Siedziba Gildii LaGrando otoczona była zadbanym ogrodem, pełnym przyciętych fantazyjnie kwiatowych krzewów, zbudowanych z importowanego kamienia fos i przerzuconych nad nimi delikatnych mostków. Sam gmach instytucji sięgał wysoko ponad mury eleganckiego ogrodzenia, odbijając w matowych taflach przyciemnionych okien promienie gorącego słońca. Do jego wnętrza wszedł jedynie Septimus, poprowadzony przez wysokiego statusem klerka w beżowych szatach przepasanych szkarłatną szarfą. Przedstawiony jako zaprzysiężony przyboczny, Haxtan Stern musiał pozostać na zewnątrz w towarzystwie milczących jak skała strażników gildii oraz powtarzającego monotonne zaproszenia do konsumpcji poczęstunku serwitora.
Noszący lekkie karapaksy żołnierze gildii - posępni milczący mężczyźni o twarzach zakrytych przyciemnionymi szklanymi przyłbicami hełmów - trzymali się od obcoświatowca na stosowny dystans, ale akolita domyślał się, że w razie potrzeby byliby przy nim w ułamku chwili. Znudzony przedłużającą się wizytą, przysiadł w cieniu jednej z drewnianych altan wpatrując się demonstracyjnie w marmurową fontannę, w rzeczywistości zaś lustrując kątem oka bryłę kilkupiętrowego budynku. Z położonego na płaskim dachu lądowiska dwukrotnie podrywały się pomalowane w białobeżowe pasy ornitoptery, z przeciągłym łoskotem wirników odlatując poza zewnętrzne pierścienie Enkaidenu, w stronę bezkresnych połaci oceanu. Stern mógł jedynie zgadywać jak intensywnym życiem kipiało wnętrze przypominającego elegancką fortecę gmachu, skrywające wszystkie sekrety kupieckiego rodu.
Tkwiący w uchu agenta mikrokomunikator pisnął ledwie słyszalnie i mężczyzna stężał na ów dźwięk nie wiedząc, czego się po transmisji spodziewać. Septimus wszedł do środka budowli dobre trzy godziny temu i wciąż nie wracał. Haxtan nie potrafił też nawiązać pasywnego połączenia z jego nadajnikiem, co mogło świadczyć o istnieniu bardzo silnych systemów zakłócania łączności wbudowanych w strukturę siedziby gildii. Brak łączności z dowódcą komórki sam w sobie nie musiał oznaczać niczego niepokojącego i pilnujący swej fałszywej tożsamości Stern nie mógł zrobić niczego innego jak tylko cierpliwie czekać na powrót swego przełożonego.
- Tu Medea, zgłaszam wyjście na Szczyt - w eterze rozległ się znajomy głos zabójczyni - Raport sytuacyjny po powrocie, status zielony. Nowe rozkazy?
- Wracajcie do bazy - odpowiedział jej po krótkiej chwili radiowej ciszy ojciec Kazadi - Haxtan, postępy?
Haxtan Stern spędził ostatnie kilka godzin czasu gry w ogrodzie gildii, czekając na powrót bawiącego w środku Septimusa. Nie ma z nim łączności radiowej, Kazadi chyba też. Sekcja Medei wyszła w międzyczasie na górę i ma wracać do hotelu. Spróbujemy z Aniołem Gniewu raz jeszcze włączyć Haxtana do gry; mam nadzieję, że tym razem pójdzie już jak z płatka (i poproszę o odpowiedź dla Kazadiego).