PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 10 sierpnia 2015, 21:47

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:30

- Myślałem nad tym, jak tylko dowiedziałem się o Szczurach w domenie. Odpowiedź wydaje się bardzo prosta, albo kryje się za tym drugie dno. Znasz Nosferatów... Dzięki przekleństwu, które trawi ich ciała są politycznym zerem. Nie posiadają cech i umiejętności, które pozwoliłyby im aktywnie uczestniczyć w świecie śmiertelnych. Żaden z nich nigdy nie dorobi się fortuny, no chyba że sprzedaje swoje unikalne zdolności. To jednak za mało, by wykupić Rhino i pozostały teren. Myślę, że ich po prostu na było na to stać, a dodatkowo Anton nie ma czasu i pojęcia o prowadzeniu dużego interesu. Teraz jestem dla nich wygodnym gospodarzem. Jednak zdaję sobie sprawę z faktu, że Antonowi nie spodobałoby się, gdybym stał się bardziej znaczącą osobą w Bournemouth. W obecnej chwili nic z tym nie mogę zrobić. Muszę czekać na odpowiedni moment, a przede wszystkim więcej się dowiedzieć. Czekam na spotkanie z jednym z Nosferatów, który przesiaduje w Rhino. Zobaczymy co z tego będzie...

Xavier czekając na odpowiedź Achille, zaczął wertować listę kontaktów w telefonie w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby teraz pomóc.
Mam lokację samochodu Clarka. Używam Kontaktów z Cech Pozycji, aby dowiedzieć się czy znam kogoś z tego rejonu miasta. Jeżeli tak, to zadzwonię do tej osoby. Wiem, że jest prawie 4 nad ranem, dlatego raczej wybiorę osoby działające w nocy np. dilerzy, drobni paserzy, alfonsi, znajomi znajomych itd. Jeśli to nie wypali to dzwonię do Jacksona, mojego nowego Ghula.

Jak daleko jest z Rhino do samochodu Clarka?
EDIT 8art: Samochód jest zaparkowany niecałe 5 kilometrów od SR, czyli podróż autem zajmie około 6-8 minut (o tej porze nocy).
Ostatnio zmieniony 10 sierpnia 2015, 21:55 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 10 sierpnia 2015, 22:06

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:45

Julie była dziwką, która miała swój najlepsze na lata, ale skutecznie nadrabiała utraconą urodę i tym samym brak klientów przesiębierczością, sprzedając trawę i Ecstasy.

No i oprócz tego dużo wiedziała. Dlatego Xavier miał jej numer w telefonie. Krótka rozmowa i Julie jak to ładnie określiła była "on the case". Oddzwoniła szybciej niż się tego Xavier mógł spodziewać:

- Cześć słodziutki, twoja bryczka stoi pusta, kluczyki są w środku. Dobrze, że nie jeździsz po pijaku kochaniutki, ale zostawić tak furę z kluczykami na Parkstone. Przecież żadna ubezpieczalnia nie wypłaci ci szkody za taką akcję.

- Jest tam telefon? - zapytał Xavier, nie zamierzając wyprowadzać Julie z błedu i tłumaczyć kto zostawił tam Mercedesa.

- Jest misiaczku, nowy Samsung S4... Aż się dziwie, że nikt go jeszcze nie zajebał. Mam go zabrać i zamknąć limuzynę? Chcesz to fanty podeslę taksówką, po starej znajomości... Tylko nie odbieraj auta dopóki nie wytrzeźwiejesz. - Julie zamilkła na chwilę: - Podobno interesują cię dziewczyny, co je u ciebie sprzątnięto. Wiesz co słyszałam?

Nim Xavier zdążył cokolwiek powiedzieć, dziwka podzieliła się swoją wiedzą:

- Ludzie mówią, że ktoś wysyłał je do jakiegoś rezusa na Sandbanks czy Lilliput, zanim zginęły.
Ostatnio zmieniony 10 sierpnia 2015, 22:11 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 10 sierpnia 2015, 23:08

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:30

Tomas z lekko kpiącym uśmiechem sięgnął po kartę telefonu, którą położył na blacie stołu. Nie chodziło bynajmniej o kartę ale odwagę. Czy raczej jej niedostatek.

Oczywiście znają numer i mogą wykonać telefon kiedy nie będzie mnie w pobliżu. Ale jeśli tak się okaże zachowam się odpowiednio.

- Cóż, skoro nie chcecie rozmawiać z Nią, to ta kart nie będzie wam potrzebna. Jednak, nalegam by koniecznie być przy tej rozmowie, jeśli tylko zmienicie Panowie zdanie. Wizyta w Muzeum jest mi jak najbardziej na rękę i chętnie się tym zajmę. Wolałbym spotkać tak wielu członków rodziny jak to możliwe. Nie chcę skończyć w zębach miejscowych przez pomyłkę kogoś kto mnie pomyli z Sabatnikiem. - strzepnął paproch z mankietu i wstał prostując wdzianie - Zatem, szanowna koterio... - uchylił lekko czoła w kierunku Ventrue i Toreadora na pożegnanie.

- Pozwól Marcusie, że pomogę. Aha... i jeśli nie masz nic przeciwko przespacerujemy się kawałek nim dotrzemy do Elizjum. Możemy wziąć taksówkę jeśli chcesz by uniknąć sporu, który z nas będzie prowadził. - spojrzał na ślepca.

[center]***[/center]

Bournemouth, droga do muzeum 26/11/2014 około 03:45

Gdy docierali do miejsca lecz byli jeszcze na tyle daleko by cieszyć się samotnością, Tomas chrząknął chcąc jakoś zacząć niezręczną rozmowę.

- Cóż, muszę przyznać iż twój widok kiedy się pojawiłem w twym domostwie zrobił na mnie duże wrażenie. Wyglądało to iście dramatycznie. Twój numer dostałem od Vallo na wypadek gdyby potrzebował pomocy. Usłyszawszy co się stało zadzwoniłem niezwłocznie. Kiedy odebrałeś miałem wrażenie, że dzieje się coś bardzo złego u ciebie. Przybyłem natychmiast i kiedy pozwoliłem sobie, przyznam otwarcie, wtargnąć do twego domostwa zobaczyłem iście dantejską scenę. Kiedy tylko upewniłem się, że z tobą jest wszystko jak należy uratowałem tą młodą damę. Możesz przypomnieć mi jej imię Marcusie?

- Zrobiłem coś nie do końca dobrego Marcusie. Dałem się napić tej róży by nie zwiędła póki nie odzyskasz pełni swych sił i nie zadecydujesz co stanie się z nią dalej. - Tomas spojrzał kątem oka na reakcję Marcusa. - Rozumiem, że jest ci to ktoś bliski. Czy opiekujesz się nią Marcusie?

- Myślę, że za jakiś czas spotkamy się we trójkę przy kawie ze lekkim zażenowaniem ale i z uśmiechem wspominając całą to scenę. Jest to na swój sposób wspaniała młoda dama, choć muszę otwarcie przyznać że gustuję w zupełnie innych kobietach. Jakby to powiedzieć, bardziej doświadczonych i o znacznie silniejszym charakterze... - Oczy Tremera utkwione były przed siebie, gdzieś głęboko w mrok kiedy chłodno wypowiadał ostatnie zdanie.

- A, propos charakteru. Czy nie obawiasz się nieco przypadkowego spotkania w muzeum księcia? Kiedy się przedstawiałem, był mocno tobą zainteresowany. Na pewno znajdzie parę chwil by podjeść i porozmawiać. Potrafi być bardzo władczy i mam nadzieję, że po dzisiejszej traumie nie przysporzy ci kolejnych niepotrzebnych wzruszeń. Myślę, że mogłoby się to odbić źle na twym kruchym zdrowiu. Niepokoję się Marcusie. Może powinieneś zasięgnąć opinii doktora Sandersa, Czy chcesz do niego teraz zadzwonić?


[center]***[/center]
Bournemouth, pod muzeum 26/11/2014

- Większość Spokrewnionych jest już w Elizjum. My tu stoimy na czatach póki co.

- Cóż w takim razie i my tam zaraz wejdziemy. A jako, że jestem tu zupełnie nowy może powiecie co do cholery jasnej jest z tym miastem nie tak. Głupio by było dać teraz głowy skoro książę łaskawie pozwolił tu na chwilę przycupnąć takiemu pariasowi jak ja. Od razu wydało mi się to podejrzane że się zgodził. Teraz widzę, że potrzebna jest tutaj każda para rąk. Sabat podobno jest na ulicach ale co się konkretnie tu dzieje u licha? Prawie spalili elizjum, to już finał czy dopiero rozgrzewka? Wiadomo kto im przewodzi?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 10 sierpnia 2015, 23:08

Achille obrócił pustą już szklankę którą trzymał w dłoni i dwukrotnie zastukał paznokciem w dno. Zaskoczony Xavier oderwał się od telefonu, unosząc pytająco brew.

- Każda groźba musi być realizowalna. Anton nie żartował mówiąc ze może zatopić Rhino jeżeli zechce. I to subtelnie, w białych rękawiczkach. - Moreau odstawił szklankę na stolik i przekrzywił głowę myśląc nad kolejnym zdaniem. - Twój akt własności opiewa jedynie na nieruchomość. Teren na którym stoi RH jest dzierżawiony od spółki zarządzającej gruntami miejskimi. To bardzo poplątana nitka, ale jeżeli chcesz mocnych dowodów pewnie będziesz w stanie trafić przy jej pomocy do kłębka. Sądzę, że możemy roboczo założyć że to Nosferatu. - Achille spojżał w oczy Xaviera - Nie sądziłeś chyba że zmyślałem mówiąc o twojej ograniczonej kontroli nad Spearmint Rhino?

Nim Prince odpowiedział komórka w jego dłoniach zadźwięczała. Słysząc przebieg rozmowy Torreador aż przesunął się na brzeg fotela.

- Merde! Willa na Sandbanks... Kiedy zniknął Vallo było tam włamanie, zupełnie to zignorowaliśmy a to właśnie był pierwszy cel, przed Liliputem. - Achille przetarł łuki brwiowe i przeciągnął dłonią po włosach. - Nie wiem jak tobie ale mój kredyt zaufania do Primogena własnie otarł się o dno. Odwołaj Marcusa i Solomona, atak na Elyslium to pozoracja, musimy przypilnować Rhino i uratować Owena. Trzeba było zabrać więcej granatów - mruknął podnosząc się i sprawdzając broń.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 11 sierpnia 2015, 13:14

Bournemouth, pod muzeum 26/11/2014

Doktor nie może pojawić się przed Elizjum. Zajmiemy się jeszcze moimi Ghulami, przepytamy każdego osobno.

Uporczywa, natrętna myśl. Przypadkowe wydawałoby się słowa rzucone prze Xaviera jeszcze w kryjówce nie dawały malkavianowi spokoju. Jaki związek miał jego osobisty terapeuta ze spokrewnionymi? O zgrozo! Czyżby był pod ich wpływem, lub dobrowolnie dzielił się tajemnicami, o których opowiadał mu Marcus?
Nie! Nie! To nie mogło być prawdą!
Wątpliwości..

Szedł wolno. Deptał przewodnika, potykał się. Spowalniał. Potrzebował czasu, by skupić myśli. Doktor od zawsze był dla niego oparciem... od zawsze...

Nie. Nie od zawsze, lecz.. spotkał go krótko po swojej przemianie, gdy głodny błąkał się po ulicach Bournemounth.
Czyżby kaninici celowo postawili go na jego drodze? Czy był ich szpiegiem? Przecież Koroviev nie skrywał żadnych tajemnic. Ot niewidomy fryzjer, niedoszły talent muzyczny, złamany skrzypek..

[center]***[/center]

Kretyni. Wygodnie rozsiadłwszy się w fotelu z wnętrza umysłu Sands przypatrywał się swemu nosicielowi przeklinając idiotów, którzy stworzyli niebezpieczny precedens zagrażający jego egzystencji. Później przemyśli, czy działanie Ventrue było dziełem niechlujności, czy wymierzonym w niego atakiem. Wszakże to ten elegancik zmusił go do ujawnienia swojej egzystencji przed koterią i już teraz, po tak krókim czasie pojawiły się komplikacje. Będzie ich więcej. Pora odzyskać kontrolę.
Pochylił się w przód palcem wskazującym dotykając wewntrznej strony czoła malkavianina.
Czuły, trosk