PBF - Bluźniercza otchłań

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 czerwca 2015, 00:11

[center]BLUŹNIERCZA OTCHŁAŃ[/center]
[center]Część I - Błysk w ciemnościach[/center]

Osnowa, pokład Diamentowej Gwiazdy

Ubrany w krótkie szorty oraz przepocony podkoszulek, Nathan Silvanus biegł jednym z zupełnie opustoszałych pokładów Diamentowej Gwiazdy. Długa na pół mili galeria przecinała wzdłuż osi kanciaste cielsko kosmicznego frachtowca, zaczynając się dwa poziomy poniżej mostku i zmierzając w stronę sekcji napędowej jednostki. Długa na pół kilometra, Diamentowa Gwiazda była statkiem transportowym typu Isolde Superior, budowanym od ponad dwóch tysięcy lat we wszystkich stoczniach sektora Calixis. Wytrzymała, niezawodna i występująca w niezliczonych wręcz wariantach, jednostka ta uchodziła nie bez powodu za konia pociągowego wielu kupieckich flot przemierzających pustkę Calixisu i sąsiedniego sektora Ixaniad.

Diamentowa Gwiazda należała od blisko wieku do kapitana Torbena Galahara, niegdyś członka Konsorcjum Varedo z Cyrus Vulpa, pomniejszej gildii zbożowej zaopatrującej łaknącą nieskończonych dostaw żywności populację Scintilli. Dorobiwszy się sporego majątku w czasach kilku finansowych kryzysów w Golgenna Reach, Galahar wykupił prawa do statku na własność i zaczął prowadzić samodzielną działalność handlową, docierając w następnych dekadach do wielu budzących niepokój zapomnianych zakątków sektora.

Silvanus dowiedział się tego wszystkiego w trakcie kilku posiłków spożytych w towarzystwie kapitana oraz pary jego najwyższych rangą oficerów. Galahar wydawał się czerpać ogromną przyjemność z tych spotkań, zabijając wystawnymi kolacjami nudę towarzyszącą wielotygodniowemu przelotowi na Spectoris. Występujący w roli rzecznika jednego ze stołecznych magnatów zbożowych Septimus umiejętnie podtrzymywał życzliwość kapitana, łechcąc jego dumę własną i nie szczędząc zapewnień o chęci pogłębionej współpracy w przyszłości.

Silvanus nie dawał się wciągać w toczone przy kieliszku amasecu dysputy, świadomy zdradzieckiego gruntu, po którym z wielką wprawą stąpał obdarzony licznymi talentami Septimus. Operator Ordo zabrał ze sobą nie tylko czwórkę akolitów z orbitalu nad Tarsusem, towarzyszył mu również wiekowy adept o imieniu Tauron uchodzący za rachmistrza gildii oraz - ku zgrozie nie tylko Hostera - ojciec Kazadi, w trakcie podróży odgrywający rolę osobistego spowiednika Septimusa.

Zaliczywszy pierwszą rundę Nathan zatrzymał się na rufowym krańcu galerii, odpinając od paska szortów niewielką butelkę z wodą i gasząc swe pragnienie. Były regulator biegał pogrążonym w półmroku pokładem codziennie od trzech tygodni, nie natrafiając praktycznie nigdy na innych pasażerów Diamentowej Gwiazdy. Kilkudziesięcioosobowa załoga frachtowca nie zapuszczała się zbyt często w tę jego część, co Silvanusowi wyjątkowo odpowiadało.

Świadomy tego, co znajdowało się za burtami Isolde, mężczyzna wolał pracować nad swą kondycją w samotności, tłumiąc czające się na granicy podświadomości lęki zaszczepiane już w dzieciństwie w umyśle każdego pobożnego człowieka.

Wiedziony przez ukrytego w swej kopule Nawigatora frachtowiec sunął poprzez bezmiar Osnowy pokonując każdego dnia odległość, którą zwyczajny napęd zdołałby przemierzyć kosztem wielu pokoleń załogantów. Otulony migotliwą powłoką Pola Gellera, statek rozcinał niczym strzała niematerialną otchłań równoległego wymiaru umykając przed tym, co zamieszkiwało jego czeluście.
Trwa trzeci tydzień podróży przez Osnowę. Osnowa to równoległy wymiar, stanowiący emocjonalne odbicie rzeczywistego świata zamieszkane przez istoty, które mieszkańcy Imperium zwykli zwać trwożnie demonami. Kosmiczne statki dzięki wskakiwaniu w Osnowę potrafią pokonywać w relatywnie krótkim czasie ogromne przestrzenie, ale podróże takie zawsze niosą ze sobą czynnik sporego ryzyka. Pole Gellera to tarcza energetyczna specyficznego rodzaju, chroniąca śmiertelników w trakcie tranzytu przed kontaktem z esencją Chaosu wypełniającą Osnowę. Nie bez powodu wymiar ten zwany jest Morzem Dusz i przeważająca większość ludzi czuje prawdziwą zgrozę na myśl o podróżowaniu w taki właśnie sposób!

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 03 czerwca 2015, 11:00

Opis pierwsza klasa :) Nie zgadza mi się tylko długość jednostki (pół kilometra) z długością galerii (pół mili), ale to detal ;) Poczułem klimat jak w Execution Hour :D
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 czerwca 2015, 21:11

Osnowa, pokład Diamentowej Gwiazdy

- Viggo Morhunsen z pewnością pochodził z Spectoris - powiedział Septimus - Poświadcza o tym nie tylko tamtejsza karta ID, ale też wyprodukowana na miejscu broń. W bagażu heretyka znaleziono blisko dziesięć tysięcy tronów w gotówce i niemal wszystkie banknoty wydrukowane zostały na Spectoris. To chyba jednoznacznie przesądza o jego pochodzeniu.

Łącznik Ordo zdecydował się na wprowadzenie towarzyszy w szczegóły misji pod koniec pierwszego tygodnia podróży. Akolici siedzieli akuratnie przy stole w obszernej kabinie oddanej do dyspozycji całej grupy pasażerów, jedząc w trakcie luźnej rozmowy pierwszy tego dnia posiłek. Obecność ojca Kazadiego nieco krępowała najmłodszych stażem członków sekcji, toteż wszyscy przywitali z nieudawaną ulgą improwizowaną odprawę mogącą uwolnić ich chociaż na chwilę od jego pouczeń i kąśliwych komentarzy.

- Nie możemy mieć niezbitej pewności - zastrzegł Tauron, w nieskończoność poprawiający zjeżdżające mu z nosa okulary - Wszystko to może być elementem profesjonalnie przygotowanej fałszywki. Ktoś mógł go przerzucić na orbital tego świata i zaopatrzyć w przedmioty mające zmylić nas co do pochodzenia przemytnika.

- Zbyt złożona operacja jak na takiego amatora - pokręcił głową Septimus - Nie znał procedur kontrolnych w Tarsusie, spanikował w obecności regulatorów. Profesjonalny muł zachowałby się w zupełnie inny sposób. Nie możemy wykluczyć żadnej ewentualności, ale przeczucie podpowiada mi, że działał na własną rękę.

- Co w niczym nie umniejsza ciężaru jego bluźnierstwa! - sarknął ograniczający się z jedzeniem konfesor - Parał się przemytem zakazanej technologii! Spotkała go zasłużona, ale nieco zbyt lekka kara.

- Musimy dowiedzieć się, kim naprawdę był i jak wszedł w posiadanie tych obiektów - oświadczył siedzący z niewzruszonym spokojem Septimus. Obserwujący go Silvanus nie potrafił uwolnić się od przeświadczenia, że łącznik Ordo znał Kazadiego od bardzo dawna i srogie zachowanie konfesora nie robiło już na nim większego wrażenia - Po nitce do kłębka, być może dojdziemy do źródła tych artefaktów.
Wspomniana odprawa jest retrospekcją odtwarzaną w myślach biegającego po frachtowcu Nathana, ale niech Wam nie przeszkadza ten mały skok w czasie. To doskonała okazja, by móc się wykazać analitycznym myśleniem i talentem śledczym. Ktoś chce włączyć się do rozmowy sugerując jakieś poczynania, kiedy już dotrzecie na miejsce?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 03 czerwca 2015, 23:22

Nathan siedział w kabinie starając wrócić myślami do wydarzeń na promie i przywrócić jak najwięcej spostrzeżeń, nawet tych najmniej istotnych. Jednocześnie uważnie słuchał słów Ordo i reszty grupy.

Jednej opcji jeszcze nie wzięto pod uwagę. Opcji przewrotnej i napawającej Silvanusa nagłym ukłuciem strachu, bo nie potrafił ogarnąć skali heretyckiego planu. Nieśmiało wtrącił, gdy uznał, że nadeszła odpowiednia pora aby móc się odezwać:

- A co, jeśli przeznaczeniem tych nienzanych przedmiotów było trafić w nasze ręce, Viggo był tylko pionkiem spisanym na straty, bo okłamano go, że nie będzie żadnej odprawy celnej, a heretycy mają plan sięgający wyżej niż nam się zdaje?

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 04 czerwca 2015, 07:59

- To jeszcze mniej prawdopodobne - mruknęła Medea - Gdyby ktoś jakimś cudem chciał by te przedmioty trafiły w ręce Inkwizycji
nie próbowałby ich przemycić w ten sposób. Gdyby nie monitorowanie i przechwycenie transmisji od Regulatorów na miejscu pojawiliby się
prawdziwi Arbites a wtedy nie dowiedzielibyśmy się nawet o istnieniu tych przedmiotów. Jest kilka łatwiejszych sposobów "przekazania" czegoś
w ręce Ordo.


Medea zamilkła na chwilę grzebiąc w zamyśleniu widelcem w talerzu.

- Oczywiście można założyć, że ktoś chciał by te przedmioty trafiły w ręce Arbites - wzruszyła ramionami - To jednak moim zdaniem równie
mało prawdopodobne. Jeśli nawet to dlaczego akurat na Scintilli ? Czemu nie na Spectoris ? Po co ryzykować transfer przez osnowę gdy zawsze
jest ryzyko, że statek nie dotrze do celu ?
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 czerwca 2015, 19:34

Osnowa, pokład Diamentowej Gwiazdy

Septimus przeniósł spojrzenie na Nathana, znieruchomiał przelotnie analizując w myślach sugestię byłego regulatora. Nie bez powodu uchodzący za milkliwego człowieka Silvanus poruszył się niespokojnie nie wiedząc, czy jego obawy zostaną potraktowane poważnie, sięgnął po dzbanek mocnej kawy nalewając sobie parującego napoju do kubka.

- Rozumiem twój punkt widzenia, operatorze. Zawsze musimy zachowywać najdalej posuniętą podejrzliwość i zawsze zakładać, że mylimy się na naszą niekorzyść. Imperator strzeże, wszelako najbardziej troszczy się o tych, którzy nie zdają się wyłącznie na jego protekcję, a sami o siebie dbają. W tym jednak przypadku mam podstawy sądzić, że nasze podejrzenia idą zbyt daleko. Tauronie?

Wiekowy savant siedział przy narożniku stolika, splatając dłonie palcami i wpatrując się zmrużonymi oczami w ekran wyjątkowo okazałego infotabletu. Zaopatrzone w poszerzoną klawiaturę oraz kilka odmiennych gniazd interfejsu, urządzenie posiadało również integralny moduł holoprojektora, którego Tauron jak dotąd nie aktywował.

- Obiekty znalezione przy denacie należą do kategorii technologii ściśle zakazanych prawem Imperium - oznajmił sędziwy adept, przemawiając pozbawionym emocji monotonnym tonem - Nasi specjaliści nie mieli w tym przypadku najmniejszej wątpliwości. Tym samym wszystkie stanowią zagrożenie moralne i tego również nikt nie zakwestionował. Technologia wytwarzana niezgodnie z kanonem ustanowionym przez Kult Omnimesjasza jest przejawem herezji i podlega surowym karom.

- Tworzenie takich przedmiotów jest wstrząsającym dowodem na istnienie niepożądanej kreatywności - wtrącił ojciec Kazadi. Konfesor przemawiał tym razem wyjątkowo opanowanym tonem, wręcz cedząc słowa przez zęby. W opinii Hostera świadczyło to nie tyle o jego uspokojeniu, co wręcz przeciwnie, o narastającej lodowatej furii - Trendy tak bluźniercze jak choćby filozofia innowacyjności stawiają na głowie wszystkie wartości wyznawane przez Kościół. Nie wolno nam w obliczu takich występków okazywać cienia wyrozumiałości.

- Jak wzmiankowałem, pochodzenie przedmiotów same z siebie definiuje je jako zagrożenie moralne, jednak nie stanowią one niebezpieczeństwa ze strony praktycznej - Tauron odczekał uprzejmie, aż Kazadi umilknie, po czym podjął swój wywód - Trzy znalezione w bagażu heretyka uznano za odnawialne źródła energii, swego rodzaju baterie. Czwarty, przemycany bezpośrednio w ciele denata, stanowi bez wątpienia element większego obiektu, jest podzespołem o niezidentyfikowanym zastosowaniu. Septimusie?

- Dziękuję, Tauronie - odparł wysłannik Quattoru - Jak widzisz, Nathanie, te obiekty nie są chyba podstępną technologiczną bombą zegarową. Nie istnieją w tej chwili żadne przesłanki mogące sugerować, że ktoś z premedytacją wysłał je na Scintillę tylko po to, by wpadły w nasze ręce. Do czasu pojawienia się nowych dowodów gotów jestem obstawiać przy wersji uznającej Morhunsena za przemytnika z przypadku, bez doświadczenia właściwego zawodowym szmuglerom. Co o tym sądzicie?

- Wszystko, co teraz powiem może okazać się błędną hipotezą i nie biorę za nią odpowiedzialności - zastrzegł Tauron, poprawiając równocześnie opadające na nos czworokątne okulary - Uważam, że człowiek ten zdobył artefakty wskutek zbiegu okoliczności, być może kradzieży. Brak poczucia bezpieczeństwa oraz świadomość wartości kontrabandy skłoniły go do ucieczki ze Spectoris. Może o tym świadczyć tak duża kwota w gotówce znaleziona w jego bagażu. Chciał się ukryć w Sibellusie albo Tarsusie, sprzedać artefakty, rozpocząć nowe życie. Nie znał procedur Magistratum, spanikował w obliczu kontroli. Trop wiedzie na Spectoris.

Wygłosiwszy swą opinię savant założył splecione palcami dłonie pod brodę i przeciągnął spojrzeniem po słuchających go akolitach.
Powyższa wstawka jest odpowiedzią na post Bartka z wczorajszej nocy, ale myślę, że utrwali też w jej racjach Medeę. Ze swojej strony chciałbym tylko napomknąć, że w całej tej logicznej wymianie poglądów istnieje pewien niepokojący akcent, o którym wie zasadniczo tylko Hoster. Ktoś kojarzy, co takiego mam na myśli? (czysto retorycznie, poza trybem gry).

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 czerwca 2015, 20:57

Ponieważ część graczy jest w rozjazdach (niektórzy nawet gdzieś w dziczy), postanowiłem rozdzielić chronologicznie przygodę na dwa wątki - jednym jest odprawa prowadzona przez Septimusa w pierwszym tygodniu podróży, drugim rozterki prowadzącego trening Silvanusa. Możecie postować swobodnie w obu (tzn. w swoim tylko Bartek), ja tam się rozeznam, gdzie dany post przypisać!

I uwaga z innej beczki - dopiero teraz zorientowałem się, że w którymś ze swoich postów Suriel zaklinał się na imię Omnimesjasza! Wiem, że wynika to z konieczności zgłębienia smaczków systemu, ale już teraz śpieszę z objaśnieniem, które może Hosterowi w przyszłości uratować życie. Omnimesjasz jest bóstwem techadeptów, członków Cult Mechanicus. Zwyczajny obywatel Imperium nigdy nie będzie oddawał hołdu Omnimesjaszowi w słusznej obawie przed oskarżeniem o bluźnierstwo, dla nie-techadeptów jedynym dopuszczalnym bóstwem jest Bóg-Imperator. Niby to bóstwo w dwóch postaciach, ale religijne dogmaty są tutaj tak nieścisłe i pokręcone, że dla własnego bezpieczeństwa lepiej uważać, co się mówi! ;)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 czerwca 2015, 21:33

Osnowa, pokład Diamentowej Gwiazdy

Silvanus wypił duszkiem zawartość plastikowej butelki i przypiął ją z powrotem do swego pasa. Każdego dnia pokonywał galerię w obu kierunkach, za każdym razem dokładając starań, by skrócić czas przebiegu o kilka dodatkowych sekund. Monotonia tranzytu źle wpływała na kondycję większości pasażerów, zmiękczała ich mięśnie, wprawiała w stan zgubnego rozleniwienia. Sytuację pogarszała pora nocna, wyznaczana za pomocą pokładowych chronometrów. Sen bynajmniej nie przynosił odpoczynku, przynajmniej nie w przypadku Nathana. Dziwne majaki, zraszające skórę mężczyzny lodowatym potem, znikały z jego pamięci zaraz po przebudzeniu, nie pozwalając przywołać się z pamięci.

Silvanus nie wiedział, co o tym myśleć. Pamiętał doskonale niezliczone opowieści o grozie czającej się w Osnowie, o zgubnych śpiewach kosmicznych syren żerujących po drugiej stronie Pola Gellera i o nieśmiertelnych duszach skazywanych na wieczyste potępienie w Eterycznym Morzu. Będąc regulatorem zdarzało mu się słyszeć o statkach, które po wejściu w Osnowę nigdy z niej nie wróciły albo pojawiły się w zupełnie innych miejscach po całych wiekach, ziejące pustką wraki bez śladu po załodze i pasażerach.

Nerwowość dawała się zauważyć u wszystkich podróżujących Gwiazdą ludzi, chociaż załoga frachtowca miała już dość wprawy, aby w miarę umiejętnie ją skrywać. Wśród udających kupiecką delegację agentów Oficjum największe zaniepokojenie wydawali się przejawiać ojciec Kazadi i Hoster Merisier, chociaż ten drugi odczuwał ogromny dyskomfort nie tyle z powodu bliskości Osnowy, co osoby samego kleryka. Surowy konfesor zdawał się podążać za Hosterem niczym cień, ustawicznie go obserwując. Każdego dnia po obowiązkowej porannej modlitwie kapłan sprawdzał, czy Merisier ma przy sobie uświęcony sztylet. Już sam wygłoszony pierwszego dnia podróży instruktaż wystarczył, by zmrozić wszystkim krew w żyłach, bo konfesor zadbał o to, by członkowie komórki wiedzieli, w jaki sposób najszybciej zabić psykera, gdyby ten przejawiał najdrobniejsze objawy opętania.

W pełni świadomy bezwzględnej konsekwencji duchownego, Hoster robił wszystko, co w jego mocy, by unikać jakichkolwiek zachowań mogących sprawiać wrażenie odmiennego stanu. Spał dokładnie po osiem godzin, pił tyle samo kawy dziennie, wysławiał się w płynny sposób unikając za wszelką cenę wieloznacznych bądź enigmatycznych wypowiedzi, unikał ziewania, drapania się, zbyt długiej zadumy, nadmiernej wesołości czy kąśliwości w konwersacji.

Pod koniec trzeciego tygodnia podróży Kazadi przejawiał wobec psykera tak samo głęboką podejrzliwość jak pierwszego dnia, nie ufając ani trochę w zapewnienia Hostera o pełnej kontroli nad jego talentem.

Nathan westchnął i przesunął się o kilka kroków w bok korytarza, bo kondensująca się na suficie wilgość skapywała mu na ramiona i głowę niczym oleista mżawka. Nadmierne napięcie emanujące z osoby konfesora nie nastrajało Silvanusa chęcią do podzielenia się z kapłanem swymi sennymi majakami. Oczami wyobraźni regulator widział już najlżejszą z możliwych terapii, w postaci dziesięciu godzin na klęczkach w kaplicy, z pokutnym pejczem w dłoni służącym do wymierzania sobie własnoręcznie chłosty.

Podniesiona do mokrego od potu czoła dłoń Nathana zatrzymała się w miejscu na widok kilku pokrywających ją czerwonych plamek. Mężczyzna zesztywniał w jednej chwili, zapominając całkowicie o swoich duchowych rozterkach. Opustoszała galeria pogrążona była w półmroku, ale nawet skąpe światło sodowych lamp wystarczyło, by Silvanus pojął, czym właściwie były te plamy.

Kolejna kropla krwi spadła gdzieś z góry uderzając w wierzchnią stronę nieruchomej dłoni człowieka, rozprysnęła się po jego skórze lepkimi karmazynowymi drobinkami.
...

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 05 czerwca 2015, 14:30

- Gdybym wiedział, to co inni, to znaczy czym są te bluźniercze przedmioty, to nie wysuwałbym takich teorii. Mówię tylko to, na co pozwala mi stan wiedzy. - burknął Nathan w myślach żałując, że wyraził głośno swoje obawy i naraził się śmieszność. Choć nikt poza Medeą nie skrytykował Silvanusa, to regulator domyślał się, że Hoster i Stern uznali faux paus za dobrą kartę. Milczenie było jednak największą z imperatoskich łask i Nathan postanowił w tej właśnie intencji modlić się gorliwie podczas kolejnego maratonu modlitewnych tortur z ojcem Kazadi, który, jak głosiła niepotwierdzona plotka, ponoć miał całkiem niezłą córkę.

***

Kilka tygodni później, pokład transportowy.

Silvanusem wstrząsnęło nagłe uczucie strachu. Mięśnie olbrzyma stężały nagle gotowe do walki na śmierć i życie. Nathan zawsze miał to do siebie za złe. W takich chwilach instynkt innych podpowiadał aby uciekać, ale podświadomość regulatora zawsze kierowała go ku walce.

Rozejrzał się błyskawicznie wokół próbując dostrzec jakiegokolwiek niebezpieczeństwa, a potem upewniwszy się, że pokład wciąż wydawał się stosunkowo bezpiecznym azylem pośród nieskończonej Osnowy, skupił wzrok na miejscu skąd kapała czyjaś krew.

Jednego był pewien. Jesli ktokolwiek z członków załogi, lub pasażerów frachtowca zginął na tym pokładzie, to niezależnie od przyczyny śmierci niosło to poważne implikacje, wobec samego Silvanusa, który odnajdzie ciało, jak i reszty dusz na statku.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 05 czerwca 2015, 17:53

Osnowa, pokład Diamentowej Gwiazdy

Żaden z pasażerów Diamentowej Gwiazdy nie nosił przy sobie broni palnej, na wyraźne polecenie Septimusa. Uzbrojenie zabrane z bezpiecznego azylu w Sibellusie spoczywało w podróżnych torbach ukrytych pod łóżkami we wspólnej kabinie sekcji, ustawicznie pilnowanej przez co najmniej jednego z jej członków. Biegający rekreacyjnie Silvanus zabierał ze sobą na trening jedynie wojskowy nóż, bardziej z przyzwyczajenia niż jakiejkolwiek potrzeby zapewnienia sobie bezpieczeństwa.

Noszone w przypiętym do łydku pokrowcu ostrze wydało się mężczyźnie znienacka zupełnie nieprzydatnym kawałkiem metalu, w niczym nie mogącym ustrzec go przed koszmarem domysłów skłębionych w ułamku chwili w zaalarmowanym umyśle człowieka.

Były regulator poderwał w górę głowę i zdusił w ustach głuchy pomruk, gdy jego spojrzenie omiotło plątaninę rur, przewodów i kratownic składającą się na sufit wysokiego korytarza. W jego zakamarkach panowała niemal nieprzenikniona ciemność, ale blade światło lamp wystarczyło, by Silvanus rozpoznał zwisającą spomiędzy pęków kabli ludzką rękę, unurzaną w krwi, częściowo zasłoniętą ciemnozielonym rękawem należącym najpewniej do uniformu noszonego przez wszystkich członków załogi frachtowca. Karmazynowe krople odrywały się w powolnym rytmie od czubków wykrzywionych palców, spadając raz za razem na perforowaną podłogę korytarza.
Przypominam, że Nathan nie ma przy sobie mikrokomunikatora, nikt z Was w trakcie podróży nie nosił przy sobie osobistych modułów łączności, bo i po co? Silvanus jest sam, w zasięgu wzroku ani śladu innego człowieka, ale sto metrów w głębi korytarza wisi interkom umożliwiający połączenie z mostkiem. Jakieś pomysły na pierwszą reakcję? (nie wybiegające rzecz jasna zbyt daleko w przyszłość).

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 czerwca 2015, 00:23

Wiedziony regulatorskim doświadczeniem Silvanus wiedział jedno. Raczej nie był to nieszczęśliwy wypadek przy pracy, ani samobójstwo... Zwłoki
Musiały być świeże, skoro wciąż kapała z nich ciepła krew...

I to właśnie wzbudzało największy niepokój Nathana... Morderca mógł być wciąż blisko. Chyba, że tarcze ochronne nie były sprawne i we wnętrzu frachtowca zaczynał szaleć bluźnierczy byt z Osnowy. Odsunął szybko tę myśl na bok. Uspokoił oddech i powoli, rozglądając się czujnie ruszył do interkomu chcąc zaraportować zgodnie z regulatorskimi procedurami to co ujrzał na pokładzie drugim...
Ok, oczy wokół głowy, zaraportuje zdarzenie zwierzchnikowi i będę czekał na dalsze instrukcje.

Chyba że mogę wybiec dalej w przyszłość, to wtedy biore miotacz ognia i rozwalam sprawcę morderstwa;) nie no w sumie to na obcego kozik jaki nosi Silvanus wystarczy. Nie takich frajerów sie załatwoało w prewencji:D

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 czerwca 2015, 18:47

Osnowa, pokład Diamentowej Gwiazdy

Ogromne rozmiary statku oraz materiały wykorzystane w jego konstrukcji utrudniały załodze korzystanie z łączności bezprzewodowej, zwłaszcza w trakcie tranzytu przez Osnowę - zakłócenia generowane przez turbiny Gellera przekładały się na szumy i trzaski ograniczające zasięg mikrokomunikatorów do kilkudziesięciu metrów. Przemierzający labirynt pokładów frachtowca załoganci korzystali w zamian ze stacjonarnych interkomów połączonych za pomocą porządnie izolowanych kabli z obsadą mostka, pozwalających na zrozumiały przekaz radiowy z każdego zakątka wielkiej jednostki.

Pamiętny widoku takiego interkomu, Nathan wycofał się ostrożnie z miejsca, w którym natrafił na wciągnięte pod sufit zwłoki. Zataczając niewielkie łuki ściskanym w dłoni nożem, szedł na ugiętych lekko nogach starając się nie czynić żadnego hałasu i rozglądając się jednocześnie we wszystkich kierunkach. Mroczny korytarz, wibrujący ledwie słyszalnym pomrukiem napędu, sprawiał wrażenie całkowicie wyludnionego, ale krwawe znalezisko jawnie przeczyło tym pozorom spokoju.

Silvanus nie miał pojęcia, co spowodowało gwałtowną śmierć jednego z ludzi Galahara, ale złe przeczucie podpowiadało mu najgorsze z rozwiązań. Były regulator nie miał dotąd doświadczenia w podróżach przez Osnowę, dzięki łaskawości Boga-Imperatora spędzając swe wcześniejsze lata na powierzchni Scintilli. Brakowało mu wiedzy na temat specyfiki tego rodzaju transportu, ale świadomy był jednego: Osnowa była siedliskiem złych mocy. Lodowaty dreszcz przeszył całe ciało człowieka, kiedy w jego umyśle pojawiło się groteskowe wyobrażenie żerującego na śmiertelnikach demona.

Nathan zdusił w ustach przekleństwo, za wszelką cenę próbując nie myśleć o istotach z innego wymiaru. Duchowni Ministorum nie ustawali w krzewieniu przeświadczenia, że demona można było sprowadzić z Osnowy samą myślą, ulegając grzesznym podszeptom sączonym niczym jad w umysły maluczkich. Niestosowne wyobrażenia mogły zostać odebrane przez taką istotę jako nieświadome zaproszenie, a Silvanus nie zapominał o tym, że nie znajdował się bynajmniej w rzeczywistym wymiarze. Diamentowa Gwiazda unosiła się w dominium demonów, oddzielona od tych zatrważających bytów jedynie cienką powłoką Pola Gellera.

Interkom wyposażony był w okrągły przycisk oraz perforowane gniazdo mikrofonu. Zawieszony na jednym z masywnych stalowych wsporników korytarza, jawił się oczom Nathana niczym ostatnia deska ratunku przed zatraceniem duszy. Nie przestając patrzeć na wszystkie strony mężczyzna podkradł się do urządzenia wstrzymując bezwiednie oddech.
Nathan dotarł do interkomu bez przeszkód, zachowując pełną ostrożność i aktywnie monitorując swe otoczenie. Ciemny korytarz i wypełniająca jego górną część plątanina rur nie ułatwiają zadania, ale sądzę, że zachowanie Silvanusa zasługuje na bonus +20 do rutynowych testów Awareness. Niezmiernie ciekawy tego, co też może się jeszcze wydarzyć, rzucam 1k100: wypada 18!

BTW, tak się podnieciłem swoim przerażającym planem, że nie wiem, czy dam radę emocjonalnie sprostać następnemu postowi! ;)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 czerwca 2015, 18:54

Osnowa, pokład Diamentowej Gwiazdy

Medea Trix powitała trzeci tydzień podróży uczuciem potwornego znudzenia. Konsekwentna w dbałości o swą kondycję, odżywiała się według regularnego grafiku i nie zaniedbywała codziennych ćwiczeń, ale nadmiar pozostającego do jej dyspozycji czasu wolnego zaczynał kobietę przytłaczać. Przełamując w drugim tygodniu lotu swą niechęć do Hostera pożyczyła od niego "Żywoty świętych", pochłaniając treść książki w kilka dni. Tauron, dysponujący w opinii Medei rozległą wiedzą w różnych dziedzinach nauk, utrzymywał ostrożny dystans w stosunku do nowych członków sekcji. Zabójczyni odnosiła wrażenie, że starzec dla zabicia własnej nudy zapewne uległby już dawno pokusie wdania się w konwersację, gdyby nie jego respekt wobec osoby Septimusa.

Pełniący oczywistą rolę dowódcy komórki, Septimus spędzał większość czasu w towarzystwie kapitana Galahara, czy to w jego kabinach czy też na mostku, wiodąc z właścicielem statku niekończące się dyskusje o międzysystemowym handlu, astronomii i przepisach prawnych. Pokładając zauważalne zaufanie w konfesorze, scedował kwestię opieki nad akolitami na ojca Kazadiego, ten zaś z zawziętym uporem dbał o religijne życie operatorów Ordo urządzając im z uciążliwą regularnością wykłady na temat dogmatów wiary. Medea była wierzącą osobą - podobnie jak wszyscy inni członkowie grupy, jak wszyscy wiodący normalne życie imperialni obywatele - ale nacisk kładziony przez surowego konfesora na duchowe sprawy zaczynał wpędzać ją w stan starannie skrywanego rozdrażenia, którego się zresztą szczerze wstydziła.

Kuratela Kazadiego miała jednak pewne plusy. Po pierwsze, trzymała w ryzach Hostera, bo Medea wciąż nie czuła się w obecności psykera bezpieczna. Terroryzowany przez konfesora, Merisier najpewniej dałby wszystko, aby dobrowolnie spędzić resztę podróży w zamkniętej szafie i z konsekrowanym ostrzem trzymanym na okrągło przy gardle, ale w zamian z dala od osoby duchownego. Sprawiający wrażenie człowieka wyważonego i dalekiego od ortodoksji monodominantów, Septimus pozostawił w tym przypadku klerykowi wolną rękę, być może poddając nieszczęsnego Hostera jakiejś próbie charakteru.

Drugą zaletą częstych kontaktów z konfesorem był ułatwiony dostęp do książek, wszystkich bez wyjątku o tematyce religijnej. Kazadi rozmiłowany był w pisarzach autoryzowanych przez Kościół, z pasją argumentujących za oficjalną linią poglądową Eklezjarchii: wiodącą rolą człowieka we wszechświecie, niezbywalnym prawem imperialistów do przestrzeni życiowej, boskim autorytetem Złotego Tronu oraz uświęconym obowiązkiem eksterminacji obcych, mutantów i heretyków. Medea nie miała nic przeciwko czytaniu takich pamfletów, zaaprobowanych przez wszystkie świeckie instytucje oświatowe - zwłaszcza jeśli pomagały w niwelowaniu bezbrzeżnej nudy.

Czerwone lampki wbudowane w narożniki dormitorium zapaliły się złowieszczym blaskiem w chwili, kiedy dziewczyna przewróciła kolejną kartkę w podniszczonym egzemplarzu "Założeń dogmatu thoriańskiego" pióra znanego teologa-męczennika Galimeta z Boniface. Zapominając w jednej chwili o pobożnej lekturze, Medea upuściła książkę na łóżko i skoczyła na równe nogi wymieniając zaalarmowane spojrzenie z Haxtanem Sternem.

- Do całej załogi, protokół Periculum Anima! - z zakratowanych głośników umiejscowionych gdzieś w suficie dobiegł znienacka spięty męski głos należący do któregoś z członków obsady mostka - Powtarzam, protokół Periculum Anima! Do wszystkich pasażerów, proszę nie opuszczać swoich kabin! Do wszystkich pasażerów, proszę nie opuszczać swoich kabin aż do odwołania! To rutynowe ćwiczenia, nie ma żadnego powodu do niepokoju.
Czy to dość uspokajający komunikat, by Medea powróciła do książki, Haxtan do golenia zarostu, a Hoster do medytacji?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 czerwca 2015, 23:03

Osnowa, pokład Diamentowej Gwiazdy

Nathan bardziej wyczuł niż usłyszał zbliżające się bezszelestnie niebezpieczeństwo. Dźgnięty nie do końca zrozumiałym impulsem, mężczyzna okręcił się w miejscu tuż przy interkomie zasłaniając twarz klingą wojskowego noża.

Z jego ust wydobyło się głuche stęknięcie zrodzone z mimowolnego przestrachu.

W mroku zalegającym pod wysokim sufitem korytarza coś błysnęło w mdłym świetle sodowych lamp. Błysk w ciemności, odbicie białej poświaty na gładkich rogowych naroślach i w chitynowych szponach. Stęknięcie Nathana przeszło w okrzyk zalęknienia, chociaż ciało stężało przejęte przez instynkt samozachowawczy i nawyki wyniesione z lat spędzonych w służbie Magistratum.

Rozpościerający wielkie skórzaste skrzydła stwór spadał pod ostrym skosem spod rur i kratownic sufitu, prosto na człowieka, który zaledwie chwilę wcześniej odwrócony był do niego plecami. Pozbawiony oczu, stwór przerażał swym odstręczającym wyglądem, bo ogromna rozwarta gęba najeżona dziesiątkami ostrych jak brzytwa zębów tkwiła pośrodku jego opasłego cielska i sprawiała wrażenie najbardziej istotnego elementu groteskowej anatomii drapieżcy.
Myślę, że przyszedł czas na zapoznanie Bartka z mechaniką DH. Atakująca go istota spróbowała ataku z zaskoczenia, a posiada Ag 23 i bonus +30 do Silent Move. Razem to 53, na 1k100 wyrzuciłem 51. Test udany, ale to test przeciwstawny, a dla Nathana wyrzuciłem 18 przy Per 32 i premii sytuacyjnej +20. Wynik człowieka był lepszy, więc Nathan nie dał się zaskoczyć.

Teraz trzeba ustalić Inicjatywę. Mógłbym rzucić 1k10 i dodać 3 premii z Ag, ale dla dobra Bartka nie zaryzykuję. Wśród licznych zastosowań Punktów Przeznaczenia jest również automatyczna dziesiątka w teście Inicjatywy, która da Nathanowi pierwszeństwo w walce. To co, Bartku, jak to wykorzystasz? Możesz wykonać jedno cięcie nożem z premią +20 do WS, ale wtedy nie użyjesz w tej rundzie interkomu. Możesz wykonać jeden atak bez premii i jednocześnie podnieść alarm przez radio albo dwa ataki bez premii i nic innego w rundzie, ewentualnie tylko pasywnie się bronić, przez co stracisz akcje w tej rundzie, ale stwór będzie miał -20 do WS. W razie wątpliwości co do mechaniki pytaj!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 07 czerwca 2015, 00:12

Mięśnie Nathana zareagowały szybciej niż myśli regulatora. Mężczyzna zaskakująco szybko jak na soją posturę sprężył się, szykując do ataku. Jeszcze nie zdążył przestraszyć się bestii z bluźnierczej otchłani, gdy prawa ręka dzierżąca nóż zaczęła wyprowadzać pchnęcie. Kilkanaście centymetrów imperialnej stali, przeciw chitynowemu pancerzu. To nie mogło się udać, ale rozterki nie były problemem Silvanusa. Był tylko on i obcy nieuchronnie zmierzający ku śmiertelnemu pojedynkowi.
Zaatakuje nożem z premią i sprobuje odpedzic aliena. Silvanus jest człowiekiem walki!!! Za imperatora!

Deklarowalem wczesniej ze uzywam miotacza ognia i pozbywam sie obcego, ale widze ze MG nie doczytal;p

Ile mam PP i jak czesto sie odnawiaja, bo zapewne przydaloby sie miec jakiegos na gorsze czasy, a nie wyprztykac sie na dzien dobry.
Ostatnio zmieniony 07 czerwca 2015, 12:21 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ