Arawen: A to OK. Po prostu nie wspominałeś o niczym takim wcześniej i myślałem, że coś się nagle zmieniło w relacjach.
PBF - Ach, ci przeklęci korsarze!
Garro otarł pot z czoła. Kilkugodzinne zabiegi, w tym oczyszczanie ran i nastawianie wybitych kości ze stawów, dały się we znaki u zmęczonego zielarza. Kapitan, który cały czas czuwał nad losem swoiego najlepszego bosmana, podał Garro niewielką czarkę z czarnym, aromatycznym napojem. Po wypiciu trzech łyków sen i zmęczenie zeszły z zielarza niczym ręką odjął. Garro dowiedział się, że ten cudowny napój swą tutaj kawą, pitą często przez khitajczyków i shemitów.
Zmęczony - ale zadowolony z fachowej pomocy rannemu - Garro przysiadł przy stole na dole karczmy "Meteoryt". Na środku sali, pod szklaną kopułą, stał niewielki kamień mieniący się na czerwono-purpurowo-zielono, będący ponoć owym meteorytem. Wtem do środka wszedł Galvat, nieco zadyszany i wyraźnie pobudzony.
- Musimy się zbierać. Mamy ogon! - szepnął konspiracyjnie, dopił piwo za zingarczyka i uchylił lekko drzwi, wyglądając na zewnątrz.
Puste ulice skrywały w sobie wiele cieni - a kto wie, może i wiele ciekawskich oczu.
Garro zapłacił za posiłek jedną złotą lunę i trzymając się blisko Galvata, ruszyli w drogę powrotną do "Klejnotu Kordawy".
***
Pierwsze ptaki zaczęły swój poranny śpiew, choć słońce jeszcze nie wynurzyło się zza morza. Sigurd tchnięty bardziej nudą, niż instynktem, postanowił się przewietrzyć, kiedy Nehaher kończył jeszcze śniadanie. Otworzył drzwi z karczmy ale zaraz je zamknął z prędkością atakującego węża. Nie minęła nawet sekunda, gdy w drzwi ze stukotem wbiła się strzała lub bełt.
***
Zmęczony - ale zadowolony z fachowej pomocy rannemu - Garro przysiadł przy stole na dole karczmy "Meteoryt". Na środku sali, pod szklaną kopułą, stał niewielki kamień mieniący się na czerwono-purpurowo-zielono, będący ponoć owym meteorytem. Wtem do środka wszedł Galvat, nieco zadyszany i wyraźnie pobudzony.
- Musimy się zbierać. Mamy ogon! - szepnął konspiracyjnie, dopił piwo za zingarczyka i uchylił lekko drzwi, wyglądając na zewnątrz.
Puste ulice skrywały w sobie wiele cieni - a kto wie, może i wiele ciekawskich oczu.
Garro zapłacił za posiłek jedną złotą lunę i trzymając się blisko Galvata, ruszyli w drogę powrotną do "Klejnotu Kordawy".
***
Pierwsze ptaki zaczęły swój poranny śpiew, choć słońce jeszcze nie wynurzyło się zza morza. Sigurd tchnięty bardziej nudą, niż instynktem, postanowił się przewietrzyć, kiedy Nehaher kończył jeszcze śniadanie. Otworzył drzwi z karczmy ale zaraz je zamknął z prędkością atakującego węża. Nie minęła nawet sekunda, gdy w drzwi ze stukotem wbiła się strzała lub bełt.
***
Spoiler!
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Wyspy Baracha, karczma "Kordawski klejnot"
- Ano właśnie - odezwał się Nehaher, wytrącony z zamyślenia nad talerzem niedojedzonych szprotek. - Miotasz się jak nie przymierzając, Pikt po porębie, gdy ja się tutaj skupić próbuję... Nie możesz trochę ciszej?
- Ano właśnie - odezwał się Nehaher, wytrącony z zamyślenia nad talerzem niedojedzonych szprotek. - Miotasz się jak nie przymierzając, Pikt po porębie, gdy ja się tutaj skupić próbuję... Nie możesz trochę ciszej?
Ostatnio zmieniony 05 lipca 2015, 16:14 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Wyspy Baracha, karczma "Kordawski klejnot"
- Garro tylko bez głupstw. Zostań tutaj i schowaj się w najciemniejszy kąt jaki widzisz. Przyjrzę się tym rzezimieszkom i zaraz wracam. Gdyby rozpętała się jatka, biegnij do karczmy po pozostałych. Ja sobie jakoś dam radę - powiedział szeptem Galvat po czym nie czekając na odpowiedź uzdrowiciela, ruszył w stronę kusznika.
- Garro tylko bez głupstw. Zostań tutaj i schowaj się w najciemniejszy kąt jaki widzisz. Przyjrzę się tym rzezimieszkom i zaraz wracam. Gdyby rozpętała się jatka, biegnij do karczmy po pozostałych. Ja sobie jakoś dam radę - powiedział szeptem Galvat po czym nie czekając na odpowiedź uzdrowiciela, ruszył w stronę kusznika.
Spoiler!
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]