PBF - W sieci pająka

Yarin
Reactions:
Posty: 61
Rejestracja: 18 czerwca 2015, 14:08

Post autor: Yarin » 17 sierpnia 2015, 10:54

Mad Dog do tej pory nie odzywał się i wykonywał żadnych działań. Przyglądał się swoim towarzyszom, jak również w międzyczasie analizował sytuację. Był mocno wyczulony na kwestię zdrady - nie tak dawno, jeden z jego partnerów z NY, Johny, zwyczajnie dał się przekupić gangowi o nazwie: Huragan Wschodu, ot, jak za dawnych czasów, i sprzedał swoich ludzi. Jeden z nich, Marlon stracił obie nogi - do tej pory Mad Dog nie wie, jak to się stało, ale był pewien, ze to sprawka Johny'ego.

Skurwysyn.

Sędzia potrząsnął głową - nie, to niemożliwe, by działał w tej grupie jakiś kret. Nie miało to żadnego sensu, biorąc pod uwagę fakty. Po prostu.
"Opanuj się staruszku, bo ocipiejesz" - skarcił się, mamrocząc pod nosem.

Mad Dog słyszał dialog postrzelonego gościa i swoich kompanów. Wiedział, że mają przesrane.

- Wątpię, by którykolwiek z pojazdów nadawał się na ucieczkę. Po za tym, kto ma ochotę iść tam i sprawdzić? - wskazał ręką na dymiącą stację. - Niech pozdrowi ode mnie tego blaszaka. Proponuję spieprzać z buta i modlić się do bozi o to, by nas nie dogonili. Albo o to, by ktoś normalny nas znalazł.
Sędzi podrapał się po brodzie i kontynuował.
- Możemy jeszcze przyczaić się na tym terenie i spróbować bronić się przed tymi mutkami, czy chuj wie go tam przed kim. Mamy chwilę, teren nieduży, obczaimy pozycje. Tak czy inaczej: mamy przejebane - wyszczerzył zęby.

Po chwili dodał:
- A tego tu może dać na przynętę - ponoć w tych rejonach kiedyś lubiono łowić na spławik...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 sierpnia 2015, 16:10

Rzut taktyczny

Skorzystam z okazji, by uświadomić Wam dokładniej powagę aktualnej sytuacji. Otóż straciliście nie tylko cenny ładunek, ale i środek transportu. Co gorsza, w ciężarówce był Wasz dobytek: plecaki z ekwipunkiem, żywność, woda. Ocaliliście tylko to, co w chwili wybuchu konfrontacji mieliście przy sobie (a niektóre rzeczy trzeba jeszcze odszukać, jak choćby łuk i strzały Ivaho).

Jest druga połowa dnia, do Morgantown nie wrócicie na piechotę przed zapadnięciem zmierzchu. Gdzie właściwie chcecie się udać, z powrotem do lorda Carringtona? Czy może w innym kierunku?

Zamierzacie przed ewentualnym odwrotem przeszukać zgliszcza? Sprawdzić, czy ktoś po frontowej stronie stacji może jednak przeżył? Co dokładnie robicie z postrzelonym brodaczem? Inne deklaracje?

Przygotujcie proszę w miarę precyzyjny plan działania, żebym wiedział jak zamierzacie wydostać z tej opresji!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 18 sierpnia 2015, 14:31

- Chwila koleś... - zatanowił się na chwilę Tray: - Jak to stary z Reo ich obudził? Pospali się klienci, a jak się przebudzili, to przyszli i was zjedli?

Jedyne co przychodziło handlarzowi do głowy,to, że przebudzeni byli jakimś reliktem molocha. Może miało to związek z maszynką jaką trzymał kierowca Reo na pace. Miał nadzieje, że ranny zdoła rzucić nieco więcej światła na tę dość enigmatyczną kwestię.
Do lorda Cringtona traczej się nie śpieszmy. W najlepszym wypadku dostaniemy rachunek za zniszczony towar i sprzęt, a w najgorszym niezbyt miła, lecz długą drogę do zejścia z tego świata.

Trzeba stąd spadać, to fakt. Może ocalało coś ze sprzętu gangerów? Thor musi sobie zoorganizować jakieś kule, bo skakać rączo jak sarenka nie da rady (i drugą parę ewentualnie dla brodacza, jeśli zdecydujemy się go brać ze sobą, np jako mięso armatnie)

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 18 sierpnia 2015, 17:41

Indianin przykucnął przy facecie z kulą w czterech literach.

- Oczy Ivahow widzą, że ty wiesz więcej niż mówisz. Przemawia przez ciebie strach i złość a nie rozsądek. Ty zginiesz tu na suchej prerii. Wycieknie z ciebie krew albo pożrą Ci Którzy Żywią Się Ciałami Umarłych Ludzi. Tylko my możemy cię ocalić lub dać lekką śmierć, zależy co wolisz. Człowiek Z Dwoma Dziurami W Dupie musi powiedzieć nam więcej. Ile jest tych z Płaskiego Lasu. Ile mają grzmiących kij, czy mają żelazne rumaki? Jak tropią? Mają psy? Mają Żelazne demony jak starzec z Reo?
Jeżeli idzie do dalsze posunięcie to jestem za ekstremalnym rozwiązaniem. Najciemniej pod latarnią. Musimy upozorować naszą ucieczką, zostawić fałszywe ślady. Tymczasem zorganizujemy sobie kryjówki i przeczekamy aż ci z Flatwoods przejadą . Ocenimy ich siły i czym dysponują. Następnie ruszymy do Flatwoods i odbijemy więźniów (o ile jacyś przeżyli) oraz zmontujemy środki transportu do dalszej ucieczki. Mam nadzieję, że pewni siebie kanibale nie zostawią dużej obstawy w mieście.
Wracając do środków transportu. Wydaje mi się, że dwóch baykerów zwiewało zanim robot ich rozstrzelał. Kawałek odjechali więc jest szansa, że ich maszyny nie poszły z dymem. O ile ... nie są zbyt podziurawione.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 18 sierpnia 2015, 19:30

Jak juz gramy takimi zwyrodnialcami, to moZe go troche potorturujmy przed smiercia dwd;

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 19 sierpnia 2015, 19:30

12 czerwca 2045, stacja przy drodze nr 79

Poruszający się nieco chwiejnie Joe ominął szerokim łukiem płonący budynek stacji, skierował się w kierunku zawalonej szopy, na której dachu chwilę wcześniej strzelała jeszcze w niebo wielka antena satelitarna. Kłęby gryzącego czarnego dymu unosiły się w powietrzu ograniczając widoczność, wypełniały przestrzeń ponad stacją ciemnym całunem. Kaznodzieja osłonił twarz ręką czując żar bijący od palących się z głośnym trzaskiem pojazdów, przystanął opodal pożeranego chciwymi płomieniami Mitsubishi. Ogarnięty ognistą kulą wybuchającego paliwa, pojazd federalistów stał się w ułamku sekundy trzecią zmotoryzowaną ofiarą eksplozji, przeistoczony w stos całopalny dla ukrywających się za nim przewodników. Jakiś potwornie nadpalony trup leżał tuż za samochodem, ale bijący od wraku żar nie pozwalał podejść kaznodziei bliżej.

Kanciasty korpus Łowcy tkwił w bezruchu tuż obok szkieletu Kenwortha. Joe potrzebował dłuższej chwili, by zrozumieć, co właściwie się machinie przydarzyło. Rozsądek podpowiadał mu, że konstrukt Molocha powinien był przetrwać ognistą pożogę dzięki swemu pancerzowi i filtrom zewnętrznych czujników, a mimo to machina sprawiała wrażenie całkowicie wyłączonej. Jeden z masywnych wsporników antenowej wieży przebił korpus Łowcy od góry niczym masywny nit przenikający przez blok metalu, przygważdżając mechanicznego zabójcę do betonowego podjazdu. W optycznych przekaźnikach maszyny odbijał się blask pobliskich płomieni.

Kłęby dymu biły też od porzuconych wkoło motocykli, w nozdrza kaznodziei uderzył ostry smród spalonych opon, paliwa i ludzkiego mięsa. Ostrzelane z gatlinga maszyny dosłownie przestały istnieć, przemienione w sterty odkształconych metalowych szczątków umazanych zakrwawionymi strzępami tkanki i odłamkami kości.
Wstępne oględziny stacji wyglądają następująco - główny budynek spłonął, sąsiednia szopa zawaliła się. W ogniu stanęły cysterna, Reo i Mitsubishi, a także wszystkie motocykle znajdujące się na stacji. Te ostrzelane przez Łowcę zostały dosłownie rozcząstkowane. Jeden najpewniej nie podzielił losu reszty: pamiętacie bikersa zastrzelonego przez kierowcę Reo na autostradzie, zanim ciężarówka wpadła na stację? Nadal leży gdzieś na autostradzie, razem z motorem. Ciekawie wygląda sprawa z samym Łowcą. To niewątpliwie cenne trofeum, zawierające wiele drogich podzespołów. Zasilana energią słoneczną machina nie miała baku, nie uległa zapłonowi, tylko się trochę nagrzała w pożodze. Po wygaszeniu pożaru może stanowić argument przetargowy w starciu z Waszym pryncypałem (taka luźna sugestia).

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 19 sierpnia 2015, 21:06

Joe zastygł w bezruchu. Ogarniając wizję potwornego zniszczenia jakich dokonały tysiące litrów ropy.

To ta piekielna maszyna była przyczyną wszystkiego. Stąd ten cholerny gattling.


Joe odnotował w myślach, że gdyby dało się jakoś tego gatlinga wymontować to mógłby być decydującą kartą negocjacyjną z kanibalami. W myślach już widział jak ich ciała szatkuje nieobliczalna ilość ołowiu z niego wystrzelona. Tak właśnie wyobrażał sobie negocjacje z tymi przeklętymi.

Z drugiej strony wolałby, żeby jednak do tych negocjacji nie doszło. Najchętniej wsiadłby teraz w jakiś wehikuł i ruszył przez pustynię tak długo aż zabrakłoby paliwa albo aż dojechałby do miejsca z którego wyruszyli. Wystarczyło tylko znaleźć coś na czym można by się było przemieszczać. I to znaleźć jako pierwszy.

A kanibale... szlag z nimi. Oby zdechli z głodu. Splunął.

- Pora się zebrać do kupy i ruszać stąd. Jeśli tu ich przybędzie gromada to przetrzepią każdy kąt. Trzeba go zapytać skąd nadciągają i jak się do cholery uchował od zjedzenia? Może jest tu jakaś kryjówka?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 21 sierpnia 2015, 08:12

Przypomnę ponownie, co trzeba zrobić (generalnie, co wzmiankowaliście w swoich wcześniejszych postach):

- ocucić i opatrzyć brodacza: kto się tym zajmie? Kto chce się posłużyć odpowiednią umiejką? (będą oczywiście testy k20), kto będzie go pilnował i wspierał?

- porzucony na autostradzie motor: ktoś chce się maszynie przyjrzeć? Możecie też na obrzeżach pożaru poszukać resztek innego rozrzuconego wybuchem ekwipunku...

- kto szuka, kto pilnuje, kto już czmychnął w krzaki nie informując o fakcie kolegów?

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 21 sierpnia 2015, 09:06

Indianin szuka łuku i strzał. Później innego rozrzuconego ekwipunku.

Yarin
Reactions:
Posty: 61
Rejestracja: 18 czerwca 2015, 14:08

Post autor: Yarin » 21 sierpnia 2015, 11:27

Sędzia miał dość. Jego towarzysze zachowywali się, jak wypłoszone z kryjówki wiewiórki, które nie wiedzą, czy spieprzać na inne drzewo, szukać orzechów, czy może zesrać się w gacie.

Trzeba było działać.

- Kurwa, chłopaki, ogarnijmy się. Zaraz nas będą chciały pożreć jakieś zjeby, a my tu pierdzimy o stokrotkach. Nie mamy transportu, a te gnoje pewnie nas szybko dogonią, jeśli spieprzymy z buta. Zajmijmy odpowiednie pozycje, spróbujmy się obronić.

Mad Dog starał się mówić przekonująco i spokojnie, jak tylko się da. Uznał, że nikt w grupie nie ma na tyle wielkich jaj, żeby ogarnąć ten syf, toteż sam podjął się tego zadania. Przeczuwał, że mogą to być ostatnie chwile w jego mało znaczącym życiu, ale na litość - zrobi wszystko, by jeszcze powdychać smród Zasranych Stanów, odlać się na łamiącego prawo gówniarza i spojrzeć na postrzępioną, powiewającą flagę USA w NY.

- Te, obudź się! - krzyknął do brodacza, serwując mu potężne plaskacze na obie strony twarzy.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 sierpnia 2015, 18:43

12 czerwca 2045, stacja przy drodze nr 79

Buchający od przeistoczonej w pogorzelisko stacji żar praktycznie uniemożliwiał oddychanie, ale Ivaho z zawziętą determinacją kręcił się na zapleczu budynku, z pochyloną ku ziemi głową i z ustami zakrytymi rękawem kurtki. Czapka Indianina przepadła bez śladu, ale mężczyzna gotów był się pogodzić z jej stratą, byle tylko odzyskał swój łuk i kołczan. Wirujące w powietrzu płatki sadzy opadały gromadnie na ciało czerwonoskórego, pozostawiając po sobie roztopione kroplami potu czarne smugi.

Łuk leżał kilka metrów od ściany, ciśnięty impetem wybuchu pomiędzy stare metalowe beczki po oleju. Dziękując w myślach swym opiekuńczym duchom, Ivaho pochwycił plemienną broń w prawą dłoń, lewą zaś pozbierał rozsypane wokół strzały. Część z nich nie nadawała się do użytku, ale Indianin nie zamierzał żadnej wyrzucać przed podjęciem próby reperacji.

Białoskóry szaman gdzieś zniknął, najpewniej myszkując pod drugiej stronie budynku. Ivaho obejrzał się ponad ramieniem w stronę Traya i Mad Doga. Obaj rozmawiali z ocuconym brutalnie brodaczem. Indianin miał do nieszczęśnika własną listę pytań, wpierw jednak zamierzał zatroszczyć się o swą skórę i przygotować do ewentualnego odwrotu.
Ivaho odnalazł łuk i cztery dobre strzały. Trzy inne nie nadają się teraz do użytku, ale w dogodnej chwili sprawdzimy testem na jakąś umiejętność, czy Indianin nie zdoła ich naprawić. Colt zdatny do użytku, reszta ekwipunku przepadła w płomieniach, razem z czapką. Byłbym zapomniał - Ivaho ma jeszcze swój zapas lekarstw! Stracił wodę i racje żywnościowe, niestety...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 sierpnia 2015, 18:44

12 czerwca 2045, stacja przy drodze nr 79

Autostrada świeciła pustkami, ale Świszczący Joe wiedział, że buchające w pogodne niebo kłęby płomieni prędko zwrócą czyjąś uwagę. Na zachodnim pograniczu FA kręcili się różni ludzie, niektórzy wręcz z trudem do ludzkiej etykietki pasujący przez wzgląd na swe mutacje. Przeważająca większość żyła z szabru, a gdzie coś się paliło, tam instynkt kazał szukać łupów. Co więcej, wybity na stacji do nogi klan bikersów mógł liczyć innych jeszcze członków, z pewnością zainteresowanych przedłużającym się milczeniem ze strony swych kompanów. Kaznodzieja czuł narastającą potrzebę oddalenia się z miejsca katastrofalnego incydentu, rozsądek nakazywał mu jednak trzymać się reszty grupy.

Widząc interesujący kształt leżący na betonie opodal płonącego wraku Mitsubishi, Joe poszedł czym prędzej w jego stronę, ale i tak przez całą drogę śledził kątem oka podejrzanie nieruchomego Łowcę. Doświadczenie podpowiadało mężczyźnie, że diabolicznych wytworów Molocha nigdy nie wolno było lekceważyć, nawet w obliczu ich potencjalnego zniszczenia.

Interesujący okształt okazał się w rzeczy samej zdatnym do użycia Uzi, należącym wcześniej do Callahana. Kaznodzieja podniósł broń z ziemi, przestawił na wszelki wypadek jej bezpiecznik nie chcąc się przypadkiem postrzelić, popatrzył przez chwilę na dymiące czarne zwłoki Masona. W przeciwieństwie do ludzi ochronionych przed wybuchem przynajmniej frontonem sklepu, Mason i Callahan znajdowali się w chwili detonacji cysterny dosłownie na wyciągnięcie ręki od epicentrum eksplozji. Nisko zawieszone Mitsubishi nie mogło im zapewnić żadnej osłony, samo natychmiast stanęło w płomieniach.

Joe obejrzał się z ukosa na trawionego płomieniami Kenwortha. Jakiś potworny w skutkach wybuch dosłownie rozerwał od środka szoferkę cysterny, unicestwiając uwięzionego do końca w środku Maxa. Bohaterska śmierć godna tego, by opiewać ją niczym męczeństwo pierwszych chrześcijan. Joe pokiwał ze smutkiem głową i znieruchomiał raptownie słysząc dobiegający z pobliża ledwie słyszalny jęk.

Spod płatów pogiętej blachy oderwanej od podstawy antenowej wieży wystawała poczerniała ludzka ręka, poruszając spazmatycznie poparzonymi straszliwie palcami.
Joe ma przy sobie własny rewolwer, tylko tyle ocalił z katastrofy. Bagaż z rzeczami osobistymi, woda i żywność, lekarstwa, Biblia - wszystko poszło z dymem w szoferce Kenwortha. Teraz wzbogacił się dodatkowo o nabite do pełna Uzi, lecz czy Sługa Boży może się cieszyć z takiego bogactwa?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 sierpnia 2015, 18:47

12 czerwca 2045, stacja przy drodze nr 79

Bezceremonialnie spoliczkowany, brodaty posiadacz dżinsów ocknął się z głuchym jękiem i natychmiast pobladł jak ściana. Świadomy wywartego na biedaku wrażenia, Mad Dog podniósł się z klęczek i cofnął o krok od nieszczęśnika.

- Nie mdlej tak szybko, panienko! - sarknął stojący obok Tray, mierzący z wsadzonego pod pachę Springfielda pod stopy rannego brodacza - Mamy do ciebie kilka pytań, a czas ucieka. Kim są ci kanibale, o których wspomniałeś? Gadaj prawdę jak na spowiedzi, bo jak skłamiesz, będzie cię rozgrzeszał nasz znajomy kaznodzieja, a to szalenie surowy człowiek. Tamci mieszkają we Flatwoods? Gdzie to jest? Ilu ich jest? Gadaj, co wiesz!

Obserwujący jeńca sędzia odniósł wrażenie, że paraliżująca brodacza ślepa panika zaczęła w końcu ustępować. Drżenie rąk wciąż nie ustawało, a na obliczu mężczyzny utrzymywała się dziwna bladość, ale spowodowane było to raczej szokiem po bolesnym postrzale niż przerażeniem.

- Szaleńcy z Flatwoods! - wyrzucił z siebie więzień - Mieszkają tam, po drugiej stronie autostrady. Nie mieliśmy o nich pojęcia, dopóki nie zjawił się ten stary z Reo, pan Whistley. Wyglądał na handlarza złomem, urządzał sobie w okolicy żniwa, zajeżdżał tutaj od czasu do czasu, ale wiele nie opowiadał. Znacie takich ludzi, prawda? Nigdy nie mówią do końca prawdy.

- Pracowałeś na stacji? - upewnił się Mad Dog - Należysz do barona?

- Jestem zaprzysiężonym krwią wasalem czcigodnego pana Carringtona - oznajmił z emfazą brodacz, budząc w sędzim pusty śmiech charakterystyczny dla człowieka nie akceptującego systemu społecznego Federacji Appalachów - Robię tu od pół roku. Tankowanie, konserwacja, pilnowanie porządku. Nie mieliśmy wcześniej żadnych większych kłopotów, trochę przepychanek z bikersami, parę drapieżników... ale teraz zrobiło się kurewsko strasznie. Ludzie, mówię wam, uwierzcie mi. Musimy stąd spieprzać, zanim tamci zobaczą dym i przyjdą po nas. To miejsce jest stracone, na dodatek wszystko wypierdoliliście w kosmos. Noga boli jak cholera, moglibyście mi pomóc...
Więzień zaczyna mówić nieco składniej, najwyraźniej skrajna trwoga już mu przeszła; pewnie myślał wcześniej, że macie coś wspólnego z kanibalami, stąd ta jego histeryczna pierwsza reakcja. Tak czy owak, leży w piasku i cierpi i krwawi na dodatek, więc chętnie bym się dowiedział, czy chcecie mu w jakiś sposób pomóc? (chociaż oczywiście nie nalegam).

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 22 sierpnia 2015, 22:07

Tray Thor w duchu przestraszył się. Wieści jakie usłyszał nie były dobre dla niego, o ile tylko były prawdą... Jeśli jednak brodacz nie kłamał, to handlarz był w głebokim dupsku. Był ranny w stopę, a to oznaczało jedno. Jego kamraci, przy niekorzystnym obrocie spraw bez mrugnięcia okiem zostawią go na pastwę losu, zakończoną najprawdopodobniej kolacją u szaleńców z Flatwoods jako danie główne. Mógł poruszać się niewiele szybciej niż postrzelony przezeń racownik stacji, czyli był drugi w kolejce. Nie tak miało być... Miał zarobić kupę szmalu w towarach, a mógł skończyć jako zasrany szaszłyk na rożnie kanibali.

Czas zaczynał odgrywać teraz dla Tray'a niebanalną rolę:

- Jak daleko jest to Flatwoods koleś? Jak szybko mogą tu się zjawić?

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 23 sierpnia 2015, 13:29

Po twarzy czerwonoskórego przemknęła zmarszczka imitująca uśmiech, gdy odnalazł on łuk i kilka nadających się do użycia strzał. Dokładnie sprawdził mechanizm bloczkowy i stan cięciwy. Wszystko było w porządku.
Niczym cień przemknął w stronę przesłuchiwanego.
Słuchał jego odpowiedzi. Po czym powtórzył swoje, naginając swój język w taki sposób aby był jak najbardziej zrozumiały dla bladej twarzy.

- Z której strony nadejdą ? - Ivaho gestami wskazał autostradę i trzy możliwości kierunków. - Ile koni trzeba zajeździć aby do nich dotrzeć, znaczy się jak daleko stąd jest Płaski Las. Ile i jakie mają ruma... hmmm pojazdów. Jak liczne jest ich plemię? Mają psy, molochańskie maszyny? Mów! Czas gra na ich korzyść.
Ostatnio zmieniony 23 sierpnia 2015, 19:57 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ