Achille wpatrywał się z noc, nadal obracając na końcach palców ilustrowany przewodnik.
- Czy znasz to powiedzenie: zobaczyć Rzym i umrzeć? - Poprawił się w fotelu pasażera i melacholijnie przekrzywil głowę patrząc w ciemność za boczną szybą. Nie oczekiwał odpowiedzi, pytał retorycznie. - Umrzeć drugi, trzeci raz... Na razie te wszystkie wydarzenia bardziej przypominają grę, niby były niebezpieczeństwa, tracimy małe ludziki w rogu ekranu ale nadal idziemy do przodu. Prawdziwe zabijanie dopiero przed nami. Rzym trochę mi to uświadomił. Śmierć tamtejszego Setyty... Właściwie było mnóstwo powodów, chociaż pewnie chodziło o terytorium. To aż absurdalnie przerysowane - gdzie można znaleźć Egipcjania? A niedaleko Cimitero Acattolico jest piramida, wzniesiona jako grób urzędnika rzymskiego, około roku zerowego. Piramida Cestiusa... Piramida Shahida, chociaż teraz bardziej piramida Anghapiego, jego pozbawionego pana sługi. Nieszczęsny aż nadto chętnie realizuje teraz nasze polecenia w Rzymie. - Zamyślił się i jakby bez jakiegokolwiek związku zmienił temat, otwierając trzymany przewodnik na stronie pokrytej jego odręcznymi notatkami. Czytał tekst miekko I powoli.
Who, then, was Cestius,
And what is he to me? -
Amid thick thoughts and memories multitudinous
One thought alone brings he.
I can recall no word
Of anything he did;
For me he is a man who died and was interred
To leave a pyramid
Whose purpose was exprest
Not with its first design,
Nor till, far down in Time, beside it found their rest
Two countrymen of mine.
Cestius in life, maybe,
Slew, breathed out threatening;
I know not. This I know: in death all silently
He does a kindlier thing,
In beckoning pilgrim feet
With marble finger high
To where, by shadowy wall and history-haunted street,
Those matchless singers lie . . .
--Say, then, he lived and died
That stones which bear his name
Should mark, through Time, where two immortal Shades abide;
It is an ample fame.
Ostatnie zwrotki Achille wypowiadał z pamięci, zamknąwszy przewodnik. - Thomas Hardy.
Who, then, was Anghapi, and what is he to me? - Dopowiedział bezwiednie.
Włożył niewielka książeczkę w kieszeń drzwi i lekko zazenowany obrócił się ku Ninie.
- Łatwiej mi się w ten sposób myśli. - Powiedział z uśmiechem jakby usprawiedliwiajac swoje słowa.
W jego głowie zimny, analityczny ciąg skojarzeń porządkowal fakty i próbował sięgnąć w głąb jej myśli. Achille domyślal się tego, co tam zachodzilo. Powinienem podziękować Thomasowi za jego rozhisteryzowana paranoję. Jak rozrzucanie zanęty. Chłodno kalkulujac czeka na moje potknięcie, na jakieś nadmiarowe słowo...
A teraz uwaga, zmieniamy zasady gry!
- To tutaj. - Moreau wskazał na zjazd. - Ye Old King's Head Inn. Nie, nie podjeżdżaj pod główne wejście, wjedź na parking.
Toreador rozpial pas I spojrzał na profil Niny z lekkim uśmiechem.
- Zapraszam Cię na kolacje.
Nina zatrzymała samochód, po czym spojrzała na Achille:
- Podejrzewałam pana o bardziej bezpośrednią propozycję - odpowiedziała miękkim kobiecym głosem uśmiechając lekko. Spojrzała na zegarek dając Toreadorowi do zrozumienia, że jej czas jest ograniczony.
- Przyjmuję zaproszenie, ale pod jednym warunkiem. Pomoże mi pan z moim francuskim - dodała patrząc prosto w oczy Nieumarłego.
- Consentement?
