Silvanus nawet nie próbował sobie wmówić, że uda im się niepostrzeżenie zniknąć i nie ściągnąć na siebie uwagi służb porządkowych. O zatarciu śladów też nie było mowy. Za mało czasu, za mało środków. Już sama krew dostarczy ewidencji dna, nie wspominając o łuskach (choć podejrzewał że bronie były nierejestrowane), wszelkich śladach linii papilarnych i najważniejszym: relacjom świadków... Wybuch nieco utrudni zebranie dowodów, ale byle regulator zorientuje się co się tu działo, a trio obcoświatowców było widziane przez pół kwartałów mieszkalnych. Hoster, Medea i Silvanus, choć strojami nie wyróżniali się zbytnio, to i tak dla każdego miejscowego dzieciaka wyglądali jakby mieli wypisane na czołach "Ten obcy".
Atak nie wyglądał na przypadek. Raczej nie byli śledzeni, a przynajmniej nie do czasu, gdy mieli obstawę swojego szefa. Dałby im znać. To raczej kwatera Tronda była obserwowana, co sklaniało Nathana do konkluzji, że gorliwy oracownik Administratorum przygotował też odrębny raport dla Rodziny, lub starzec był pod obserwacją już jakiegoś czasu.
Może Hoster spróbuje uratować dziadka. Plugawe moce psykera używane na innych nie męczą zbytnio sumienia Silvanusa;) co do gumek, to Nathan ma z pewnością jedną w portfelu, ale wolałby ją wykorzystać na inną okazję;p