Zoran otrząsnął się niczym oblany zimną wodą, kiedy mocny trunek zapiekł go w gardle. Starszy mężczyzna upuścił karafkę na kolano, naczynie poturlało się po jego nodze pod blat stolika.
- Mocny - oznajmił oczyszczając chrząknięciem gardło - Widzę, że się wahacie z piciem. Bez obaw, nie jest zatruty, nie zabije was.
Trond roześmiał się chrapliwie i schylił po upuszczoną karafkę. Kiedy ponownie się wyprostował opierając plecami o swój wysłużony fotel, w jego ręce zamiast szklanego naczynia tkwił ściśnięty palcami metalowy walec.
Medea zrozumiała po zaledwie sekundzie, co Zoran trzymał w dłoni, nim jednak zdążyła cokolwiek uczynić, do uszu wszystkich dotarł charakterystyczny dźwięk wyciągniętej zawleczki.
- Pamiątka z czasów służby w garnizonie SOP - powiedział Trond przytrzymując kciukiem sprężynę gwardyjskiego granatu - Duża siła rażenia, zwłaszcza w zamkniętej przestrzeni. Schowałem go pod fotelem po wizycie ludzi pana Raggarda, podejrzewałem, że ktoś wróci. Kim jesteście i czego naprawdę chcecie?