Post
autor: Suriel » 10 sierpnia 2015, 23:08
Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:30
Tomas z lekko kpiącym uśmiechem sięgnął po kartę telefonu, którą położył na blacie stołu. Nie chodziło bynajmniej o kartę ale odwagę. Czy raczej jej niedostatek.
Oczywiście znają numer i mogą wykonać telefon kiedy nie będzie mnie w pobliżu. Ale jeśli tak się okaże zachowam się odpowiednio.
- Cóż, skoro nie chcecie rozmawiać z Nią, to ta kart nie będzie wam potrzebna. Jednak, nalegam by koniecznie być przy tej rozmowie, jeśli tylko zmienicie Panowie zdanie. Wizyta w Muzeum jest mi jak najbardziej na rękę i chętnie się tym zajmę. Wolałbym spotkać tak wielu członków rodziny jak to możliwe. Nie chcę skończyć w zębach miejscowych przez pomyłkę kogoś kto mnie pomyli z Sabatnikiem. - strzepnął paproch z mankietu i wstał prostując wdzianie - Zatem, szanowna koterio... - uchylił lekko czoła w kierunku Ventrue i Toreadora na pożegnanie.
- Pozwól Marcusie, że pomogę. Aha... i jeśli nie masz nic przeciwko przespacerujemy się kawałek nim dotrzemy do Elizjum. Możemy wziąć taksówkę jeśli chcesz by uniknąć sporu, który z nas będzie prowadził. - spojrzał na ślepca.
[center]***[/center]
Bournemouth, droga do muzeum 26/11/2014 około 03:45
Gdy docierali do miejsca lecz byli jeszcze na tyle daleko by cieszyć się samotnością, Tomas chrząknął chcąc jakoś zacząć niezręczną rozmowę.
- Cóż, muszę przyznać iż twój widok kiedy się pojawiłem w twym domostwie zrobił na mnie duże wrażenie. Wyglądało to iście dramatycznie. Twój numer dostałem od Vallo na wypadek gdyby potrzebował pomocy. Usłyszawszy co się stało zadzwoniłem niezwłocznie. Kiedy odebrałeś miałem wrażenie, że dzieje się coś bardzo złego u ciebie. Przybyłem natychmiast i kiedy pozwoliłem sobie, przyznam otwarcie, wtargnąć do twego domostwa zobaczyłem iście dantejską scenę. Kiedy tylko upewniłem się, że z tobą jest wszystko jak należy uratowałem tą młodą damę. Możesz przypomnieć mi jej imię Marcusie?
- Zrobiłem coś nie do końca dobrego Marcusie. Dałem się napić tej róży by nie zwiędła póki nie odzyskasz pełni swych sił i nie zadecydujesz co stanie się z nią dalej. - Tomas spojrzał kątem oka na reakcję Marcusa. - Rozumiem, że jest ci to ktoś bliski. Czy opiekujesz się nią Marcusie?
- Myślę, że za jakiś czas spotkamy się we trójkę przy kawie ze lekkim zażenowaniem ale i z uśmiechem wspominając całą to scenę. Jest to na swój sposób wspaniała młoda dama, choć muszę otwarcie przyznać że gustuję w zupełnie innych kobietach. Jakby to powiedzieć, bardziej doświadczonych i o znacznie silniejszym charakterze... - Oczy Tremera utkwione były przed siebie, gdzieś głęboko w mrok kiedy chłodno wypowiadał ostatnie zdanie.
- A, propos charakteru. Czy nie obawiasz się nieco przypadkowego spotkania w muzeum księcia? Kiedy się przedstawiałem, był mocno tobą zainteresowany. Na pewno znajdzie parę chwil by podjeść i porozmawiać. Potrafi być bardzo władczy i mam nadzieję, że po dzisiejszej traumie nie przysporzy ci kolejnych niepotrzebnych wzruszeń. Myślę, że mogłoby się to odbić źle na twym kruchym zdrowiu. Niepokoję się Marcusie. Może powinieneś zasięgnąć opinii doktora Sandersa, Czy chcesz do niego teraz zadzwonić?
[center]***[/center]
Bournemouth, pod muzeum 26/11/2014
- Większość Spokrewnionych jest już w Elizjum. My tu stoimy na czatach póki co.
- Cóż w takim razie i my tam zaraz wejdziemy. A jako, że jestem tu zupełnie nowy może powiecie co do cholery jasnej jest z tym miastem nie tak. Głupio by było dać teraz głowy skoro książę łaskawie pozwolił tu na chwilę przycupnąć takiemu pariasowi jak ja. Od razu wydało mi się to podejrzane że się zgodził. Teraz widzę, że potrzebna jest tutaj każda para rąk. Sabat podobno jest na ulicach ale co się konkretnie tu dzieje u licha? Prawie spalili elizjum, to już finał czy dopiero rozgrzewka? Wiadomo kto im przewodzi?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein