przed samym sobą, że Ravnos nie kłamał w tej kwestii. Price widywał w dawnych czasach nieciekawe miejsca, ale ta rudera przekraczała wszystkie dotychczasowe doznania empiryczne Ventrue. W wilgotnym powietrzu unosił się odór gnijącego drewna, pleśni, fekaliów, ale nadewszystko rozkładającego się ciała.

Wiedziony słowami Ravnosa powędrował wprost na piętro, do pomieszczenia, które miało być sypialnią narkomanów jacy dokonali zbrodni w jego klubie. Słyszał jak szczury prysnęły na boki słysząc kroki Xaviera. Wisielec wciąż był w środku, choć jego ciało już nie zwisało. Kabel na którym wisiał wyrwał hak w sufiecie i trup leżał bezładnie na podłodze, zdążywaszy już przyciągnąć rzesze robactwa i gryzoni.

Jak można było się spodziewać, dwóch ćpunów jacy rozmawiali wcześniej z Cwetanem musięli prysnąć z nory, zapewne gdy tylko zorientowali się, że mają w pokoju trupa.

- For fuck's sake! - Price zaklął cicho, mimowolnie zaciskając dłonie w pięści. Wszystko wskazywało, że będzie musiał zostać dłużej niż planował w Portsmouth. Ale był dobrej myśli. Znalezienie paru ćpunów nie było czymś arcytrudnym, dla znającego realia ulicy Spokrewnionego. Wyszedł na mżawkę przed dom i skierował swe kroki w stronę Commerical Street. Tam miał zamiar zacząć poszukiwania.

Lata spędzone w młodości pośród wszelakiej maści ludzi z półświatka zaprocentowały bardzo szybko. Wzrok Ventrue łatwo wychwycił człowieka kręcącego się bez celu w pobliżu zamkniętej Costy Cofee. Zbliżył się pewnym krokiem:

- Szukam czegoś koleś...

- Czego? Hasz, glass czy meth? - zapytał mężczyzna najwidoczniej stwierdzając w myślach, że obcy nie jest policyjną wtyką.

- W zasadzie to szukam kogoś. - Xavier przybrał bardzo poważną winę. Wyjął zdjęcie tatuażu i po chwili dodał głosem, któremu nie mogło oprzeć się żadne bydło: - Wiesz gdzie znajdę tego typa?

- Mike... To tatuaż tego jebańca. Wisi mi kasy. Wyniósł się z tym jego kochasiem z Fratton Rd. Teraz podobno pomieszkuje na Crasswell Street u Emmy.

- Dzięki koleś. Teraz zapomnij że tu byłem i pytałem o cokolwiek.

Cdn.

ODPOWIEDZ