Enkaiden, dystrykt Fractorius, 214.815.M41
- Jestem pobożnym człowiekiem, wiernym wyznawcą Boga-Imperatora - w oczach Zorana Tronda pojawił się błysk autentycznego gniewu, a dzierżąca granat ręka zadrżała mimowolnie - Wy zaś po prawdzie możecie być kimkolwiek zechcecie. Wysłannikami Inkwizycji, innej gildii, ukrytymi redemptorystami. Nieważne!
Starszy mężczyzna pochylił się do przodu, wbijając błyszczące oczy w twarz spiętej Medei.
- Moja rodzina nigdy nie cieszyła się poważaniem wśród zwierzchników. To dlatego żyję w tej norze zamiast na Szczycie. To dlatego moja żona zmarła w chorobie bez pomocy licencjonowanego medyceusza gildii. Reginald został w młodym wieku uznany za niegodnego przekazania genów następnemu pokoleniu. Poddano go chemicznej kastracji na żądanie przełożonego, by wygasić w ten sposób prawo dziedziczenia miejsca pracy.
Trix wyczuła narastającą wściekłość gospodarza, dostrzegła jego gniew przejawiający się mimowolnym skurczem mięśni na prawym policzku.
- Nie wierzę, że jest heretykiem. Przynieśliście mi wyssane z palca brednie, by mnie do końca upokorzyć. Reginald zniknął, bo w przeciwieństwie do mnie zrobił coś, co już dawno powinno było się zdarzyć. Przeciwstawił się rodowi LaGrando. Nie wiem, gdzie teraz jest, ale życzę mu jak najlepiej. Niechaj Bóg-Imperator mu będzie życzliwy. Spotkanie dobiegło końca, nie jesteście tu już mile widziani. Wyjdźcie albo zdejmę palec ze sprężyny!
Zoran Trond sprawia wrażenie skrajnie wyprowadzonego z równowagi!