Enkaiden, dystrykt portowy, 215.815.M41
Zadowolona ze zniszczenia panelu sterującego windą, Medea przyklęknęła w taki sposób, by nacisnąć swym kolanem na plecy pojmanego żywcem porywacza na wysokości jednej z jego nerek.
- Gretz był szefem - wykrztusił mężczyzna - To wszystko jogo pomysł, jego wina. Najął nas do łapania ludzi do okupu, przysięgam. Lutian i Rorg wyciągnęli spluwy dopiero wtedy, kiedy ty pokazałaś swoją, przecież sama wiesz.
Nathan skończył obmacywać ostatnie ciało, wprowadził pośród metalicznego szczęku nabój do lufy jednego z zabranych zabitym pistoletów.
- Nikogo wcześniej nie skrzywdziliśmy, zawsze płacono okup - ciągnął dalej mężczyzna, przekrzywiając w bok głowę i zerkając z wysiłkiem w stronę klęczącej mu na plecach kobiety - Gdybyśmy wiedzieli, że jesteście takimi twardzielami, nawet nie próbowalibyśmy.
Medea prychnęła w odpowiedzi, oddychając płytko przez nos. W pomieszczeniu unosił się bardzo silny zapach środków dezynfekujących, ale teraz przesycały go dwie inne charakterystyczne nuty: odór krwi oraz strzelniczego prochu. Kombinacja tych zapachów zaczynała przyprawiać ranną zabójczynię o zawroty głowy.
Gdzieś w dole coś huknęło, a potem kołowroty windy zajęczały przeraźliwie napinając się pod ciężarem klatki. Agentka spojrzała mimowolnie w stronę dymiącego panelu sterującego, pojęła w jednej chwili pochodzenie tajemniczego dźwięku.
Wiązka laserowego światła zniszczyła panel na parterze budynku, ale nie unieruchomiła środka transportu. Ktokolwiek właśnie wyruszył w górę szybu, wprawił windę w ruch dzięki panelowi znajdującemu się na niższym piętrze.
...